Michał Witkowski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Michał Witkowski

Michał Witkowski (ur. 1975) – polski pisarz.

Cytaty z utworów[edytuj]

  • Jeśli do spowiedzi, to nie trzeba się było fatygować. Spowiedź internetową na Gadu-Gadu wprowadziłem. Tak że jak macie i-Phona, to macie konfesjonał. Na tacę kartą można u mnie dać, chodzę z czytnikiem, zatwierdzacie tylko PIN zielonym.
    • Źródło: Margot (2009)

Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej (2007)[edytuj]

  • Ale te lampki to tylko podkreślają szarzyznę tego, do czego są przyczepione. Mianowicie: świata.
  • Boże, czas mija, żyjąc tracimy życie!
  • Co ma nie osiadać, skoro jak wszystko w moim życiu budowałem na piasku.
  • Jak ona się budzi, jedna z drugą, to wygląda jak paszczur. Ale przez cały dzień tu sobie domaluje, zamaluje, dorysuje, piersi sztucznym kunsztem powiększy, wypcha, peruka, no… Dziesięć godzin to trwa i w półświetle nocnego baru wygląda jak marzenie.
  • Oto Sasza. Uśmiecha się do was od ucha do ucha. Ucieleśniona idea rewindykacji.
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.
  • Światem rządzą niezbyt zrozumiałe, za to stalowo konsekwentne zasady i kto się z nimi nie liczy, ten bierze w dupę bez litości.
  • Świętokradcze modły do Maryi Zawsze Dziewicy wznosiłem, żeby na niego raka zesłała! Je jestem osobą głęboko wierzącą, kocham Boga, a szczególnie Matkę Boską. Więc tak: raka na niego i śmierć na moją ciotkę Anielę, po której liczę na spadek!
  • Złote frykasy, ananasy, nadzieje – za spokój tanio oddam.

Drwal (2011)[edytuj]

  • Boga nie ma, w niebie są tylko sputniki, zakonserwowana Łajka i ruskie gwiazdy. Gwiezdny pył to konfetti, brokat i bąbelki szampana.
  • Literatura zaczyna się tam, gdzie przestaje być normalnie.
  • Nie chciałem już ani palić, ani ćpać, ani żreć, ani uprawiać seksu, ani nic. Tylko odczuwać i zapisywać. Jak najdłużej się da.
  • Zresztą – pochodzą z Indii, ogólnoświatowej stolicy syfu.

Fototapeta (2006)[edytuj]

  • Jak można to wszystko tak szanować, kiedy to wszystko takie szare, jak można to wszystko tak pieczołowicie chronić, kiedy to jest takie brzydkie, jak można tak to brać na poważnie i tak to oszczędzać, kiedy to jest takie rachityczne i smutne? No jak?
  • Jest kobietą wyzwoloną, to znaczy bardzo pijaną i silnie umalowaną.
  • Listopad 1999. Ten rok przypomina cenę w supermarkecie. A jeszcze się kończy i szuka tego grosza, żeby mi wydać, jakbym dotąd nie miał dosyć. Już już mam krzyknąć: nie chcę, proszę sobie darować, choć nikt tu nie zasłużył na napiwek! Ale nie, los nie jest dla mnie przymilnym kelnerem, jest raczej otyłą babą i teraz, zamiast szybko zakończyć uciążliwą transakcję, ta baba guzdra się, zadaje denerwujące pytania w stylu: a nie ma pan może dwudziestu groszy? A ja stoję i nerwowo trzepocę nogą, bo chce mi się sikać i chce mi się już nowego roku, o pięknej, płynnej cyfrze, chcę oddać się mu już bez reszty!
  • Lodowaty ziąb starali się odgonić przekleństwami, ale te zamarzały im na posiniałych ustach i upadały z trzaskiem na oblodzony asfalt alei.
  • Nie ma wojny, od lat uparcie dziwimy się – wojny nie ma! Jest brzuch, jest dezodorant pachnący pod pachą przez dwadzieścia cztery godziny, jest filtr słoneczny, zaciek na okularach, poplamiona majonezem sukienka, ale wojny brak.
  • Same żyły bez przyszłości, może stąd brało się to ich łakomstwo na przyszłość cudzą (…).
  • To jest ten margines, gdy noc się już prawie skończyła, a dzień jeszcze nie zaczął, w którym wydarzyć się może coś zupełnie nieoczekiwanego, ponieważ o ile wiadomo z grubsza, czego spodziewać się po dniu albo po nocy, to nie bardzo wiadomo, czego można oczekiwać od takiego ni to, ni śmo.
  • Wierci się, nie może usiedzieć spokojnie, jest jeszcze dzieckiem. Mości się w tym swoim ciele, bo jest jeszcze niewygodne, jak zbyt nowe ubranie, trzeba ten garniturek wymiętosić.
  • Wierzyłem święcie w świat kalejdoskopu, cekinów i cyrku, nie podejrzewałem żadnych sztuczek, nie obskrobywałem niczego paznokciem, żeby sprawdzić, czy prawdziwe. Bo nie wolno niczego skrobać ani sprawdzać. Bo jak się świat trochę poskrobie, to zaraz cały zaczyna się paskudzić jak rozgrzebana ranka, i już jest do wyrzucenia. Wszystko zżera gangrena.
  • Wspominanie dzieciństwa to rozdrapywanie strupka na dziecięcym kolanie. Lizanie krwi przez dziurę w rajtuzach. Przylepienie tej niechcianej gumy pod stołem, w szczelinie między siedzeniami w autobusie, gdziekolwiek, byle się pozbyć, upchnąć. Wyrzucanie tych niesmacznych kanapek z kiełbasą, w której więcej tłuszczu niż mięsa. Gdziekolwiek, byle wyglądało na to, że się je w szkole zjadło.
  • Wszędzie dominuje czerwień – kolor coca-coli, marlboro i komunizmu. Tu nawet złoto ma czerwony poblask.
  • Za to osobowe wiozły tylko uśpionych ludzi, właściwie wiozły sny, zachowywały się więc ciszej, aby nie uszkodzić tego wątłego towaru. Równomierny takt ich kół był monotonną kołysanką.

Lubiewo (2006)[edytuj]

  • Niczego nie mają, wszystko muszą sobie dokłamać, dozmyślać, dośpiewać.
  • Nikt nie napisał historii życia pedalskiego, chyba że moczem na blaszanej ścianie.
  • – One wierzą w Boga?
    – A jak cioty mogą nie wierzyć w Boga? Nawet w wielu bogów. Co chwilę na ulicy zza każdego rogu wychodzi jakiś młody bóg.

Wypowiedzi[edytuj]

  • Nienawidzę takich tematów tradycyjnie literackich, typu Żydzi, wykluczenie, samotność, miłość, przenikanie się kultur. Nie lubię pisać na temat, na który nie mam nic do powiedzenia. Za to lubię pisać o doświadczeniach, które nie każdemu są dane, a które ja poznałem od podszewki.
  • (…) przyznam się, że trochę tęsknię za przeżyciami metafizycznymi, których źródłem była wiara. Nie mówię, żeby mi się na tacce od frytek Matka Boska ukazywała w formie zacieku z tłuszczu, tak jak dzieciom w szkole amerykańskiej, ale chciałbym, aby przynajmniej od czasu do czasu emocje brały górę nad racjonalnym podejściem do życia. W literaturze często się odwołuję do sfery emocji, nawet jeśli rozbija mi ona konstrukcję książki. Mimo to wolę, żeby moja literatura była żywiołowa, emocjonalna.
  • Uważam za głupie zarzuty, że u mnie pobrzmiewa Gombrowicz albo Masłowska. Zastaję literaturę na pewnym etapie. Jeśli Masłowska zrobiła rewolucję w języku, pokazała, że można zupełnie nielogicznymi zdaniami wyrazić więcej emocji, niżby się to powiedziało w stu zdaniach logicznych, to powrót do prozy pt. „wyszedł z domu i skręcił w lewo” będzie brzmieć anachroniczne. Trzeba sobie powiedzieć: tu jest linia demarkacyjna, stąd startujemy i staramy się przesunąć granicę o kilka centymetrów do przodu.
  • W ogóle żeby być gwiazdą, to trzeba mieć bardzo dużo złych cech charakteru. Trzeba być megalomanem, narcyzem, hipochondrykiem, czyli wszystko pod siebie, pod siebie. Trzeba mieć dużo kompleksów do wyleczenia, pewnie jeszcze z przedszkola…