Anna M. Nowakowska

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Anna M. Nowakowska

Anna M. Nowakowska (ur. 1960) – polska pisarka, publicystka, felietonistka.

Dziunia na uniwersytetach (2015)[edytuj]

  • Jedni napełniają kieszenie kamieniami, żeby mieć czym rzucić w bliźniego. Inni po to, żeby skutecznie się utopić. Jedni i drudzy wyglądają podobnie, ale nie mają ze sobą nic wspólnego.
  • (…) ludzkość ma w dupie cudze uczucia. Stany umysłu. Potrzeby. Ludzkość nie bawi się w subtelne dociekania, jeśli chodzi o emocjonalną niemojość. Mojość zaś, czyli uczucia własne, traktuje z najwyższą atencją, bacznie skanując otoczenie w poszukiwaniu powodu, żeby się nabzdyczyć.
  • Mama już otwierała usta, żeby rzucić coś zjadliwego, co zrównoważyłoby obelgę. Nic nie znalazła. Wszystkie inwektywy odrodzicielskie kończą się bowiem słowem „mać”. Bez względu na to, jakiej płci jest podmiot lżony, przedmiotem wyzwisk jest jego matka.
  • Pierwsza osoba jest bezużyteczna, jeśli chce się pisać prawdę o sobie. „Soba” nie znosi pierwszej osoby i ulega w niej dziwacznym zniekształceniom. Odkształca się w stronę Tego, Co Powinno Być. Pomijając Rzeczy-Wistość.
  • W jaki sposób można mieć żywą prababkę, zupełnie żwawą (choć na oko pochodzącą sprzed kilku tysięcy lat), a we Wszystkich Świętych odwiedzać jej grób? Cóż, wszystko okazuje się możliwe, jeśli chodzi o ludzką zdolność do pielęgnowania urazy.

Dziunia (2013)[edytuj]

  • Czasem, ni z gruszki, ni z pietruszki, dzwonił jej w głowie alarm. Serce zaczynało bić szybko, w ustach pojawiał się metaliczny smak, włoski na skórze stawały dęba. Strach. I ten sygnał był najtrudniejszy do interpretacji. Łatwo pomylić napad lęku z intuicyjną reakcją na niebezpieczeństwo. Zające nie mają ataków paniki z powodu trudnego dzieciństwa, strasznych katastrof albo traumatycznych doświadczeń z innymi osobnikami swojego własnego gatunku. Chyba nie mają. Jeśli zające się boją, to znaczy, że mają się czego bać w tej konkretnej chwili. Nie idą do psychiatry, tylko spieprzają ile sił. A ludzie inaczej. Mają swoje obszary niepamięci, gdzie przeszłość rządzi jak pijany zawiadowca stacji. Wysyła sygnały i pociągi widma, jakby nadciągała katastrofa, teraz. Tyle że to taki fotomontaż, bo katastrofa dawno już była i wszyscy przeżyli. Mają się tak i owak, ale żyją. Zawiadowca jest pijany, naćpany, kopnięty i wkurwiony na cały świat. Dlatego zawraca dupę i nie daje żyć.
  • Kiedy już zrobią z ciebie wariata, proponują Ci pomoc psychologiczną.
  • Kości wszystkich zakochanych bez pamięci kur (i nie tylko kur) rozpadają się w proch. Tak samo jak wszystko, co żyje, oddycha i myśli sobie, że jest najważniejsze na świecie. Proch to proch, nic więcej. Nawet jeśli ten proch był pełen miłości, to co? Niczym się nie różni od prochu, który miłości nie zaznał. Różni się?
  • Najgorzej jej szło z „Nie zabijaj”, bo ciągle jej się zdarzało trzepnąć komara albo wdepnąć na glistę. Ale nigdy nie zapomniała o „przepraszam”. Kłaniała się rozdeptanej gliście i posyłała jej dobre myśli. Glista nic na to.
  • Perspektywę, która zmienia wszystko, można uzyskać po odpowiednim zmieszaniu składników: wódka, kropelka środka do usypiania koni, papieros.
  • Prezes tworzy potwory o gołębich sercach i nerwach pokrytych miodem. Tyle że nie daje im możliwości uśmiechnąć się do świata. I normalnych ludzi o sercach mrocznych jak samo piekło. I tak samo zimnych. Którzy mają piękny uśmiech i piękne słówka. Prawdziwe potwory wyglądają jak ludzie.
  • Soba była jedyną o-sobą, z którą Dziunia prowadziła uczciwy dialog. Tak to jest, kiedy ma się tajemnice.
  • Starała się przez całe swoje życie, a wmawiała sobie, że nie. Starała się nie starać, a im bardziej starała się nie starać, tym bardziej się starała.
  • Tylko grawitacja nie daje się nabrać na ale. Kiedy lecisz w dół, jest za późno na alanie i odwracanie kota ogonem. No i śmierć. Też nie lubi wrzucać wstecznego biegu, zazwyczaj. Nie zna się na dowcipach, ta śmierć.
  • Tylko kara śmierci może zaspokoić ludzką potrzebę sprawiedliwości.
  • (…) w sercu rosną chwasty razem z pięknymi kwiatami. Piękne kwiaty są delikatne i wymagają ciągłej troski i starania. Chwasty – kiedy już je zły wiatr zasieje – nie dają się wyplenić.
  • Zbiorowa nieświadomość, czyli dyżurne szambo, powinna pozostać tym, czym jest. Rzeczy winny wpadać tam i znikać na zawsze. Żebyśmy się nie nałykali jakiejś rzygowiny. Wszyscy stoimy w szambie, starając się stać z godnością. I nie robić fal.

Przeklęte (2002)[edytuj]

  • Nienawidząc się wzajemnie, byłyśmy zdane tylko na siebie. Myślę, że ona próbowała mi jakoś wybaczyć, ale ja nie chciałam jej wybaczenia. Trawiło mnie poczucie winy, czułam się jak zdrajczyni, byłam zdrajczynią.
  • Zrozumiała (…) jak przeszłość wplata się w teraźniejszość, tasiemcowaty upiór krzywd wychylający się z każdego fragmentu rzeczywistości. Przeszłość, która nie przeszła. Teraźniejszość, której nie można przeżyć teraz. Przyszłość, dla której nie ma miejsca na tym wysypisku wspomnień, więc nie nadchodzi, choć jest oczekiwana.

Inne[edytuj]

  • Słowo „wojna” pojawia się w mediach ze zwiększoną częstotliwością. Daje się odczuć jakieś niezdrowe wzbudzenie, rozglądanie się za wrogiem i awanturą. Mam wrażenie, że tak właśnie oswaja się ludzi z wojną. Że wprowadziwszy stan wojny w ich emocjach i myślach, wywołuje się przy tym odczucie nieuchronności. Problem w tym, że dla dużej części moich bliźnich wojna budzi skojarzenia z odwagą, patriotyzmem, męskością, przygodą, a te skojarzenia wywołują przyjemne dreszcze. A przecież „wojna” to najohydniejsze słowo w ludzkim języku. Wojna to jest śmierć. Smród. Brak. Choroby, brud i pasożyty wyżerające kanały w skórze. Rany, ból i strach. Zdziczenie. Gwałt.
    • Źródło: Dreszcze, „Tygodnik Ciechanowski”, 30 sierpnia 2016
  • Aby osoba, grupa lub społeczeństwo mogły zasłużyć na miano „nowoczesnych”, nie muszą nic wielkiego czynić. Żadnych strategicznych przegrupowań, żadnych nowych twarzy, obejdzie się też bez mitycznych „inwestycji”. Dla stworzenia nowoczesnego państwa wystarczy, że jego elity amputują sobie jedną niedużą wajchę, jeden malutki, ale kluczowy dla funkcjonowania społeczeństwa dynks. Ta zbędna wajcha służyła dawniej do przełączania zachowania z trybu „publiczny” do trybu „prywatny” i nazywała się WSTYD. Poczucie wstydu było tak silnym bodźcem formującym, że w sferze publicznej ludzie pragnęli wyglądać lepiej, przyzwoiciej i mądrzej niż we własnej chałupie. To się skończyło gdzieś pod koniec dwudziestego stulecia, wraz z konkluzją, że skoro wstyd jest uczuciem przykrym i ograniczającym, to trzeba go odgórnie znieść. Zadanie zlikwidowania tych nienowoczesnych umysłowych ograniczeń powierzono psychologii. Psychologia to najmniej wstydliwa ze wszystkich gałęzi filozofii. Rozpustna i pozbawiona zahamowań nauka nieścisła. Pod hasłem „precz z hipokryzją” przystąpiono do walki z zakłamaną, udawaną przyzwoitością na pokaz. Z pruderią umysłową. Człowiek pozbawiony hamulców stał się pozytywnym bohaterem i wzorem do naśladowania.
    • Źródło: Wyciekło, „Tygodnik Ciechanowski”, 16 czerwca 2015