Przemysław Mieszko Rudź

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Przemysław Mieszko Rudź

Przemysław Mieszko Rudź (ur. 1976) – polski kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej, popularyzator astronomii, autor książek i przewodników.

Astronomia bez tajemnic[edytuj]

(wyd. Edgard, 2011)

  • Aby nieco lepiej wyobrazić sobie, że bezzasadne jest pytanie o to, co było przed Wielkim Wybuchem, warto zapytać siebie samego, co robiliśmy np. 400 lat temu? Pytanie to nie ma oczywiście żadnego sensu, ponieważ nikogo z nas wtedy jeszcze nie było, gdyż nasz czas zaczął się o wiele lat później. Podobnie jest z Wszechświatem – przed Wielkim Wybuchem po prostu go nie było, a to dlaczego się pojawił, to pytanie z gatunku „wielkich”. Do dziś nie znamy na nie odpowiedzi, oczywiście wyłączając różne doktryny religijne lub filozoficzne, które jednak z definicji nie mogą być przez naukę uznawane jako przedstawiające dowody empiryczne.
  • Jeżeli uważamy, że przy całym szacunku dla naszej wyjątkowości, nie jesteśmy w skali kosmosu niczym szczególnym, musimy zdać sobie sprawę, że pozostawienie tak ogromnej ilości planet bez choćby odrobiny żywego tchnienia, byłoby chyba zbyt wielkim ukłonem matki natury w stronę rodzaju ludzkiego, nie mówiąc o marnotrawstwie miejsca na niespotykaną skalę!

Inne[edytuj]

  • Czy poznanie wszystkiego będzie automatycznie oznaczało, że staniemy się wszechmocni? Jedni powiedzą, że tak gdyż technologicznie będziemy w stanie budować systemy i urządzenia, które pozwolą zapanować w pełni nad materią i energią. A co, jeśli osiągnięcie granic poznania okaże się tożsame z pełnym i rzeczywistym uświadomieniem sobie naszej małości i kruchości, choć w porównaniu do tysięcy poprzednich pokoleń urastającej do niemal boskiej potęgi? Mimo wszystko, chyba dobrze się stało, że to nie nam w ostatecznym rozrachunku przypadnie przekonanie się jak jest w istocie. Szukanie odpowiedzi to wielka przygoda, która z perspektywy krótkiego bądź co bądź ludzkiego życia, nadaje mu sens, stanowi motor napędowy zmian, pozwala cieszyć się z każdego kolejnego poranka. Czy poznanie ostatecznych prawd okaże się tym, na co wszyscy czekamy? Czy nie przestaniemy być wtedy ludźmi, po prostu ludźmi?
    • Źródło: Przemysław Rudź, Impresja na temat granic ludzkiego poznania – spojrzenie z punktu widzenia popularyzatora nauki i artysty muzyka, „Być dla Innych” nr 3 (46) 2011, Centrum Aruppe
  • Dowodem na takie życiowe credo wielu jest wielomilionowa publiczność różnego rodzaju sitcomów, telewizyjnych show i seriali, lektury brukowców oraz temu podobnych rozrywek. Rzuca się więc łatwo w oczy brak dążeń, aspiracji, czy elementarnej chęci spełniania indywidualnych marzeń. Ludzie ci znajdują substytut własnego szczęścia w postaci ekranowej papki i sukcesów podobnych sobie przedstawicieli tzw. przeciętnego zjadacza chleba. Jeżeli dodamy do tego modną w cywilizacji Zachodu postawę, że najważniejsze to być i mieć, „vox populi”, jego stosunkiem roszczeniowym (to i to mi się należy), zawiść, brak życzliwości, obraz naszego świata nie napawa optymizmem.
  • Ewolucja muzyki XX wieku, zerwanie z tonalnością, dodekafonia, aleatoryzm, pierwsze eksperymenty z muzyką konkretną, a w końcu możliwość utrwalania na płycie i taśmie wyznaczyły kierunki rozwoju w następnych dziesięcioleciach. Muzyka stała się powszechnie dostępna nie tylko z poziomu sal koncertowych czy ludowych festynów, ale także w domu. Okazało się, że istnieje ogromne zapotrzebowanie społeczne na muzykę odartą z patosu filharmonii, bardziej rozrywkową, mogącą towarzyszyć ludziom na co dzień. Jazz, blues, rock&roll, a potem rock torowały sobie niezależnie drogę do słuchaczy, równolegle do muzyki określanej mianem poważnej. Twórcy awangardowi dostrzegli wielki potencjał w instrumentach elektronicznych, które po wojnie zaczęły stopniowo zdobywać studia eksperymentalne rozgłośni radiowych, a później stawać się normalnym instrumentarium wykorzystywanym w procesie twórczym. Kraftwerk zaczynał na początku lat 70., w okresie przez wielu uważanym za jeden z najbardziej płodnych i twórczych w dziejach muzyki współczesnej. Psychodelia, rock progresywny czy eksperymenty z elektroniką były wyznacznikami zmian mentalności młodego pokolenia, które nie chciało już słuchać Elvisa Presleya czy skocznych piosenek The Beatles, a znaleźć w dźwiękach ulubionych wykonawców coś mistycznego, pozwalającego oderwać się od rzeczywistości.
  • Kiedyś uznawano tylko podejście klasyczne (teraz tak się mówi…), później ktoś przełamał barierę i w techno użył głosów operowych, zewsząd pojawiły się przeróbki utworów innych artystów, czyli sample… Ale teraz jest inaczej. Elektronika daje miliardy możliwości i tylko od człowieka zależy czy akceptuje brzmienie niekonserwatywne czy nie. Ci, którzy nie boją się panicznie wprowadzać nowych pomysłów, po jakimś czasie wygrywają. I na nich po prostu inni artyści potem się wzorują. I tak to się wszystko kręci.
  • Zwracam tylko uwagę w jakiej paranoi żyjemy i czym się nas karmi w mediach. Na koniec przywołam słowa pewnego filozofa, którego poglądy stoją mocno w sprzeczności do popularnej i obowiązującej doktryny, głoszącej że „każdy człowiek jest wartością”. Wg profesora, to nie człowiek jest wartością, ale jego CZŁOWIECZEŃSTWO. Implikuje to bardzo ważne wnioski, które z człekokształtnych kreatur, które jak zwyrodnialcy o których wyżej mowa, wyzbyte są najbardziej elementarnych cech człowieczeństwa, czynią nie ludzi ale bestie. Bestie, które jeśli atakują, trzeba bezlitośnie ze społeczeństwa usuwać.
  • Wyjdzie w tej kwestii ze mnie paskudny konserwatysta, ale skoro ma być szczerze to będzie szczerze. Generalnie ubolewam bardzo nad stopniowym zastępowaniem fizycznych nośników muzycznych przez pliki cyfrowe. Zawsze będę bronił tezy, że muzyka to nie tylko wrażenie słuchowe, które jakoś trzeba do uszu doprowadzić za pomocą słuchawek czy głośników. Każdy kontakt z płytą winylową, CD, czy kasetą to dla mnie pewna szalenie intrygująca wartość dodana, w której mogę pełniej wniknąć w cały artystyczny zamysł Twórcy. Sam jestem kompozytorem i wydaję swoją muzykę w postaci płyt. Gatunek niszowy, ale obserwuję ten sam konserwatyzm wśród moich Słuchaczy. Nie tylko muzyka, ale również jej opakowanie ma znaczenie. Przecież to jest cała kompleksowa machina, w której bierze udział muzyk, plastyk, który projektuje okładkę i szatę graficzną, redaktor od tekstów w książeczce, w których kompozytor chciałby coś więcej wyjaśnić, opisać okoliczności powstania muzyki, czy zamieścić inne ważne informacje. Trudno to być może zrozumieć młodszemu pokoleniu, ale dla moich rówieśników to wszystko miało i dalej ma znaczenie. Oczywiście poza płytami CD posiadam profil na BandCamp, gdzie można sobie moją muzykę kupić i załadować na twardy dysk w dowolnie wybranym formacie. Staram się więc iść z duchem czasu. Z drugiej strony być może schyłek CD i winyla nie jest taki nieuchronny, jakby sie mogło wydawać. Przecież wciąż pojawiają się wydawnictwa płytowe, a firmy audiofilskie produkują gramofony i odtwarzacze kompaktowe o coraz lepszych parametrach. Mało kto tak naprawdę wie, jak wiele informacji zawiera leciwy już dysk CD. Trzeba tylko posłuchać dobrze nagranej płyty na dobrym sprzęcie, a pewne jest że wykrzykniemy „WOW!”. Jeśli pliki cyfrowe to nieuchronna przyszłość, to nie ma co z tym walczyć. Muzyka i tak jest najważniejsza. Moje pokolenie jednak zawsze będzie z nostalgią wracać do całego misterium związanego z rozpakowaniem nowej płyty ulubionego wykonawcy, włożeniu jej do odtwarzacza, potem już w wygodnym fotelu, z drinkiem w dłoni delektowania się dźwiękami. Może jest dla nas jeszcze jakaś nadzieja?
  • Paradoksalnie klasyczna muzyka elektroniczna jest ostoją swoistego ideowego konserwatyzmu. Mówię tu oczywiście za siebie i grono twórców, których znam i z którym współpracuję. W czasach, gdy świat kompletnie się zrelatywizował, czarne już nie jest czarne, kiedy widzimy upadek etyki, zachowań społecznych opartych na poszanowaniu drugiego człowieka, jego wolności do wyrażania swoich poglądów, politycznej poprawności, ostracyzmu, który spotyka myślących inaczej, są dziedziny sztuki, które stoją twardo za starym dobrym humanizmem. Spójrzmy tylko na uduchowione koncerty elektroniczne i muzykę sakralną Józefa Skrzeka, czy antysystemowe ideowo-muzyczne zbuntowane propozycje Władka Komendarka. Jeśli dodamy do tego twórców młodszej generacji, do których nieskromnie się zaliczam, otrzymamy spore grono muzyków idących na przekór oficjalnej linii ideowej forsowanej przez mainstream. W sumie takie połączenie, z jednej strony nowoczesności i technologii, a z drugiej powrotu do podstawowych zasad i normalności, jest istotnym elementem podtrzymującym działalność twórczą. Wiemy przecież, że ze ścierania się sprzeczności, czasem mogą się rodzić bardzo ciekawe projekty.