Halldór Kiljan Laxness

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Halldór Laxness - portret

Halldór Kiljan Laxness (1902–98) – islandzki pisarz, noblista.

  • Historia się powtarza, ale za każdym razem trzeba za nią płacić drożej.

Duszpasterstwo koło lodowca[edytuj]

(tłum. Karol Sawicki, isl. Kristnihald undir jökli)

  • (…) I nie poprzestaniemy, dopóki przy pomocy prawa determinacji nie uda nam się pobudzić życia, które nie tylko będzie wieczne, lecz również coraz silniejsze i piękniejsze.
    – Nie strasz mnie, drogi przyjacielu.
  • Jeżeli obserwuje się Lodowiec dostatecznie długo, wówczas słowa przestają znaczyć cokolwiek.
  • Miałem nadzieję, że biskup przyjedzie tu osobiście. To wyjątkowo miły człowiek… Rozmowa z nim zawsze sprawia mi prawdziwą przyjemność. Nigdy się nie możemy w niczym zgodzić.
  • Na wielkie pytania są zazwyczaj małe odpowiedzi, przyjacielu. Już dawniej pastor Jon nie głosił zbyt wiele, a teraz jeszcze mniej. Tym lepiej, powiedziałoby wielu. Ale to wcale nie znaczy, że my jesteśmy przeciwni naukom, zwłaszcza kiedy nie trzeba się do nich stosować.
  • Zahamowanie procesu naukowego w trakcie jego rozwoju z powodów moralnych, na przykład dlatego, że komuś zmarzły nogi, jest w równym stopniu nienaukowe, co nieuczciwe.

Światłość świata[edytuj]

(tłum. z języka niemieckiego Zenon Szczygielski, niem. Weltlicht; isl. Ljos Heimsins; Czytelnik 1957)

  • – Człowieku, dobrowolnie nakładasz na siebie łańcuchy. Zerwij je! (…) Pomyśl o całym życiu przed tobą. Uważasz, że Stwórca nie potrafi rządzić światem bez twojej idiotycznej litości? Ty, ty, który jesteś poetą, zejdź z tego ohydnego krzyża!
  • Jak to się często zdarza z większością ludzi, którzy w rzeczywistości nie wiedzą, co z sobą począć i tracą wszelką nadzieję na szczęście, tak było i z nim: wszelkimi siłami wzbraniał się przyznać, że nie wie, co robić i stracił nadzieję. Nie posiadał szorstkiego, nieprzejednanego, zahartowanego i nieustępliwego usposobienia Tippel-Halli, która nie zatrzymywała się, chociaż widziała tylko ciemne strony życia.
  • – Jak to się dzieje, że się znajduje akurat potrzebne słowa? Próbowałam na przykład przez wiele dni ułożyć wiersz do pewnego mężczyzny. Wiem, że właściwe słowa wiszą poniekąd w powietrzu, ale jak to zrobić, żeby je uchwycić? – Czy nie polega to na tym, że braknie ci właściwie prawdziwego uczucia? – spytał poeta. – Jeżeli się naprawdę głęboko czuje, to słowa same się znajdą.
  • Jej twarz to niezgłębione połączenie oddalenia i bliskości, tęsknoty i rezygnacji, ciekawości i obojętności, nieustanna i czarująca dysharmonia bytu i niebytu – i odkrył nagle, że żadna twarz nie obchodziła go dotąd tak bardzo.
  • Jeżeli o mnie chodzi można mi wszystko zabrać – rzekł poeta – z wyjątkiem swobody spoglądania od czasu do czasu w niebo. Pastor, który dotychczas rozwodził się nad sposobami dojścia do bogactwa, porzucił nagle ten temat i skierował swoje mrugające oczy na poetę, przy czym nieco przypominał aktora, który podczas gry zapomniał swojej roli z powodu jakiegoś wypadku na widowni. W oczach jego ukazała się iskra tego czegoś wiecznie ludzkiego, co niewątpliwie chyba najlepiej widać w oczach starej świni, kiedy ukradkiem zezuje na pastucha, dostrzega go i poznaje.
  • (…) kto ogląda wyłącznie światłość niebiańską, jest złym człowiekiem. Ziemia jest i pozostanie w jego oczach czymś przypadkowym. Kto przygląda się niebiańskiej światłości, ten musi mieć całkowicie zahartowane serce. Takiego człowieka, jeżeli w ogóle można go nazwać człowiekiem, nic nie uratuje. Dlatego proszę cię, zostaw mnie w spokoju.
  • Letnie dni nie są nigdzie tak jasne i długie, jak w naszym zapadłym kącie obok lodowca (…). Nawet podczas snu czujemy zapach zieleni.
  • Lodowiec zaczynał się tuż nad zielonym górskim grzbietem, jego bliskość to było doskonała boska czystość, piękno bez skazy i bez wszelkiego miłosierdzia.
  • Można było wprost widzieć na jej twarzy, jak szybko przebiegają myśli na podobieństwo chmur czy hufców rycerzy.
  • Musiał bez przerwy przyglądać się kobiecie: była w niej mieszanina ciekawości, ciągłej czujności, kobiecego sprytu i skamieniałej goryczy, wszystko zdawało się być obojętne; obojętne w jakiś nieuchwytny sposób, fanatycznie i nieosobowo zarazem, po sto milionów razy obojętne. Miała dziwny i precyzyjny sposób dawania odpowiedzi, niezwykły i niecodzienny – prawie jak wiersz!
  • Najwspanialszym bogactwem człowieka w Islandii są chmury, które się kłębią i znów rozchodzą.
  • Nie boję się nikogo z wyjątkiem tylko siebie samego.
  • – Niekiedy nadchodzi dzień, gdy zapomina się wszystkich, których się kochało – mówi dalej poeta. – Tego dnia można umrzeć spokojnie. Głębokie rany zabliźniają się tak, że ledwo można je zauważyć.
  • Olafur obudził się w otchłani nocy jako obcy człowiek w swym własnym życiu, człowiek pełen skruchy z powodu niepopełnionych grzechów, człowiek, którego czyny dawno już utopiły się w litości. Obudził się, bardzo daleki od siebie samego, zabłąkany w pustyni życia, powrotna zaś droga jest zbyt długa na jedno ludzkie życie.
  • Olafur Karason był zawsze człowiekiem, który nie wtrącał się do cudzych spraw. Nawet jego własne sprawy wydawały mu się obce.
  • (…) przez całe lato pędziłem bujny żywot i byłem w obawie, że ktoś mi w tym przeszkodzi. Bałem się, że ktoś może mnie wciągnąć do jakiejś walki. – Walka jest nieodłączna od życia. Co byłoby warte życie, gdybyśmy nie mieli wrogów? Co byłoby warte życie bez walki? Co byłoby ono warte, gdyby nie można było zwyciężać lub być zwyciężonym? Czym byłoby życie, gdyby się nie było człowiekiem? – Możliwe, że walka jest rzeczą normalną jak codzienny chleb – powiedział. – Ale pokój jest rozkwitem. Chodzi mi jedynie o to, żeby prowadzić bujne życie. – No i cóżeś ty robił? – Obserwowałem światłość niebiańską.
  • Sam poeta mógł znosić obojętnie najgorszy głód. I gdyby był wolnym człowiekiem, położyłby się po prostu, naciągnął koc na głowę i czekałby bez trwogi na wprowadzenie nowego systemu organizacji warunków bytowania ludzkości.
  • Słuchając, jak przemawiał, zauważyli nagle, że po raz pierwszy rozumieją swoje myśli. Teraz nareszcie wiedzieli, kim są naprawdę i jak wygląda świat, na którym żyją.
  • – Te racuchy – rzekł opanowawszy się – są jakby upieczoną aureolą.
  • Tam, gdzie jokell sięga nieba, okolica przestaje należeć do ziemi, a ziemia staje się częścią nieba; tam nie ma trosk, a więc i radość jest niepotrzebna; tam panuje wyłącznie piękno, wolne od wszelkich pragnień.
  • Tu, na tym wybrzeżu pozbawionym portu, pojęcie godności ludzkiej było czymś niewłaściwym, zupełnie jak światło niebiańskie. Głupota, służalczość i bieda – to były jedyne cnoty, trójjedyne bóstwo tej surowej gminy. Ta ciemna potęga osłaniała tu każde dziecko twardym pancerzem, chroniąc je przeciwko niebezpieczeństwu jakichkolwiek ludzkich uczuć, a zwłaszcza przeciw jakiemukolwiek oddziaływaniu piękna.
  • Tymczasem postanowił sobie niezbicie, że poprosi ją o przeczytanie mu kilku wierszy, które sama ułożyła, kiedy jednak spoglądał na kobietę, dusza jej była jakby nieobecna. Niekiedy zdawało mu się, jak i dyrektorowi, że ona w ogóle duszy nie posiada, tylko same oczy.
  • Wyrwano mu z serca najdelikatniejsze kwiaty i rzucono na ziemię jak wstrętne trujące grzyby.