Achaja

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Achaja – powieść autorstwa Andrzeja Ziemiańskiego.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznane za wulgarne.

[edytuj] Tom 1

  • Ach, życie życie... Sranie i gorzoły picie.
    • Opis: pieśń Siriusa
  • Patrol patrolujący rejon patrolowania okolic królewskiego parku... (...)
    ... napotkał sześć trupów należących do obcokrajowców...
    – Bogowie! Jak się pisze „trupów”? a poza tym chodzi o trupy obcokrajowców, czy jedynie o trupy, które były własnością obcokrajowców? (...)
    Wszyscy oni dnia dzisiejszego postanowili targnąć się na żywot własny, co niniejszym uczynili.
    (...)
    Pięciu z nich zastrzeliło się z własnych kusz, w tym trzech za pierwszym razem nie wycelowało dobrze i musieli ponownie założyć bełty, by nimi się razić. A jeden to strzelił do siebie aż cztery razy, zanim wycelował dobrze i się ubił...
    (...)
    Jeden natomiast z obcokrajowców musiał czuć do siebie szczególny żal. Najpierw sam raził się z kuszy, chcąc pewnie ugodzić się w samo serce, ale nie wycelował dobrze, raniąc swą nogą od tyłu w łydkę. Następnie zaczął okładać się kolbą kuszy, a potem zadał sobie siedemnaście ciosów własnym nożem, godząc w klatkę piersiową, ale głównie właściwie, to w plecy...
    – W plecy, kurwa, się raził?!!! Nożem?!!!
    ... następnie wyrwał z płotu pozłacaną sztachetę i dalejże się nią okładać okrutnie, co zeznali jak następuje świadkowie...(...)
    ... następnie zawzięty okrutnie na swój żywot samobójca wdrapał się na mur okalający park i skoczył na trawę oddając ducha...
    – Bogowie! Przecież ten mur... Tfu! ... murek, ma raptem dwa łokcie wysokości! Jak to się wdrapał i skoczył na... trawę? Nie mogłeś, pacanie, napisać chociaż, że uderzył głową w jakiś korzeń?
    – Tam nie ma korzenia.
    (...) – Następnym razem, półgłówku, napisz, że korzeń był, ale go zbójcy potem ukradli. Taaaaaaa... Taaaa... Samotność i zły los często do samobójstwa przywodzą, nawet sześciu ludzi naraz. Mniemam jednak, że po stronie samotności i złego losu żadnych strat nie zanotowano, co?
    – A gdzie tam, szefie. Te samotności i złe losy poszli później chlać do knajpy.
  • O! Dwadzieścia żywych trupów ze mnie szydzi. Cóż za czasy nastały, żeby trupy, miast na cmentarzu leżeć, ludzi nachodziły.
    • Opis: Virion do Rycerzy Zakonu przed walką (którą podobno zwyciężył).

[edytuj] Tom 2

  • – Stój! Kto idzie? – krzyknęła.
    – Toż my jedziemy – odkrzyknął Zaan – nie idziemy, moja pani.
    – Dam ja ci krotochwilę, pacanie. – Urwała nagle, widząc sto kusz w rękach stu żołnierzy. – No, kto tam? – zagryzła wargi. – Przecież grzecznie pytam.
    – Książę Sirius, syn Wielkiego Księcia Oriona, z poselstwem.
    – O, żeż ty. Jest jeszcze jakiś gwiazdozbiór, którego nie wymieniłeś?
    – My z Królestwa Troy. A tam imiona władców od gwiazd wzięte.
    – Ha! – krzyknęła. – A u nas to od krów, co? – Usiłowała zakpić, ale nie jej było mierzyć się z Zaanem.
    – Cóż, współczuć tylko. Ale to nie nasza wina, pani?
    – Kpisz?
    – Gdzieżbym śmiał.
    Żołnierze chichotali, zasłaniając usta kułakami. Żołnierz była coraz bardziej wściekła.
    – I myślisz, że cię zaraz do naszej królowej zaprowadzę, co?
    – Hm. Nie sądzę, żeby wasza królowa tu „zaraz” w krzakach na nas czekała. Więc pokornie pojedziemy dalej.
    – Gadanie! – rozsierdziła się zupełnie. – Pewnie grabić przyjechaliście. Mów prawdę! Co?
    – Cóż. Jeśli Armia Arkach ucieknie przed stu zaledwie żołnierzami, to owszem, możemy coś zagrabić przy okazji. Ale póki co wolelibyśmy spotkać się na dworze.
    – Kpisz? – przerwała mu ponownie dziewczyna.
    – No teraz tak – wyznał szczerze.
    – No! – Panna na koniu nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Jej towarzyszka również nie zdradzała nadmiaru inteligencji. Była młoda, piegowata i śliczna.
    – No! – Pociągnęła nosem. – Ani mi się waż!
    Zaan, zrezygnowany, machnął ręką.
    – Moglibyśmy zobaczyć... eee... kogoś bardziej kompetentnego?
    – No! – Dziewczyna zastanawiała się dłuższą chwilę. – Powiem dowódcy. Co?
    – No! – odpowiedział Zaan, przedrzeźniając ją bez litości. – Powiedz. Co?
    – Kpisz?
    – Eeeeee... Teraz nie.
    (...)
    – Ja myślę tak... – odezwała się pierwsza.
    – Niech bogom będą dzięki – mruknął Zaan. – Ktoś tu jednak myśli.
    – Kpisz? Co?
    -Nie!
    – No! – Pociągnęła nosem. – Jedźcie do zajazdu. Dzień drogi stąd. A ja dam znać dowódcy i po was przyjadą, co?
    – No! – odparł Zaan.
    (...)
    – I bez żadnych mi takich – warknęła. – Ja powiem, że chcecie grabić, jak mówiliście!
    – No! – Krzyknęło kilku żołnierzy. Nawet Zaan „Kamienna twarz” roześmiał się na występ swoich podkomendnych. Jedynie Achaja nie wytrzymała:
    – Nie daj się robić w konia, siostro! – krzyknęła.
    – Nie jestem twoją siostrą! – warknęła żołnierz Arkach na koniu. Potem jednak jakaś myśl zmarszczyła śliczne brwi. – Ach... Mój tato, co uciekł... Pojechał do Troy, co?
    (...)
    – Jedźcie tam. – Wskazała ręką kierunek. – A ja do dowódcy. No. – Zbliżyła się do Achai. – A ty jak będziesz widzieć tatę... Pozdrów ode mnie.
    Żołnierze o mało się nie poprzewracali. Achaja westchnęła ciężko. Zaan ukrył twarz w dłoniach. Nawet Sirius zasłonił oczy.
    • Opis: rozmowa Zaana z żołnierzem Armii Arkach.
  • – Książę Sirius nie mógł usiedzieć spokojnie na miejscu. Dziewczyna strasznie mu się podobała. Wiercił się i kręcił. Po chwili postanowił powtórzyć numer z kubkiem. Niby przypadkiem strącił łokciem kolejne naczynie. A kiedy na podłodze wylądował z hukiem dzban, znowu wsadził głowę pod stół, niby, żeby go podnieść. Harmeen odrzuciła dumnie głowę.
    – Nie zrzucajcie naczyń niepotrzebnie, bo je potłuczecie. – Ciągle siedziała wyprostowana na baczność, z kolanem przy kolanie, kompletnie nieruchoma. – Jeśli wam taka ciekawość, panie... to patrzcie! – Mając na sobie króciutką spódniczkę i nic pod spodem... nagle rozstawiła szeroko nogi! Szybko i sprężyście, jakby to była część wojskowej komendy. – Patrzcie! Jeśli honor pozwala.
    Sirius wyprysnął spod stołu. Był czerwony jak burak. Bogowie! Doprowadziła światowca i świntucha do tego, że dostał rumieńców.
    • Opis: rozmowa Zaana i Siriusa z porucznik Harmeen.
  • – A mnie się nic nie stało – uśmiechnęła się piegowata, pucułowata i strasznie niska, właściwie maluteńka dziewczyna, podając skrępowane dłonie.
    – Nie zgwałcili cię?
    – Eeeeee... Dopadł mnie jeden. Nie pierwszy w moim życiu, choć pierwszy nie po dobrej woli. Niezły był w tym, co robił, dawno mu wybaczyłam – roześmiała się. – Może list mu poślę?
    • Opis: rozmowa podczas uwalniania żołnierzy z rąk Luańczyków.
  • – Mów!
    – To Virion, pani. Jeśli ta głupia dupa dała się obrazić i wyzwała go na pojedynek...
    – Była pijana!
    – Rozumiem, że to ją tłumaczy. W takim razie upijmy się i my. Mamy tu wokół jakieś dwa tysiące żołnierzy. Niech uderzą, bo tamci mają mniej niż dwieście. Wystarczy nam pół modlitwy, żeby rozchlastać poselstwo – efekt ten sam co w przypadku pojedynku Viriona.
    – Nie krzycz. To naprawdę taki zły pomysł?
    – Mówisz, pani, o rozchlastaniu poselstwa?
    • Opis: rozmowa królowej Arkach i Biafry.
  • – Trzydziestu ludzi wysiecze nam trzy tysiące żołnierzy?
    – Pani. Virion nie głupi. On „łaskawie” daruje służbom tyłowym, zaopatrzeniu, woźnicom, kucharzom, kancelistom, pisarzom, koniuszym i gońcom. On nam zabije „jedynie” jakieś dwa tysiące liniowych żołnierzy. Chyba, oczywiście, że ktoś z reszty zgłosi się na ochotnika, ale wątpię, żeby ktoś się zgłosił, jak tylko zobaczy, co się stanie tej nocy.
    – Czyli to koniec z pierwszą elitarną dywizją górską?!
    – Dlaczego koniec? Zostaną nam służby tyłowe, zaopatrzenie, woźnice, kucharze, kanceliści...
    • Opis: rozmowa królowej Arkach i Biafry.
  • – Bo wiesz. Ja bardzo lubię rozmawiać z ludźmi inteligentnymi. Takiemu to raz coś wyklarować wystarczy, raz listy pokazać, raz sprawę naświetlić... i już twój. I już robi, co się mu powie. – Kpił okrutnie, ale miał rację. – Bo najgorzej to z chamem rozmawiać. Takiemu to można i dziesięć razy powtórzyć, a potem i tak do roboty trzeba batem pędzić. A z tobą? Nawet się wina napić nie zdążyłem. Mądra jesteś dziewczynka. Tobie raz powiedzieć w zupełności wystarczy.
    – I na co ci ten sarkazm? – Wściekła się nagle. – Powiesz wreszcie, kogo mam zabić, czy będziesz czekał, aż wyzdrowieję?
    – Nie mówiłem? Mądremu raz powiedzieć, wytłumaczyć powoli i już będzie zbrodnie popełniał. Nie to co cham, którego najpierw w mordę trzeba bić, potem głodzić, potem śmiercią zagrozić. Inteligentny człowiek zbrodnię popełni z przekonania. Toż to nie wsiok. Dać mu w mordę, to wtedy się zatnie i zbrodni żadnej gotów nie popełnić. Ale po prośbie? „Kogo zabić?” – spyta od razu. „Więcej niż jednego? Wioskę? Całego miasto?”
    – Przestań kpić.
    – Dlaczego? Kiedy ja tak strasznie lubię. Uwielbiam, jak rozsądni ludzie najpierw mnie świnią nazwą, skurwysynem – i będą mieli rację! no bo przecież to nie ich światły poziom, nie im się w gównie grzebać – ale po chwili rozmowy, kiedy się okaże, że trzeba jakoś obronić koleżanki, tatusiów i mamusie, które się same obronić nie zdołają, to wtedy... gotowi są do wszelkich świństw. W gównie się grzebiemy, ale cel mamy szczytny. My już nie zwykłe świnie, ale świnie ze świetlanym celem.
    • Opis: rozmowa Achai z Biafrą.
  • – Słyszałam, słyszałam. Jakiś płyn przelwał się u was nieustannie.
    Harmeen roześmiała się cicho.
    – Nie ma tak dobrego słuchu, jak mówiłaś. – zerknęła na Lanni. Achaja też się roześmiała.
    – Powtórzę za koleżanką: „Co to za wojsko, żeby kapitan z porucznikiem?”.
    • Opis: rozmowa przy śniadaniu (Achaja, Harmeen, Lanni, Shha), po nocy spędzonej z Arrne w jednym pokoju.

[edytuj] Tom 3

  • – Ta droga sama każe ci iść coraz dalej.
    – No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym.
    – Ale... ty chcesz zmienić dosłownie wszystko.
    – No i co z tego?
    – Kim jesteś, żeby o tym decydować?
    – Nikim. Ale teraz cały wielki świat będzie musiał liczyć się z nikim!
    • Opis: fragment rozmowy Siriusa z Zaanem.
  • – No? Dlaczego podejmujemy taki wysiłek, co? Jak to przetłumaczyć narodowi?
    – Mmmmm... Walczymy, bo... Walczymy z Luan, bo chcemy zniszczyć niewolnictwo!
    – A kogo to, kurwa, obchodzi? Co jakiegoś zapchlonego chłopa obchodzi niewolnictwo w Luan? (śmiejąc się głośno)
    – Nic nie obchodzi. Chciałeś powód do kronik, to ci go dałam.
    – W kronikach to się napisze, co zechcemy, ale dopiero... jak wygramy. Ja chcę mieć powód dla chłopa.
    • Opis: fragment rozmowy Biafry z Achają.
  • – Zmienia Ci się wyraz twarzy – powiedziała Marina. – Czyżby ktoś ci szeptał coś do uszka? – roześmiała się nagle.
    – Tak.
    – Mogę wiedzieć kto? – ciągle kpiąco.
    – Owszem – tym razem uśmiechnęła się również Achaja. I wypowiedziała najstraszliwsze dla wszystkich szermierzy słowo:
    – Nolaan.
    • Opis: fragment rozmowy Achai z Mariną.
  • – Eeeeeeee...
    Kap, kap, kap...
    Niekończąca się chwila. Achaja podniosła lewą rękę.
    Miała w niej...
    Miała w niej...
    Miała w niej obciętą głowę Mariny. Kap, kap, kap..
    • Opis: śmierć Mariny
  • – Tu akwedukt – nagle, chcąc się zemścić za jego zachowanie, jednym ruchem ściągnęła oficerowi spodnie.
    – O? A tu nic nie narysowano – rozsunęła palcami pośladki. – Czy też to plastyczny model dwóch wzgórz i wąwozu?
    Ani drgnął. Męska świnia.
    – Różnie można interpretować – mruknął – Ale za to z przodu mam plastyczny model nowej katapulty.
    – Gdzie? – jedynie Shha dała się złapać i zerknęła, jak wyglądał bez spodni.
    – O tu – spokojnie wyjaśnił setnik. – Wystarczy dotknąć i model zacznie działać.
    Chorąży zagryzła wargi. Potem jednak Shha roześmiała się i zaczęła kręcić pupą w przezroczystej sukience.
    – O! Działa nawet bez dotykania! – spojrzała setnikowi prosto w oczy.
    • Opis: omawianie planu ataku na Syrinx.