Zwierzenia Georgii Nicolson

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Zwierzenia Georgii Nicolson – seria powieści dla nastolatek autorstwa angielskiej pisarki Louise Rennison.

  • Albo wyjaśnienie od Robbiego: „Cześć Georgia. Przestań za mną łazić, bo się ośmieszasz. Zakochałem się w pewnej torbaczce, którą poznałem w Krainie Kangurów, i tylko dla niej gram na gitarze, stojąc w rzece. Skomponowałem dla Gayleen (tak ma na imię moja ukochana) piosenkę, której tekst dołączam. Jej tytuł: Jesteś moją torbaczką, włochatą całowaczką, dla ciebie chcę żyć i o tobie śnić, o ma piękna kangurzyco, niech ucałuję twe kosmate lico”.
  • Chłopcy żyją w świecie swoich umysłów. A co to niby ma znaczyć? Ja nie żyję w świecie swojego umysłu, za duży tam bałagan.
  • – Chyba przemieniam się w kowboja – mruknęłam do Rosie i Jools.
    – Może po kolacji pozaganiamy trochę bydło, żeby wypełnić czymś czas przed powrotem do cywilizacji i naszych chłopaków?
    – W porzo.
    Po babeczkach z owocami idziemy szukać jakichś krów.
  • – Ciekawe, czy dokonałam dobrego wyboru – powiedziałam do Rosie. – Może jednak Masimo podoba mi się bardziej niż Robbie?
    – W życiu trzeba kierować się priorytetami – odparła.
    O kurczę, mówi całkiem mądrze jak na osobę z milionem warkoczyków na głowie i z doczepioną sztuczną brodą.
    – To znaczy? – spytałam.
    – To znaczy: który z nich całuje lepiej?
  • – Czekamy na ciekawe historie i obserwacje, które klasa dziesiąta przywiezie z wycieczki.
    Och, zapewne z wielkim przejęciem będziemy opowiadały, jak zobaczyłyśmy borsuka, który drapał się po tyłku.
  • Dave nie jest ani Bogiem Seksu, ani Bogiem Miłości. Jest Bogiem Dave'em. A takiego boga nie ma na liście bogów.
  • – Dokąd idziesz?
    – Do Jas.
    – Z toną makijażu i w najkrótszej spódnicy, jaką masz?
    – Mamo, odpuść. Zapomniałaś, jak sama byłaś młoda? Na pewno w jakichś papirusach przeczytasz, jak wtedy było.
  • Drzwi do mojego pokoju otworzył się hukiem.
    – Mamo, śpię – mruknęłam.
    – To znaczy, że nie chcesz tego listu?
    Usiadłam na łóżku.
    – Jakiego listu?
    Podała mi kopertę.
    – Tego. Leżał na wycieraczce. Schowałam go do torebki i zupełnie o nim zapomniałam. Pewnie ktoś przyniósł go osobiście, bo na kopercie jest tylko twoje imię.
    – Dawaj! Nie wolno przetrzymywać listów Jej Wysokości, czyli moich.
    – Jak myślisz, kto go przyniósł?
    – Pewnie Święty Mikołaj. Albo ktoś z zaświatów. Mamo, nie mam pojęcia, bo ciągle go trzymasz.
  • Ellen wydukała, że interesuje ją praca pielęgniarki. Pierwsze słyszę. Coś wam powiem: nie chciałabym trafić na izbę przyjęć, w której pracowałaby Ellen. Wyobraźcie sobie; przychodzicie z ręką wiszącą na kawałku skóry, a Ellen pyta: „Yyy... chodzi o lewą rękę, czy... hmmm... coś się stało z prawą?”.
  • – Georgia, odbiło ci czy jak? Zobaczysz, skończysz jak wujek Eddie.
    – Jasne. Przemienię się w łysego wariata na motorowerze, bo chciałam wyprostować sobie włosy. Trzeba ostrzec wszystkie kobiety.
  • Jaki ładny dzień. Ptaszki bzyczą, pszczółki ćwierkają, a Seksmaszyna Angus baraszkuje w porannym słońcu z Naomi. Jeśli lizanie nawzajem swoich odbytów jest wyznacznikiem miłości, to oni muszą się naprawdę ogromnie kochać.
  • Libby jak na małą dziewczynkę puszcza potwornie śmierdzące wiatry. Jej bąki są jak wystrzały z pistoletu i koszmarnie cuchną. Gdyby ktoś wtedy zapalił zapałkę, cały dom wyleciałby w powietrze. I zostałoby wystarczająco dużo gazu, żeby na nim gotować do końca roku.
  • – Lindsay, twoje włosy wyglądają niesamowicie naturalnie – zauważyłam. – Naprawdę bardzo ci do twarzy w tej fryzurze. Podkreśla zwłaszcza twoje kolana.
  • – Ładne dziewczyny nie mają lekko – westchnęłam.
    – Kogo masz na myśli?
    – Oczywiście siebie.
    Udała, że mnie policzkuje i powiedziała:
    – Nie świruj.
  • Łubudubu! Aaaaa! Matko, co znowu tam się dzieje? Usłyszałam uroczy głos mojego ojca:
    – Cholera jasna, ten przeklęty kot znowu wbił pazury w mój tyłek!
    Życie w moim domu to czysta rozkosz. Panuje tu tak dystyngowana atmosfera jak w Dumie i uprzedzeniu Jane Austen.
  • Masimo też nie dzwoni. Może rzeczywiście myśli, że jestem psychiczna? Albo że złapałam tamten pociąg i wyjechałam na parę dni. W takim razie to on jest psychiczny.
  • – Musimy opracować jakiś plan – mruknęłam. – Może powinnyśmy mieć wypadek?
    – Jaki wypadek? – spytała Mabs.
    – Mogłybyśmy wpaść do dołu.
    – Jakiego dołu? – zdziwiła się Jools.
    – No, możemy same go wykopać.
    – Wykopać dół i potem do niego wpaść?
    – Tak.
    – Świetny pomysł – przyznała Rosie. – Kompletnie szurnięty, nawet jak na ciebie.
  • – Musimy zwołać walne zebranie Drużyny Asów – oświadczyłam.
    – Myślałam, że wybiorę się z Tomem nad rzekę i...
    – No to źle myślałaś.
  • Namiot się zapadł. Obudziłam się, przywalona jakby wielką kołdrą, nic nie widząc. Słyszałam tylko przytłumione głosy i pisk Rosie:
    – Oślepłam! Oślepłam!!!
  • No, ale moje motto brzmi: żyj i pozwól żyć innym. Herr Kamyer rzucał cień, a my musiałyśmy odgadnąć, co to za zwierzę. Jas okropnie się napaliła: odgadła królika, orła i tak dalej. Ciągnęło się to z milion godzin. Nie wiem, skąd miałyśmy się domyślić, co to za zwierzęta, skoro widziałyśmy tylko dłonie Herr Kamyera. W końcu powiedział ze swojego namiotu:
    – No, dziewczęta, chyba już dosyć na dzisiaj.
    Włożył rękę do plecaka, żeby coś wyjąć. Wciąż było widać zarys jego sylwetki na tle oświetlonej ściany namiotu.
    – Słoń! – zawołałam.
    – Ach, nie, już skończyłem – odparł. – Już nie robię zwierząt. – I wyszedł z namiotu ze szczoteczką do zębów.
    – Lama na wakacjach. – powiedziała Rosie.
    Herr Kamyer ruszył do „toalety”.
    – Nein, nein, koniec zabawy.
    Krzyknęłyśmy za nim:
    – Ktoś z rodziny Kochów!
    On jednak nie usłyszał. Ale za to Jas usłyszała. Jas, reprezentantka Klubu Miłośników Przyrody Wielkiej Brytanii, odezwała się:
    – Georgia, przestań się wygłupiać. Idę do kryjówki, żeby wypatrzeć jakieś borsuki. Ktoś idzie ze mną?
    Zwariowała czy jak?
  • Noc była piękna, niebo poczerniało, a gdzieś w oddali cicho pohukiwała sowa. W innych okolicznościach tylko by mnie to zirytowało, ale teraz pomyślałam: „Dobranoc, panie Sowo, mam nadzieję, że tej nocy pani Sowa dotrzyma ci towarzystwa... chyba, że to ty jesteś panią Sową, a skoro tak, to życzę ci miłych chwil spędzonych z panem Sową. A jeśli jesteś samotna, zawsze możesz przespać się w łóżku Jas. Jeśli lubisz wypchane sowy, czeka cię odlotowa zabawa!”.
  • – No i? No i? – spytałam. – Jak było?
    Spojrzała na mnie i jak co rano zaczęła przygładzać sobie grzywkę. Strasznie mnie to irytuje.
    – Wybiegłaś jak idiotka. – powiedziała.
    – Tak, wiem, byłam przy tym.
    – Tak, ale potem cię nie było i na tym polega problem. Wszyscy mnie pytali: „Co tej Georgii się stało? Zwariowała czy jak?”
    – Jas, jeśli przyniosę ci herbatkę i coś na ząb, postarasz się zachowywać normalnie i opowiesz mi, co się działo po moim wyjściu? To kwestia życia i śmierci. TWOJEGO życia i TWOJEJ śmierci.
  • O kurczę, myślałam, że Heidi jest nudna – jak okiem sięgnąć nic tylko ser, kozy i zrzędliwe dziady – ale Kopciuszek bije ją na głowę. Oto jej historia: Kopciuszek mieszka z brzydkimi przyrodnimi siostrami, które jej nienawidzą, bo jest ładna. W sumie trudno im się dziwić. Jak patrzę na tego ślicznego Kopciucha, to sama miałabym ochotę zrobić jej kocówę. Przeczytałam bajkę jak najszybciej, żeby już mieć to z głowy. Kopciuch sprząta. Jakiś przystojniak w peruce zaprasza brzydkie siostry na bal. Kopciuszek nie może iść, bo łazi w szmatach, ale pojawia się jakaś szurnięta kobita ze skrzydełkami i przemienia jej łachy w suknię balową, a koty, myszy i dynię w karetę i konie. Męczydusza (czyli Kopciuszek) tańczy z jakimś innym przystojniakiem w peruce (nie tym pierwszym), wychodzi o północy, przymierza pantofelek i wychodzi za Księcia Perukę. Koniec bajki.
  • Pani profesor, w jakim zawodzie może pracować narzeczona wikinga? Interesuje mnie zwłaszcza praca z reniferami i kadziami na wino.
  • Podeszli do naszego stolika i zaczęła się męska gadka.
    – Cześć, jak tam?
    – Spoko.
    – Tak?
    – No. A u ciebie?
    – Też spoko.
    Co za brednie! Nie wiem, dlaczego się uważa, że to dziewczyny są powierzchowne i rozmawiają tylko o kosmetykach. Chłopcy są o niebo gorsi! Nigdy nie mówią wprost. Nawet jeśli się pobiją i pourywają sobie głowy, potem powiedzą (z pewnym trudem z powodu pourywanych głów): „Nie, słuchajcie, jest spoko. Szacun”.
  • Rosie rajstopami przywiązała bizonie rogi do łba owcy i spróbowała jej dosiąść jak mustanga. Owca się przesunęła, więc Rosie zaszła ją od tyłu, przez sekundę zdołała utrzymać się na jej grzbiecie, po czym spadła prosto w owczą kupę. Zabawa jak w remizie.
  • Rosie zaplata sobie cieniutkie warkoczyki.
    – Wyglądasz w nich jak przygłup – powiedziałam.
    – Naprawdę? Aż tak ładnie?
  • – Skoczę zobaczyć, co robią krowy w ten piękny wieczór.
    Rosie i Jools zerwały się na równe nogi, mamrocząc:
    – Idziemy z tobą.
  • – Szukam swojego wewnętrznego ja.
    Matko kochana. Jej wewnętrzne ja to pewnie sowa.
  • Tata Jas jest albo wyjątkowo uprzejmy, albo chory psychicznie. Trudno orzec. Pozwolił Angusowi wnieść gazetę do domu i nawet się nie wkurzył, kiedy Angus ją zjadł.
  • – Tato...
    – Georgio, pojedziesz na tę wycieczkę i koniec dyskusji. Zawieziemy Libby do dziadka i trochę sobie z mamą odpoczniemy.
    – Mama z tobą nie odpocznie, bo ty ciągle bredzisz bez sensu, podpalasz własne bąki i tak dalej. Błagam, nie każ mi jechać. Norniki pożrą mnie w tym lesie.
    – I bardzo dobrze.
  • – Tom mówi, że jeśli szczęście nam dopisze, może zobaczymy nawet lisy!
    – Hurra! – mruknęłam z ironią, ale przypomniało mi się, że mam u niej nocować, więc zmieniłam swoją wypowiedź na: – Hurra, mam nadzieję, że zobaczymy lisy, może nawet jakieś... te... kozy.
    – Kozy? Kozy nie żyją w lesie, tylko na farmach.
    – Może im się znudzi spokojne życie na farmie i przyjdą do lasu, żeby zawrzeć nowe przyjaźnie?
    – Nabijasz się ze mnie.
    – Jas, stwierdzam tylko fakt, że to niesprawiedliwe, że lisy, borsuki i inne dzikie zwierzęta, które nie kiwną palcem w bucie, żeby pomóc innym, mogą sobie chodzić luzem po lesie, a biedne stare kozy, które dają mleko i tak dalej, muszą siedzieć w zamknięciu. Tylko tyle chciałam powiedzieć.
    – Muszę już kończyć.
    I odłożyła słuchawkę.
  • W pewnej chwili rozległ się dzwonek roweru i podjechał Sven na dziecięcym rowerku.
    – Czadu, dziewczyny!!! – Przejechał kawałek na tylnym kole i wpadł na drzewo. Zostawił rower na ziemi, złapał Rosie i posadził ją sobie na barana. Widać jej było majtki. – Jestem dziki!!! – wydarł się na całe gardło.
    W sumie mówił prawdę. Rosie dodała z góry:
    – No to papatki! Idziemy się trochę poprzytulać.
    I Sven pobiegł do parku z garbem w kształcie dziewczyny.
  • Wreszcie nasz namiot stoi, a my w nim siedzimy. I to wszystko? Tyle hałasu o nic? Mam siedzieć pod jakąś szmatą i gapić się na pole?
  • Wtedy weszła mama, ciągnąć ze sobą Josha i Libby. Spełniły się wszystkie moje najgorsze obawy. Josh wyglądał jak drag queen. I to z irokezem. Mama była wpieniona.
    – Co powie jego mamusia? Ty niegrzeczna dziewczynko! Przecież zabroniłam ci bawić się nożyczkami.
    Libby też się rozzłościła.
    – Jestem już duza i wsystko mi wolno.
    – Nie tym tonem moja panno – odezwał się tata.
    Libby oparła dłonie na biodrach i wrzasnęła:
    – To ty nie tym tonem, moja panno!!!
  • Z listu Robbiego udało mi się odczytać tylko tyle: „Tom mi opowiedział o Twoim wspaniałym tańcu do melodii IMCA... jesteś bardzo sympatyczną skończoną świruską”. Spodziewałam się większego wyrafinowania.
  • – Zadzwoniłam.
    – Jas.
    – Co?
    – To ja.
    – A to ja.
    – Nie zaczynaj.
    – Wcale nie zaczynam.
    – No i dobrze.
    – Sama widzisz.
    – Widzę.
    I odłożyłam słuchawkę. Ale jej nagadałam!
  • Zadzwoniła Rosie.
    – Biorę ze sobą rogi.
    – Po co?
    – Poćwiczymy wikińskie disco, a poza tym przydadzą się na wypadek, gdyby nas zaatakowały wściekłe krowy.
    Matko kochana.
  • – Zanim skończysz dwadzieścia pięć lat, twoje włosy będą wyglądały jak z nylonu!
    – Mamo, co mnie to obchodzi, jak będę wyglądać w wieku dwudziestu pięciu lat? Wtedy już i tak kompletnie zeświruję, jak ty.
    Gdybym nie wykazała się refleksem i nie wykorzystała swoich akrobatycznych umiejętności, odniosłabym poważne rany od szczotki do włosów, którą we mnie rzuciła. Ona jest strasznie rozchwiana emocjonalnie.