Ostatnia rodzina

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj

Ostatnia rodzina – polski film biograficzny z 2016 w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego, przedstawiający historię rodziny Beksińskich.

O filmie Ostatnia rodzinia[edytuj]

  • Czy – zastanawiam się – gdyby pozbawić go certyfikatu autentyczności (kwestionowanego zresztą przez bliskich tak Tomasza, jak Zdzisława Beksińskich, podważanego przez wydane ostatnio książki, z których dzieło Magdaleny Grzebałkowskiej pokazuje rzeczywiście bardziej zniuansowany obraz rodziny), czy gdyby więc miała to być nie rekonstrukcja realnych losów, lecz opowieść uniwersalna jakoby, to czy to wszystko by się broniło? Nie rozumiem, co wynika z tej historii o dewiacyjnym stadle, kalekim uczuciowo gościu, niedającym wsparcia swej kobiecie, którą wydaje na pastwę bestialskich wybuchów wściekłości ich niedojrzałego, neurotycznego syna. Jak sobie radzić z finałową sceną morderstwa? Jak czytać puentę filmu? (...) rozumiem poszczególne fantastyczne elementy tego filmu, ale przejąć się nim nie potrafię, utożsamić z losami tych uczuciowych i duchowych kalek nie umiem i poza szacunkiem dla kunsztu i radością z tak mocnego debiutu opuszczam kino z oschłym sercem.
    • Autor: Andrzej Horubała, Smutek po Gdyni, „Do Rzeczy”, nr 40/191, 3-9 października 2016, s. 39–40.
  • Nie było w polskim kinie równie przenikliwej i realistycznej filmowej biografii. Portret mrocznej rodziny Beksińskich może śmiało stanąć obok najlepszych światowych filmowych biografii znanych ludzi. Sposobem realizacji, psychologiczną głębią eksponowanych postaci i bezkompromisową stylistyką przypomina zeszłorocznego "Steve'a Jobsa" Danny'ego Boyle'a. Andrzej Seweryn wgniata w fotel.
    • Autor: Łukasz Adamski, Top 10 filmów roku 2016, "wSieci", nr 51 (212), 19-26 grudnia 2016, s. 99.
  • Seans ostatniej rodziny jest przeżyciem jednocześnie niekomfortowym (bo nie sposób po seansie nie pochylić się nad własną rodziną, codziennością czy lękami) ale też niesłychanie satysfakcjonującym. Niezależnie bowiem od tego jak bardzo odnajdziemy się w poetyce filmu to jedno jest pewne – mamy przed sobą doskonały film polski, który spokojnie można byłoby wysłać za granicę i też – mimo braku powszechnej znajomości życia rodziny Beksińskich – poruszyłby widownię. Zresztą tak na marginesie – szkoda że nie wystawiliśmy go do Oscara – bo ma on w sobie coś takiego, że zdaniem zwierza przemówiłby do wszystkich którzy kiedykolwiek rodzinę mieli. I ostatecznie tym czym film najbardziej zaskakuje jest jego konsekwencja – to nie jest film o Beksińskich. To jest film o rodzinie. Być może ostatniej.
  • Zawiedzie się też widz, który po filmie spodziewa się odpowiedzi o źródło czy przyczyny, dla których twórczość Zdzisława Beksińskiego aż do tego stopnia przesiąknięta była fascynacją tym co mroczne, rozkładem, śmiercią i nicością (którą to fascynacją najwyraźniej „zaraził” syna). O ile więc tragedia Tomka wydaje się zrozumiała, a jej przyczyny są dość widoczne w filmie, to źródło duchowych problemów jego ojca, pozostaje dla widza całkowitą tajemnicą, co dla gatunku, jakim jest biografia, po którym można się zasadnie spodziewać odpowiedzi na pytania, a nie samych znaków zapytania, bynajmniej nie jest zaletą. Film może mieć jednak pewne wartości poznawcze dla osób, które wcześniej nie interesowały się historią rodziny Beksińskich, ciekawe może być dla tych widzów np. obserwowanie ułożonej i „grzecznej” aparycji Zdzisława, gdy z właściwym sobie spokojem opowiada o swoich mrocznych, wynaturzonych fantazjach. Pewnym atutem filmu mogą być też momentami ciekawe i czasami (zamierzenie) zabawne dialogi oraz artystycznie niebanalne ujęcia.