Edmund John

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Edmund John (ur. 21 lutego 1894 w Warszawie, zm. 1989 tamże) – polski architekt, grafik, malarz, pedagog, autor palindromów.

Palindromy[edytuj]

  • A narodowi piwo do rana.
  • Ada raportuje, że jutro parada.
  • Ale uda szałowe me! – woła z sadu Ela.
    • Źródło: Edmund John, kazimierzdolny24.pl, 12 listopada 2017
  • Oto łza z nizin za złoto.
    • Źródło: Palindromy Pana Johna, ISBN
    • Zobacz też: palindrom

O Edmundzie Johnie[edytuj]

  • Jeszcze przed wojną tata się zachwycił‚ takim palindromem: kobyła ma mały bok. Było to słynne zdanie Tuwima, które czytane w przód i wsapk brzmi identycznie. Tak bardzo tatę ono zainspirowało, że sam zaczął pisać. Najpierw w Kazimierzu, w Rynkowej, przy kawiarnianym stoliku, na serwetkach. Robił to w ten sposób, że najpierw wybierał literę, która była osią i do tej litery dodawał kolejne litery - te same z prawej i lewej strony. Oczywiście trzeba było to robić w taki sposób, żeby zdanie miało sens. Z czasem palindromy weszły mu w nawyk, układał i układał. Ja zresztą też mam obsesję "symetrycznego" patrzenia na słowa: idę na przykład po wale, nad Wisłą i widzę napis: <zakaz kąpieli> i proszę: "zakaz" to przecież palindrom. Czasem były one całkiem pozbawione kontekstu, czasem wiązały się z prawdziwymi historiami. Kiedyś, w restauracji Pod Jeleniem, pił ojciec alkohol ze słynącym z mocnej głowy adwokatem W. (W. był narodowości żydowskiej). Po którejś kolejce tata poczuł, że koniec na niego nadchodzi, ale W. ciągle dolewał, pijąc niezmordowanie. Nazajutrz ojciec, przejrzawszy z trudem na oczy, napisał rozpaczliwie: "wódy żal dla żydów".
  • Ojciec bardzo był dowcipny. Jego pasją było rozśmieszanie ludzi. Im bardziej się kto śmiał z jakiegoś żartu, tym większą tata miał uciechę.
  • Tata przyjechał do Kazimierza przed wojną, razem z pierwszym plenerem Tadeusza Pruszkowskiego. Zachwyciły go zaułki, rudery, cały ten czar. Odtąd tu bywał. W czasie wojny Powstanie wygnało nas z Warszawy podczas jakiejś tułaczej zawieruchy pogubiliśmy się. Marta (siostra), ja i mama razem, a ojciec - nie wiadomo gdzie. Po wojnie, w 45 roku znaleźliśmy pewnego dnia zawieszony na klamce list z Czerwonego Krzyża, w którym pisali, że ojciec żyje i nas poszukuje. Przyjechał i dokąd nas zabrał? Od razu do Kazimierza. Do Berensa.