Neal Stephenson

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Neal Stephenson, 2004

Neal Stephenson (ur. 1959) – amerykański pisarz science-fiction.

Zamieć[edytuj]

  • Alkan – Autostrada Alaskańska – jest najdłuższym franszulatowym gettem na świecie. To prawdziwe jednowymiarowe miasto o długości dwóch tysięcy mil i szerokości stu stóp rosnące z szybkością stu mil na rok.
    • Źródło: Zamieć, str. 307, Poznań 1992.
    • Zobacz też w Wikipedii hasło franszyza.
  • Do Hiro należy ładna para nippońskich mieczy, ale te Protagonista zawsze nosi ze sobą i w ogóle sam pomysł kradzieży fantastycznie niebezpiecznej broni stawia przed domniemanym przestępcą nie byle jaki dylemat, bo w walce o miecze zawsze wygrywa ten, który dzierży rękojeść.
    • Źródło: Zamieć, str. 25, Poznań 1992.
  • Dowóz pizzy stał się jedną z gałęzi przemysłu. I zarządzania. Ludzie przez cztery lata studiują w CosaNostra Pizza University, żeby się tego nauczyć. Zgłaszają się na egzaminy nie potrafiąc sklecić zdania po angielsku, walą tu z Abchazji, Ruandy, Guanajuato i południa Jersey, a po czterech latach wiedzą o pizzy więcej niż beduin o piachu. Pizza i jej dowóz stały się problemem naukowym.
    • Źródło: Zamieć, str. 7, Poznań 1992.
  • Ładuje to wszystko do bazy danych CKW – Biblioteki, dawnej Biblioteki Kongresu, której teraz nikt już tak nie nazywa. Większość ludzi nie wie do końca, co znaczy słowo: „kongres”. Pojawiają się nawet kłopoty z terminem: „biblioteka”. Kiedyś było to miejsce pełne książek, głównie starych. Później do książek dołączyły taśmy, płyty i pisma. Jeszcze później wszystkie zbiory skonwertowano na zera i jedynki – formę, którą czytają maszyny. Wraz z rozwojem mediów materiał był co chwilę uaktualniany, a metody przeszukiwania Biblioteki stawały się coraz bardziej skomplikowane. W pewnym momencie zatarła się różnica między Biblioteką Kongresu a Centralną Agencją Wywiadowczą. Na szczęście stało się to wtedy, gdy rozpadał się rząd Stanów Zjednoczonych. Jedną ze swych ostatnich uchwał rząd połączył obie instytucje i sprzedał je na giełdzie.
    • Źródło: Zamieć, str. 27, Poznań 1992.
  • – Mafia nie zrobiłaby czegoś takiego.
    – Nie bądź głupia – [...] – Jasne, ze by zrobiła.
    [...] – Posłuchaj – mówi Hiro. – Przykro mi, że muszę ci po tym przypominać, ale gdybyśmy wciąż mieli prawo, Mafia byłaby organizacją przestępczą.
    – Ale nie mamy prawa – odpowiada D.U. – więc jest jedną z sieci.
    • Źródło: Zamieć, str. 262, Poznań 1992.
  • Obowiązuje tylko jedna zasada: Dowozicielator ma honor, dowozi pizzę w trzydzieści minut. Jeśli nie, możesz se wziąć ją za darmo, zastrzelić kierowcę, rąbnąć mu samochód, a oprócz tego wytoczyć firmie proces.
    • Źródło: Zamieć, str. 7, Poznań 1992.
  • w Biblii nic nie jest dowodnie fałszywe ani dowodnie prawdziwe. Gdyby było dowodnie fałszywe, Biblia byłaby kłamstwem, a gdyby było odwrotnie, wtedy można by udowodnić istnienie Boga i nie byłoby miejsca na wiarę.
    • Źródło: Zamieć, str. 117, Poznań 1992.
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.
  • W przeciwieństwie do mojego postępowania w Czarnym Słońcu, obecnie nie pierdolę się z każdym mężczyzną, z którym pracuję.
    • Opis: Juanita o swych relacjach zawodowych.
    • Źródło: Zamieć, str. 77, Poznań 1992.
  • – Wierzysz w Boga czy nie? – [...]
    – Oczywiście, że tak!
    – A w Jezusa?
    – Tak, ale nie w jego cielesne, fizyczne zmartwychwstanie.
    – Czy można być chrześcijaninem odrzucając ten dogmat?
    – Odpowiem ci w ten sposób: Czy można być chrześcijaninem, wierząc w ten dogmat? Każdy, kto zadał sobie odrobinę trudu, by przeczytać ewangelie, nie może mieć wątpliwości, że cielesne zmartwychwstanie Jezusa jest mitem, który dorzucono do prawdziwej historii kilka lat po jej spisaniu. Ktoś przerobił żywot Jezusa na odcinek Z Archiwum X, nie sądzisz?
    • Źródło: rozmowa Hiro i Juanity, Zamieć, str. 210, Poznań 1992.
  • Wszyscy jesteśmy podatni na chore idee. Z nimi jest tak samo jak z masową histerią albo z przebojami, które nucimy przez cały dzień, zakażając nimi kolejne osoby. Dotyczy to także kawałów o blondynkach, miejskich legend, wiary w horoskopy i marksizm. Bez względu na to, jak jesteśmy mądrzy, zawsze mamy ukrytą w sobie głęboko potrzebę irracjonalności, która czyni z nas potencjalne ofiary samopowtarzających się informacji.
    • Źródło: Hiro tłumaczący działanie metawirusa, Zamieć, str. 420–421, Poznań 1992.

Zodiac (thriller ekologiczny)[edytuj]

  • Bankructwo to tylko kolejny trik, sposób na wywinięcie się z umów ze związkami zawodowymi i przeobrażenie firmy w chudą, wredną i najeżoną prawnikami maszynę. Zafundowałem wiele BMW specjalistom od prawa o spółkach.
    • Opis: ST po doprowadzeniu do bankructwa nieuczciwego przedsiębiorstwa.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 324, Poznań 2001.
  • Boone miał problem ze statkami wielorybniczymi. Lubił je topić. Założył GEE, był bohaterem naszej inwazji na sowiety, ale siedem lat temu wykopali go. U wybrzeży Południowej Afryki wyładował zodiaca plastikiem, skierował go w piratującego wielorybnika i w ostatniej chwili wyskoczył. Statek poszedł na dno, a Boone ukrył się w którymś ze łzawych europejskich państw socjaldemokratycznych. Co jakiś czas jednak gdzieś znikał, a kolejne wielorybniki wybijały kratery w dnach mórz i oceanów.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 30, Poznań 2001.
  • Mało kto tam chodził. I dobrze, bo okolice stawu były prawdziwym metalowym ściekiem – i nie mówimy tu o ciężkim graniu.
    • Opis: ST o terenie zanieczyszczonym metalami ciężkimi.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 18, Poznań 2001.
  • Pensja spadła mi o połowę, ale znikł wrzód żołądka. Znów mogłem się obżerać w drogich restauracjach – tyle, że nie było mnie na to stać.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 16, Poznań 2001.
  • Rzecz jasna w naszym kraju korporacje rzadko cierpią nawet w obliczu legalnie zebranych dowodów. Spójrzcie tylko na poważnych dostawców dla Pentagonu, czy NASA. Im ujdzie na sucho nawet morderstwo.
    Jednak w mediach sprawa wygląda inaczej. Trzysta lat temu w Massachusetts przestępców wiązano do pręgierza na rynku i wystawiano na pośmiewisko. Obecnie nie możemy posłać naszych menadżerów do pierdla, ale jesteśmy w stanie wykopać ich z cywilizowanego towarzystwa, wystawić na emocjonalny stres nie do zniesienia – a to jest równie skuteczne.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 323, Poznań 2001.
  • – Słuchaj, próbuję wytłumaczyć chemię Józiowi „Piwo i frytki”, tak? Może Józio wykuł na pamięć podręcznik reguł futbolu, ale nie rozumie, o co chodzi z freonem, i nie łapie różnicy między mikrogramem a mammografią. Więc mikrogram to mniej więcej jedna KNKTZ [Kropka Na Końcu Tego Zdania]. Jedna cząsteczka na milion to kropla w cysternie kolejowej – w ten sposób nie brzmi groźnie więc firmy chemiczne zawsze tak to ujmują.[...]. Nie oczyszczone ścieki spływające do naszego portu w ciągu tygodnia wypełniłyby stadion aż po koronę.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 30, Poznań 2001.
  • Syf spływający do rzeki rurami Basco był sto tysięcy razy bardziej stężony, niż dopuszczało prawo. Różnica między pH osiem i trzynaście wynosi pięć, co oznacza, że pH trzynaście jest sto tysięcy razy – dziesięć do piątej – bardziej zasadowe od pH osiem. Ale nieważne, ile dyplomów masz na ścianie – jak podasz ludziom takie liczby wezmą cię za świra. Większość ludzi nie jest w stanie pojąć skali, na jaką łamane są prawa o ochronie środowiska. Ale jeśli powiem: „ponad dwukrotnie przekracza legalne normy”, budzi się w nich wygodne oburzenie.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 27, Poznań 2001.
  • – To jest szkodliwe?
    – Jak cholera. Metale ciężkie. Widzisz pan tę żółtą grudkę o, tutaj? Kadm jak nic. A wie pan, że w czasie pierwszej wojny światowej wypróbowano kadm jako gaz bojowy? Ma całkiem niską temperaturę wrzenia, sześćset, czy siedemset stopni. Wypróbowali te opary na ludziach.
    – I co im się stało?
    – Gangrena jąder
    Biegacz wziął głęboki wdech i odsunął swoja parę od biurka.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 17, Poznań 2001.
  • Zabrał się do przypiętego do stołu fana Pöyzen Böyzen. Mimo rozmiarów i przedawkowania amfy facet zachowywał się względnie cicho. Pewnie dlatego, że przytrzymywało go sześć skórzanych pasów. Co nie znaczy, że nie chciał nas zabić.
    – Hej zobacz! – Z nabijanej ćwiekami kamizelki pacjenta doktor J. wydobył parę kawałków papieru. – Bilety na prywatną imprezę, facet! Znaczy same kontrolki, chciałem powiedzieć. Aż w Saugus. Są trzy. Hej kończę zmianę za piętnaście minut – pojedziemy zobaczyć?
    Pacjent zaprotestował tak jak mógł, raz za razem wyginając grzbiet i waląc zadem w blat stołu zabiegowego.
    – Założę się, że jego laska wciąż tam jest. Hej założymy się, że nieźle wygląda?
    Koleś wykombinował wreszcie jak użyć strun głosowych – fakt, że na poziomie prewerbalnym, ale doktor J. musiał teraz krzyczeć, żebym go usłyszał.
    – Kurde, uwierzysz, że już podałem mu dwadzieścia pięć mililitrów haldolu? Amfetamina to niesamowita rzecz, wiesz?
    – Doktorze J. – darła się pielęgniarka. – Mamy innych pacjentów!
    – Patrz facet tu jest jego łańcuszek na klucze – powiedział Jerry, skinieniem głowy wskazując wielkie łańcuszysko wystające grubemu z kieszeni. – Bierz je, rozjebiemy mu harleya.
    W pokoju było tak głośno, że uciekliśmy na korytarz.
    – Nienawidzę amfiarzy – oznajmił doktor J.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 304, Poznań 2001.
  • – Zasada Sangamona. Im prostsza cząsteczka tym lepszy drag. Więc najlepszy jest tlen, raptem dwa atomy. Drugi – podtlenek azotu. Trzy atomy. Na trzecim miejscu etanol – dziewięć. wszystko dalej to już masa atomów.
    – No i?
    – Z atomami jest jak z ludźmi. Jeśli ich zebrać mnóstwo do kupy, nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie.
    • Źródło: Zodiac (thriller ekologiczny), str. 8, Poznań 2001.

Cryptonomicon[edytuj]

  • Chester przez cały czas kiwa głową, ale nie przerywa po chamsku, jak uczyniłby każdy młodszy jajogłowy. Młody jajogłowy szybko się obraża, kiedy ktoś obok zaczyna wypowiadać zdania oznajmujące, ponieważ odbiera je jako insynuację, że on sam jeszcze tego nie wie. Natomiast starszy wiekiem jajogłowy ma więcej pewności siebie, a poza tym rozumie, że czasami ludzie potrzebują głośno pomyśleć. Z kolei wysoce zaawansowani jajogłowi rozumieją także, że wypowiadanie zdań oznajmujących, których treść jest znana wszystkim obecnym, stanowi proces społeczny zwany nawiązywaniem rozmowy, nie powinno być zatem pod żadnym pozorem odbierane jako agresja.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział Seattle, str. 494, Warszawa 2001
  • Lawrence Pritchard Waterhouse rusza do bitwy uzbrojony w jedną trzecią arkusza angielskiego papieru maszynowego, na którym wypisano parę słów, czyniąc zeń PRZEPUSTKĘ do Bletchley Park. Ktoś na czarnoniebiesko, piórem Mont Blanc jakiegoś wyższego oficera, nabazgrał na nim jego nazwisko i parę innych rzeczy, zakreślił w kółku zwrot WSZYSTKIE SEKCJE i przystroił pieczęć, rozmazaną jak czerwony pocałunek dziwki – to niedbalstwo bardziej emanuje władzą i potęgą niż precyzja i staranność fałszerza.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział Ultra, str. 156, Warszawa 2001
  • Pierwsze wiadomości stamtąd wskazują, że armia nippońska, podczas długiego tournée po wschodniej Azji, straciła swój pazur. Wygląda na to, że zgwałcenie całej żeńskiej populacji Nankinu i rozniesienie na bagnetach bezbronnych filipińskich wieśniaków nie przekłada się na prawdziwe kompetencje militarne. Armia nippońska wciąż szuka sposobu na zabicie, powiedzmy, stu amerykańskich marines, tak, żeby nie stracić dajmy na to, pięciuset własnych żołnierzy.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział Cykle str. 134, Warszawa 2001
  • Otaczają go dziewczęta z Bletchley. Uczciły fajrant malując się szminką. Wojenna szminka jest na pewno posklejana z odpadków i resztek, po tym jak wszystko co najlepsze, zużyto do pokrywania wałów śmigieł. Aby ukryć jej paskudne mineralno-zwierzęce pochodzenie, potrzebny jest krzykliwy, zbyt intensywny aromat.
    To zapach wojny.
    Waterhouse nie został jeszcze oprowadzony po Bletchley Park, ale wie z grubsza, o co chodzi. Wie, że te nieśmiałe dziewczęta, posłusznie, zmiana za zmianą, przepuszczające przez swe maszyny ryzy zapełnionego bzdurami papieru, zabiły razem więcej żołnierzy niż Napoleon.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział Metro str. 116, Warszawa 2001
  • W sali znajduje się teraz kilkadziesiąt żywych ludzkich ciał, a każde z nich jest workiem wypełnionym wnętrznościami i płynami pod tak wysokim ciśnieniem, że po nakłuciu strzyknęłyby na kilka metrów. Każde z nich opiera się na konstrukcji zbudowanej z dwustu sześciu kości połączonych ze sobą znanymi z zawodności stawami, które często trzeszczą, skrzypią i trzaskają, kiedy znajdują się w nie najlepszym stanie stanie technicznym. Ten szkielet obciągnięty jest trzęsącym się mięsiwem, wydęty workami z powietrzem i nadziany gordyjskim węzłem kanalizacyjnym, pełnym bulgocących kwasów i gazów pod ciśnieniem, spryskiwanym enzymami i rozpuszczalnikami produkowanymi przez ułożone wzdłuż niego ciemne, skruszałe bryłki genetycznie przeprogramowanego mięsa. Przez ten lepki labirynt przeciskają się kawały trawionego pokarmu, popychane szeregowymi skurczami, rozkładając się na gaz, płyn i substancje stałe, które należy regularnie wydalać na świat, inaczej bowiem właściciel zatrułby się na śmierć. Kuliste, wypełnione żelem kamery obracają się w smarowanym śluzem gniazdach. Niezliczone armie rzęsek bronią organizm przed wrogimi cząsteczkami, otorbiają je i pozbywają się ich. W każdym z ciał trzepocze usytuowany centralnie mięsień, przepompowujący płyny pod ciśnieniem. A mimo to żaden z organizmów nie wydaje nawet najdrobniejszego szmeru podczas całej przemowy sułtana. Ten cud można wyjaśnić jedynie potęgą władzy, jaką ma nad ciałem mózg, a nad nim z kolei – kultura.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział Sułtan str. 250, Warszawa 2001
  • Zanim wreszcie się podda i wróci do ładowni, zauważa jeszcze tylko jedną rzecz: uzbrojeni są, kurwa, po zęby. Jakby mieli zabić kilkadziesiąt osób po drodze z samolotu do sracza i z powrotem. Bobby Shaftoe spotkał już kilku takich paranoików podczas swych podróży i niespecjalnie ich lubi [...]
    Znajduje sobie miejsce na podłodze tuż obok starszego szeregowego Geralda Hotta i wyciąga się. Rewolwerek ukryty w pasie uwiera go w plecy, więc wyciąga go i wtyka do kieszeni. Ale uczucie dyskomfortu przenosi się teraz na sztylet Marine Raider, na plecy, między łopatkami. Widzi, że będzie chyba musiał zwinąć się w kłębek na boku – co się nie udaje, ponieważ do jednego boku ma przypięty standardowy wojskowy pistolet samopowtarzalny Colt, któremu nie dowierza, a na drugim – wzięty z domu rewolwer, któremu ufa. Musi więc gdzieś upchnąć to wszystko i jeszcze rozmaite magazynki, ładownice i inne ustrojstwa. A także wyciągnąć przytroczony do łydki nóż V-44 Gung-ho do karczowania dżungli, dekapitacji Nipów i rozbijania kokosów, oraz krótkolufowego derringera, przyczepionego do drugiej nogi, dla równowagi. Zostawia tylko granaty w przednich kieszeniach, jako że nie planuje kłaść się na brzuchu.
    • Źródło Cryptonomicon, rozdział W górze str. 144, Warszawa 2001