Mariusz Bonaszewski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Mariusz Bonaszewski

Mariusz Bonaszewski (ur. 1964) – polski aktor teatralny, filmowy, telewizyjny, dubbingowy i radiowy.

Wypowiedzi[edytuj]

  • Aktora łatwo jest rozpoznać w podróży. Znajduje nowych słuchaczy, gra, zabawia ich. Ja też zajmuję się teatrem w pociągu, w Warsie. Siedzę nad nową robotą. Czytam, myślę. To jest jak przemieszczanie się z własnym teatrem, a właściwie z marzeniami o nim. U celu podróży są spotkania z nowymi współpracownikami, nowe podniety. Poczucie, może zresztą ułudne, nieustannej aktywności. Żyję tym i nie mam zamiaru rezygnować. Chyba że ze mnie zrezygnują.
    • Źródło: Wieczne niespełnienie i niepewność, „Rzeczpospolita” nr 122, 26 maja 2006.
    • Zobacz też: aktor
  • Aktorzy sami uwodzą siebie – zarówno klęskami, które pielęgnują w pamięci, jak i sukcesami. Większość wybitnych artystów ma zdolność samooceny. Na pewno pomaga sukces i współpracownicy, którzy mają do nas zaufanie. Mówią, że wierzą w nasz warsztat i chcą skorzystać z naszych możliwości. To na pewno pomaga w otwarciu się na scenie, a także w podejmowaniu nowych wyzwań. Dlatego szukam ludzi, którzy mi ufają.
    • Źródło: Wieczne niespełnienie i niepewność, „Rzeczpospolita” nr 122, 26 maja 2006.
  • Bardzo lubię grać, dopóki gram. Ale przyjemność mija. Każdego dnia jest koniec.
    • Źródło: Marzenia nie muszą się spełniać, „Rzeczpospolita” nr 52, „TV Magazyn”, 4 marca 2011
  • Biegam od dziecka, również po górach. Moja ulubiona trasa to Karpacz – Szklarska Poręba w zimie. Wysiłek daje zastrzyki przyjemności. Jestem od tego uzależniony. No i satysfakcjonujący jest koniec.
    • Źródło: Marzenia nie muszą się spełniać, „Rzeczpospolita” nr 52, „TV Magazyn”, 4 marca 2011
    • Zobacz też: Karpacz, Szklarska Poręba
  • Codziennie otwierają się nowe możliwości interpretacji. W każdym spektaklu można poprowadzić swoją postać w sposób zaskakujący dla partnerów i dla siebie samego, wprowadzić nowy, interesujący element. A to wymaga elastyczności i szczególnego skupienia.
  • Gdy podjąłem decyzję, że będę występował w M jak miłość, [żona] zapytała, czy zdaję sobie sprawę, z czym to się wiąże. Wtedy zacząłem sobie przypominać zetknięcia z widownią. Zaczepiali nas ludzie i nie byli zadowoleni z tego, jak zachowuje się jej bohaterka. Pytali, czy ma zamiar dalej tak postępować. Często byli źli. Moja żona jest bardzo delikatnym człowiekiem i miała kłopoty z przejściem do innego tematu. Ktoś opowiadał mi też historię o aktorze, który grał w serialu osobę niepełnosprawną. Po ujęciu wstał z wózka inwalidzkiego i zszedł z planu. Podbiegła do niego kobieta i zaczęła krzyczeć, że jest kłamcą.
  • Gustaw Holoubek uczył nas, że tylko dwa spektakle na sto się cudownie udają. Generalnie przeżywam wieczne niespełnienie i niepewność.
    • Źródło: Wieczne niespełnienie i niepewność, „Rzeczpospolita” nr 122, 26 maja 2006
    • Zobacz też: Gustaw Holoubek
  • Ja, kończąc pracę nad przedstawieniem, myślę o następnym. Inspiracją jest neurotyczne niezadowolenie z dotychczasowych dokonań. Premiera wywołuje wściekłość i pragnienie natychmiastowego rzucenia się w wir następnej pracy. Poczucie końca jest przygnębiające. Choć trzeba się nauczyć z nim żyć. To jest nieuniknione. Mam czterdzieści lat i wiem, że zaczynam drugą część życia. Szaleństwo się skończyło. I boję się tego. Ubolewam z powodu braku młodej, świętej, głupiej radości podczas premier. Pozostał stres i trema, dochodzi strach. Powodem jest powtarzalność. Bankiety już wcale nie są ważne. Największe emocje dają próby.
    • Źródło: Wieczne niespełnienie i niepewność, „Rzeczpospolita” nr 122, 26 maja 2006
  • Jak każdy aktor miewam poczucie, że jestem najlepszy na świecie. A równie często, że tkwię w pomyłce zawodowej i jest ostatni moment, żeby się rozszaleć w czymś innym. Aktorstwa nie można sprowadzić do tego, że się coś wie. Gdyby nie wczorajsza rozpacz z nieumiejętności, dziś bym tak nie zaszalał. Gdybym wczoraj się tak nie przestraszył, dzisiaj nie byłbym uwolniony. Ale na szczęście czuję, że przyjemność grania rośnie. Nawet w spektaklach, które uważam za nietrafione, chcę się eksploatować. Niestety, coraz częściej spotykam w pracy młodych ludzi, którzy nie cierpią grania. Oszukują. Czerpią inny rodzaj satysfakcji, umiejscowiony w zdjęciach, telewizji, w medialnym istnieniu. Sztucznie podgrzewają atmosferę podczas prób, udają intelektualizowanie, a potem schodzą do garderoby i drętwieją.
    • Źródło: Marzenia nie muszą się spełniać, „Rzeczpospolita” nr 52, „TV Magazyn”, 4 marca 2011
  • Każde spotkanie czegoś uczy, nawet spotkanie kompletnie nieudane, bo to one uczą najbardziej. Kiedy nic nie wychodzi, albo współpraca jest tak trudna, że człowiek zdaje sobie sprawę jakie błędy popełnił i czego robić nie powinien. Na pewno wyjątkiem od tych wszystkich reguł jest Jarocki. On aktorów modeluje, uczy rzemiosła oraz skuteczności. Natomiast spotkanie z Grzegorzewskim to spotkanie z cudem osobowości. Teraz tęsknie za nim, chociaż pod koniec jego życia kontakt z nim miałem słaby. Pracę z nim wtedy bardzo źle znosiłem. Ale jak sobie przypominam te burzliwe spotkania, to tęsknie za jego niezwykłą inteligencją, która pozwalała mu po dniach niemożności skonstruować ogromną, fascynującą scenę.
  • Lubię wkładać na siebie obcą skórę. Daje to tzw. większe możliwości. Można wtedy reagować w sposób na co dzień niemożliwy, nieprzewidywalny. Nie chodzi o to, że się zamieniam w kogoś innego, bo to bzdury.
  • (...) mogę spokojnie przejść ulicą, a niektórzy moi koledzy mają z tym trudności i wiem, co to znaczy. Czy się tego obawiam? Trzeba mieć predyspozycje. Sprawa wieku. Ja już jestem w innym momencie życia, nie stanę się serialowym idolem.
  • Mógłbym być gdzie indziej. Odbyć rejs przez północny Atlantyk, pływać kutrem wokół Bornholmu, łowić łososie i dorsze. To wydaje mi się świetne. Ale nie jestem sam, mam rodzinę. Ona jest nie do porzucenia. Tej straty bym nie zniósł. Marzenia nie muszą się spełniać, to nie przekreśla ich wagi.
    • Źródło: Marzenia nie muszą się spełniać, „Rzeczpospolita” nr 52, „TV Magazyn”, 4 marca 2011
  • Nie wiem, gdzie jest to odznaczenie [Srebrny Krzyż Zasługi]. Pewnie leży w szufladzie. Wyobraża pan sobie dom aktora, w którym wisiałyby tego typu nagrody? To mogłoby być porażające. Co innego dyplomy, które kiedyś dostałem za zwycięstwa w biegach i turniejach szachowych. Są dla mnie niezwykle cenne.
  • Ogromną przyjemność sprawia mi konstruowanie postaci, wymyślanie ich – nie tylko podczas spotkania na sali prób, także w knajpie, w pociągu, przed zaśnięciem. To jest męka, ale sprawia mi przyjemność. Tęsknię do tego, żeby nieustannie wymyślać, zmieniać. Żyję tym, a szansę na podobną przygodę daje wyłącznie teatr. Dziesięć lat temu z powodu odpływu widowni mieliśmy poczucie, że teatr tworzą outsiderzy, ludzie wycofani. Teraz jest inaczej. Odnosi wielki sukces, jest gorący, zwariowany, wściekły. Ale nie wszyscy tak myślą. Pewna znana telewizyjna gwiazda powiedziała ostatnio, że teatrem zajmują się dewianci. A prawdziwa Polska jest w jej serialach.
    • Źródło: Wieczne niespełnienie i niepewność, „Rzeczpospolita” nr 122, 26 maja 2006
  • Plany pójścia w Andy nie powiodły się, choć u podnóży Santiago de Chile są już szczyty liczące nawet 5,5 tys. metrów. Są tam wspaniałe stacje narciarskie, ale niedostępne bez własnego samochodu, bo za daleko jest do nich od ostatniej stacji metra i autobusu. Taksówkarz odmówił wyjazdu, powiedział, że to jest za wysoko. Ale biegałem po niższych górkach, jadłem wielkie, dziwne ryby, piłem wina chilijskie, inne, niż te dostępne w Polsce. Jestem maniakiem pływania, niestety Ocean Spokojny okazał się niedostępny dla pływaków, bo zbyt wielka fala ścina z nóg.
  • To nie jest tak, że nie grałem w serialach. Grałem. Między innymi w Glinie Władysława Pasikowskiego, ale to faktycznie zupełnie inna produkcja niż „M jak miłość”. Mało tego, otrzymywałem propozycje ogromnych ról w innych serialach. Kiedyś z nich rezygnowałem. Także ze względu na pewne zakazy. Mówiono mi, że jeśli pracuję w teatrze, nie podołam dodatkowym wyzwaniom. Dawano mi do zrozumienia, że albo to, albo to. Teraz pomyślałem, że jestem od tego, żeby panować nad sobą i wiedzieć, co jest dla mnie dobre, a co złe.

O Mariuszu Bonaszewskim[edytuj]

  • Mariusz Bonaszewski (mistrzostwo)
    Pięknie ewoluuje z chmurno-romantycznego amanta w dojrzałego faceta. Żar w jego oczach miesza się z gorzkim niespełnieniem (w „Nie do pary” Bovella gościnnie we wrocławskim Współczesnym), z grymasem złości, ba, z rozkoszną dziecinadą spod maski narcystycznego pana domu – w nieoczekiwanej, antymaskulinistycznej „Norze” w Narodowym. I z błyskiem przenikliwości niezbędnym w Gombrowiczowskich kreacjach Jerzego Jarockiego: na trzecim planie w „Kosmosie”, na pierwszym w skomplikowanych wywodach „Błądzenia” sprzed dwóch lat.
    • Autor: Jacek Sieradzki, Subiektywny spis aktorów teatralnych, „Polityka” nr 32/12.08.
  • Najlepsza z ról, w jakich widziałem Mariusza Bonaszewskiego, wrażliwy, nerwowy, frustrujący, zbuntowany przeciwko rutynie starszych i obyczajom matki. Najpierw w tym przedstawieniu – grafoman.(...) Potem, kiedy jego pisarstwo zyska już uznanie, twórczość straci dla niego znaczenie.
    • Autor: Andrzej Wanat, „Teatr” 1992, nr 1
    • Opis: o roli Konstantego Trieplewa w Mewie.
  • (...) prowadzony ręką mistrza osiąga najwyższe rejony, przekraczając samego siebie (wyciszony i skupiony w Kosmosie, niebezpieczny w telewizyjnym Juliuszu Cezarze), ale pod ręką niewprawną traci instynkt i dyscyplinę (rozfiglowany ponad miarę w Norze).

Zobacz też[edytuj]