Dzikie białko
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Dzikie białko – powieść Joanny Chmielewskiej.
- Karolek doznał wrażenia, że jego rozwój umysłowy cofnął się nagle w jakąś zamierzchłą przeszłość. Przestał rozumieć język, jakim posługiwał się od dzieciństwa. Pojawił się tu jakiś dziwny problem, tak strasznie skomplikowany, że nie sposób go nawet sprecyzować, nie mówiąc już o rozwikłaniu...
- – Nic nie widzę! – rozzłościł się Janusz uporczywie szarpiący nogi stojaka. – Nie wiem, jak to stoi! Światło...!!!
Jakby w odpowiedzi na zaklęcie, rozbłysło nagle światło. Cały ogród zalał upiorny, zielony blask o nierównomiernym natężeniu. Największe przypadło na korony trzech okolicznych drzew, które najwyraźniej w świecie stanowiły źródło jasności. Wyglądało to tak, jakby znienacka same z siebie zaczęły wydzielać pozaziemską poświatę, nadając krajobrazowi charakter zgoła nadprzyrodzony. Czarny mrok przeistoczył się w zielony mrok, z którego wystąpiły twarze upiorów.
Głuche milczenie zapadło na dobrych kilka chwil. Znieruchomiało wszystko, trzy zielone sylwetki przy stojaku, zielona masa po drugiej stronie siatki, zielone postacie nad dołami przy dalszych przęsłach. Zielone zmory gapiły się na siebie z zapartym tchem i zgrozą. Nie wiadomo dlaczego wszystkie robiły wrażenie niedożywionych, co w najmniejszym stopniu nie dodawało im urody. Korzystnie prezentowała się jedynie trawa. która nabrała wesołej, jaskrawej świeżości.
– No co? – odezwało się dumnie schodzące ze schodków widmo o rysach twarzy Włodka. – Źle?
– Faktycznie – przyznał słabo Janusz, nieco ochłonąwszy. – Mało jaskrawe i nie rzuca się w oczy...
– W każdym razie do niczego nie podobne – powiedział niepewnie Karolek, gapiąc się na drzewa. – Na pierwszy rzut oka nikt nie powie, że to światło.
Stefan po drugiej stronie znalazł wreszcie but i mógł się podnieść do pozycji pionowej.
– Nie daj Boże, żeby teraz tu kto wszedł, bo z miejsca wykorkuje na serce – rzekł zgryźliwie. – Wyglądacie jak banda nieboszczyków. Niezła reklama dla szpitala.”
- Słuchajcie, mam pomysł – (...) – to znaczy, nie mam żadnego pomysłu, ale tam leży takie coś. To do mnie przemawia, z tym, że nie wiem co mówi.
- W połowie łanu ryczący bawół zatchnął się i zrezygnował, rączy jeleń zaś znikł osłonięty krzewami tarniny i dzikich róż.
- (...) wykrzyknął jedno słowo, powszechnie uważane za obelżywe, szczególnie w odniesieniu do jednostek płci żeńskiej.