Nagroda im. Janusza A. Zajdla

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Nagroda im. Janusza A. Zajdla – polska nagroda literacka dla literatury fantastycznej.

  • Dotknąłeś ważnej sprawy: Zajdel to nie jest nagroda literacka, tylko towarzyska. Żeby ją dostać trzeba, oczywiście, pretekstu w postaci mniej lub bardziej poprawnego utworu, ale nade wszystko należy żyć w zgodzie z baronami fandomu. Ja o to nigdy nie dbałem, wikłałem się w konflikty, baronowie fandomu są mściwi, więc spotkały mnie sankcje. Zresztą gdybym miał pić z Gepfert i Cholewą, wolałbym już zostać abstynentem do końca życia. Nie siadłbym z nimi do stołu nawet za cenę Nobla.
    Po wielu obserwacjach, jak to przyznawanie przebiega uważam, że dystrybutorzy Nagrody Zajdla celowo zaciemniają mechanizm wyłaniania laureatów. Jakiś bengalsko-nowogwinejsko-somalijski system liczenia głosów, uporczywe nieujawnianie ich liczby... Gdy oglądałem podobne rankingi w „Locusie”, było tam wszystko wyszczególnione, każda tura i co do głosu. Gdy nie wiadomo, ilu głosowało i jak, łatwiej o machlojki; przy kilku, kilkunastu głosach różnicy wystarczy paru zdyscyplinowanych aktywistów Śląskiego Klubu Fantastyki (albo dowolnego innego), aby przechylić szalę. Kilka lat pod rząd przyznawano te nagrody ewidentnie przeciw Parowskiemu; nikt mi nie powie, że to było czyste. Nominat do Zajdla bez żenady prowadzi konferencję prasową poświęconą tej nagrodzie i nikt nie widzi w tym nic niestosownego. Jakieś to wszystko gówniane i bez smaku. Jedyne, co można zrobić, to nie zadawać się z tym towarzystwem, bo wyjdziesz usmarowany. Ja do Zajdla zraziłem się w momencie, gdy po wydaniu Dnia drogi do Meorii dotarły do mnie wieści, iż nagrody dostać nie mogłem, bo nie było konkurencji. Ręce opadają. Jak miałem powieści, to za powieści nie przyznawano, jak opowiadania – nie uwzględniano opowiadań.
    Dziś mam święty spokój, a ponieważ przyjaźniłem się z Januszem Zajdlem, ubolewam, że nagroda jego imienia tak zeszła na psy. O jej dewaluacji świadczy najlepiej fakt, że żeby coś znaczyć trzeba posiadać co najmniej trzy Zajdle; kto ma tylko jednego, ten się nie liczy. Nagroda jest bowiem tyle warta, ile znaczą jej laureaci; jej prestiż zależy też od tego, jak zbrukane i nieczytelne są procedury jej przyznawania.
  • Lewandowski dołączył do sztafety osób, co nigdy nie kiwnęły palcem, aby pomóc w zorganizowaniu plebiscytu Zajdla, ale skoro nagroda ta zaczęła coś znaczyć, opluwają ludzi, którzy się przy tym za bezdurno narobili po uszy. Wkurza mnie to bynajmniej nie dlatego, że sam jestem właścicielem trzech statuetek, bo, ceniąc je sobie, nie uważam, żeby o wartości mojej – i w ogóle czyjejkolwiek – twórczości decydowały nagrody. Wkurza mnie po prostu tak charakterystyczna dla naszego skundlonego kraju nienawiść i agresja wobec każdego, kto cokolwiek pozytywnego zrobił. Otóż za grosz nie wierzę w obłudną troskę kolejnych „reformatorów” Zajdla o prestiż nagrody. Jeśli chciałby ktoś ten prestiż zwiększać, to oczywistą drogę jest współpraca wszystkich istniejących pism w jej propagowaniu, aby jak najwięcej było osób głosujących na nominacje. Tymczasem rzecz idzie w odwrotnym kierunku – każde pismo, któremu nie udaje mu się „przejąć” nagrody fandomu, chce mieć nagrodę własną, aby promować swoich autorów. Taką nagrodą de facto czytelników „Fantastyki” stały się „Sfinksy”, a czytelników „SF” – Nautilius. Uważam, że to zła droga (już nie wspominając o towarzyszącej jej demagogii) bo prowadzi tylko do inflacji wszystkich w ogóle wyróżnień w naszej branży i odebrania wagi opiniom miłośników SF-F jako takich.
  • W tym problem, że syff jest opiniotwórczy, a cała reszta Fandomu pozwala dyrygować sobą grupce dementów i runolizów.
    Trudno mieć pretensje do Brzezińskiej, że korzysta z okazji. Trudno też dziwić się jej, że nie czuje się związana emocjonalnie, skoro Nagrodę Zajdla dostała zanim zdążyła powiedzieć „dzień dobry”. Słusznie, ale za łatwo, bo większość laureatów pracowała na swoje „Zajdle” 10–15 lat, Ziemiański ponad 20. Przez to cały Fandom łącznie z tradycją Zajdla to dla Brzezińskiej tylko kupa łajna, więc kombinuje jak posadzić na niej pieczarki i mieć z tego kasę. Gorzej, że, za przeproszeniem, „fandomowy establishment” sam się jej ściele nawozem na grządkę...
    Skoro tak, to wolna wola, ale najpierw ODDAJCIE QRWY ZAJDLA!!!