Napad UPA na pociąg osobowy na trasie Bełżec-Rawa Ruska

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Pomnik ofiar mordu pod Bełżcem

Napad UPA na pociąg osobowy na trasie Bełżec-Rawa Ruska-Lwów, także: mord pod Bełżcem – napad UPA na pociąg osobowy relacji Bełżec-Rawa Ruska-Lwów i zbrodnia dokonana na kilkudziesięciu polskich pasażerach pociągu w dniu 16 czerwca 1944 roku.

  • 1944 roku UPA zatrzymała pociąg osobowy między stacjami kolejowymi Bełżec – Lubycza Królewska. W chwili gdy wjechaliśmy do lasu, parowóz raptownie stanął bez żadnego hamowania. Zjawił się wtedy bulbowiec w mundurze niemieckim, a myśmy nie zdawali sobie sprawy, że może być z nami aż tak źle. Za chwilę wyskoczyła z prawej strony lasu banda z bronią w ręku. Bulbowiec wszedł do wagonu i krzycząc po niemiecku wszystkich wypędził do lasu. Jednego mężczyznę uderzył w twarz, drugiego popchnął, a mojemu mężowi zabrał zegarek z kieszeni. Mąż podszedł do mnie i powiedział: – Zabrał mi zegarek, ale to nic, żeby tylko życie nam darowali. Nas, mężczyzn, na pewno zabiją, a ty się nie bój, bo do kobiet nie będą strzelać.
    • Autor: Jadwiga Hopko, naoczny świadek.
    • Źródło: Jerzy Markiewicz, Partyzancki kraj, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1985, wydanie II, ISBN 8322203063, s. 375.
  • Gdzieś w początkach czerwca „Godziemba” polecił mi, abym sprawdził wiadomość otrzymaną od naczelnika stacji kolejowej Bełżec. Wziąłem ze sobą piątkę zuchów. Furmanką podjechaliśmy (…) I nagle – wstrząsający widok. Tuż przy torach – trupy kobiet i mężczyzn. Okazało się, że jedna z band UPA napadła na pociąg (już go nie było). Wszystkich Polaków ukraińscy bandyci wyciągnęli z wagonów i pomordowali w okrutny i bestialski sposób. Zbezcześcili także ciała nieżyjących. Nie oszczędzili nawet ciężarnej niewiasty, przekłuwając ją bagnetem do ziemi. Zginęły 34 osoby. Zdążyliśmy, jeszcze przed „wizytą” Gestapo, wykonać serię zdjęć dokumentacyjnych, by następnie przekazać je do Londynu via dowództwo Okręgu. Wtem ktoś krzyknął: Cisza! Usłyszeliśmy jakiś jęk. Spod jednego z ciał wydostaliśmy, jeszcze dającą oznaki życia, moją łączniczkę – Annę Wudkiewicz. Przetransportowaliśmy ją do Tomaszowa Lubelskiego. Przeżyła własną śmierć. Otrzymała niebezpieczny postrzał w szyję. Jej syn, Wacław, był partyzantem w naszym oddziale.
  • Patrzę, a tu z jednej i drugiej strony dobiega do torów wataha ludzi, machając płachtami. Wagon był pełny. Większość z pasażerów wiozła coś na handel. Pociąg zwalniał. W wagonie – rwetes, krzyk i płacz. Z setka ludzi otaczających pociąg wywołała przerażenie. Ukraiński „komandir”, w mundurze SS, krzyknął: „Wyhodyty…!!!” I już kilku z nich było przy drzwiach, rozdzielali razy pięściami i kolbami. Zganiali ludzi na prawo od toru, do rowu.
    • Autor: Stanisław Jonko, naoczny świadek, kolejarz.
    • Źródło: Jan Szatsznajder, Cichociemni…, op. cit., s. 170.
  • Pierwsi na miejscu tragedii byli partyzanci z Bełżca i okolicy, którzy stale czuwali z bronią z uwagi na bliskość band UPA.
    • Autor: Mieczysław Marczak, kolejarz z Rawy Ruskiej.
    • Źródło: Jan Szatsznajder, Cichociemni…, op. cit., s. 169.
  • Po przyjeździe do Rawy kierownik pociągu (Ślązak) dostał szoku i zabrali go do szpitala. Jak ja się czułem, lepiej nie mówić. Do dziś mam przed oczyma tę tragedię, bestialstwo „upowców”, krzyki i jęki mordowanych, niewinnych ludzi. W miejscu napadu bandy UPA na pociąg – stoi od lat krzyż.
    • Autor: Stanisław Jonko, naoczny świadek, kolejarz.
    • Źródło: Jan Szatsznajder, Cichociemni…, op. cit., s. 171.
  • To było straszne przeżycie, nie da się tego opisać. Huk! Salwa za salwą. Strzały pojedyncze i serie. Moja sąsiadka, pani Cioch z 12-letnią córeczką opierała się przed dołączeniem do grupy kobiet. Najpierw oberwała kolbą. Skończyło się na serii z automatu. W podobny sposób zginęli, znani mi osobiście – Ludwik Bartłomowicz i Jan Hopko. A ja stoję, patrzę, trzęsę się. Jest mi niedobrze.
    • Autor: Stanisław Jonko, naoczny świadek, kolejarz.
    • Źródło: Jan Szatsznajder, Cichociemni…, op. cit., s. 171.
  • W tym miejscu 16 VI 1944 roku nacjonaliści ukraińscy wymordowali ponad 50 Polaków, pasażerów pociągu relacji Bełżec-Lwów. Pomnik ufundowany przez Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych oraz Urząd Gminy w Bełżcu.
    • Opis: napis na pomniku pamięci ofiar mordu.
  • Z auta wyszedł Niemiec i po polsku zapytał, co mi się stało i co to za strzelaninę słychać. Odpowiedziałam, że bulbowcy napadli na pociąg i mordują Polaków. Odrzekł, że to polscy partyzanci strzelają, a ja mówię: nieprawda, twierdząc, że to Ukraińcy mordują Polaków. Wszystkie samochody zawróciły z powrotem do Bełżca. Zabrali mnie ze sobą. W Bełżcu w miejscowym PCK założono mi lepszy opatrunek i odwieziono do szpitala w Tomaszowie Lubelskim. Lekarze stwierdzili, że mam strzaskaną kość.
    • Autor: Jadwiga Hopko, naoczny świadek.
    • Opis: gdy uciekła z miejsca mordu przez las w kierunku szosy.
    • Źródło: Jerzy Markiewicz, Partyzancki kraj, op. cit., s. 376.
  • Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy – kobiety osobno i mężczyźni osobno. Po dokonaniu podziału zaczęto rozstrzeliwać mężczyzn. Kobiety podniosły krzyk i płacz. Stałam na przodzie grupy. Ze strachu nie mogłam płakać, mając wrażenie, że sosny przewracają się. W tym momencie bulbowiec, który odprowadził mojego męża, podszedł do naszej grupy z pistoletem maszynowym i powiedział: – Zaraz was wszystkich cholera weźmie.
    • Autor: Jadwiga Hopko, naoczny świadek.
    • Źródło: Jerzy Markiewicz, Partyzancki kraj, op. cit., s. 376.

Zobacz też: