Droga do El Dorado
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Droga do El Dorado, amerykański film animowany z 2000 roku, reżyserii Dona Paula i Davida Silvermana.
- Miguel: Słuchaj, kończysz już obmyślanie planu ucieczki?
Tulio (przestaje na chwilę walić głową w ścianę): Zaraz, czekaj... coś mi świta... tak... (znów wali głową w ścianę; po chwili przestaje): Słuchaj, plan jest taki. Zaraz po północy ty i ja zagarniemy trochę żarcia. Weźmiemy jedną z tych ich długaśnych łodzi i powolutku odpłyniemy do Hiszpanii, jak gdyby nigdy nic.
Miguel: Do Hiszpanii, tak?
Tulio: Taaak.
Miguel: Zwykłą łodzią?
Tulio: Właśnie.
Miguel: Ekstra, genialnie, i to, to cały plan, tak?
Tulio: Nooo tak.
Miguel: Całkiem w dechę! A jak wejść na pokład?
Tulio: Zaraz po północy ty i ja zagarniemy trochę żarcia. Zwiniemy jedną z tych długaśnych łodzi...
Miguel: (przerywa): Ech, ekstra.
Tulio: No dobra, a jaki ty masz plan, cwaniuro?!
Miguel: Ale czego ty chcesz? Mnie nie pytaj, od planów jesteś ty!
- Miguel: Hej, Altivo! Chcesz jabłuszko? To chodź, weź sobie. Ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić. Nic trudnego. Spróbuj znaleźć łom. To taki pręt metalowy na końcu trochę zakrzywiony.
Tulio: Miguel! Ty gadasz do KONIA!
Miguel: Ciii. Dobrze, Altivo, znajdź mi jakiś łom.
Tulio (przedrzeźnia): Taaak, znajdź mi łom. Przecież on nie zna słowa "łom"! To durny koń, skąd on może...
(spadają klucze)
Tulio: No... ale na łom to mi nie wygląda.
- Cortez: Moja załoga jest tak starannie dobrana jak uczniowie Chrystusa. I nikt tu nie chce widzieć pasażerów na gapę. Każę was wychłostać. A gdy dopłyniemy do Kuby po zapasy, jak Bóg da, wychłoszczą was jeszcze raz. Resztę życia spędzicie jako niewolnicy na plantacji trzciny cukrowej. Zabrać ich.
Miguel: No nieźle. Kuba!
- (na łodzi, po ucieczce ze statku Corteza)
Tulio: Czy uratowało się jakieś żarcie?
Miguel (patrząc, jak Altivo zjada zapasy): Eee, i tak, i nie.
Tulio: O, ekstra!
Miguel: Tulio, spójrz na to z drugiej strony, nie może już być...
(zaczyna padać deszcz)
Tulio: Chciałeś może powiedzieć GORZEJ?!
Miguel: Nie.
Tulio: Nie?
Miguel: Nie.
Tulio: Na serio?
Miguel: Jasne, że nie. Nie ma żadnej drugiej strony!
- (na łodzi)
Miguel: Tulio, czy w wyobraźni widziałeś kiedyś swoją śmierć?
Tulio: Konia tam nie było.
(koń Altivo parska urażony)
Miguel: Wkurza cię coś?
Tulio: Poza agonią? Taa. Że nigdy nie zdobyłem... złota.
Miguel: A mnie wkurza, poza agonią, że nasza największa przygoda się kończy zanim się zaczęła i nikt nie będzie o nas pamiętać.
Tulio: Jeżeli cię to jakoś pocieszy, zmieniłeś przygodę, moje życie.
Miguel: A jeśli to pocieszy jakoś ciebie, Tulio. Uczyniłeś moje życie... bogatszym.
(Altivo parska zniesmaczony)
- Miguel: I to naprawdę jest! Naprawdę jest mapa El Dorado!
Tulio: Piłeś słoną wodę – tak czy nie?
Miguel: O, weź przestań!
Tulio: Nie wezmę i nie przestanę! Nie zmusisz mnie, żebym wlazł w te krzaki nawet za milion peset!
Miguel: A wleziesz... za sto milionów?
Tulio: Co?
Miguel: Tak mi przyszło do głowy, że El Dorado to miasto ze złota.
Tulio: I co z tego?
Miguel: No wiesz, pył, bryłki, cegły, całe budowle, z których złoto złazi płatami... Ale skoro nie chcesz iść, to wracajmy do łodzi i wiosłujmy do Hiszpanii. Cóż, jak do tej pory szło nam nieźle, ale...
Tulio: Czekaj! Momencik! Nowy plan! Znajdziemy złote miasto, złoto sobie weźmiemy i wtedy wrócimy do Hiszpanii.
Miguel: Żeby ją kupić!
- (przed głazem)
Tulio: Miguel, wstawaj. To tutaj.
Miguel: Naprawdę?!
Tulio: O tak. Naprawdę.
Miguel: To w dechę! Ale gdzie to jest? Daleko?
Tulio: Tutaj.
Miguel: Gdzie?!
Tulio: Tu.
Miguel: Za głazem?
Tulio: Nie, nie, to jest...
Miguel (wyrywa mapę): Ale... Dawaj to!
Tulio: Jak widać "El Dorado" oznacza tu wieli, ciężki... GŁAZ! Postanowiłem dzisiaj mieć gest, dlatego mogę ci oddać swoją część!
Miguel: Ale... nie uważasz, że Cortez mógł tu dotrzeć przed nami i...
Tulio (cynicznie): I? I co? Zabrał stąd jeszcze większe głazy? To drań.
- Tulio (do tubylców): To wasz głaz? My.. oglądamy go sobie. My... turyści. Tu – ryś – ci. My... zgubiliśmy naszą grupę. Właśnie. Możemy już iść?
- (na nowej łodzi)
Miguel: A ten taki słup, co tam stoi...
Wódz: Maszt?
Miguel: Tak, maszt, w rzeczy samej. Spójrz tylko, tam jest za mało tego... sznura.
Wódz: Sznura?
Miguel: Tak! Z ust mi to wyjąłeś. Pionowe wzniesienie wymaga więcej sznura!
- Chel: To kapłan! Co on sobie pomyśli, kiedy zobaczy cię na podłodze ze mną?
Tulio: Ee... Że mam fart?
- (podczas obrzędu składania ofiary z człowieka)
Tulio: Stop! To nie jest najodpowiedniejsza ofiara.
Tzekel – Kan: Nie chcecie mojej ofiary?
Miguel: Nie, nie, chcemy ofiary, tylko... Tulio, powiedz!
Tulio: Gwiazdy! Nie są w odpowiedniej konfiguracji na tę ofiarę.
Miguel: Zgadza się. Gwiazdy. Ofiara nie. Nie dzisiaj.
Tzekel – Kan: Och. Najwyraźniej źle zrozumiałem wolę najwyższych.
Miguel: Nic się nie stało. Mylić się rzecz ludzka, wybaczać...
Wódz: Bogowie! Może w takim razie przyjmiecie ofiarę od moich poddanych?
(wychodzą kobiety z misami pełnymi złota)
Wódz: Czy to was ucieszy?
(Tulio i Miguel patrzą zachwyceni na złoto; za chwilę opamiętują się i starają się sprawić wrażenie znudzonych)
Miguel: Może być.
Tulio: Tak, jakoś ujdzie.