Szał uniesień

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Szał uniesień

Szał uniesień – słynny obraz Władysława Podkowińskiego z 1894 roku.

  • Czy w ogóle ktokolwiek zdawał sobie wówczas, przed stu i dziesięciu laty, sprawę z roli, jaką Szał uniesień odegra w historii naszej sztuki? Toż w rzędzie jej sztandarowych obrazów stoją tuż obok siebie patriotyczne „machiny” Mistrza Jana i płótno młodziutkiego artysty, Grunwald i Szał. Najsławniejsze i najbardziej znane. Z pozoru nie łączy ich nic, bo co może łączyć heroiczny temat z dziełem „rozwiązłym i rozpasanym”, a na dodatek pełnym błędów, o którym jeden z krytyków napisał, że jest ono „karykaturą kobiety Żmurki na karykaturze konia Regnaulta”? Wbrew pozorom wiele. Jednoczy je rozmach i pasja, szalony ruch, wewnętrzna dynamika, podjęte ryzyko i nieliczenie się z nikim i niczym dla osiągnięcia zamierzonego celu. Oraz to, że były w swym zamierzeniu symboliczne i za symbole zostały przez współczesnych i potomnych uznane.
    • Autor: Jerzy Madeyski, Władysław Podkowiński – wszędobylski reporter czy rozszalały impresjonista?, „Gazeta Antykwaryczna. Rynek Sztuki”, nr 7/8 (88/89), lipiec/sierpień 2003
  • Czyż można sobie wyobrazić zmysłowość w bardziej nagiej, bardziej poziomej, jeszcze potworniejszej formie? Jeśli widok bachanalii i podobnych utworów obrzydzeniem i zgrozą wykształconego człowieka przejmuje, to cóż powiedzieć o tym wcieleniu zmysłowego związku zwierzącia z człowiekiem w imię tylko jedności żądz i pokrewieństwa szału (...). Trzeba więc być pozbawiony nabytków ludzkiej kultury, nie znać wyższych nad fizjologiczne potrzeb życia, wybujałym indywidualizmem tłumić dążenia społeczne, trzeba życiem roślinnym zaćmić światłość myśli, w dzikich żądz otchłani zatopić wyższą ludzkość jednoczące uczucia, żeby w odartym z ducha człowieku widzieć współbrata i poczuwać się z nim do solidarności.
    • Autor: Stanisław Karpowicz, Nowy objaw zwyrodnienia sztuki oraz istotne jej zadania, „Ateneum”, 1894
  • Dłużej wytrzymać tego nie mogę,
    Jakiś pacykarz tak mnie urządził.
    To chyba gorsze niż żywy ogień.
    Niech dobry Bozia drania osądzi.
    (...)
    W chrapach mam taką wariacką miłość,
    Gdy serce bije z największym trudem.
    Coś mi do karku się przyczepiło,
    Nie dość że gołe, to jeszcze rude.
    (...)
    Pędzę więc dalej, pędzę na oślep,
    Ale uważaj, nędzny malarzu,
    Że jak się wścieknę, to babę strącę,
    A wtedy zniknę z tego obrazu!
    • Autor: Leszek Wójtowicz, Pieśń konia według „Szału uniesień” Podkowińskiego w stulecie powstania obrazu
    • Opis: wykonana na kabaretonie w Opolu przez Jacka Wójcickiego w 1994.
    • Źródło: „Konie i Rumaki”, nr 13 (94)
  • Kompozycja ta pochłaniała go wtedy niezmiernie, odbierała spokój, wypędzała z pracowni położone na skraju Paryża na fortyfikacje, gdzie zapatrzony przed siebie, młody rysownik chciał z przestrzeni wywołać to, czego nie umiał wytłumaczyć sobie sam i objąć w formę bardziej konkretnej myśli i uczucicia. Podkowiński marzył wtedy o Salonie przyszłorocznym, o wrażeniu, jakie płótno to wywrze. Wierzył w swą umiejętność rysowania koni, w swój szyk w kreśleniu konturów kobiecych.
    (...)
    Obraz ten zaciekawia i przykuwa, nęci i drażni zarazem; oryginalność pomysłu i zmysłowość – przemawiają do wyobraźni kolejno. Nie łączyłbym tego płótna w szereg prac stanowiących jakichś określony kierunek, nie nazwabym go symbolicznycm, bo tego chyba tu najmniej. Praca ta, przy całej oryginalności swoich wad i welkości swoich zalet powinna stanąć odrębnie, jako oderwane dzieło dużego talentu, nie ciążące do żadnego kierunku.
    • Autor: Stefan Laurysiewicz, „Szał”. Obraz Wł. Podkowińskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1894, nr 14
  • Niszczenie dzieł przez artystów to jeden z najtrwalszych wątków biografistyki artystycznej, dramatyczny element czarnej legendy artysty.(...) Wszakże czyn Podkowińskiego, bardzo typowy dla fin de siècle'u, jak to wtedy określano, wywołał w sferach artystyczno-dziennikarskich wrzawę, jaka nie była nigdy udziałem żadnego obrazu. Spekulowano przede wszystkim co do pobudek, jakimi kierował się artysta: czy było to niezadowolenie z dzieła, czy chęć rzucenia go pod nogi ukochanej, czy wreszcie reklamiarstwo. Chodziło też plotki, że w kobiecie z Szału poznano pewną znaną damę i Podkowiński zniszczył obraz pod groźbą skandalu. Niezależnie od przyczyn, spektakularny gest artysty w połączeniu z erotycznym charakterem Szału stworzyły wokół obrazu jedyną w swoim rodzaju aurę. Ona to powoduje, że po dziś dzień wybucha co jakiś czas spór między tymi, którzy widzą w dziele Podkowińskiego półpornograficzny superkicz, a tymi, którzy skłonni są uznać je za znaczące dzieło polskiego symbolizmu.
  • Obraz ten żywo stoi w pamięci tych wszystkich, którzy go oglądali. Chorobliwa jakaś fantazja kierowała ręką artysty, gdy go malował. I koń, który tym razem uosobił tę samą myśl, którą ongi szkielety ilustrowały, i kobieta zlewająca się z nim w jedną całość, były to nie żywe istoty, lecz symboliczne jakieś bestie, które za chwilę ziemia miała pochłonąć. Tak wyrobiony rysownik, jakim był Podkowiński, popełnia niemożebne błędy tak w konstrukcji bohaterów swej akcji, jako też w szczegółach. Obraz był pełen kardynalnych wad, zwyciężał je jednak intensywnością dramatycznego nastroju.
  • Powściągliwy w zachwytach i w szafowaniu wawrzynami, nie waham się jednak przyznać, że ta wspaniała fantazja malarska, wcielająca jakiś sen gorączkowy, ale poezji i namiętności porywającej pełny, stawia od razu p. Podkowińskiego w szeregu pierwszym – w szeregu mistrzów. Zdaje się, że niepodobna było upostaciowić „szału” trafniej i poetyczniej, niż to zrobił p. Podkowiński. Jest to szał upojenia zmysłowego, ale odmienny zgoła od szałów klasycznych, średniowiecznych i filozoficzno-rozpustnych z epoki poprzedzającej wielką rewolucję francuską. Nie jest to nawet szał romantyczny, doprowadzający do omdlenia Manfredów, Ernanich, Rollów. Tu szał graniczy bezpośrednio ze znanym z psychiatrii szałem niszczycielskim – zabójczym lub samobójczym. Na olbrzymim płótnie, wśród mgieł, chmór i oparów barwnych, pędzi na rozhukanym koniu naga kobieta. Ramiona białe toczone, ponętne – ramiona Fornariny, w których śmierć znalazł Rafael – oplotła dokoła czarnej szyi rumaka, ściskają nimi tak silnie, jak ściskać umie tylko miłoś, która jest mocniejsza od śmierci.(...) Kobietę wyposażył artysta we wszystkie ponęty, w jakie stroi się Wenus-Astrate. Jest pełna, biało-różowa, o skórze atłasowo-połyskującej, o stopach drobnych, o liniach konturu miękkich, falujących, lubieżnych. Włosy kobiety są płomieniem, a w szalonym pędzie rozwichrzone i w górę wzbite ognistymi językami zdają się parzyć rumaka. Ten ostatni, choć nie odtworzony z fotografii błyskawicznej, która ruchu takiego, jako niestniejącego w naturze, utrwalić by nie mogła, jest mimo to doskonale wymodelowany. Przypomina on konie Rubensowskie (...), ale posiada też dużo odrębniości i przewyższa tamte (...) demonicznością spojrzenia i – rzekłbym – uduchowieniem.
    • Autor: Urbanus (ps.)
    • Źródło: „Szał”, obraz Władysława Podkowińskiego, Kraj, 1894 nr 10
  • Rozjuszone do wściekłości, rozhukane wezbraną zmysłowością zwierzę, silne budową, a potężne gęstą, rozczochraną grzywą i szeroko rozwartymi nozdrzami, ziejąc pianą i żarem namiętności, unosi gdzieś, w nieskończoność nagą kobietę. Ona w na wpół leżącej postawie, obejmując z lekka konia za szyję, nie ściska nawet go dość silnie nogami; przylgnęła całym ciałem do zwierza, lecz swymi członkami nie włada. Upojona szałem, obezwładniona cieleśnie i duchowo, całkiem się jemu oddaje. Zamknięte oczy świat przed nią zakryły, krew namiętnością wzburzona odpłynęła z lica, rzucając nań alabastrów bladość, w której się zapomnienie bez granic, czar zmysłowego upojenia odbija. Rozszalałe żądze potężnego zwierza i spokojna rozkosz oddanej zmysłowości kobiety, znakomicie uplastyczniają kontrast pomiędzy siłą a słabością, pomiędzy czynną a bierną rolą uczucia, między władcą a władaną – w uciechach. Tło obrazu, doskonale do jego treści przystosowane, przedstawia chaos ze światła i cieni złożony. W tym chaosie dzika siła w postaci czarnego potwora unosi powolne zmysły wymuskanej cywilizacją niewiasty... Cóż właściwie widzieliśmy w obrazie Podkowińskiego? Burzę namiętności, a ściślej dwie, jedną błyskawicą rozniecone burze w dwu krańcach zwierzęcego świata wcielone; w pełnej siły i energii dzikiej bestii oraz w uległej zmysłów porywom, obezwładnionej szałem kobiecie. Zwierzę i człowiek, jedną podnieceni żądzą, pospołu mkną w nieskończoność: zwierzę rozszalałe w swych chuciach, człowiek upojony do obłędu namiętności czarem.
    • Autor: Stanisław Karpowicz, „Ateneum”, 1894
    • Opis: fragment recenzji z wystawy obrazów Władysława Podkowińskiego.
  • Tu do mnie! Tu do mnie!
    Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
    I do końskiej grzywy wiąże
    Szarpię grzywę – rumak rży!
    Ona – co ci jest mój książę? -
    Szepce mi...

    Do piekła! Do piekła! Do piekła!
    Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła!
    – Nie wiesz ty co cię tam czeka -
    Mówi sine tocząc łzy
    – Piekło też jest dla człowieka!
    Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!
    • Autor: Jacek Kaczmarski
    • Źródło: Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego (1980)
  • Widzom współczesnym wydawało się, że artyście chodziło tutaj o wyrażenie jakiegoś symbolu szapańskiego życia i użycia, że siędząca na potępieńsczym koniu postać kobieca – to uzmysłowienie szalu zrodzonego z erotycznej ekstazy jakiejś nowoczesnej Astaroth. (...) Szał, będący w istocie bolesnym krzykiem jego rozdartej duszy, obłąkańczą pieśnią jego tragicznego żywota – stał się nagle przedmiotem specjalnego zainteresowania egzaltowanych półdziewic i haremowe życie prowadzących dam z warszawskiego półświatka. Urągliwym śmiechem z brzucha zadygotał nasz utalentowany gruźlik i obraz zniszczył (...). O jakże bezwartościowymi i małoznacznyumi okazały się środki malarskie do wyrażenia tragicznego nastroju jego oszalałej z bólu duszy!
    • Autor: Konrad Windler, Wystawa dzieł ś.p. Władysława Podkowińskiego w Instytucie Propagandy Sztuki, 1932
  • Wystawienie „Szału” na osobnej wystawie z Zachęcie w lutym 1894 stało się kulturalnym wydarzeniem i artystyczną sensacją Warszawy. Przez paru zaledwie „filistrów” postrzegany jako dzieło skandaliczne i obrażające dobre obyczaje, obraz został przyjęty entuzjastycznie przez przytłaczającą większość krytyki i publiczności: nie tylko przyciągał tłumy widzów, ale inspirował poetów, dramaturgów i pisarzy. I mimo, że znawcy sztuki wskazywali w nim błędy rysunkowe, porażał intensywnością wyrazu, gwałtownością ekspresji i dramatyzmem wizji. Przez młode pokolenie twórców uznany został za manifest nowe sztuki, wyraz buntu przeciw zastanym kanonom artystycznym.