Intruz

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Intruz (ang. The Host) – romans science fiction, amerykańskiej pisarki Stephenie Meyer.

  • Ziemia, czasy współczesne. Kontrolę nad światem przejmują obce istoty zwane duszami, które, po przejęciu ludzkich ciał, wiodą w nich normalne życie. Chociaż dusze są łagodne i dobre, ich „żywiciele” nierzadko stawiają opór. Jedna z ostatnich wolnych istot ludzkich, dwudziestoletnia Melanie Stryder, zostaje schwytana; w jej ciało wprowadza się dusza o imieniu Wagabunda, której zadaniem jest wydobyć z pamięci Mel szczegóły dotyczące miejsca ukrycia innych wolnych ludzi. Okazuje się jednak, że Melanie jest bardzo silną i waleczną istotą i nie zamierza dać się stłamsić. Odgradza swoją pamięć grubym murem od Wagabundy i toczy z nią walkę o kontrolę nad ciałem. Nie jest w stanie nad nim władać, ale jej umysł wciąż pracuje. Cierpiąca z powodu utraty ukochanego Jareda oraz brata Jamiego Melanie niechcący podsuwa Wagabundzie coraz to nowe wspomnienia. Stopniowo Wagabunda i Melanie stają się sojuszniczkami i razem wyruszają na pustynię, na poszukiwanie Jareda, Jamiego i ostatnich „niezamieszkanych” ludzi. Kiedy już ich znajdują, rozpoczyna się mozolna walka o zdobycie zaufania i przekonanie, że intruz ma dobre zamiary. Tymczasem za Wagabundą podąża Łowczyni, dusza, której celem jest odkrycie ostatniego ludzkiego bastionu i unicestwienie wolnych ludzi...
  • Zastanowiłam się nad tym słowem. O d m i e n i e c.
    Czy to aby nie najtrafniejsze określenie, jakie o sobie słyszałam?
    Czy kiedykolwiek gdziekolwiek pasowałam?
  • – Ty i Doktor mnie o c h r a n i a c i e?
    – Dziwny ten świat, co?
    Upłynęło kilka sekund, nim zdołałam odpowiedzieć.
    – Jak żaden inny.
  • Czy byłam tchórzem? Chciałabym wierzyć, że tak – że to strach
    przed bólem wziął nade mną górę. W istocie jednak powód, dla
    którego zaczęłam mówić, był o wiele bardziej żałosny.
    Pragnęłam mianowicie mu – człowiekowi, który zajadle mnie
    nienawidził – r a d o ś ć.
  • Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało, powiedziała Melanie
    wiele dni temu, kiedy panowałam jeszcze nad swoim życiem.
  • Powiedz mu.
    Wybacz, ale nie jestem gotowa umrzeć w tej sekundzie.
  • To jak wybór między czekoladą a szpinakiem.
  • – Musisz mnie pocałować. Teraz. Proszę.
    – Co?
    – Wyjaśnię Ci to za chwilę! To nieuczciwe, ale... proszę. Pocałuj mnie.
    – Nie poczujesz się źle? Melanie nie będzie zła?
    – Ian! – ponagliłam. – Proszę Cię!
    Nic.
    – Nie, Ian. P o c a ł u j mnie. Naprawdę. Tak jakbyś c h c i a ł
    oberwać w twarz. Rozumiesz?
  • – To dla ciebie nie do zniesienia, że cię kocham? O to ci chodzi?
    Mogę zamilknąć, Wando. Nigdy więcej ci tego nie powiem. Możesz być
    z Jaredem, jeżeli tego właśnie pragniesz. Ale zostań!
    – Nie, Ian! – Wzięłam jego twarz w dłonie – Nie. Ja... ja też cię kocham.
    Ja, mała srebrna glista z tyłu głowy. Ale moje ciało cię nie kocha.
    Nie potrafi cię pokochać. W tym ciele nigdy nie będę mogła cię kochać.
  • No dobra, westchnęła Mel. Róbcie, co chcecie. Ja... wyjdę do drugiego pokoju,
    dodała ironicznie.
  • – Jesteś najszlachetniejszą i najczystszą istotą, jaką kiedykolwiek poznałem.
    Bez ciebie wszechświat będzie gorszy i smutniejszy.
  • Nie obchodzi mnie ta twarz, tylko jej wyraz. Nie obchodzi mnie ten głos, tylko to, co mówisz. Nie obchodzi mnie to, jak w tym ciele wyglądasz, tylko co nim robisz. Ty jesteś piękna.
  • Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość.
    Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu?
    Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia?
    Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam.
    Miłość po prostu jest, albo jej nie ma.
  • Z Ianem było inaczej, zupełnie inaczej, ponieważ Melanie nie kochała go tak jak ja. Dlatego kiedy mnie dotykał, doświadczałam czegoś głębszego i wolniejszego, przypominającego bardziej podziemną wędrówkę płynnych skał, ukrytych zbyt głęboko, by można poczuć ich żar lecz zarazem pozostających w ciągłym ruchu, który kształtuje od nowa posady świata. Moje ciało stało między nami jak całun gęstej mgły – wystarczająco jednak przezroczystej, bym mogła ja przejrzeć i odgadnąć, co się dzieje. Zmieniałam się ja, nie Mel. Był to proces niemal metalurgiczny, zachodzący głęboko we mnie, zaczęty dawno i zbliżający się ku końcowi. Ten długi pocałunek zwieńczył dzieło – zanurzył rozżarzone ostrze w zimnej wodzie, nadając mu trwały, niezniszczalny kształt.
    Znowu zaczęłam płakać, gdyż uświadomiłam sobie, że podobna zmiana musi zachodzić również w nim – w tym oto mężczyźnie, tak dobrym, że mógłby być duszą, i zarazem tak silnym, jak tylko człowiek potrafi być.
    Zbliżył usta do moich oczu, lecz było już za późno. Stało się.
    – Nie płacz, Wando. Nie płacz. Zostaniesz ze mną.
    – Osiem pełnych żyć – szepnęłam łamiącym się głosem, tuląc usta do jego policzka – Przez osiem pełnych życ nie spotkałam nikogo, dla kogo zostałabym na jednej planecie, za kim powędrowałabym gdziekolwiek. Nigdy nie znalazłam sobie partnera. Dlaczego teraz? Dlaczego ty? Należysz do innego Gatunku. Jak możesz być moim partnerem?
    – Świat jest dziwny – odparł cicho.
    – To niesprawiedliwe – obruszyłam się. To nie było sprawiedliwe. Znaleźć cos takiego, odnaleźć miłość – teraz, w ostatniej chwili – i musieć odejść? Czy to sprawiedliwe, że moja dusza i ciało nie mogły żyć w zgodzie? Czy to sprawiedliwe, że musiałam kochać również Melanie? Czy to sprawiedliwe, że Ian musiał cierpieć? Jeżeli ktoś zasługiwał na szczęście to właśnie on. To nie było sprawiedliwe ani słuszne, ani nawet…normalne. Jak mogłam mu to robić?
    – Kocham cię – wyszeptałam
    – Nie mów tego tak, jakbyś się żegnała
    Kiedy musiałam
    – Ja, dusza, której na imię Wagabunda, kocham ciebie, człowieka o imieniu Ian. Nigdy się to nie zmieni, nieważne co się ze mną stanie. (…) Zawsze będę cię kochała, zawsze będę o tobie myślała, Nigdy nie będę miała nikogo innego.
  • – Kiedy o tym myślałam, czułam radość i napięcie, nieśmiałość i wielką niecierpliwość – wszystko naraz. Czułam się c z ł o w i e k i e m.