Wszystko czerwone

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Stacja kolejowa w Allerød – tu zaczyna się akcja powieści.

Wszystko czerwonepowieść kryminalna Joanny Chmielewskiej.

Pan Muldgaard[edytuj]

  • A możliwe, że pani wiadomości posiada. O ta osoba, morderca. Pani musi umysłowa robota wykonać, mnogo, wielkie mrowie. Zaprawdę na pamięć waszą zaległo, a musicie rozjaśnić mroki.
    – Zaprawdę, pamięć nasza nie powiada nam nic…
  • Azali były osoby mrowie a mrowie?
  • Dlaczego same nogi? – spytał. – A reszta kadłuba nie?
  • Kogo zezwłoka pani życzy sobie tu? – (…) – ucho moje słyszało. Jakiego zezwłoka, pragnął wiedzieć. Zezwłoka bez zwłoki.
  • Kwas pikrynowy. Bardzo wielka moc, ona pcha ciężar, któren śmiga.
  • Niedobrze – rzekł. – Światłość była na pani osoba. On wykonywa zła zamiara poprzez okno. Pani winna nie siadywać na światłość.
  • Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
  • Pan – rzekł nieco podejrzliwie, wskazując długopisem Pawła. – Ucho moje słyszało. Nie spożył kawę. Wizytował krze. Dlaczego?
  • Pani nie zna kogo? Pani nie zna nic?
  • Ta dama – upewnił się – to wasza mać?
  • Zadziwienie odczuwać należy – rzekł. – Nader nieordynarny spożyły jad osoby nieżywe.

Inne[edytuj]

  • – A te plamy to co? – zaprotestowałam. – Każdy by się pomylił! Plamy powinno się mieć po śmierci, a nie za życia!
  • – Biedny Kazio – powiedziała z westchnieniem. – Nie miałam pojęcia, co z nim zrobić…
    – Na litość boską – powiedziała ze zgrozą zaskoczona Alicja. – I zabiłaś go?!
  • – Co prawda morderca może nie wiedzieć, że ty też nie wiesz, ale wątpię, czy mu chodzi o doniczki z bulwami. Szczególnie że bulwy prawdopodobnie już dawno trafił szlag…
  • – Dlaczego ja, do diabła?! – zdenerwowałam się. – Ni mnie ten Edek ział, ni mnie grzębił…!
    (…) – Powiedziałam, że ni mnie grzał, ni mnie ziębił.
    – Ział! Edek cię ział i grzębił!
    – Oszalałaś?! Przeciwnie! Nie ział mnie! I nie grzębił!
  • – Drugi – poprawiła Alicja. – Pierwszy raz widziała go w Warszawie. Jak mu zawiozła ode mnie ten pędzel do golenia. Spotkała się z nim.
    – I to ją tak zdegustowało, że przy następnej okazji od razu go utłukła?
  • – Jakiś kant! Kto to widział, żeby tak wyglądać i żyć!
  • – Jak to, nie żyją… Oboje? Jesteś pewna, że nie żyją?!
    – Oboje. Zosia też jest pewna. Całkiem dokładnie nie żyją oboje.
  • – Kto, do ciężkiej cholery, chce mnie ciumciać po brzuszku?! – powiedziała z wyrazem niebotycznego osłupienia. – I to jeszcze po ślicznym!!!?
  • – Może spotkali go po drodze, wracając? – powiedziała Zosia, równie niepewnie.
    – I częstowali się nawzajem trucizną?
  • – Powtórz te kretyństwa jeszcze raz – zażądała Zosia.
    Powtórzyłam, dodając kilka następnych.
  • Uważasz, że zbrodnie popełniają tylko osoby poważne, odpowiedzialne i solidne?!
  • – Z całą pewnością nikt nie wie, gdzie zakopałam doniczki z bulwami. Ale tego ja także nie wiem, bo nie zaznaczyłam sobie miejsca. Już od kilku miesięcy nie mogę na nie trafić.