Jacek Piekara

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Jacek Piekara (ur. 1965) – polski pisarz fantasy i dziennikarz.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Cykl Inkwizytorski (o Mordimerze)[edytuj]

Płomień i krzyż cz. I[edytuj]

  • – Ci mężczyźni… (…) Wyobrażają sobie, że są panami świata. (…) Są tylko gliną, którą ugniatamy, jak chcemy, by wydobyć z niej odpowiadający nam kształt.
    • Opis: Piękna Katarzyna do Irminy
    • Źródło: s. 7, wyd. I
  • – Pamiętaj chłopcze, że człowiek rozumny zawsze woli stać na uboczu, gdyż świat znacznie lepiej widać, kiedy samemu jest się skrytym w mroku.
    • Opis: Löwefell do Mordimera
    • Źródło: s. 180, wyd. I

Ja, inkwizytor. Wieże do nieba[edytuj]

  • (…) ale czyż wiek świadczy o mądrości? O nie! Wiek świadczy jedynie o tym, że człowiek leciwy popełnił więcej głupstw, niegodziwości oraz pomyłek od człowieka młodego. I czasami nauczył się zręcznie z tych głupstw, niegodziwości oraz pomyłek tłumaczyć przed samym sobą i przed innymi.
  • (…) zwłaszcza że to, co wyprawiała z posiłkami żona mojego karczmarza, wołało o pomstę do nieba.
    – Upraszam łaski wielmożnego pana – korzył się karczmarz, kiedy zawołałem go po raz pierwszy, zdumiony smakiem przyniesionej mi do izby potrawy. – Mówiłem jej sto razy, że węgorza nie dusi się w sosie cynamonowym, ale ona twierdzi, że wielcy panowie tak właśnie jadają, i chciała wielmożnemu panu wyrazić w ten sposób swój szacunek.
    – Matko Boża! – zaniepokoiłem się. – Niech ona mnie lepiej szybko przestanie szanować, bo nie wiadomo, czy przeżyję specjały, które wymyśli w przyszłości.
  • – A zostało tam może troszkę winka, choćby na samym dnie, hmmm? Dolałem resztę trunku z dzbana, rzeczywiście niewiele już go było i widziałem, jak z ostatnią kroplą przelewaną do kubka twarz Kramera wyciąga się. Doszedł już bowiem do takiego stopnia upodlenia, że nie potrafił radować się tym trunkiem, który jeszcze miał, ale zamartwiał się, co będzie, kiedy zostanie z pustym naczyniem.
    – Hej, strażnik! – krzyknąłem. – Dzbanek wina! Tylko biegusiem, człowieku!
    Mój towarzysz, słysząc te słowa, rozpromienił się tak, jakby ukazała mu się sama Matka Boska wróżąca długie i szczęśliwe życie.
  • Dobre intencje nie gwarantują pomyślnych skutków.
    • Źródło: s. 170, wyd. I
  • No to jesteśmy już w domu, odetchnąłem z ulgą w myśli, gdyż przypuszczałem, że teraz ciężki wóz jego pomyślunku zaczął się toczyć po błotnistej ścieżce wyobraźni. I jak Bóg da, dotoczy się do powzięcia zamiaru.
  • Przeor sapnął ze zniecierpliwieniem i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakbym był młodym zakonnikiem, który właśnie odmówił zakasania habitu i wypięcia tyłka.
  • – Sądzicie, że się nad tym nie zastanawiałem? Uważacie mnie za zupełnego idiotę? To zdanie powinien zakończyć wykrzyknikiem, nie pytajnikiem, a wtedy wszystko by się zgadzało. Rzeczywiście uważałem go za skończonego, totalnego i zupełnego idiotę. W dodatku za jego bałwaństwo zapłacili życiem niewinni ludzie. Nie żeby mi łzy ciekły z oczu na myśl o Kramerach, ale tak jak powiedziałem Griegowi: po co zabijać niewinnych, skoro wokoło jest tylu winnych?
  • – Tu naprawdę jest jak na wojnie! – prychnąłem. – Co za czasy, że człowiek nie ufa człowiekowi.
    – Ano pewnie – westchnął ze szczerym żalem Grieg. – Łatwiej byłoby go zarżnąć, gdyby nam choć trochę zaufał.
  • – Urodziłeś się w chlewie, mieszkaj w chlewie, urodziłeś się w stajni, mieszkaj w stajni, urodziłeś się w gnieździe, mieszkaj w gnieździe. Ale jak świnia wdrapie się do gniazda, to jej skrzydła od tego nie wyrosną. A i latać się nie nauczy.
    Naprawdę lubię ludzi odpowiadających na zadawane im pytania, a nie ignorujących mnie i wypowiadających banialuki godne wioskowych przygłupów. Rozumiałem, że śmierć córki wstrząsnęła mężczyzną, ale skoro wcześniej pomarły mu inne dzieci, powinien już być bardziej zahartowany.
  • Westchnąłem. I tak to było rzucać perły dowcipu przed ryje świń pokroju Hautera. Równie dobrze mógłbym zaproponować Syzyfowi, że razem wepchniemy jego nieszczęsny głaz.
  • – W moim towarzystwie nie musisz się bać nikogo oprócz mnie samego – pocieszyłem go. – Rozumiesz?
  • – Widzicie, panie Grieg, w jakiż niezawodny sposób funkcjonuje inkwizytorskie szkolenie – powiedziałem. – Instynktownie, powtórzę to: instynktownie wybrałem natychmiast lokalizację sekretnego wejścia. Rozum mógł jeszcze błądzić po rubieżach podejrzeń i przypuszczeń, intuicja jednakże zadziałała pewnie oraz bez zarzutu.
    – No, no, człek nieuprzejmy mógłby nawet powiedzieć, że wasz tyłek przewyższa sprytem waszą głowę.
  • – Zobaczysz, Mordimerze, że nadejdą jeszcze czasy, w których miłośnicy męskich kształtów nie tylko domagać się będą tolerancji dla swych poczynań, ale wręcz głośno i radośnie manifestowanej akceptacji. A tych, którzy akceptacji nie zechcą wyrażać lub wyrażać ją będą za cicho czy za mało wesoło, postawią pod pręgierzem. Bowiem pamiętaj, że nie ma ludzi bardziej odrażających niż fanatycy tolerancji.

Ja, inkwizytor. Dotyk zła[edytuj]

  • – Dobry medyk zawsze wie, co robić – odparł wyniosłym tonem. – To czasem niewdzięczni pacjenci umierają, nie doceniając naszych starań.
    • Źródło: s. 50, wyd. I
  • – Ej, ty, połamaniec – zawołałem strażnika, z którym niedawno musiałem przedyskutować kwestie poważnego traktowania moich słów.
    Przycwałował ciężko do stołu i wyprężył się na baczność, wytrzeszczając przy tym oczy. Czy oczy mogą być wytrzeszczone służbiście? Nie mam pojęcia, ale jego były.
    • Źródło: s. 133, wyd. I
  • Ho, ho, nie była jednak taka głupia, jak początkowo sądziłem. To dobrze. Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste.
    • Źródło: s. 209, wyd. I
  • I tak wyglądał ten nasz świat. Niezmienny w swej małości, w lęku paraliżującym ludzkie serca, które wzdrygały się przed bezlitosnym likwidowaniem zła.
    • Źródło: s. 346, wyd. I
  • Mordusiu, moja ty babeczko szafranowa! – Wtuliła się we mnie tak, że moja głowa zniknęła pomiędzy jej piersiami. Ha, jakież to było ciepłe i wygodne mieszkanko dla skołatanej łepetyny! – Jaki ty jesteś uczciwy i słodki. Weź go sobie, weź i nie mów o nim więcej.
    • Opis: Dorotka w rozmowie z Mordimerem o pierścieniu św. Joachima
    • Źródło: s. 278, wyd. I
  • – Mówi, że pień drzewa ma więcej rozumu niż ty…
    Jasiek zawarczał zupełnie niczym duży, zły pies i zacisnął kułaki.
    – … że twardy jesteś tylko w pięściach, a ten instrument, co każdy mężczyzna nosi go w spodniach, to już ci dawno przegnił niby jakiś bagienny kijaszek.
    – Uuuuuch! – Gęba Jaśka nabrała tak głęboko czerwonej barwy, że zacząłem się bać, iż zaraz mi go tu, na miejscu, szlag trafi.
    – … no i że twoja kobitka to ci takie rogi przyprawia, że aż dziw, iż nimi po niebie nie szorujesz – dorzuciłem na koniec.
    • Opis: Mordimer nastawia Jaśka przeciwko Eberhardowi
    • Źródło: s. 285–286, wyd. I
  • – Myślicie, że się da? Spalić przeszłość jak stare gacie?
    – Skoro obsrane i śmierdzą? Pewnie się da…
    • Źródło: s. 174, wyd. I
  • Naprawdę był denerwujący. Nie ta, to będzie inna. Każda kobieta, moim skromnym zdaniem, jest jak koło u wozu. Trzeba ją często smarować, ale szybko wymienić, kiedy tylko zacznie skrzypieć.
    • Źródło: s. 174, wyd. I
  • – Nieumiarkowanie, to nieumiarkowanie. – Teodor wzruszył ramionami. – A chyba lepiej żałować, że się żre szynkę, niż żałować, że się żre chwasty, prawda? Bo żal w obu wypadkach jest taki sam, ale w pierwszym z nich przynajmniej w gębie zostaje lepszy smak.
    • Opis: Rozmowa inkwizytorów, nawiązanie do św. Hieronima, który „żałował, iż nie potrafi odmówić sobie garnuszka zupy z lebiody”
    • Źródło: s. 271–272, wyd. I
  • – No bo niby co? – głos Grolscha wyrwał mnie ze słodkich rozmyślań. – Przecież mnie nie zabijecie okrutnie, prawda? – Skrzywił się z wyraźną boleścią. – Dzieciaczka takiego… Pewnie i synkiem waszym mógłbym być. – Czujnie spojrzał na mnie spode łba.
    Uchowaj Boże, pomyślałem, bo to by oznaczało, że wcześniej musiałbym wychędożyć twoją matkę, co by z kolei znaczyło, że upiłem się w stopniu przechodzącym ludzkie pojęcie. Ale trzeba przyznać, że chłopak rozbawił mnie nieudolną próbą zyskania mej litości i mych względów.
    Uśmiechnąłem się do niego serdecznie i pogroziłem żartobliwie palcem.
    – Ty figlarzu, ty. – Podszedłem i wyciągnąłem dłonie, jakbym chciał rozplątać więzy krępujące jego nadgarstki.
    A potem skręciłem mu kark.
    • Źródło: s. 161–162, wyd. I
  • Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie.
    • Źródło: s. 343, wyd. I
  • – Witajcie, Panie Robercie – rzekłem serdecznym tonem.
    – Witajcie – odparł, nie odwracając na mnie wzroku. – Wiecie, że od świtu patrzę na tego pająka. O tam, widzicie, pomiędzy tymi dwiema szparami w suficie…
    Powiodłem w ślad za jego wzrokiem i rzeczywiście dostrzegłem nieruchomo tkwiącego pająka.
    – Nawet o cal się nie ruszył od tych kilku godzin. Czemu? Na co czeka?
    – Może śpi? – poddałem.
    – Może i tak – westchnął Pleiss. – Ale jaki jest sens jego istnienia? Co robi poza spaniem i polowaniem w poszukiwaniu pokarmu? Poza tym, że biegnie w stronę ofiary i biegnie również, kiedy chce uciec jak najdalej od napastnika. Czy jego życie polega na czymś innym, jak nie na ciągłej walce o przeżycie kolejnego dnia?
    Niespecjalnie interesowało mnie życie emocjonalne pająków, lecz wiedziałem z własnego doświadczenia, iż myśli ludzi zagrożonych śmiercią błąkają się czasami na dziwnych pustkowiach. I zastanawiają się oni wtedy nad kwestiami, które w innej sytuacji nie zaprzątałyby wcale ich uwagi.
    – Każde zwierzę, każdy najmniejszy robak ma jedną cechę – rzekłem. – A jest nią instynkt przetrwania. My, ludzie, czasem o tym zapominamy.
    • Źródło: s. 88–89, wyd. I
  • – Źle się dzieje, panie, źle się dzieje. – Nie wiem, czy w ogóle raczył wysłuchać mojej opinii, ponieważ zajęty był powtarzaniem jednego i tego samego. – Coś strasznego schodzi – podniósł wzrok i zapatrzył się w dal – gdzieś z gór…
    – A niby co? Włochaty potwór jeżdżący dupą po śniegu?
    • Źródło: s. 292, wyd. I
  • – Wierność jest słabą smyczą – zgodziłem się z nim. – Rwie się niczym papier, jeśli rozciągnąć ją dalej niż na odległość wzroku.
    • Źródło: s. 233, wyd. I

Ja, inkwizytor. Bicz Boży[edytuj]

  • – Ha, dobrze mieć dowcip tak bystry, iż potrafię nim zadowolić nawet tak wyrafinowanego człowieka jak ja sam…
    • Źródło: s. 428, wyd. I
  • – Uwielbiam zapach płonących czarownic o poranku.
    • Źródło: s. 441, wyd. I
  • – (…) z owym podlewaniem należało uważać, gdyż w wypadku niektórych ludzi trunki działały niczym alchemiczny eliksir młodości, sprowadzając ich do czasu gaworzenia, bezsensownego płaczu, wesołości niewiadomego pochodzenia oraz chwiejnych kroków. A w dodatku zazwyczaj następnego dnia okazywało się, iż stracili zęby…
    • Źródło: s. 16, wyd. I

Sługa Boży[edytuj]

  • – Ale kiedy myślałem o jej słowach, wpatrując się w ciemność, wiedziałem, że najprawdopodobniej ma racje. Tyle, że, tak czy inaczej, nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło.
    • Postać: Mordimer
  • Dwie kobiety leżały zwinięte w kłąb, jak porzucone szmaty, i widziałem, że do końca próbowały chronić dzieci. Jedno z nich miało oderwaną od tułowia głowę, drugie przytulało się do oberżniętego ramienia matki, a czaszkę strzaskał mu potężny cios. Tak mocny, że czaszka ta była tylko rudoczerwoną galaretą z wystającymi szpikulcami kości i szarymi naciekami rozlanego mózgu.
    • Źródło: s. 130, wyd. I
  • Dziewięciu mężczyzn na dziesięć woli kobiety z dużymi piersiami, a ten dziesiąty woli tamtych dziewięciu.
  • Kiepskie miejsce na śmierć, ale z drugiej strony, jakie miejsce jest dobre, by umierać?
  • Nie jestem może człowiekiem wrażliwym, ale jakoś wolę zapach lasu i łąki od smrodu rozkładających się ciał.
    • Źródło: s. 137, wyd. I
  • W końcu karaczany zabija się pod butem, a nie z armaty.
    • Źródło: s. 43, wyd. I

Młot na czarownice[edytuj]

  • – Będą potrzebne dziewice? – zapytał z wyraźną fascynacją w głosie młody Haustoffer.
    – A ma pan baronet jakieś na zbyciu? – spytałem uprzejmie.
  • – Choroba szybko wzbogaconych fornali – mruknął Keppel. – Im bardziej jesteś nikim, tym bardziej pragniesz, żeby cały świat kręcił się wokół ciebie.
    • Opis: Keppel o kanoniku.
  • Dobro wygrywa tylko wtedy, kiedy ma szczęście, by służyły mu takie skurwysyny jak ja.
  • Na moje oko tępy był wręcz nieludzko i podrzynanie nim gardła mogło nie być szczególnie miłe zarówno dla podrzynającego jak i podrzynanego (choć niewątpliwie z różnych powodów).
    • Źródło: s. 228, wyd. I
  • Nie myśleliście nigdy, (…) że niebezpieczeństwem zadawania pytań jest to, iż możecie usłyszeć odpowiedź?
  • – Nie namówisz mnie do tego, Keppel – rzekłem ostro. – Mogę zrozumieć i wybaczyć, że nie cenisz sobie mojego życia, bo ja sam uważam je czasami za wyjątkowo podłe. Ale zważywszy na fakt, że mam tylko jedno, nie zamierzam go tracić. Jakie by nie było.
    • Opis: MM do A. Keppela
    • Źródło: s. 278, wyd. I
  • – No, ale nie dziwota, bo cham nawet jak się przystroi w piórka, zawsze chamem zostanie.
    • Opis: Mordimer o kanoniku.
    • Źródło: s. 284, wyd. I
  • O wiele większą wagę przykładam do dowodów ze świadków i rzeczy, bo jeśli przesłuchujący zechce, przesłuchiwany przyzna się nawet do tego, że jest zielonym osłem w pomarańczowe ciapki.
  • Są takie miejsca w duszy i myślach człowieka, w które zaglądać nigdy nie należy.
  • W ogrodzie mojej pamięci pielęgnuję różne kwiaty.
  • – Wiesz jak jest Mordimer, babskie szaleństwa, zazdrości, knowania, intrygi, takie tam niedorżnięcie, krótko mówiąc.
    • Opis: rozmowa z Andreasem Keppelem.
    • Źródło: s.261, wyd. I

Miecz aniołów[edytuj]

  • (…) Bo jeśli zadasz pytanie, uważaj: możesz usłyszeć odpowiedź. Szkoda, że niewielu ludzi pamięta o tej prostej prawdzie, naiwnie sądząc, że wiedza jest dobrem samym w sobie.
    • Źródło: s. 355, wyd. I
  • A kiedy jestem niezadowolony, moja wrodzona łagodność marnieje, jak niepodlewany kwiat.
  • A przecież ja sam o wielu rzeczach w mym życiu wolałbym nie wiedzieć oraz nie pamiętać, gdyż niosą za sobą tylko wspomnienie gorzkiego bólu. Być może jednak właśnie ta niechciana pamięć jest krzyżem dźwiganym na chwałę Pana, gdyż pamiętam, jak mój przyjaciel, dramaturg, mistrz Ritter, zapisał: „co nas nie zabija, to nas uszlachetnia”. Szkoda tylko, że niezgodnie z wymową jego słów, w głębi mego serca, zawsze czułem się bardziej martwy niż szlachetny. Lecz cóż, nawet okręt o połamanych masztach musi płynąć dalej, choćby kurs wiódł go ku zgubie…
    • Źródło: s. 355 i 356, wyd. I
  • Ach, biedny Mordimerze, czego nie musisz znieść, by zarobić na kubeczek wody i pajdkę chleba?
    • Źródło: s. 67, wyd. I
  • – Aha ha! – Zaśmiał się chrapliwie. – Pamiętam cię! Pochopny i swarliwy inkwizytor o plugawym jęzorze! Na kolana, chłopcze, błagaj o wybaczenie grzechów!
    • Postać: furtian klasztoru Amszilas
    • Źródło: s. 338, wyd. I
  • – Człowiek przedkładający własne uczucia i żądze nad obowiązek wobec idei, nie jest wiele warty (…).
    • Źródło: s. 281, wyd. I
  • Do pokornej modlitwy nie są mi bowiem potrzebne kościoły, a imię Pańskie można równie dobrze wychwalać w każdym innym miejscu (a może i nawet dobrze to robić w miejscu maksymalnie odległym od najbliższego księdza…).
    • Źródło: s. 293, wyd. I
  • Gwoli sprawiedliwości muszę jednak przyznać, że hołota miała czasem rację i rzeczywiście któryś z sąsiadów parał się czarną magią. A przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż bełkotanie niezrozumiałych zdań, uważanych przez maluczkich za zaklęcia nikomu przecież nie mogło zaszkodzić. Za wyjątkiem samych bełkoczących…
    • Opis: refleksja MM nad spalonym przez „hołotę” ciałem kobiety.
    • Źródło: s. 242, wyd. I
  • – Inkwizytorzy są ludźmi posępnymi i niełatwo uradować ich serca – odparłem. – A wyznam ci też, że uważany jestem za najmniej wesołego z nich wszystkich. Zresztą serdecznie nad tym ubolewam…
    • Opis: negocjacje z Belizariuszem.
    • Źródło: s. 335, wyd. I
  • – Jestem Belizariusz – powiedział z dumą, a raczej z intonacją, w której domyśliłem się dumy. – Chorąży Niezwyciężonych Zastępów, Pan Rzeczy Ukrytych, Siewca Nieujarzmionej Grozy, Ten, Który Kroczy Pomiędzy Zwłokami, Morderca Dusz…
    • Źródło: s. 310, wyd. I
  • – Myślcie!
    – Nie chcę myśleć – zajęczał. – Chcę spać!
    • Opis: MM w rozmowie z Heinzem Ritterem
  • Na moją usilną prośbę wyrzucono również trzy warchlaki, do tej pory wesoło bawiące się przy palenisku. Niemniej ślady w postaci brudu oraz smrodu pozostały zarówno po gospodarzach, jak i po prosiętach.
    • Źródło: s. 249, wyd. I
  • Nie da się ukryć, mimo przerażenia znajdował rozsądne argumenty na swą korzyść i popisał się swoją bystrością umysłu (a może jedynie karaluszym instynktem przetrwania?).
    • Źródło: s. 73, wyd. I
  • Nie krzyknąłem ze zdumienia, nie jęknąłem w przerażeniu i nie wciągnąłem powietrza z głośnym sykiem. Nie jestem egzaltowaną dziewoją, mdlejącą na widok, który poruszył jej wrażliwym serduszkiem. Jestem inkwizytorem Jego Ekscelencji i niejedno już w życiu widziałem.
    • Opis: MM przed komnatą Wesołego Kata.
    • Źródło: s. 214, wyd. I
  • Nie pokój, lecz miecz wam przyniosłem.
    • Źródło: s. 372
  • – Nie wiem czy rozumiecie (…), ale kaganek miłości ciężko jest odpalić od bierwion stosu…
    • Postać: Heinz Ritter
    • Źródło: s. 48, wyd. I
  • Nie wiem, czy słyszał moje słowa o Hiobie. Zresztą, sam zastanawiałem się, czy mogły one być tak naprawdę pocieszeniem, gdyż grzesznie sądziłem, że Hiob jednak nie cieszył się szczególną miłością Pana. A nawet jeśli, to była to miłość wyrażana w sposób dla samego Hioba mocno niezrozumiały.
    • Źródło: s. 217, wyd. I
  • Nie zrozumcie mnie źle, mili moi, gwałt jest rzeczą dość powszechną w naszych niespokojnych czasach, a dziewczęta w końcu nie mają tej rzeczy z mydła i nie zużywa się ona na tyle szybko, by nie móc uraczyć nią wielu mężczyzn.
  • No proszę. Jego Ekscelencja biskup Hez-hezronu interesował się życiem biednego inkwizytora. Grajcie, surmy anielskie!
    • Źródło: s. 376, wyd. I
  • – No tak – przerwałem mu. – To przecież oczywiste. Bo gdy w domu schadzek zamiast ladacznicy ukazuje się w drzwiach opryszek ze sztyletem, każdy myśli tylko, jak wykorzystać tę przemiłą niespodziankę.
    • Opis: komentarz MM do tłumaczenia Neuschalka.
    • Źródło: s. 319, wyd. I
  • No tak, tego jeszcze nie było. owieczka surowo nakazująca odprowadzić się do wilczego leża. prosiak stanowczo domagający się wizyty u rzeźnika. Czyż świat nie bywa czasami pełen zdumiewających niespodzianek?
    • Źródło: s. 294, wyd. I
  • Po głupkowatym wyrazie jego twarzy poznałem, że nie zrozumiał i nie docenił mojej lekkiej, zabawnej i jakże celnej metafory.
  • – Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach.
    • Opis: MM do Ilony Loebe.
    • Źródło: s. 147, wyd. I
  • Przy wąskim okienku w końcu korytarza siedziała młoda, rozczochrana kobieta o zniszczonej twarzy i karmiła piersią dziecko.
    – Szszsz, gryzie mały skurwiel – mruknęła, widząc mnie, i uderzyła dziecko palcami w policzek. Niemowlak się rozwrzeszczał.
    • Źródło: s. 385, wyd. I
  • – Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba – odparł, wzruszając ramionami. – W końcu czyż Pismo nie mówi: „Roście się i mnóżcie, i napełniajcie ziemię”? A wierzcie, że z nią mógłbym się mnożyć ile tylko wlezie, w noc i dzień. Z napełnianiem też nie byłoby problemów. I to nie ziemi, rzecz jasna.
    • Opis: Heinz Ritter w rozmowie z MM.
    • Źródło: s. 45, wyd. I
  • – Szkoda tylko, że nie przyszło ci do głowy podnieść dupska i pójść za tropem – dodałem.
    – Przyszło – odparł bliźniak i rozgryzł źdźbło trawy. – Ale potem niby poszło…
    – A to bardzo się cieszę – rzuciłem złośliwie i poszedłem w stronę koni, pytając Pana, za jakie grzechy aż tak mnie doświadcza.
    • Opis: rozmowa z Drugim.
    • Źródło: s. 257, wyd.
  • – Tak bywa. Człek dziś się weseli, jutro robali żrą go w grobie…
    • Postać: Korfis
  • Tak więc powiedziałem kanonikowi, gdzie może wepchnąć sobie swoje polecenia, oraz w krótkich, żołnierskich słowach wyjaśniłem mu, kim byli jego matka oraz ojciec, i w jaki sposób matka potrafiła obsłużyć trzech klientów na raz.
    • Źródło: s. 372 i 373, wyd. I
  • – Teraz dobrze – rzekł wyraźnie zadowolony. – Co by tu jeszcze, hmmm? Może byście zaśpiewali „Jeruzalem, och niewierne Jeruzalem”? Bardzo lubię tę pieśń.
    – Nie będę śpiewał – syknął mi Neuschalk niemal w samo ucho.
    – Mogę i zaśpiewać i zatańczyć, abyście mnie tylko wpuścili – powiedziałem zrezygnowanym tonem, znowu zadzierając głowę.
    • Postacie: MM i furtian
    • Źródło: s. 340 i 341, wyd. I
  • To nie jest ból koncentrujący się w jednym miejscu: nogach, rękach czy głowie. To wszechogarniający, paraliżujący w jednej chwili płomień, rozrywający na strzępy całe ciało. To galera o szkarłatnych żaglach, która wpływa do portu mojego umysłu, by zakazić go szaleństwem i przerażeniem.
    • Źródło: s. 259, wyd. I
  • Tyle że nie miałem tutaj wjechać związany jak szynka, ciągnięty za stopy i stukający głową w śmierdzące łajnem klepisko. Nie tak, zapewne piękne panny wyobrażają sobie tego, kto oswobodzi je z niewoli…
    • Opis: w szopie Schwimmerów
  • – Tylko pilnujcie koni, bo jak obeżrą nam krzewy, to brat Serafin powiesi was za jaja – ostrzegł surowo furtian.
    • Źródło: s. 341, wyd. I
  • – Wejść – rozkazałem i odłożyłem książkę na podłogę. Z satysfakcją, bo udało mi się zabić spacerującego w szparze pomiędzy deskami wyjątkowo dorodnego karalucha.
    • Źródło: s. 53, wyd. I
  • Wiedziałem już, dlaczego nazywają go Żabą. Był niski, krępy, miał niezdrową, zielonkawą cerę, wyłupiaste oczy i rozszerzające się ku dołowi, zwisające podgardle. Naprawdę, w każdej chwili można się było spodziewać, że wskoczy na najbliższe krzesło i zarechocze lub zakumka.
    • Źródło: s. 397, wyd. I
  • – Wykończysz się, Mordimerze – powiedział i splunął w kąt. – Jak Bóg na niebie, wykończysz się.
    Oczywiście, takie słowa wsparcia i otuchy były mi wręcz nad wyraz niezbędne. Cichym jeszcze głosem powiedziałem Kostuchowi, co myślę o nim, o jego matce oraz o sposobach, na jakie chędożyło ją okoliczne bydło nierogate. (…)
    • Źródło: s. 261, wyd. I
  • Wytarłem ostrze sztyletu i włożyłem go z powrotem do pochwy przy pasie. Zabijanie ludzi nie było dla mnie chlebem powszednim, ale nie widziałem też powodów żałować ludzkich śmieci, które bezsensownie tłoczyły się na ulicach metropolii. Zresztą, kto napatrzył się tyle na śmierć, co ja, temu stawała się już ona niemal obojętna. (…) W każdym razie odmówiłem krótką modlitwę za spokój duszy człowieka, który miał nieszczęście przed chwilą umrzeć. (…)
    • Źródło: s. 370, wyd. I
  • Z ulgą odetchnąłem świeżym powietrzem, bo podejrzewałem, że po pierwsze, Wolfi miał podobny stosunek do kąpieli, co mój przyjaciel Kostuch, a po drugie, nie był zapewne mistrzem sztuki kulinarnej i to coś, co gotował w kociołku musiało już umrzeć bardzo dawno temu.
    • Źródło: s. 272, wyd. I
  • – Zapewne jego życie nie układało się nazbyt szczęśliwie, ale czyż nie był sam sobie winien? Po co od lat opiekował się starą, chorą i brzydką żoną? Czy nie mógł wziąć sobie takiej, która jemu mogłaby pomagać, a nie tylko żądała pomocy? (…) Gdyby łóżko grzała mu młoda, zdrowa dziewucha, a nie usychająca starowina, to i nie byłoby całego nieszczęścia…
    • Opis: MM o Mathiasie Litte
    • Źródło: s. 213, wyd. I
  • Zresztą grzeszni oraz winni byliśmy wszyscy i pytaniem były tylko czas i wymiar kary. Tak powiedział niegdyś mój Anioł, a ja nie miałem powodów, by nie wierzyć jego słowom.
    • Źródło: s. 49, wyd. I
  • Zrobiło mi się lekko, ból powoli mijał, a ja wiedziałem, że tracę przytomność umieram.
  • Zrobiło mi się słabo. Jeżeli stanę się zwierzyną, na którą polują oszalałe Anioły, będzie to tylko żałosna kwintesencja żałosnego życia żałosnego Mordimera.
    • Źródło: s. 424, wyd. I
  • – Zwątpienie, zdrada, gorycz oraz ból pamięci bezpowrotnie minionych, szczęśliwych chwil zbyt silnie wpisane są w słowo „miłość”, by człek roztropny zechciał jej zawierzyć (…).
    • Źródło: s. 307, wyd. I

Łowcy dusz[edytuj]

  • (…) Jesteś zaledwie małym, nędznym krwiopijcą. Niewiele lepszym od dokuczliwego komara.
    • Źródło: s. 129, wyd. I
  • A płeć miała jak śnieg białą, drżała, gdy ją częstowali pałą.
    • Opis: „prowansalska” piosenka Rittera.
    • Źródło: s. 16, wyd. I
  • A przecież pochwała ust wroga jest więcej warta niż peany wyśpiewywane przez przyjaciela.
    • Źródło: s. 75, wyd. I
  • Ale cóż, my, inkwizytorzy, do igrania z ogniem jesteśmy, jak by nie patrzeć, przyzwyczajeni…
    • Źródło: s. 93, wyd. I
  • – Ale żeście się złoili – patrzyłem na nich z obrzydzeniem.
    Pierwszy pierdnął, Drugi beknął. Nie była to odpowiedź, jakiej się spodziewałem.
    • Źródło: s. 176 i 177
  • Biada nędznym istotom, gdy wchodzą pomiędzy ostrza potężnych szermierzy.
    • Źródło: s. 128, 130
  • Bowiem ludzie prawdziwie silni nigdy nie chlubią się władzą, jaką mają nad słabszymi od siebie.
    • Źródło: s. 162
  • Chcesz umrzeć, głupcze, żałując, że nigdy nie odważyłeś się na krok, który zawsze pragnąłeś uczynić?
  • Cóż, trzeba było uciec się do przemocy. Trzasnąłem najbliżej stojącą w twarz, drugą cisnąłem ma łóżko. Jakże żałowałem, że nie mam solidnej rózgi z wierzbowych witek! Kostuch okazał się lepszym mediatorem ode mnie. Wyszarpnął zza pasa krzywą szablę, uderzył nią w srebrny dzban, przecinając go na pół, i huknął:
    – Milczeć, bo zarżnę was wszystkie, małe kurwiszony!
    • Źródło: s. 236
  • Czemuż mam zgłębiać miłość, szukać jej zawzięcie? Jest od Boga i ludzkie przekracza pojęcie. Ja studiuję nienawiść z ogromną pilnością, bo tę namiętność mam w swej władzy przecie.”
  • I dobrze, gdyż nie uśmiechało mi się zakończyć życia z gardłem rozszarpanym zębami w brudnym zaułku zapyziałego miasteczka. Oczywiście nie istnieje coś takiego jak dobra śmierć, lecz są śmierci złe oraz bardzo złe. Ta byłaby bardzo zła.
    • Źródło: s. 87, wyd. I
  • Jestem stary, zgorzkniały, co dnia odnajduję na mej głowie nowe siwe włosy. Każdego ranka muszę się przekonywać, że warto jeszcze żyć. Ktoś kiedyś, margrabio, powiedział, że przeraźliwą rzeczą jest zasypiać ze strachem, iż się nigdy nie obudzicie. Ja zasypiam ze strachem, że następnego dnia jednak się obudzę…
  • Jeżeli płaczesz nad tym, że w twoim życiu słońce zapadło za horyzontem, łzy przeszkodzą ci dostrzec piękno gwiazd
    • Źródło: s. 406
  • Każdego ranka muszę się przekonywać, że warto jeszcze żyć. Ktoś kiedyś, margrabio, powiedział, że przeraźliwą rzeczą jest zasypiać ze strachem, iż się nigdy nie obudzicie. Ja zasypiam ze strachem, że następnego dnia jednak się obudzę… I tylko wiara trzyma mnie przy życiu, kiedy podnoszę głowę ze snu.
  • Kiedy ginie inkwizytor, czarne płaszcze ruszają do tańca.
    • Źródło: s. 82, wyd. I
  • Kiedy zostaliśmy sami, obejrzałem dokładnie kubek od środka i wytrzepałem z niego przyklejonego do ścianki zaschniętego karalucha.
    – Co was sprowadza do Hezu? – zagadnąłem, podnosząc wzrok na szlachcica, choć miałem nadzieję, iż jest na tyle bystry, by nie pomyśleć, że zwracam się z tym pytaniem do martwego robaka.
    • Opis: w karczmie.
    • Źródło: s. 141, wyd. I
  • Lubiłem go przecież z jasno określonego powodu: miał się przecież stać właścicielem rachunku za obiad.
    • Źródło: s. 148
  • Ludzie. Co was obchodzą ludzie? Co was obchodzą plotki i złe języki? Co was obchodzi wszystko, kiedy wiecie, że to jest ta jedyna? Wymarzona, wyśniona i upragniona. Że nie możecie bez niej oddychać, tylko krztusicie się w beznadziejnych spazmach. Że wasze serce bije po to, by ona dotknęła ręką waszej piersi, że oddychacie tylko w tym celu, by swój oddech złączyć z jej oddechem.
  • – Miłość nie jest grzecznym gościem, panie Madderdin. Miłość nie zapowiada swej wizyty na dwa tygodnie wcześniej. Miłość jest jak złodziej wślizgujący się do waszego domu i kradnący wszystko, co macie najcenniejszego. Przypomina piorun spadający z pogodnego nieba. W pojedynku z miłością macie tak samo wielkie szanse jak kurczak przy jastrzębiu.
    – Zawsze można uciec…
    – Czyż nie to właśnie robicie? I co? Lepiej wam z tym?
    – Nie – powiedziałem spokojnie. – Gdyż kiedykolwiek widzę coś pięknego, chciałbym to pokazać właśnie jej. Chciałbym dzielić z nią każdą chwilę zachwytu. Tyle że ja rzadko widuję piękne rzeczy, panie Reutenbach. Wokół mnie są strach, nienawiść, krew, smród i ból. Byłaby zachwycona, prawda?
    • Źródło: s. 223
  • Musiał wyczuwać w niej nadprzyrodzoną istotę i to boleśnie godziło w jego zdrowy koński rozsądek oraz przewracało do góry nogami ustabilizowany koński system wartości…
    • Źródło: s. 91, wyd. I
  • Niczyim marzeniem nie jest odgrywanie roli pionka na szachownicy świata, przy której zasiadają cyniczni gracze.
    • Źródło: s. 72, wyd. I
  • – Nie, nie, chodźmy do ciebie, zabawimy się potem. Wiesz, jak to jest, Kostuch. Czas gadania, czas wsadzania. Trzeba odróżniać jedno od drugiego.
    • Źródło: s. 156
  • Noc jest najlepszą porą do przeprowadzania szturmu. W nocy nikt nie wie, przeciw komu ma walczyć, jak liczne są siły przeciwnika i skąd nadchodzą. W nocy rządzą Strach i Trwoga, dwaj synowie boga wojny. Noc jest pełna tratowanych namiotów, krzyków przerażenia, świateł pochodni gasnących w błocie i wrzasku konających. W nocy rozbijasz toporem łeb krewniaka i omijasz ostrzem gardło wroga. W nocy słyszysz głos: „ratuj, przyjacielu” i nie wiesz, czy woła wróg, czy sprzymierzeniec. W nocy zaplątujesz się w sznurach od namiotu, a potem spostrzegasz, że to nie sznury, lecz wywleczone ludzkie jelita.
    • Źródło: s. 341
  • – Siła miłości – westchnął teatralnie. – Kiedy przemawia uczucie, milknie rozum.
    • Postać: Heinz Ritter
    • Źródło: s. 302
  • To prawda, że odważni nie żyją wiecznie – pozwoliłem sobie na odpowiedź. – Lecz tchórze nie żyją wcale.
  • Ty wyszedłeś do mnie z mieczem, z oszczepem i z włócznią, a ja wyszedłem do ciebie w imieniu Pana Zastępów.
    • Źródło: s. 332
  • Wiedział, że kłamię, a ja wiedziałem, że on wie. Trudno o większe porozumienie między dwojgiem ludzi.
    • Źródło: s. 159
  • Wszystko, co człowiek zwykł poważać, trwa dzień zaledwie, chwilę jedną. Miłości, gdy spełnione, bledną, a pędzel niszczy sny malarza – powiedziałem.
    – Nie – odparł, nie próbując nawet dyskutować. Słyszałem jednak, jaka była wewnętrzna moc w wypowiedzianym przez niego zaprzeczeniu. i podziwiałem to.
    • Źródło: s. 222
  • Zauważyłem, że na jego pierś powrócił łańcuch, a na palcach miał cztery złote pierścienie z dużymi oczkami szlachetnych kamieni, które zdawały się na mnie figlarnie łypać i mówić: „Możemy być twoje, zacny Mordimerze”. Opuściłem wzrok, gdyż nie chciałem, by pokusa okazała się silniejsza od umiłowania spokoju. A przynajmniej nie tak od razu…
    • Źródło: s. 152
  • Zupełnie nie wyczuwał niebezpieczeństwa. Był niczym naiwny rozbitek, który zastanawia się, co też muska go po nogach i dlaczego to coś wystawia trójkątną płetwę znad powierzchni wody.
    • Źródło: s. 67, wyd. I
  • – Zwyciężymy – zapewniłem go.
    – Oni w to wierzą, my w to wierzymy, ciekawe, w kogo wierzy Bóg?
    – Ja was powinienem po prostu spalić… – Rozłożyłem bezradnie dłonie.
    – Zapewne jedynie w ten sposób zwyciężylibyście w dyskusji.
    • Źródło: s. 332

Inne[edytuj]

Alicja[edytuj]

  • Ale nadzieję trzeba mieć. Irracjonalną, bezsensowną nadzieję. Taką, która każe ci obstawiać orła, gdy rzucasz fałszywą monetą mającą reszkę zarówno na rewersie, jak i awersie. Bez tej nadziei mogłem równie dobrze się powiesić.
  • Jeśli źle życzymy człowiekowi, któremu kiedyś ofiarowaliśmy miłość, to tak, jak byśmy opluwali samego siebie. Jeśli nie mamy szacunku dla tej drugiej osoby, miejmy chociaż szacunek dla tego kogoś, kim byliśmy wtedy.
  • Niemniej każdy staje czasami w obliczu dokonania pewnych wyborów. I dokonać ich musi. Czasami musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteś już człowiekiem, czy dopiero wyrobem człowiekopodobnym.
  • Od zawsze obawiałem się, że mogę zostać zraniony, dlatego starałem się nie dawać nikomu okazji do ranienia. Jeśli nie wyjdziesz sam ze skorupy, jest mniejsza szansa, że wyciągną cię na siłę, prawda? Jeśli nie wspinasz się na góry, raczej nie spadniesz z wysokości (…) Po co szukać następnych gór do zdobycia, skoro nie weszło się jeszcze na tę najważniejszą? „ Może po to, by wiedzieć, że potrafisz w ogóle na nie wchodzić?”
  • Są pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Są pytania, których nie można zadawać. Są odpowiedzi, do których trudno znaleźć pytanie.

Ani słowa prawdy[edytuj]

  • Do licznych wad krasnoludów należał też całkowity brak poczucia humoru, a najwięksi kawalarze spośród nich sądzili, że szczytem dobrej zabawy jest głośne pierdnięcie w towarzystwie.
  • Nigdy nie miałem zaufania do wegetarian. Jest w tym coś z choroby umysłowej.
    • Postać: Arivald
    • Opis: o swoim przyjacielu, Panience.
    • Zobacz też: wegetarianizm

Charakternik[edytuj]

  • (…) biada narodom, które kochają więcej wolność niż ojczyznę.
  • Jakiż naród lepiej nadaje się, by przewodzić światu? Śmierdzący perfumami francuscy bawidamkowi? Tchórzliwi Włosi, którzy chętniej mordują trucizną niż szpadą, chętniej zabijają sztyletem w plecy, niż stają z wrogiem twarzą w twarz? Moskwiczanie wychowani pod knutem, którzy od dzieciństwa po starość jedynie mowę knuta rozumieją? Niemcy, którym jedno jedyne słowo „jawohl!’ wystarczyłoby za cały słownik? Nie, waszmościowie. To my, polska szlachta, jesteśmy narodem wybranym, gdyż tylko my możemy ludzkość powieść ku lepszej przyszłości.
  • Twój kraj zadziwi wszystkie ludy świata. Wydarzy się coś, co nigdy jeszcze się w dziejach nie wydarzyło. I powiem ci, jaką Polskę widzę, moje dziecko. Na wszystkie świętości ci przysięgam (…) że niedługo już nadejdą czasy, kiedy i Warszawa, i Wilno, i Moskwa w jednym będą kraju, i Gdańsk, i Poznań, i Berlin w jednym będą kraju, i Kraków, i Lwów, i Wiedeń w jednym będą kraju.
    • Opis: obietnica, którą otrzymał pan Żytowiecki pytając o to, czy przyszłość Rzeczypospolitej będzie wielka.

Przenajświętsza Rzeczpospolita[edytuj]

  • (…) Kiedy zjednoczony szlachetnym entuzjazmem naród powziął historyczną misję. Op, pardon – zreflektował się. – Co ja pierdolę, kurwa mać. Przyzwyczajenie w mordę… człowiek przemówi raz czy drugi w Senacie i później te pierdoły same wchodzą mu na usta.
  • Almaryk Dymała nie zamierzał kończyć na Śląsku, jego ambicje sięgały daleko, może nawet kiedyś, kiedyś, kiedyś do Sejmu bądź Senatu, wiecznych żłobów dla zgłodniałych owieczek Przenajświętszej Rzeczpospolitej.
  • Codzienne odprawianie mszy świętej było dla niego zaledwie nudnawym spektaklem teatralnym, przed którym szczególną uwagę poświęcał jedynie uczesaniu, a w trakcie tegoż spektaklu lubił modulować na różne sposoby głos i przybierał wcześniej trenowane pozy. Msza święta dawała mu mniej więcej tyle samo mistycznych przeżyć, co proces kiszenia ogórków.
  • I zawsze będziemy tacy – westchnął (…) – Zawsze będziemy umieli umierać i nie będziemy potrafili żyć.
  • Jesteś tylko interesującą zabawka w rękach pięknej, młodej damy, mój chłopcze. Za chwilę znudzi się tobą i rzuci cię w kąt.
    – Niech wtedy zazdroszczą mi ci, którzy nie mieli nawet szansy zostać jej zabawką. (…) Tylko ten, kto całe życie oddychał smogiem, doceni wartość świeżego powietrza. Niech to trwa choć mgnienie oka, choć chwilę, ale właśnie dla takiej chwili warto żyć.
  • Minął już czas cudów. (…) Może nawet Bóg nie potrafiłby dzisiaj zmartwychwstać, a może zmartwychwstać po prostu by nie chciał. Bo jeśli prawdą było, co Biblia mówiła o poświęceniu i złożeniu ofiary, to czy ludzkość była godna, aby umierał za nią Bóg?
  • Nienawidził własnego kraju za to, że niegdyś Polska była o krok od wielkości, a wybrała podłość.
  • Obywatel ów po pijanemu napluł na medalik z Matką Boską i powiedział, że królową, która tak umiejętnie opiekuje się swoim narodem, tenże naród powinien w podziękowaniu wyjebać w kosmos.
  • Próbował się skupić, ale myśli biegały niesfornie jak klerycy po burdelu.
  • Szmal pozwalał kupować ludzi, powalał ich na kolana, wysuwał im jęzory ku nadstawionej dupie. Uganiali się za szmalem, modlili się do szmalu, wzywali szmal.
  • Trzeba grać, bo kto nie gra, ten, kurwa, nie wygrywa.
  • Twój świat jest tak samo realny, a raczej nierealny dla mnie, jak mój dla ciebie.
  • W dzisiejszych czasach nawet, jak chciałoby się sprzedać duszę, to nie ma komu.

Świat jest pełen chętnych suk[edytuj]

  • A rozstanie zawsze jest dramatem. – Obróciłem na nią wzrok. – Nawet wtedy, kiedy rozstajemy się z kimś, z kim z całą pewnością być nie chcemy.
    – Dlaczego tak jest? – zapytała po chwili.
    Bo jesteśmy dobrymi ludźmi – odparłem. – I nie chcemy sprawiać nikomu bólu. Tyle, że nie wolno poświęcać swojego życia, by kogoś nie zranić. Mamy tylko jedno życie, więc warto je dobrze wykorzystać.
  • Kobiety nigdy nie chcą słyszeć prawdy. Chcą przejrzeć się w twych oczach jak w magicznym zwierciadle, a na pytanie: „Mirror, mirror on the wall, who is the prettiest of them all?” lustro ma odpowiadać: „You, my Queen”. I tak właśnie świat się toczy.
  • – Trzeba jakoś żyć. – Wzruszyła nerwowo ramionami. – Bo przecież można stracić życie na szukaniu.
    – Jakoś? – zapytałem z ironią, która przyszła mi bez trudu. – Masz jedno życie i chcesz je przeżyć JAKOŚ?
  • Zupełnie nie przemawiały do mnie te nostalgiczno-tragiczno-dramatyczne klimaty. Jestem prostym, wesołym chłopcem. Dobrze się napić, dobrze się naćpać i dobrze podymać – czyż świat może zaoferować coś więcej niż tylko zajebistą scenografię do tych trzech rzeczy?
  • – Związek między dwojgiem ludzi ma być olśnieniem. (…) fajerwerkiem, chęcią bycia coraz bliżej. Dzielenia się tym, co dobre i złe. (…) Miłość ma upajać, jak dobre wino, a nie powodować kaca.
  • Gusta kobiet są jak kosmos. Niezbadane, niezmierzone i niebezpieczne.