John Updike

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
John Updike

John Hoyer Updike (1932–2009) – amerykański pisarz.

  • Ludzie mogą należeć do nas tylko we wspomnieniach.
  • Marzenia się spełniają. Bez tej możliwości natura nie podburzałaby nas do posiadania ich.
    • Dreams come true. Without that possibility, nature would not incite us to have them. (ang.)
    • Zobacz też: marzenie
  • Nikt nie może nigdzie dojść, jeśli skądś nie odszedł.
    • Źródło: Leksykon złotych myśli, wyboru dokonał Krzysztof Nowak, Warszawa 1998.
  • Sukces bywa również karany: trzeba spotykać się z ludźmi, których przedtem można było ignorować.

Pary[edytuj]

(Świat Książki, Warszawa 2009, ISBN 9788324708635, tłum. Katarzyna Komorowska)

  • - Bierze pigułki antykoncepcyjne, prawda?
    - Oczywiście. Witaj w raju.
    Piet pozostał na sofie, podczas gdy oni skierowali się w stronę schodów. Angela pocałowała go na pożegnanie w policzek; nie poruszył głową. Bardzo wyraźnie poczuł zarys jej ust, jak gdyby była ogrzaną przez ogień kamienną rzeźbą.
    • s. 513. Pytanie Frediego Thorna do Pieta Hanema oddającego mu swoją żonę na noc, w zamian za pomoc przy aborcji jego dziecka z kochanką.
  • Kiedy wyraził niepokój możliwością jej zajścia w ciążę, roześmiała się. Czyżby Angela nie używała jeszcze enovidu? „Witaj - powiedziała Georgene - w pigułkowym raju”. To beztroskie bluźnierstwo przyniosło mu ogromną ulgę.
    • s. 76. Piet Hanema w rozmowie z Georgene Thorn.
  • - Terry i ja - ciągnął - nie mamy takiego pola manewru. Wierność to coś niepodważalnego. Czy wiesz, że według Kościoła małżeństwo jest sakramentem, którego para udziela sobie sama?
    - Może sakrament powinien dawać więcej wolności. Czemu tyle zamieszania o cielesność? — spytał Piet. - Za pięćdziesiąt lat będzie już na nas rosła trawa. Wiesz, co dla mnie mogłoby być sakramentem? Angela pieprząca się z innym facetem, podczas gdy ja stoję nad nimi, rzucając na jego plecy płatki róż.
    • s. 313. Piet Hanema o swojej żonie - Angeli w rozmowie z Mattem i Terry Gallagherami.
  • To takie głupie, nie uważasz? Zdrada. Tyle z nią kłopotu.
    Wzruszył ramionami, nie chcąc przyznać jej racji.
    - To sposób na zapewnienie sobie przygód. Wyruszasz w świat w poszukiwaniu wiedzy.
    - I co teraz wiemy, Piecie? - spytała (...)
    - Wiemy, że z Boga się nie kpi - powiedział twardo.
    - Nigdy nie miałam zamiaru kpić z Boga.
    - Nie. Twój Bóg jest pomiędzy twoimi nogami, bezkształtny i wstydliwy, czekający na to, by go dotknąć.
    • s. 482. Rozmowa Pieta Hanema z Elizabeth Fox Whitman, gdy oboje dowiedzieli się o niechcianej ciąży.
  • Umieramy. Nie przez sekundę, kiedyś tam, w przyszłości. Umieramy cały czas, we wszystkich kierunkach. (...)
    - Śmierć mnie podnieca. Umierać to być pieprzonym przez Boga. Będzie rozkosznie.
    - Przecież nie wierzysz w Boga.
    - W tego wierzę, Wielkiego Pana Śmierci. Codziennie czuję jego zapach (...)
    • s. 518. Freddy Thorn rozmawiając z Angelą Hanema.

Terrorysta[edytuj]

(Dom Wydawniczy Rebis , Warszawa 2009, ISBN 9788373019416, tłum. Jerzy Kozłowski)

  • - Dzisiaj młodzi mają więcej problemów, niż mieliśmy my - mówi Jack (...) Nie chodzi tylko o AIDS i całą resztę. Istnieje pewien głód, nie wiem, absolutu, kiedy wszystko jest takie relatywne, a wszystkie siły ekonomiczne narzucają im szybki zarobek i kredyt na karcie (...) Kiedy rzeczywistość nie jest prosta, ludzie chcą powrotu do naiwnej prostoty, czerni i bieli, prawdy i fałszu. (...) Inaczej bycie człowiekiem byłoby zbyt trudne. W przeciwieństwie do innych zwierząt wiemy za dużo. One wiedzą tylko tyle, żeby wypełnić swoje zadanie i umrzeć. Jedzą, śpią, pieprzą się, rodzą młode i umierają. (...) Chcę tylko powiedzieć, że dzieciaki takie jak Ahmad muszą mieć coś, czego nie daje im już społeczeństwo. Społeczeństwo nie pozwala im już zachować niewinności. Ci szaleni Arabowie mają rację - hedonizm, nihilizm, to wszystko, co mamy do zaoferowania.(...) Młodzi muszą podejmować teraz więcej decyzji niż kiedyś, bo dorośli nie potrafią im podpowiedzieć, co mają robić. My sami nie wiemy, co robić, nie mamy gotowych odpowiedzi tak jak kiedyś; po prostu trwonimy czas, starając się za dużo nie myśleć. Nikt nie bierze na siebie odpowiedzialności, więc robią to dzieciaki, przynajmniej niektóre... to pragnienie, żeby zrobić coś dobrego, żeby być dobrym, żeby gdzieś się zapisać... do wojska, orkiestry dętej, gangu, chóru, samorządu szkolnego, nawet do harcerstwa. (...) Na korytarzach serce ci się kraje, jak widzisz te twarze, tak pełne nadziei, oni chcą być d o b r z y, chcą coś znaczyć. Oczekują czegoś od samych siebie. To jest Ameryka, wszyscy czegoś oczekujemy, nawet socjopaci mają całkiem dobrą opinię na swój temat. Wiesz, kim ostatecznie zostają ci, z którymi są najgorsze problemy wychowawcze? Gliniarzami albo nauczycielami w liceum. Chcą zadowolić społeczeństwo, chociaż się do tego nie przyznają. Chcą być czegoś warci, gdybyśmy tylko mogli im wskazać, co jest wartościowe.
    • s. 121 - 122. Psycholog szkolny, Jack Levy w rozmowie z Terry - matką Ahmada.
  • - Nie wiesz jeszcze zbyt dużo o miłości. On jest moim facetem. Gdyby nie ja, co by miał? Byłby żałosny i może za bardzo go kocham i nie chcę, żeby się o tym przekonał. Dla czarnego faceta wychowanego w biednej rodzinie w New Prospect sprzedawanie swojej kobiety nie jest żadną hańbą, jest sposobem na udowodnienie męskości.
    • s. 132. Joryleen w rozmowie z Ahmadem.
  • - Nie uwierzę, że na serio zamierzasz zabić setki niewinnych ludzi.
    - A kto mówi, że niewierni są niewinni? Tak twierdzą niewierni. Bóg w Koranie zaleca natomiast, by być „gwałtownym wobec niewiernych". Trzeba ich palić, miażdżyć, bo zapomnieli o Bogu. Myślą, że wystarczy być sobą. Kochają obecne życie bardziej niż życie wieczne.
    (...) Naprawdę dajesz się na to wszystko nabrać? Bóg najwyższym oprawcą? Bóg królem ludobójstwa?
    • s. 174. Ahmad w rozmowie z Jackiem Levy podczas prowadzenia ciężarówki z materiałami wybuchowymi.
  • (...) tu napisane, że żony i dzieci są naszymi wrogami. Trzeba się ich strzec. Ale jeśli, eee, będziemy pobłażać, odpuszczać i wybaczać, Bóg będzie dla nas przebaczający i litościwy.
    - Ale co takiego jest w żonach i dzieciach, że są „wrogami"? Dlaczego potrzebują wybaczenia?
    - Może dlatego, że odciągają nas od dżihadu, od prób osiągnięcia świętości i zbliżenia się do Boga.
    - Doskonale! Ależ z ciebie znakomity uczeń, Ahmadzie! (...) Dawaj sobie radę bez kobiet o fizycznych ciałach, bez tego ziemskiego bagażu, tych nieczystych zakładników losu! Podróżuj z jak najmniejszym obciążeniem, prosto do raju! Powiedz mi, drogi Ahmadzie, boisz się wstąpić do raju?
    • s. 64. Ahmad w rozmowie ze swoim nauczycielem duchowym.
  • - Życie nie jest czymś, co można k o n t r o l o w a ć . Nie kontrolujemy oddechu, trawienia, bicia serca. Życie trzeba po prostu przeżyć. Trzeba pozwolić mu się t o c z y ć.
    • s. 54. Matka Ahmada (głównego bohatera) w rozmowie ze swoim kochankiem - Jackiem Levy.
  • - Dzisiaj młodzi mają więcej problemów, niż mieliśmy my - mówi Jack (...) Nie chodzi tylko o AIDS i całą resztę. Istnieje pewien głód, nie wiem, absolutu, kiedy wszystko jest takie relatywne, a wszystkie siły ekonomiczne narzucają im szybki zarobek i kredyt na karcie (...) Kiedy rzeczywistość nie jest prosta, ludzie chcą powrotu do naiwnej prostoty, czerni i bieli, prawdy i fałszu. (...) Inaczej bycie człowiekiem byłoby zbyt trudne. W przeciwieństwie do innych zwierząt wiemy za dużo. One wiedzą tylko tyle, żeby wypełnić swoje zadanie i umrzeć. Jedzą, śpią, pieprzą się, rodzą młode i umierają. (...) Chcę tylko powiedzieć, że dzieciaki takie jak Ahmad muszą mieć coś, czego nie daje im już społeczeństwo. Społeczeństwo nie pozwala im już zachować niewinności. Ci szaleni Arabowie mają rację - hedonizm, nihilizm, to wszystko, co mamy do zaoferowania.(...) Młodzi muszą podejmować teraz więcej decyzji niż kiedyś, bo dorośli nie potrafią im podpowiedzieć, co mają robić. My sami nie wiemy, co robić, nie mamy gotowych odpowiedzi tak jak kiedyś; po prostu trwonimy czas, starając się za dużo nie myśleć. Nikt nie bierze na siebie odpowiedzialności, więc robią to dzieciaki, przynajmniej niektóre... to pragnienie, żeby zrobić coś dobrego, żeby być dobrym, żeby gdzieś się zapisać... do wojska, orkiestry dętej, gangu, chóru, samorządu szkolnego, nawet do harcerstwa. (...) Na korytarzach serce ci się kraje, jak widzisz te twarze, tak pełne nadziei, oni chcą być d o b r z y, chcą coś znaczyć. Oczekują czegoś od samych siebie. To jest Ameryka, wszyscy czegoś oczekujemy, nawet socjopaci mają całkiem dobrą opinię na swój temat. Wiesz, kim ostatecznie zostają ci, z którymi są najgorsze problemy wychowawcze? Gliniarzami albo nauczycielami w liceum. Chcą zadowolić społeczeństwo, chociaż się do tego nie przyznają. Chcą być czegoś warci, gdybyśmy tylko mogli im wskazać, co jest wartościowe.
    • s. 121 - 122. Psycholog szkolny, Jack Levy w rozmowie z Terry - matką Ahmada.