Kajetan Rajski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Kajetan Rajski

Kajetan Rajski (ur. 1994) – polski pisarz i publicysta katolicki.

  • Aby poznać źródła tego, co dzieje się we współczesnym świecie, musimy sięgnąć do historii. Można zapytać – po co poznawać współczesność? Wydaje mi się, że po to, by umiejętnie odczytywać, czego od nas żąda w danym momencie Pan Bóg. Czasem będzie to bierne – zdawałoby się – przyglądanie się aktualnym wydarzeniom, ale pełne szczerej modlitwy o Bożą interwencję. Czasem jednak Bóg może chcieć od nas poświęcenia się Sprawie całkowicie, nawet z narażeniem własnego życia. I to właśnie jest historia. Kiedy pomyślę o krzyżowcach czy chłopach wandejskich, którzy stawali dzielnie w obronie wiary, to czy nie mam prawa spojrzeć nieco odważniej na otaczającą mnie rzeczywistość?
  • Młody człowiek zazwyczaj jest bezkompromisowy. Ważne tylko, by jego asertywność była ukierunkowana w dobrą stronę. Święci byli niekiedy „Bożymi szaleńcami”. Porywali się na rzeczy, na które nie ośmieliłby się zdecydować zwyczajny człowiek. Wymienię chociaż św. Franciszka. Biednego św. Franciszka, nie tylko z powodu materialnego ubóstwa, ale też krzywdy, którą mu wyrządzają niektórzy współcześni katolicy, przedstawiający go jako cukierkowatego świętego zajmującego się ochroną środowiska. Tymczasem pamiętajmy, że Franciszek poszedł do muzułmańskiego sułtana po to, by nawrócić go na prawdziwą wiarę! Dokonał przy nim nawet próby ognia – przeszedł bosymi stopami po rozżarzonych węglach i nic mu się nie stało! Święci to nie tylko powolni słudzy Pańscy, ale też ludzie z charakterem. Tylko, oczywiście, umieli ten charakter – często porywczy i wybuchowy – odpowiednio ukierunkować.
  • Muszę stwierdzić, że w ostatnim czasie więcej modlę się w intencji papieża i Kościoła. Szczególnie zintensyfikowałem swoją modlitwę po abdykacji papieża Benedykta XVI, co było dla mnie bardzo bolesnym wydarzeniem. Patrząc na współczesny Kościół zawsze staram się mieć w podświadomości wezwanie św. Kajetana, by całkowicie zaufać Opatrzności Bożej. Jest to bardzo trudne, widząc zamieszanie, które występuje wśród części wiernych i duchowieństwa. Niemniej konieczne jest zdanie się w tej materii na Pana Boga. Matka Boża w Fatimie zapowiedziała, że w końcu Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Więc czego się bać, skoro mamy tak pewną obietnicę? Oczywiście nie jest to wezwanie do bierności i apatii. Wręcz przeciwnie, musimy się starać, by triumf Matki Bożej ziścił się chociaż w drobnej części za naszą przyczyną.
  • Nie widzę, na jakiej płaszczyźnie można byłoby zobaczyć to przebudzenie Polaków. Moralnej? Skąd w takim razie wzrastająca liczba rozwodów i związków niesakramentalnych? Religijnej? Wystarczy spojrzeć na coraz bardziej puste kościoły rzadko kiedy wypełnione młodymi. Politycznej? Dlaczego w takim razie od ośmiu lat rządzi partia, która systematycznie ogranicza naszą wolność? Być może to pesymistycznie zabrzmi, ale ogół Polaków przebudzi się dopiero wtedy, gdy zacznie im brakować chleba.
  • Proszę się nie obrazić, ale wydaje mi się, że w Polsce mamy do czynienia z całkowicie nietrafionym duszpasterstwem dzieci i młodzieży. Wina tkwi w mojej opinii w pomyłkach osób duchownych. Obserwujemy dwie skrajności. Pierwsza jest taka, że księża całkowicie zaniedbują apostolstwo wśród młodych, wychodząc z założenia, że prędzej czy później do Kościoła i tak trafią. Kiedyś faktycznie tak było. Człowiek młody często odwracał się od Pana Boga, zaniedbywał wiarę, czasem nawet żył niemoralnie. Ale później nawracał się. Bo mu się życie nie ułożyło, bo się zestarzał i zaczął myśleć o śmierci, wreszcie zwyczajnie zmądrzał. Tymczasem teraz młodzi ludzie są tak silnie zindoktrynowani przez antykatolicką ideologię, że na starość trudno im będzie wrócić do Kościoła. (…) Druga postawa jest całkowitym przeciwieństwem tej pierwszej. Są księża, którym się wydaje – niestety na tym zazwyczaj poprzestają – że są „młodzieżowi”. Sztucznie używają slangu ulicznego, paradują z młodzieżą bez sutanny, czasem nawet każą sobie mówić po imieniu. Organizują Mszę św. „młodzieżową”, w czasie której młodzi ludzie grają na gitarach elektrycznych i perkusji, wszyscy stoją wokół ołtarza i podnoszą ręce w trakcie Modlitwy Pańskiej, czasem nawet przyjmują Komunię Świętą „na rękę”. Prawie dosłownie zaglądają kapłanowi do kielicha. Zbyt się spoufalają. Widziałem mnóstwo takich przypadków. Później ci ludzie nie traktowali poważnie ani księdza, ani Kościoła, który ów kapłan reprezentuje.
  • Przede wszystkim stwierdzam fakt, że Pan Bóg powołuje kogo chce i jak chce. My nie ustalamy z Bogiem dwustronnego kontraktu na nasze życie. Jeśli chcemy mieć pewnik życia wiecznego, to musimy zgodzić się na powołanie, które On nam daje. W konsekwencji musimy być wierni temu wyborowi. Muszę przyznać, że również dzięki tym publikacjom zwiększyłem swój szacunek dla instytucji kapłaństwa. I choć nie zawsze jestem w stanie przemóc się i w umyśle mieć szacunek do księdza, który sprzeniewierza się swojemu powołaniu, to w sercu klękam przed jego kapłaństwem. Być może jest to człowiek, który udzieli mi rozgrzeszenia tuż przed śmiercią.
  • Są dwie takie szczególne sytuacje, w których Jan Paweł II ukazuje się nie jako cukierkowaty „nasz papież” od kremówek, ale faktycznie zatroskany o to, czy Polacy rzeczywiście przyjmują jego przekaz. Oba stwierdzenia pochodzą z Kielc z 1991 roku. Zebrany wówczas tłum uczestniczący we Mszy świętej jakoś nie miał zbyt wielkiej ochoty klaskać, ponieważ w pewnym momencie papież niemal wykrzyczał: „Przestańcie klaskać, zacznijcie mnie słuchać!”. A później dodał: „Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć!”. Polacy spodziewali się, że po „odzyskaniu wolności” Jan Paweł II przyjedzie poklepać ich po ramieniu, a tymczasem zwyczajnie przypomniał o dekalogu, o podstawowych wartościach, i to wcale nie w miłych słowach.
  • Tragedią państwa Polskiego po 25 latach rzekomej wolności jest fakt, że władze państwa nie są w stanie zagwarantować bezpieczeństwa dzieciom Żołnierzy Wyklętych. One nadal, po tylu latach, boją się.
  • Wiele zawdzięczam (…) osobom, które w mojej intencji się modlą. Jest ich sporo. Część z nich – jak ufam – jest już w niebie. Szczególnie chciałbym tu wymienić siostry z klasztorów klauzurowo-kontemplacyjnych. Myślę, że ich modlitwa stała się dla mnie często ochronną tarczą przeciw trudnościom.
  • Zauważalny jest kryzys tożsamości mężczyzny. Zacząłem się zastanawiać nad tym dlatego, że wizerunek chłopaka/mężczyzny-katolika, lansowany przez część środowisk wewnątrzkościelnych, to obrazek mentalnej kobiety. Chłopak, który przy kilkudziesięciu osobach roztkliwia się na modlitwie, który wzbrania się przed obroną swojej wiary, stale przeżywa problemy emocjonalne i dzieli się nimi ze wszystkimi dokoła. To, co jest dopuszczalne u dziewczyn, czy kobiet, staje się komiczne u mężczyzny. Wizerunku prawdziwego mężczyzny szukałem wśród świętych i bohaterów, którzy potrafili całkowicie poświęcić się takim wartościom jak Bóg, honor i ojczyzna. Myślę, że gdy młody chłopak przyswoi w swoim umyśle i sercu te trzy słowa, wyrośnie na prawdziwego, Bożego mężczyznę.