Dialogi na cztery nogi

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj

Dialogi na cztery nogi – radiowa audycja satyryczna Stefana Friedmanna i Jonasza Kofty. Później dialogi ukazały się w formie książkowej (pod tym samym tytułem).

  • – A jak nam wąsy odpadną, to co?
    – Nalepimy dwie pary, pod spodem będziemy mieli drugie.
    – A jak nam te drugie odpadną?
    – To wszyscy obecni będą czekać, co nam jeszcze odpadnie, i będziemy ośrodkiem zainteresowania.
  • Ach, taniec! Międzynarodowy język przyjaźni wystukiwany nogami!
  • – Ano zgoda. Czas, by wszystkie stany wspólny odnalazły język.
    – A co, trzeba kogo lać?
    – Bynajmniej nie w celu wspólnej agresji chcę się z wami pogodzić, mój dobry człowieku, ale arystokracja się wykrusza i brakuje nam czwartego do preferansa.
    – A nam z kumem trzeciego do dupnika. We dwóch nudno i zadek boli.
    – To przyjdźcie z kumem do nas na salony.
  • Był zachód. Słońce tropików zapadało w turkus południowych mórz. Słona bryza niosła od raf krzyki mew. W dalekiej wiosce bęben dudnił. Bawoły groblą ciągnęły wóz. Spóźnione czółno poławiacza pereł przybijało do przystani. Wargi dziewcząt kusiły obietnicą. Byłoby naprawdę miło, gdyby efektu nie psuła odrapana rama. A i gwóźdź, na którym wisiał obraz z tym widokiem, nie dość, że zardzewiały, miał do tego debilnie spłaszczoną główkę.
  • Cechy oszusta kształtują się na zasadzie odwrotności cech oszukiwanego.
  • – Czy nie uważasz, że ten deszcz koresponduje z jesienią?
    – W każdym razie nie koliduje.
    – O, tu się z tobą nie zgodzę.
    – To przejdźmy tam.
  • – Dlaczego Kazimierz Wielki był wielki?
    – No cóż, powodów jest szereg… Zastał Polskę drewnianą, zostawił murowaną, zreorganizował administrację, nie dał uciskać chłopów…
    – Niedostatecznie! Przed nim królem był Łokietek (…).
  • – Dużo malarzy umiera na zawodową chorobę.
    – Na przepicie?
    – Nie, na malarię.
  • Im więcej masz znajomych, tym więcej ludzi ciebie zna.
  • Ja bym się też wściekł. Pisze człowiek ambitnie, a tu przychodzi prostak i wszystko rozumie. To jest ewidentna bezczelność!
  • Jest u nas wiele ugorów, na których bujnie pleni się chwast społeczny. Urodzeni w niedziele i inne dni świąteczne. Oburęczni mańkuci. Ludzie o lepkich palcach z wyczuleniem na banknoty.
  • Kłamstwo ma krótkie nogi i lepkie ręce.
  • – Kto będzie trzymał wartę?
    – Po co trzymać. Lepiej związać. To nam rozwiąże ręce. Bardziej potrzebne jest zdobycie języka. No chłopcy, kto na ochotnika?
    – Melduję, że chłopców nie ma, jestem tylko ja.
    – Zuch! Nie dał się długo prosić. Idźcie!
  • Lokal zaczęto przysposabiać do przyjęcia gości zagranicznych. Zrywano stare tapety. Wymiatano nieporządnie ubranych. Ktoś pobiegł do domu po sztućce. Babcia klozetowa formowała z gazet porcje toaletowe. Łapano karaluchy i malowano je w łowickie pasy. Do cen dopisywano zera. Stara marża wyrzucona na bruk płakała żałośnie. Ślepy Leon dwudziestogroszówką przedłużał ważność legitymacji Związku Zawodowego Artystów Ludowych. Wieszano lampiony i lepsze widoki. Zamożność rosła w oczach.
  • Na dobrym rymie
    Wszystko się trzymie.
    Wszystko się klei,
    Jest po kolei.
    Największa bzdura
    Lepi się w formę.
    Powstają z tego twory potworne.
  • Na ławce rozmawia się bardzo dobrze. Zwłaszcza kiedy ławka jest świeżo malowana, a rozmowa się klei.
  • – Najsamprzód kaszelek, a potem patataj, patataj, patataj…
    – Prrr!
    – Galopujące suchoty…
  • Opchnęli jedno strusie jajo,
    To – jak wiadomo – obiekt duży,
    Na wagę nawet się zgadzało,
    Bo to był tuzin jajek kurzych.
  • – Panie! W tym koszyku są dwa koty, a pan mówił, że jeden.
    – Przecież mówiłem, że syjamski.
  • Podstawowym warunkiem poznania znajomego jest zawarcie znajomości z osobnikiem nieznanym.
  • Po nitce cywilizacji najłatwiej dojść do kłębka nerwów.
  • Proszę się nie obawiać, ja jestem tutejszy autochton.
  • Przy odrobinie wyobraźni samą zagrychą można się urżnąć.
  • – Pytam tak z ciekawości: ile szeryf pod takim nakazem stawia krzyżyków?
    – Jako osoba urzędowa, Jozue, jestem piśmienny, mam pieczątkę z imieniem i nazwiskiem.
  • Spacerowali tak, prowadząc dialog na smyczy zdrowego rozsądku.
  • – Ta lina ma tylko… jeden koniec!…
    – Może wziąłeś tylko pół liny?
  • Taniec załatwia wiele nieśmiałych spraw, na które byśmy się nie zdobyli bez wtóru muzyki.
  • Uważajcie przy przechodzeniu przez ulicę. Jeżdżą jak wariaci. Chwila nieuwagi i wpada pan pod auto.
  • W końcu sami rozmówcy przestali grać rolę rozmówców. Została goła rozmowa i ona teraz kreowała rozmawiających. Była jedynym powodem, dla którego istnieli. Z całej fizyczności i tożsamości ocalili tylko dwie pary nóg. W sumie cztery. I tak właśnie powstały dialogi na cztery nogi. Jedyny przypadek w dziejach ludzkości, w którym była rozmowa, a nie było rozmówców.
    • Opis: od autorów.
  • (…) w noc sylwestrową, na przełomie dwóch sąsiadujących ze sobą lat!
  • W okolicach Palichowa, Łaziornej i Kremannowa odkryto bogate w oka pokłady rosołu. Ilość ocenia się i wynik będzie podany do wiadomości. Są to, jak twierdzą specjaliści, jedne z większych pokładów w Europie. W każdym razie jedyne. Jak podaje nasz kolega, zorganizowana pomiędzy mieszkańcami tych okolic błyskawiczna ankieta wykazała, że 67% jest za rosołem, 39% wolałoby inną zupę, np. pomidorową, a… 11% nie ma zdania, bądź przebąkiwało o drugim daniu.
  • W tym momencie na przystanku zatrzymał się tramwaj i wesołym dzwonieniem zapraszał do wsiadania. Nie wierzyli własnym oczom. I słusznie. Przystanek był przecież autobusowy. I już mieli wsiąść, kiedy nagle coś ich tknęło. Zamiast jedynki, która jedzie na 3 Maja, stała trójka jeżdżąca na 1 Maja. Chytrość i inteligencja uratowały naszych przyjaciół przed jazdą tramwajem, którego nie było.
  • – Wypijesz kieliszeczek?
    – Krakowiaczek.
    – Jaki krakowiaczek?
    – Jeden, łamago, refleksu trochę…
    – Nie sprzeczajmy się. Z naszymi kłótniami na dzisiaj Tetmajer.
    – Co za Tetmajer?
    – Przerwa.
  • – Z pomnikowego dzieła Hortensji Krzywko-Paralityckiej pt. Tysiąc i jeden oryginalnych chorób domowych. Zaznaczam, że są to choroby staroświeckie, obecnie raczej nie używane.
    – Dlaczego?
    – Nie ma chętnych.
  • – Znajomy mego kolegi kupił od jednego oszusta kilka kamieni milowych. (…) oszukał się, fałszywe były, dały się ustawiać tylko co dwieście metrów.
    – No to stracił na każdym po parę dobrych metrów.
  • Znamy następujące choroby, które utrudniały życie i ułatwiały śmierć…