Blow
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Blow – amerykański film z 2001 roku w reżyserii Teda Demme'a. Scenariusz napisali David McKenna i Nick Cassavetes na podstawie powieści Bruce'a Portera.
Spis treści |
[edytuj] Wypowiedzi postaci
[edytuj] George Jung
- Amerykę ogarnęło kokainowe szaleństwo. Z Hollywood, niczym pożar, rozprzestrzeniło się na wschód. Wszyscy brali. Naprawdę wszyscy. Stworzyliśmy rynek. Jeśli brałeś kokę w latach 70. lub 80., na 85% pochodziła od nas.
- Aresztowali mnie. Wszystko było ukartowane przez FBI i DEA. Ale to bez znaczenia. Dulli i Derek wystawili mnie, żeby ratować siebie. Nieważne. Dostałem 60 lat w Otisville. To też nie miało znaczenia. Ale złamałem obietnicę. Straciłem wszystko, co się dla mnie liczyło.
- Cześć, tato. To było tak dawno temu. Miałem metr dwadzieścia. Ważyłem 30 kilo, ale cały byłem twój. Te sobotnie poranki, kiedy zabierałeś mnie do pracy. Pamiętam, wsiadaliśmy do wielkiej, zielonej ciężarówki. Myślałem wtedy, że to największa ciężarówka w świecie. Nasza praca była taka ważna. Gdyby nie my, ludzie zamarzliby w domach na śmierć. Wierzyłem, że nikt by cię nie pokonał. Pamiętasz nasze filmy? Mama przebrana za Lorettę Young. Wspólne lody i mecze. I Waino „Tuna”. A potem nasz wyjazd do Kalifornii. I wróciłem dopiero wtedy, gdy ścigało mnie FBI. Ten agent... Trout. Kiedy ukląkł, żeby włożyć mi buty, powiedziałeś: Tak, to właśnie odpowiednie zajęcie dla ciebie, draniu. To ci się udało. Pamiętasz? I ten dzień, kiedy powiedziałeś, że pieniądze nie są ważne? Staruszku... Mam 42 lata i dopiero teraz zrozumiałem, o co ci wtedy chodziło. Tak dawno temu. Nareszcie zrozumiałem. Jesteś wspaniały, tato. Szkoda, że tak niewiele dla ciebie zrobiłem. Że tak mało czasu spędziliśmy razem. Niech wiatr zawsze wieje ci w plecy, a słońce świeci w twarz. I niech dobry los da ci zatańczyć wśród gwiazd. Kocham cię, tato. Twój George.
- Czy mam na sobie szminkę? Pytam, czy mam na sobie szminkę? Bo chcę mieć pewność, że moja twarz dobrze wygląda, kiedy jestem dymany.
- Zobacz też: szminka
- Danbury nie było więzieniem, tylko szkołą przestępców. Trafiłem tam jako magister z marihuany, wyszedłem z doktoratem z kokainy.
- Zobacz też: marihuana
- Jest świetna. Doskonała. Panie i panowie, oto stuprocentowa kolumbijska koka. Rewelacja. Czysta jak śnieg.
- Jesteś moim sercem. Mógłbym żyć bez serca?
- Zobacz też: serce
- Kiedy przemycasz narkotyki, musisz być spokojny. Ja staram się myśleć o czymś przyjemnym. Jakiejś udanej imprezie, wygranej, czasem o seksie. Myślami przenoszę się w inne miejsce. Odrobina medytacji. Musisz wyobrazić sobie najdrobniejsze szczegóły. I broń Boże, nie myśleć, ile ci dadzą, jak cię złapią z 15 kilogramami koki w walizkach.
- Szczerze mówiąc, nie uważam, żeby to było przestępstwo. Skazanie mnie świadczyłoby o braku rozsądku i logiki. Jeśli nad tym pomyśleć, to co ja takiego zrobiłem? Przekroczyłem umowną linię z kilkoma workami roślin. Jestem bandytą? Złodziejem? A gdzie pomoc dla tych, którym źle się dzieje? Więc szukasz kogoś, komu nigdy nie zbraknie sił. Kto będzie zbierał kwiaty, czy dobrze jest, czy źle. Kogoś, kto otworzy każde zamknięte drzwi? Nie mnie, skarbie, szukasz. Nie mnie.
- Tuna i ja zostaliśmy królami Manhattan Beach. Kto chciał trawy, kupował ją od nas. Forsa do ręki. Zarabiałem więcej niż w normalnej robocie. Wyrobiłem sobie markę. Ludzie zaczęli na mnie mówić Boston George. Było super.
- W więzieniu, codziennie myślałem tylko o jednym. O mojej małej. Musiałem odzyskać swoje serce.
- Wtedy zrozumiałem, że nie dla mnie takie życie. Musiałem uciec. Jak najdalej. Latem '68 przenieśliśmy się z Tuną do Kalifornii. Czarny TR3 i 300 dolarów w kieszeni. To było życie. Istny raj. Wynajęliśmy małe mieszkanko przy plaży. Nic specjalnego, ale miało swoje plusy.
[edytuj] Fred Jung
- Niech wiatr zawsze wieje ci w plecy, a słońce świeci w twarz. Niech wiatry przeznaczenia zaniosą cię do nieba, byś zatańczył z gwiazdami.
- Pieniądze wcale nie mają znaczenia. To tylko pozory.
- Zobacz też: pieniądze
[edytuj] Dialogi
- Diego: Jesteś magico.
- George: Jestem zmęczony. Idź spać.
- Diego: Bo wiesz, w moim kraju i mnie mają za magico. Człowieka z wizją, marzeniem. Kogoś, kto umie zrobić coś z niczego. Ty też marzysz, George?
- George: Tak, żeby wreszcie zasnąć.
- Diego: Masz marzenie i może zdołasz je spełnić, ale na razie przegrywasz. Dlaczego?
- George: Bo mnie złapali.
- Diego: Nie. Dlatego, że wybrałeś niewłaściwe marzenie.