Przejdź do zawartości

Mizantropia

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Mizantropia – niechęć do gatunku ludzkiego. Nie jest to uczucie skierowane do poszczególnych jednostek, ale do ogółu populacji. Słowo mizantropia pochodzi od greckich słów anthropos – człowiek oraz miseo – nienawidzę.

  • Ach… Jak ludzie mnie bolą!
  • Bywa, że kiedy obcuję z istotami ludzkimi, bez względu na to, czy są to dobrzy ludzie, czy łobuzy, moje zmysły ulegają przeciążeniu i wyłączają się. Nic nie mogę na to poradzić. Jestem uprzejmy. Potakuję. Udaję, że rozumiem, bo nie chcę robić przykrości rozmówcy. Ta właśnie słabość przysparza mi najwięcej kłopotów. Kiedy usiłuję być miły dla bliźnich, przypłacam to starciem mojej duszy na papkę. Nieważne. Mózg się odłącza. Słucham. Reaguję. A oni są zbyt tępi, żeby zauważyć, że mnie w ogóle nie ma.
  • Człowiek bywa szczęśliwszy w samotności niż między ludźmi. Czyby to nie pochodziło stąd, że w samotności myśli się o rzeczach, a między ludźmi jest się zmuszonym myśleć o ludziach?
  • Emeryci. Gardzę emerytami. Emeryt z niczym się nie spieszy, ponieważ, będąc na emeryturze, myśli, że reszta ludzkości też jest na emeryturze. Zatem gardzę, aczkolwiek – z drugiej strony – ja gardzę wszystkimi, włącznie z samym sobą, i wolałbym nie opowiadać, jak wygląda moje życie wewnętrzne, kiedy mam ciężkiego kaca.
  • Gdy nienawiść ludzka nie grozi żadnym ryzykiem, ich głupota szybko da się przekonać. Motywy same przychodzą.
  • Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju.
  • Jeśli ludzie są tacy źli, to może jedynie dlatego, że cierpią, ale długi jest czas, który dzieli moment, kiedy przestali cierpieć od chwili, gdy stają się trochę lepsi.
  • Każdy normalny człowiek ma od czasu do czasu ochotę splunąć w dłonie, zatrzeć ręce, wywiesić czarną flagę na maszcie i zacząć podrzynać gardła.
  • Kiedy się poznaje zło natury, zaczyna się gardzić śmiercią: kiedy się poznaje zło społeczeństwa, zaczyna się gardzić życiem.
  • Kiedy wychodzę na ulicę, pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to – eksterminacja.
  • Kto chce zostać filozofem, nie powinien się zniechęcać pierwszymi zasmucającymi odkryciami, które poczyni w znajomości ludzi. Żeby ich poznać, trzeba zatriumfować nad niezadowoleniem, którego są przyczyną, jak anatomista triumfuje nad naturą, jej narządami, swoim wstrętem, żeby się stać biegłym w swej sztuce.
  • Mało jest wad, które w tym stopniu przeszkadzają w pozyskaniu licznych przyjaciół, w jakim mogą to sprawić zbyt wielkie zalety.
  • N... powiadał o życiu światowym: „Życie towarzyskie to byłaby urocza rzecz, gdyby jeden człowiek obchodził cokolwiek drugiego”.
  • Nie przywiązywać się do żadnego człowieka, chociażby najmilszego, każdy człowiek jest więzieniem i cieśnią.
  • Patrząc na to, co się dzieje w świecie, poweselałby w końcu największy mizantrop, a Heraklit umarł ze śmiechu.
  • Rasa ludzka zawsze budziła we mnie odrazę. Zasadniczo chodziło o chorobę wewnątrzrodzinnych relacji, obejmującą małżeństwo i dzielenie się władzą i wsparciem, która jak wrzód, jak trąd, zarażała następnie: naszego sąsiada, nasz blok, naszą dzielnicę, nasze miasto, nasz kraj, nasze państwo, nasz naród… wszyscy chwytali się nawzajem za tyłki ze strachu przed śmiercią, powodowani ogłupiającym instynktem przetrwania.
  • Słabość charakteru lub brak myśli, jednym słowem wszystko, co staje na przeszkodzie, żebyśmy mogli przestawać sami z sobą, chroni wielu ludzi przed mizantropią.
  • „Straciłem zupełnie gust do ludzi” – mówił pan de L.... – Nie stracił pan gustu – odrzekł pan de N..., nie żeby mu przeczyć, lecz z mizantropii, chcąc mu powiedzieć: pański gust jest dobry.
  • To, czego zawsze łaknął ― by mianowicie ludzie go kochali ― w chwili sukcesu stało się dlań nieznośne, albowiem on sam nie kochał ludzi, tylko ich nienawidził. I nagle pojął, że nigdy nie zazna zaspokojenia w miłości, lecz tylko w nienawiści, nienawidząc i będąc nienawidzonym.
  • Trzeba przyznać, iż są strony duszy, które, żeby być szczęśliwym żyjąc z ludźmi, należy całkiem sparaliżować.
  • Żeby móc przebaczyć rozumowi ból, który zadaje większości ludzi, trzeba rozważyć, czym by był człowiek, gdyby nie rozum. Jest on złem koniecznym.
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!


  • Ach, może ja was trochę do się zrażę,
    Jeśli wam powiem: wszyscyście gówniarze.
  • Nienawidzę tego pierdolonego świata, za dużo w nim cholernych skurwieli. Zbyt wiele myśli o socjetach upchniętych w tym miejscu zwanym AMERYKĄ.
  • Pogardzam wszystkimi i mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam.
  • Unikajcie zjebów. Nazywam ich głupcami. Znacie ten typ – wszystko, co ma z nimi jakikolwiek związek, zamienia się w katastrofę, nieważne jak dobrze by się zapowiadało. Są problemem dla siebie i całego swego otoczenia.
  • Wstydzę się, że jestem człowiekiem. Ale w naszych czasach nastąpiła dysocjacja idei danego człowieka od jego wartości etycznej. Prorok może dziś być świnią – jest to przykre, ale to jest fakt. Zresztą na razie świnią nie jestem mimo całej nienawiści do ludzi – nienawidzę ludzi dzisiejszych.
  • Zawsze byłem samotnikiem. Będę szczery; po prostu nie lubię większości ludzi – męczą mnie, walczą ze mną, przyprawiają o drżenie oczu, okradają mnie, okłamują, dymają mnie, oszukują, pouczają, obrażają i kochają; na ogół jednak mówią mówią mówią MÓWIĄ, aż czuję się niczym kot rżnięty przez słonia. To po prostu jest dla mnie szkodliwe, zbyt wiele z tego jest dla mnie szkodliwe. W fabrykach i rzeźniach ludzie są zbyt zajęci, żeby mówić, i pragnę podziękować za tę przysługę moim bogatym szefom. Nawet wtedy, gdy moi szefowie mnie zwalniają, nigdy nie słyszę ich głosów, a jestem najczęściej odchodzącym i zwalnianym z roboty sukinsynem, jakiego kiedykolwiek Pan spotkał; ale ja nigdy nie słyszę ich głosów; robią to łagodnie, delikatnie i kulturalnie, a ja prostu wychodzę stamtąd i nawet nie myślę o strzelaniu do kogokolwiek z dachu. (…) Różnica polega na tym, że jeśli jesteś samotnikiem i nikim, nazywają cię świrem; jeśli jesteś samotnikiem i osobą trochę znaną, nazywają cię snobem.
    • Autor: Charles Bukowski
    • Źródło: fragment listu Bukowskiego do Henry’ego Millera z 1965.