Charlotte Corday

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Charlotte de Corday d’Armont

Charlotte Corday (1768–1793) – francuska żyrondystka, która zabiła Jeana-Paula Marata.

  • Jest tak niewielu patriotów, którzy potrafią zginąć za swój kraj, wszystko jest egoizmem, jacy to smutni założyciele republiki!
    • Źródło: Rodney Castleden, Krwawi mordercy, maniacy szaleni i nienawistni – od starożytności do czasów współczesnych. Część I – zabójstwa polityczne, truciciele i trucicielki, szaleńcy, tłum. Olga Kaczmarek, wyd. Bellona, Warszawa 2008, ISBN 9788311112544, s. 183.
  • Nawet kobieta ze wsi jest zdolna do stanowczości.
    • Źródło: Rodney Castleden, Krwawi mordercy, maniacy szaleni i nienawistni – od starożytności do czasów współczesnych. Część I – zabójstwa polityczne, truciciele i trucicielki, szaleńcy, op. cit., s. 183.
  • Nie wiem, jak panu dziękować za pańską fatygę; mogę panu ofiarować jedynie ten pukiel. Niech pan go zatrzyma na pamiątkę po mnie.
    • Opis: do malarza Hauera, który próbował ją sportretować przed egzekucją, lecz nie dokończył dzieła wskutek wejścia kata, który musiał zabrać kobietę na jej egzekucję
    • Źródło: Isabelle Bricard, Leksykon śmierci wielkich ludzi, tłum. Anita i Krzysztof Staroniowie, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1998, ISBN 8305129713, s. 118.
  • O wy, nieszczęśliwi republikanie! Kobieta musi wskazać wam drogę do zaszczytnego działania! Cieszę się, że dałeś życie córce, która wie, jak szlachetnie umrzeć… Wybacz mi, że nie pytając Ciebie, zadysponowałam swoim życiem.
    • Opis: fragment listu zaadresowanego do ojca.
    • Źródło: Kronika kobiet pod red. Mariana B. Michalika, wyd. Kronika-Marian B. Michalik, Warszawa 1993, ISBN 8390033100, s. 317.
  • Proszę pozwolić, że popatrzę, nigdy gilotyny nie widziałam. Mam więc prawo być ciekawa.
    • Opis: gdy słynny kat Sanson chciał z litości zaoszczędzić jej widoku gilotyny, zasłaniając ją swoim ciałem.
    • Źródło: Ludwik Stomma, Tadeusz Dominik, Kobiet czar…, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2000, ISBN 8371631537, s. 206.
  • To nie był człowiek, lecz dzika bestia.
    • Opis: o swej ofierze na procesie za jej zamordowanie.
    • Źródło: Isabelle Bricard, Leksykon śmierci wielkich ludzi, op. cit., s. 118.
  • Tylko w Paryżu ludzie podziwiają Marata. Na prowincji uważa się go za potwora.
    • Źródło: Rodney Castleden, Krwawi mordercy, maniacy szaleni i nienawistni – od starożytności do czasów współczesnych. Część I – zabójstwa polityczne, truciciele i trucicielki, szaleńcy, op. cit., s. 183.

O Charlotte Corday[edytuj]

  • Jej piękna twarz była tak spokojna, że można by pomyśleć, że to posąg. Za nią małe dziewczynki trzymały się za ręce, tańcząc. Przez osiem dni byłem zakochany w Charlotte Corday.
    • Opis: świadectwo jednego z obserwatorów egzekucji Charlotte Corday.
    • Źródło: Rodney Castleden, Krwawi mordercy, maniacy szaleni i nienawistni – od starożytności do czasów współczesnych. Część I – zabójstwa polityczne, truciciele i trucicielki, szaleńcy, op. cit., s. 183.
  • Patrzcie! Oto większa, niż Brutus!
  • Wciągnięta w wir rewolucji, Charlotte była coraz bardziej zaangażowana w ideę republikańską. Uważała się za wyznawczynię oświeconych idei tego czasu, choć zaledwie kilka lat wcześniej była monarchistką. Była wstrząśnięta podsunięciami rządu wobec żyrondystów, którzy znaleźli schronienie w Caen. Charlotte Corday popierała żyrondystów, którzy mieli bardziej umiarkowane poglądy niż ekstremiści, tacy jak Robespierre czy Marat. W obliczu prześladowań umiarkowanych żyrondystów wydawało jej się, że nakreślona przez nich wizja republiki nigdy nie zostanie wcielona w życie. Szczególnie Marata, który codziennie domagał się nowych głów, obwiniała o nieszczęścia ludu. Postanowiła, że to ona musi się go pozbyć – było to poczucie misji, zupełnie nietypowe dla osiemnastowiecznej kobiety.
    • Autor: Rodney Castleden, Krwawi mordercy, maniacy szaleni i nienawistni – od starożytności do czasów współczesnych. Część I – zabójstwa polityczne, truciciele i trucicielki, szaleńcy, op. cit., s. 182.