Przejdź do zawartości

Pius X

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
(Przekierowano z Giuseppe Melchiorre Sarto)
Pius X

Pius X (właśc. Giuseppe Melchiorre Sarto; 1835–1914) – włoski duchowny katolicki, papież w latach 1903–1914, święty katolicki.

Encyklika Pascendi dominici gregis o zasadach modernistów

[edytuj]
  • Ale szkole modernistów nie wystarcza rozdział państwa od Kościoła. Jak wiara co do zjawiskowych, jak mówią, czynników, wiedzy poddać się winna, tak Kościół ulegać winien państwu w sprawach doczesnych. Zapatrywania tego nie głoszą oni dotąd otwarcie; zniewala ich jednak do niego ścisły wniosek logiczny.
  • Bezpośrednia przyczyna modernizmu leży w wypaczeniu umysłu.
  • Bo cześć dla jakiegoś zjawienia, o ile do faktu samego się odnosi i względną się zowie, zawiera zawsze przypuszczenie o prawdziwości faktu: o ile zaś jest bezwzględną (absoluta), wspiera się zawsze na prawdzie, bo odnosi się do Świętych, którym się cześć oddaje.
  • Czyż się dzieje więc jeszcze coś w Kościele, czego by przez nich [modernistów] albo wedle ich orzeczeń nie należało zreformować?
  • Do tłumu modernistów można zastosować słowa, pisane z wielką goryczą przez Naszego poprzednika: „Aby ściągnąć oburzenie i nienawiść do mistycznej Oblubienicy Chrystusowej, która jest światłością prawdziwą, synowie ciemności zwykli używać w obliczu świata całego, obłudnej potwarzy, i przeinaczając sens oraz wartość rzeczy i słów, ukazują ją jako przyjaciółkę ciemności, szerzycielkę ignorancji, wroga nauk, światła i postępu”. Nic też dziwnego, Czcigodni Bracia, że moderniści z całą swą złą wolą i z całą cierpkością prześladują katolików, walczących mężnie w obronie Kościoła.
  • Jakim prawem odmówią moderniści uznania doświadczeniu, które wyznaje religia turecka, a obronią doświadczenia prawdziwe jedynie u katolików? Nie przeczą tego w rzeczy samej moderniści; przeciwnie, twierdzą, jedni skrycie, drudzy zupełnie otwarcie, że wszystkie religie są prawdziwe.
  • Jeśli jakiś świecki katolik, jeśli i kapłan jakiś zapomni o zasadzie życia chrześcijańskiego, wedle której winniśmy się zaprzeć sami siebie, jeśli chcemy iść za Chrystusem, a nie usunie pychy ze serca, zaprawdę, zdolny on najzupełniej do przyjęcia błędów modernistycznych!
  • Książki modernistów pełne nowości witają powszechnym oklaskiem i okrzykiem podziwu; im bardziej zuchwały jest autor w napaściach na rzeczy stare, im bardziej podrywa Tradycję i urząd nauczycielski, tym pochopniej okrzykują go uczonym; gdy wreszcie – i to już powinno przejąć zgrozą każdego katolika – który z nich zostanie potępiony przez Kościół, inny natychmiast otaczają go tłumnie, nie tylko składają mu hołdy publiczne, ale czczą go niemal jako męczennika prawdy. Tym hasłem pochwał i obelg podniecona i ogłuszona młodzież, pragnąc nie za ignorantów, lecz za uczonych uchodzić, z drugiej strony – pod silnym parciem ciekawości i pychy – ulega modernizmowi i wstępuje w jego szeregi.
  • Mężów, w jakikolwiek sposób zarażonych modernizmem, nie można pod żadnym warunkiem dopuszczać do urzędu rektora albo profesora; jeśli urząd ten już piastują, należy ich usunąć: tak samo usunąć należy tych, którzy modernizm skrycie albo otwarcie popierają, już to chwaląc modernistów i łagodząc ich winę, już też ganiąc studia scholastyczne, Ojców i nauczycielski urząd Kościoła, już też odmawiając władzy duchownej, jakiegokolwiek stopnia, posłuszeństwa.
  • Moderniści mówią, iż władza w Kościele, jako że jej cel jest czysto duchowy, powinna pozbyć się całego tego zewnętrznego przepychu, wszystkich tych pretensjonalnych zdobień, którymi się publicznie afiszuje. Zapominają przy tym, że religia, choć przynależy duszy, nie jest wyłącznie dla duszy i że cześć oddawana władzy przenosi się na Chrystusa, który tę władzę ustanawia.
  • [Moderniści] pisząc historię, starają się wydobyć na światło dzienne wszystko, to, co stanowi – wedle ich zapatrywania – ciemną plamę w dziejach Kościoła, a czynią to pod pretekstem mówienia całej prawdy – z pewnego rodzaju zadowoleniem. Ulegając pewnym z góry postawionym sobie twierdzeniom, niszczą o ile mogą całkiem apriorycznie pobożne tradycje, będące w powszechnym użyciu. Ośmieszają święte relikwie czczone dla ich starożytności. Wreszcie pożera ich żądza sławy: rozumieją też, że nikt o nich nie będzie wiedział, jeżeli będą mówić to, co dotychczas mówiono. Tymczasem przekonani są, że w ten sposób służą Bogu i Kościołowi: w rzeczywistości jednak wyrządzają mu nieobliczalne szkody, nie tylko może tym, co czynią, ile duchem, który ich ożywia oraz poparciem, jakiego doznają zewsząd zawodne ich wysiłki.
  • Moderniści pozbawieni podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu doktrynami głoszonymi przez wrogów wiary katolickiej, mienią siebie, z pogardą dla wszelkiej skromności, odnowicielami tegoż Kościoła.
  • Moderniści przeprowadzają swe zgubne dla Kościoła plany nie poza tym Kościołem, lecz w nim samym: stąd też niebezpieczeństwo ma swoje siedlisko niejako w samych żyłach i wnętrznościach Kościoła, ku tym pewniejszej szkodzie, im lepiej oni go znają. Nadto, przykładają siekierę nie do gałęzi i latorośli, lecz do samych korzeni, to znaczy do wiary i do jej żył najgłębszych. Dotknąwszy zaś tego korzenia nieśmiertelności, szerzą dalej jad po drzewie całym, tak iż nie oszczędzają żadnej cząstki prawdy katolickiej, żadnej takiej, której by się nie starali zarazić.
  • Nie ma prawdy katolickiej, której by nie dotknęli [moderniści], której by skazić nie usiłowali. A niezliczonych używając sposobów wyrządzenia szkody, niesłychaną posługują się przebiegłością i zdradą. Udawają naprzemian to racjonalistów, to katolików, i to z takim podstępem, że niebacznego łatwo w błąd wprowadzają. Zuchwalstwo do ostatnich posuwają granic; nie cofają się przed żadną konsekwencją, narzucając ją uporczywie i bez wahania.
  • Nie ma zaprawdę bliższej a łatwiejszej drogi do modernizmu jak pycha.
  • Nie zbywa w końcu i na takich reformatorach, którzy idąc zbyt pochopnie za głosem wodzów protestanckich, życzą sobie, aby znieść św. celibat w kapłaństwie.
  • Niektórzy teologowie katoliccy, którzy „nowożytnego” człowieka, hołdującego zdobyczom tej kultury, pragnęli pogodzić z Kościołem, z wiarą, nie dostrzegli, że pod tą mieniącą się tęczowymi barwami szatą nowożytnej kultury kryje się gruby materializm, który nie troszczy się o życie przyszłe. Stąd usiłowania ich nie tylko spełzły na niczym, ale sprowadziły ich na manowce.
  • Trudno zrozumieć, w jaki sposób dochodzą moderniści z agnostycyzmu, który w rzeczy samej jest tylko ignorancją, do naukowego i historycznego ateizmu, który natomiast polega na bezbrzeżnej negacji, jeśli rzekomo nie wiedzą, czy Bóg wpłynął na dzieje ludzkości; trudno zrozumieć, jakim prawem logicznym dochodzą do tego, żeby wyjaśnić dzieje bez Boga, o którym przypuszcza się, że rzeczywiście na dzieje nie wpływał.
  • W pismach bowiem i przemówieniach ich [modernistów] zachodzi się wiele sprzeczności, do tego stopnia, że łatwo mógłby ktoś mniemać, że chwiejnymi są i niestałymi. Ale dzieje się to z umysłu i wyrachowania, tj. z poglądu, jaki mają o wyłączności wiary i wiedzy. Stąd znajduje się w ich dziełach niejedno, co katolik pochwali; skoro się stronicę odwróci, można by myśleć, że to pisał racjonalista. Stąd w pismach historycznych nie wspominają o bóstwie Chrystusa; wśród kazań w świątyniach wyznają je jak najgłośniej. Dalej, mówiąc o historii, pomijają sobory i Ojców Kościoła; w katechizacji zaś z czcią przytaczają jedno i drugie. Stąd też rozróżniają egzegezę teologiczną i pastoralną od naukowej i historycznej.
  • Wszyscy bowiem moderniści, którzy jako mistrzowie występować i za mistrzów pragną w Kościele uchodzić, wysławiają głośno filozofię nowoczesną a gardzą filozofią scholastyczną; przyznają się do niej nie z innego powodu, lecz dlatego, że nie znając wcale filozofii scholastycznej, nie mieli argumentu do rozwikłania pomieszanych pojęć i odparcia sofizmatów! Z zaślubin zaś fałszywej filozofii z wiarą wyłonił się ich system, rażący niezliczoną ilością błędów potwornych.
  • Z dala, z dala od kapłaństwa niech będzie żądza nowości: pysznych i upartych Bóg nienawidzi!
  • Zapewniamy, że, gdyby ktoś był zapragnął zestawić treść wszystkich błędów około wiary, nie mógłby tego uczynić dokładniej, jak to uczynili moderniści.
  • Zaprawdę, nie odbiega od prawdy, kto modernistów uważa za nieprzyjaciół Kościoła i to najbardziej szkodliwych.
  • Zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni.

Encyklika E supremi apostolatus o odnowieniu wszystkiego w Chrystusie

[edytuj]
  • Drogi zaś, prowadzącej do Chrystusa, nie trzeba odszukiwać: jest nią Kościół. Słusznie przeto mówi Chryzostom: „Kościół jest twą nadzieją, Kościół twym zbawieniem, Kościół twą ucieczką” (2). Na to istotnie założył go Chrystus, nabywszy go za krwi swojej cenę; na to powierzył mu swą naukę i przepisy swego zakonu, obsypując go jednocześnie skarbami łaski Boskiej do uświęcenia i zbawienia ludzi.
  • Gdyby przeto kto pragnął mieć od nas jakie zawołanie, które by dążność duszy Naszej streszczało, to jedno zawsze mówimy: „Naprawić wszystko w Chrystusie!”.
  • Oświadczamy, że w sprawowaniu pontyfikatu to jest Naszym celem jedynym, abym „w Chrystusie wszystko naprawił” (Ef 1, 10), aby, mianowicie był: „wszystko i we wszystkich Chrystus” (Kol 3, 11).
  • Pragnienie pokoju przepełnia z pewnością każde serce, nie ma też człowieka, któryby gorąco go nie wzywał. Ale pragnąc pokoju, po wyrzeczeniu się Boga, jest niedorzecznością: gdzie bowiem nie ma Boga, stamtąd znika sprawiedliwość, ze zniknięciem zaś sprawiedliwości przepada cała nadzieja pokoju: „Dziełem sprawiedliwości będzie pokój” (Iz 32, 17).
  • Wiadomo nam, wprawdzie, że nie mało jest ludzi, którzy, powodowani miłością pokoju – czyli, jak się mówi – spokojności porządku, łączą się i zrzeszają w stowarzyszenia i stronnictwa, które zwą stronnictwami porządku. Czcze nadzieje i trudy stracone! Istnieje tylko jedno stronnictwo porządku, które jest zdolne przywrócić spokój wśród panującego zamętu: jest to stronnictwo tych, którzy trzymają z Bogiem. Konieczne jest przeto popierać je, o ile można więcej ludzi do niego wprowadzać, jeżeli kieruje nami zamiłowanie pokoju publicznego.

Encyklika Ad diem illum laetissimum o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny

[edytuj]
  • Jeśli zatem ludy wierzą i wyznają, że Dziewica Maryja od pierwszej chwili swego poczęcia była wolna od wszelkiej zmazy, stąd wynika, że trzeba, by przyjęły i grzech pierworodny, i odkupienie przez Jezusa Chrystusa, i Ewangelię, i Kościół i wreszcie prawo cierpienia, na mocy czego wyrwany z korzeniem i zniszczony zostaje wszelki racjonalizm i materializm na świecie i ostaje się ta chwała i mądrość chrześcijańska, iż zachowała i obroniła cnotę.
  • Któż nie uzna, że słusznie twierdziliśmy o Maryi, iż jako ciągła towarzyszka Jezusa, począwszy od domku w Nazarecie, aż do góry Kalwarii, znająca więcej, niż ktokolwiek inny, tajniki Jego serca, szafarka, jak to jest prawem matczynym, skarbów Jego zasług, jest Ona z tych wszystkich względów pomocą bardzo pewną i bardzo skuteczną w poznaniu i umiłowaniu Jezusa Chrystusa.
  • Niechaj zatem każdy przejmie się tą prawdą, że jeżeli jego nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy nie powstrzymuje go od grzechu, albo nie pobudza jego woli do poprawienia grzesznego życia, to pobożność owa jest fałszywa i kłamliwa, pozbawiona właściwego skutku i owocu przyrodzonego.
  • Niechaj to będzie sprawą Dziewicy, i to głównie Jej, by prowadzić do znajomości Jezusa, w co nie można wątpić, jeśli się zważy między innymi, że Ona jedyna na świecie, pod wspólnym dachem i w serdecznej zażyłości przez trzydzieści lat, przebywała z Nim tak blisko, jak matka z synem.
  • Swoim postępowaniem niestety dostarczają nam na to aż nazbyt niezbitego dowodu ci ludzie, którzy uwiedzeni podstępami szatana, lub otumanieni fałszywymi naukami, sądzą, że mogą obyć się bez pomocy Dziewicy. Nieszczęśliwi ci, którzy zaniedbują Maryję pod pozorem hołdu oddawanego Jezusowi Chrystusowi! Jak gdyby można znaleźć dziecię inaczej, aniżeli z matką!
  • Wiemy bowiem z doświadczenia, że modlitwa, która pochodzi z miłości i która opiera się na pośrednictwie Maryi, nigdy nie była daremna.
  • Wszelako, ponieważ Maryja wzniosła się nad wszystkich w świętości i łączności z Jezusem Chrystusem i uczestniczyła przez Jezusa Chrystusa w dziele odkupienia, zasługuje de congruo, jak mówią teologowie, jak zasłużył się Jezus Chrystus de condigno i jest najwyższą szafarką łask.

Encyklika Acerbo nimis o nauczaniu doktryny chrześcijańskiej

[edytuj]
  • Jakże liczni są, niestety, nie tylko między dziećmi, ale także pomiędzy dorosłymi i starcami, którzy bezwzględnie nic nie wiedzą o głównych tajemnicach wiary, i którzy, słysząc imię Chrystusowe, odpowiadają: „Który jest…, abym weń uwierzył?”
  • Mniemamy atoli, że tam, gdzie umysł jest otoczony ciemnościami grubej nieświadomości, nie może znaleźć się nigdy wola prawa i dobre obyczaje, albowiem kto idzie z otwartymi oczyma, może z pewnością zejść z drogi prostej, dotkniętemu jednak ślepotą grozi pewne niebezpieczeństwo.
  • Podobnież tylko nauka Jezusa Chrystusa pozwala nam poznać prawdziwą i wzniosłą godność człowieka, syna Ojca Niebieskiego i powołanego do tego, aby na wieki żył z Nim szczęśliwie.
  • Są rzeczywiście tacy, którzy dla zmniejszenia pracy wmawiają w siebie, że homilia może zastąpić katechizm. Jasną jest rzeczą dla każdego człowieka myślącego, że takie zdanie jest fałszywe.
  • Uważamy za rzecz zbyteczną wychwalać tę naukę i wskazywać jej wartość wobec Boga. Jałmużna, jaką dajemy ubogim dla ulżenia ich nędzy, ma zapewne wielką zasługę przed Bogiem. Któż jednak zaprzeczy większej gorliwości i pracy, gdy zyskujemy dla dusz, ucząc je i upominając, nie dobra znikome ciała, ale dobra wieczne?
  • Wola zbłąkana i zaślepiona pożądliwością potrzebuje przewodnika, któryby jej wskazał drogę do odnalezienia nieszczęśliwie porzuconych ścieżek sprawiedliwości. Duch nasz jest tym przewodnikiem, który nie jest nam obcy, bo go daje natura; jeżeli brak mu prawdziwego światła, którym jest znajomość rzeczy Bożych, stanie się tak, że ślepy poprowadzi ślepego i obydwaj w dół wpadną.
  • Zważcie także na to, że zepsucie obyczajów daje nadzieję powrotu, jeżeli światło prawa niezupełnie wygasło; gdzie jednak skażenie obyczajów spotyka się razem z brakiem wiary, pochodzącym z nieświadomości, tam nie ma prawie lekarstwa i droga zatracenia stoi otworem.

Encyklika Il fermo proposito o Akcji Katolickiej we Włoszech

[edytuj]
  • Cywilizacja świata jest cywilizacją chrześcijańską; jest ona tym prawdziwsza, tym trwalsza, tym obfitsza w cenne owoce, im więcej jest czysto chrześcijańska; tym bardziej upadająca, ku ogromnej szkodzie społeczeństwa, im więcej oddala się od idei chrześcijańskiej.
  • Dobroć i sprawiedliwość zasad chrześcijańskich, pełna prostoty moralność, jaką wyznają katolicy, ich zupełna bezinteresowność względem tego, co jest osobiste; szczerość z jaką poszukują jedynie prawdziwego, gruntownego, najwyższego dobra bliźniego, wreszcie widoczna ich sprawność, większa niż innych, zdolność poparcia prawdziwych interesów ekonomicznych ludu, wszystko to nie może nie uczynić wrażenia na umyśle i sercu tych, którzy ich słuchają, nie pomnożyć ich szeregów, tworząc z nich zastęp silny i zwarty, zdolny oprzeć się mocno prądowi przeciwnemu i nakazując swym nieprzyjaciołom uszanowanie.
  • Jednocześnie należy wpoić i przestrzegać w praktyce podniosłe zasady, które rządzą sumieniem każdego prawdziwego katolika: powinien on pamiętać przede wszystkim w każdej okoliczności być i okazywać się prawdziwie katolikiem, biorąc i pełniąc obowiązki publiczne z mocnym i stałym postanowieniem powiększania według swych sił dobra społecznego i ekonomicznego swojej ojczyzny, zwłaszcza zaś ludu, według zasad cywilizacji czysto chrześcijańskiej, a jednocześnie bronić najwyższych interesów Kościoła, które są zarazem interesami religii i sprawiedliwości.
  • Kościół, opowiadając Chrystusa ukrzyżowanego, "owe zgorszenie i szaleństwo świata" (1 Kor 1, 23) stał się natchnieniem i przyczyną cywilizacji. Rozprzestrzeniał on ją wszędzie, gdzie przemawiali jego apostołowie, przechowując i doskonaląc dobre pierwiastki starożytnych cywilizacji pogańskich, wyrywając zaś z barbarzyństwa i podnosząc do stopnia społeczeństwa cywilizowanego ludy nowe, chroniące się na jego łono macierzyńskie i nadając społeczeństwu całemu wprawdzie pomału, ale w sposób pewny i wciąż bardziej postępowy, te rysy charakterystyczne, które wszędzie dziś jeszcze zachował.
  • Kościół wie, że bramy piekielne Go nie przemogą; lecz wie także, że na tej ziemi będzie prześladowany; że Jego apostołowie wysłani są jak jagnięta wśród wilków; że wierni Jego zaznają nienawiści i pogardy, tak jak ich zaznał Jego boski Założyciel.
  • Konieczne więc jest, by akcja katolicka, upatrzywszy chwilę właściwą, ruszyła mężnie naprzód, przedstawiła też swój sposób rozwiązania i uwydatniając go za pomocą propagandy silnej, czynnej, rozumnej, karnej, zdolnej bezpośrednio przeciwstawić się propagandzie przeciwników.
  • Niech za pomocą propagandy przez prasę, za pomocą żywych nawoływań słowa, bezpośrednim czynnym udziałem w wypadkach wyżej wskazanych, każdy stara się w granicach sprawiedliwości i miłosierdzia ulepszyć warunki ekonomiczne ludu, sprzyjając i rozszerzając instytucje, które prowadzą do tego celu, te zwłaszcza, które zmierzają do utrzymania w karności mas, przestrzegając je przeciw zaborczej tyranii socjalizmu i które je chronią jednocześnie od ruiny ekonomicznej i rozstroju moralnego i religijnego.
  • Światło Objawienia katolickiego jest tak wielkie, że rozpościera się na wszelką wiedzę; tak potężna jest siła zasad ewangelicznych, że prawa natury znajdują przez nie większe uzasadnienie i żywotność; taka jest wreszcie skuteczność prawdy i moralności, głoszonych przez Jezusa Chrystusa, że nawet dobrobyt materialny jednostek, rodzin i społeczeństwa ludzkiego, opatrznościowo znajduje w nich swoją podporę i opiekę.
  • Wszyscy więc ci, którzy są powołani do kierowania lub którzy się poświęcili popieraniu akcji katolickiej muszą być wypróbowanymi katolikami, mocno przekonanymi w swej wierze, dobrze obeznanymi w rzeczach religijnych, szczerze Kościołowi, a w szczególności tej najwyższej Stolicy apostolskiej i Namiestnikowi Jezusa Chrystusa na ziemi; ludźmi prawdziwej pobożności, męskich cnót, czystych obyczajów, życia tak nieskazitelnego, by służyli wszystkim jako przykład skuteczny.

Encyklika Vehementer nos o rozdziale państwa i Kościoła we Francji

[edytuj]
  • Bóg sprawi, że ci, którzy są obecnie przy władzy we Francji wkrótce pójdą za przykładem swoich poprzedników. Bóg sprawi, że wśród aplauzu wszystkich dobrych ludzi pospieszą, by przywrócić religii jej miejsce, jako źródła cywilizacji i pomyślności, by przywrócić religii jej cześć, która jest dla niej właściwa wespół z jej wolnością.
  • Dobra doczesne podarowane przez szczodrobliwych katolików dla utrzymania katolickich szkół i dorobek przeróżnych dzieł miłosierdzia związanych z działalnością religijną został przekazany świeckim stowarzyszeniom, w których byłoby rzeczą próżną szukać najmniejszych śladów religii. W kwestii tej naruszono nie tylko prawa Kościoła, lecz także oficjalną i wyraźną wolę donatorów i testatorów.
  • Gdy państwo złamało więzy konkordatu i oddzieliło się od Kościoła, powinno – w ramach naturalnych konsekwencji tego faktu – pozostawić Kościołowi jego niezależność i zezwolić mu cieszyć się w pokoju tą wolnością, gwarantowaną przez wspólne prawo, którą to wydaje się Kościołowi przyznawać. Nic takiego się nie dokonało. Dostrzegamy w tym prawie wiele wyjątkowych i budzących wstręt ograniczających zastrzeżeń, które skutkują poddaniem Kościoła pod dominację władzy świeckiej.
  • Gdy rząd francuski przyjął w ramach konkordatu zobowiązanie o wypłacaniu duchowieństwu dochodów wystarczających dla ich godnego życia i na potrzeby publicznej służby, ustalenia te nie były bynajmniej nieuzasadnione – było to zobowiązanie uczynione przez państwo by – ostatecznie jedynie po części – uczynić za dość Kościołowi, którego własność została skonfiskowana w czasie pierwszej rewolucji.
  • I jeśli prawdą jest, że każde chrześcijańskie państwo czyni coś wybitnie katastrofalnego i nagannego, oddzielając się od Kościoła, to tym bardziej godne największego ubolewania jest, że Francja, ze wszystkich narodów na świecie, mogłaby prowadzić taką politykę; Francja, w której Stolica Apostolska w ciągu stuleci znajdowała tak wielkie i szczególne upodobanie; Francja, której wszelkie powodzenie i chwała tak bardzo związane były zawsze z ćwiczeniem się w chrześcijańskiej cnocie i szacunkiem dla religii.
  • I podobnie co do krzywdzących praw, nałożonych na Kościół, historia uczy, nawet w ostatnich czasach, a Francja sama potwierdza tę lekcję, choć zapomnianą pod wpływem nienawiści, że ostatecznie są one mądrze uchylane, gdy okazują się niezgodne z interesem państwa.
  • Jeśli chcecie się podjąć obrony wiary w najbardziej wartościowy sposób i sprostać temu wytrwale i owocnie, dwie rzeczy są jako pierwsze koniecznie potrzebne: musicie uczynić się tak wiernymi wobec zasad chrześcijańskiego prawa, by wszystkie wasze działania i całe wasze życie godne było wiary, którą wyznajecie, stąd też musicie być ściśle zjednoczeni z tymi, których szczególnym urzędem jest strzeżenie religii, czyli z waszymi kapłanami, biskupami, a ponad wszystko ze Stolicą Apostolską, która jest sworzniem wiary katolickiej i ze wszystkim, co może być czynione w Jej imię.
  • Na dodatek, do wszelkiego zła i krzywd, któreśmy dotąd wyłożyli, prawo o rozdziale państwa od Kościoła naruszyło i zdeptało z ziemią prawa własności Kościoła. Na przekór wszelkiej sprawiedliwości, prawo to odebrało Kościołowi wielką część ofiarowanych mu donacji, które należały doń na mocy zarazem licznych, jak i świętych praw; prawo to zakazało i anulowało wszystkie świątobliwe fundacje poświęcone, z doskonałą legalnością, boskiemu kultowi i wstawiennictwu za zmarłych.
  • Ponadto, odczuwamy największe obawy o świętość tych świątyń, dostojnego schronienia Boskiego Majestatu, otoczonego w tysiącach przypadków czułą pamięcią dla pobożności francuskiego ludu. Są one zagrożone pewną profanacją, jeśli znajdą się w rękach świeckich.
  • Świat zna niekończące się nieszczęścia, z których każde było straszniejsze od poprzedniego, a które powinny doprowadzić Kościół do upadku w ciągu tak długiego czasu jego istnienia, lecz tam, gdzie wszystkie czysto ludzkie instytucje musiały nieuchronnie ulec zniszczeniu, Kościół wychodził ze wszystkich swych prób z nowymi siłami i obfitszy w nowe dary.
  • To także jest dla Nas przedmiotem głębokiego żalu, że prawo, w pogardzie dla wszystkich praw, ogłasza jako własność państwa, departamentów i gmin, kościelne budowle pochodzące jeszcze sprzed czasów konkordatu. To prawda, prawo o rozdziale państwa od Kościoła przyznaje łaskawie, na czas nieokreślony, użytkowanie tych budowli przez stowarzyszenia ds. kultu religijnego, lecz obwarowało to ustępstwo tak licznymi i poważnymi obostrzeniami, że w rzeczywistości to władze publiczne dysponują nimi w zupełności.
  • To, że państwo musi być oddzielone od Kościoła, jest poglądem absolutnie fałszywym, najbardziej szkodliwym błędem. Pogląd ten, opierając się na zasadzie, wedle której państwo nie musi uznawać jakiegokolwiek religijnego kultu, w pierwszym rzędzie winny jest wielkiej niesprawiedliwości wobec Boga, gdyż Stwórca człowieka jest także Tym, który ufundował ludzkie społeczności i utrzymuje je w istnieniu, tak jak utrzymuje nasze istnienie.
  • Usuńcie porozumienie między Kościołem a państwem, a skutkiem tego będzie to, że te wspólne sprawy staną się źródłem ostrych dyskusji, z obydwu stron, co spowoduje, że dostrzeżenie, gdzie leży prawda stanie się największą trudnością i z pewnością powstanie wielki zamęt.
  • Z drugiej zaś strony, gdy Papież w tymże konkordacie zobowiązywał siebie i swoich następców, w imię pokoju, nie niepokoić posiadaczy majętności odebranej w ten sposób Kościołowi, uczynił to tylko pod jednym warunkiem: że rząd francuski zobowiąże się na zawsze do łożenia odpowiednich środków finansowych na duchowieństwo i do utrzymania kosztów kultu boskiego w sferze publicznej.

Encyklika Tribus circiter o mariawitach polskich

[edytuj]
  • Aby więc położyć tamę dalszemu uwodzeniu wiernych i tych kapłanów, tak zwanych „Mariawitów”, którzy dotąd trwają w dobrej wierze, przez wspomnianą niewiastę i przez ks. Jana Kowalskiego, powtórnie zatwierdzamy dekret kasujący stowarzyszenia „Mariawitów”, jako zawiązane nielegalnie i nieważnie, i ogłaszamy je za zniesione i potępione (odrzucone), utrzymując w całej mocy zakaz jakiejkolwiek łączności z pomienioną niewiast kapłanom, tj. bywania u niej pod pozorem, z wyjątkiem tego tylko kapłana, którego jej Biskup Płocki według swego uznania za spowiednika wyznaczy.
  • A wszakże próżnym jest wszelkie zapewnienie o wierności względem Namiestnika Chrystusowego dawane przez tych, którzy wciąż podkopują powagę swych Biskupów.
  • Co najwyżej, gdy zachodzi poważna racja do zażalenia, [na biskupów] wolno jest całą sprawę przedstawić Biskupowi Rzymskiemu, ale i to z ostrożnością i umiarkowaniem, jak tego wymaga zasada dobra publicznego, a nie krzykliwie i napastniczo, co właśnie wywołuje nieporozumienie i urazy albo je potęguje.
  • Najświeższe wiadomości przekonały Nas, że znowu dali[mariawici] posłuch kłamliwym objawieniom i nie tylko, wróciwszy do kraju, obiecanej uległości Wam nie okazali, lecz owszem puścili między lud i swych towarzyszów odezwę, nie świadcząc bynajmniej, o szczerości i prawdziwości posłuszeństwa.
  • Z drugiej strony roztrząsać i poddawać krytyce czynności biskupie nie należy wcale do osób prywatnych, lecz jest atrybucją tych tylko, którzy w kapłaństwie władzą swoją stoją ponad nimi, zatem Najwyższego Kapłana, któremu Chrystus polecił paść wszystkie na całym świecie baranki i owieczki.

Encyklika Pieni l'animo duchowieństwie włoskim

[edytuj]
  • Aby nie brakowało młodych mężczyzn, którzy wykazują cechy odpowiednie do świętej posługi, Czcigodni Bracia, pragniemy nalegać z całą powagą na to, na co już wielokrotnie wskazywaliśmy. To znaczy, że macie bardzo poważny obowiązek przed Bogiem strzeżenia i troskliwego wspierania właściwego prowadzenia seminariów.
  • Bądźcie stanowczy w żądaniu tego posłuszeństwa od waszych kapłanów i duchownych, które jest kwestią absolutnego obowiązku dla wszystkich wiernych i stanowi najważniejszą część świętego obowiązku kapłanów.
  • Głównym źródłem, z którego kazanie będzie czerpać swoją siłę, będą zatem Pisma Święte, rozumiane nie według prywatnego osądu umysłów bardzo często zaślepionych namiętnościami, ale według tradycji Kościoła i interpretacji świętych Ojców i Soborów.
  • Kapłaństwo, które Jezus Chrystus ustanowił dla zbawienia dusz, nie jest bynajmniej ludzkim zawodem ani urzędem, który ktokolwiek pragnący go z jakiegokolwiek powodu może powiedzieć, że ma prawo otrzymać. Dlatego niech biskupi powołują młodych mężczyzn do święceń, nie według pragnień lub pretekstów kandydatów, ale, jak nakazuje Sobór Trydencki, według potrzeb diecezji.
  • Niech moralne kazania będą preferowane nad kazania, które są, delikatnie mówiąc, bezowocne.
  • Niech seminaria będą zazdrośnie strzeżone, aby utrzymać odpowiednią atmosferę. Niech będą zawsze przeznaczone wyłącznie do przygotowywania młodzieży, nie do kariery cywilnej, ale do szlachetnego powołania bycia sługami Chrystusa.
  • O wiele lepiej byłoby, gdyby wierni zadowalali się prostymi homiliami i wyjaśnieniami Katechizmu, które oferują im ich proboszczowie, niż uczęszczali na kazania, które czynią więcej szkody niż pożytku.
  • Podobnie naganne są wszelkie określenia noszące znamiona niezdrowej nowości w publikacjach katolickich, takie jak te, które wyśmiewają pobożność wiernych lub wskazują na nową orientację życia chrześcijańskiego, nowe kierunki rozwoju Kościoła, nowe aspiracje współczesnej duszy, nowe powołanie społeczne duchowieństwa lub nową cywilizację chrześcijańską.
  • Ponadto, Czcigodni Bracia, aby wznieść skuteczną obronną obronę przed tą ekstrawagancją myśli i rozszerzeniem ducha niezależności, Naszym autorytetem, absolutnie zabraniamy wszystkim duchownym i kapłanom podawania swoich nazwisk w przyszłości jakiemukolwiek stowarzyszeniu, które nie ma aprobaty biskupiej.
  • Seminarzystom absolutnie zabrania się udziału w zajęciach zewnętrznych. Zgodnie z tym. Zabraniamy im czytania gazet i czasopism, z wyjątkiem, w przypadku tych ostatnich, tych z solidnymi zasadami i które Biskup uzna za odpowiednie do ich studiowania.
  • Wreszcie, w każdym seminarium musi być kierownik duchowy. Ma to być człowiek o niezwykłej roztropności i doświadczony w drogach chrześcijańskiej doskonałości. Z niestrudzonym zapałem musi szkolić młodych mężczyzn w solidnej pobożności, podstawowym fundamencie życia duchowego.
  • W istocie, Czcigodni Bracia, mamy listy, pełne smutku i łez, od kilku z was, w których ubolewacie nad duchem nieposłuszeństwa i niezależności przejawianym tu i ówdzie wśród duchowieństwa.
  • W rzeczywistości pośpiech w przyjmowaniu ludzi do święceń kapłańskich naturalnie otwiera drogę do mnożenia się ludzi w sanktuarium , którzy nie zwiększają radości .

Encyklika Gravissimo officii munere o z francuskich bractwach pobożnych

[edytuj]
  • Jeśli jakiekolwiek państwo oddzieliło się od Kościoła, pozostawiając mu zasoby wolności wspólnej dla wszystkich i swobodnego dysponowania swoją własnością, to bez wątpienia, i to na więcej niż jednym gruncie, postąpiło niesprawiedliwie; nie można jednak powiedzieć, że stworzyło dla Kościoła sytuację absolutnie nie do zniesienia.
  • My, którzy po cierpliwym znoszeniu niesprawiedliwości za niesprawiedliwością w Naszej miłości do ukochanego narodu francuskiego, w końcu zostaliśmy wezwani do przekroczenia ostatnich świętych granic Naszego apostolskiego obowiązku i oświadczamy, że ich nie przekroczymy – a raczej, czy wina nie leży całkowicie po stronie tych, którzy w nienawiści do imienia apostolskiego posunęli się do takich skrajności.
  • Nie przemocą, ale stanowczością, umacniając się w swoim dobrym prawie jak w cytadeli, zdołają złamać upór swoich wrogów; niech dobrze zrozumieją, jak powiedzieliśmy i jak powtarzamy, że ich wysiłki będą bezużyteczne, jeśli nie zjednoczą się w doskonałym porozumieniu w obronie religii.
  • Podejmijcie z odwagą ciężar, który nakładamy na Was pod natchnieniem Naszej miłości do Kościoła i Waszego kraju, i powierzcie wynik wszechwiedzącej dobroci Boga, którego pomocy, jesteśmy głęboko przekonani, nie zabraknie Francji w Jego własnym czasie.
  • Pozostaje wam zatem, Czcigodni Bracia, zabrać się do pracy i wykorzystać wszystkie środki, które prawo uznaje za należące do praw wszystkich obywateli do organizowania i organizowania kultu religijnego.
  • Zupełnie inaczej jest dziś we Francji; tam twórcy tego niesprawiedliwego prawa chcieli uczynić z niego prawo nie separacji, ale ucisku. Potwierdzili swoje pragnienie pokoju i obiecali porozumienie; a teraz prowadzą okrutną wojnę przeciwko religii kraju i rzucają piętno najgwałtowniejszych sporów, a tym samym podżegają obywateli przeciwko sobie, z wielką szkodą- jak każdy widzi – dla samego dobra publicznego.

Encyklika Une fois encore o rozdziale Kościoła i państwa

[edytuj]
  • Bezstronne umysły, nawet jeśli nie podzielają naszej wiary, przyznają, że jeżeli walczymy na gruncie religijnym w waszej ukochanej Ojczyźnie, to w żadnym razie nie Kościół pierwszy podjął się tej walki, ale walczy dlatego, że to właśnie jemu wypowiedziano wojnę.
  • Chociaż jego Boski Założyciel narodził się ubogi w żłobie i umarł w opuszczeniu na krzyżu, mimo, że Kościół sam poznał biedę od swej kolebki, to jednak dobra, które posiadał nie należały do niego samego i nikt nie miał prawa go ich pozbawić.
  • Co się tyczy dóbr kościelnych, o porzucanie których Nas się oskarża, to należy zauważyć, że te dobra, przynajmniej częściowo, były spuścizną biednych, a spuścizną jeszcze bardziej świętą, bo należały do zmarłych. Kościół nie miał więc prawa, aby je porzucić, albo wydać. Mógł tylko dać je sobie wyrwać z użyciem przemocy. Nikt nie uwierzy, że je opuścił rozmyślnie lub z przyczyn najbardziej naglących, pozostawiając to, co zostało mu w taki sposób powierzone i było tak konieczne do sprawowania kultu, do utrzymywania budowli sakralnych, do kształcenia i utrzymania duchowieństwa.
  • Czyż nie wydalono jeszcze tak niedawno biskupów z ich biskupstw, i to nawet tych najczcigodniejszych wiekiem i cnotami? Czyż nie przepędzono seminarzystów z wyższych i niższych seminariów? Czyż wreszcie nie zaczęto wyrzucać proboszczów z ich kościołów? Cały katolicki świat spoglądał na to ze smutkiem i nie zawahał się stwierdzić z jaką przemocą mamy tu do czynienia.
  • Historia stwierdzi też, że przekonani o waszej wielkodusznej szlachetności, nie zawahaliśmy się wam powiedzieć, że wybiła godzina poświęceń, by przypomnieć światu w imię Pana wszelkich rzeczy, że człowiek musi żywić na ziemi pragnienia wyższe niż przemijające chwile tego życia i że wyższa radość, nienaruszalna radość duszy ludzkiej na tej ziemi jest nadprzyrodzonym obowiązkiem wypełnianym za wszelką cenę.
  • Kościołowi zarzuca się pragnienie prześladowań, twierdząc, że się ich nie chce, a jednocześnie prześladuje się Kościół.
  • Kościół nie może zatem pragnąć prześladowań, nawet za cenę dobra, które Opatrzność zawsze może wyprowadzić ze zła w swej nieskończonej mądrości.
  • Mówiono, że Kościół pragnie wywołać wojnę religijną we Francji i wzywa ze wszystkich sił do gwałtownych prześladowań. To bardzo dziwne oskarżenie. Kościół, założony przez Tego, który przyszedł na ten świat, aby przywrócić pokój oraz pogodzić człowieka z Bogiem, ten posłaniec pokoju na tej ziemi, dążyłby do wojny religijnej tylko odrzucając swą wzniosłą misję i zarazem okłamując wszystkich.
  • Nasi wrogowie mają poczucie swej siły. Od samego początku obrali sobie swój cel: na pierwszym miejscu postanowili was oddzielić od Nas i od Stolicy św. Piotra, a następnie zasiać w was podziały. Od tej pory ich taktyka pozostała niezmienna. Wracają do niej bez przerwy i za pomocą wszelkich środków. Jedni używają wieloznacznych i pełnych zręczności słów, a inni uciekają się do przemocy i cynizmu.
  • Nie możemy mieć złudzeń: wypowiedziano wojnę wszystkiemu co nadprzyrodzone, ponieważ za tym kryje się Bóg i to właśnie Boga chce się usunąć z serca i umysłu człowieka.
  • Ponadto prześladowanie nie tylko jest złem, ale jest także cierpieniem i jest to kolejny powód, dla którego z litości dla swych dzieci, Kościół, ta najlepsza z matek, nigdy nie będzie go pragnął.
  • Prześladowanie samo w sobie jest złem, bo jest niesprawiedliwością oraz dlatego, że nie pozwala człowiekowi swobodnie czcić Boga.
  • Wiele wieków jakie przeżył [Kościół] we krwi daje mu więc prawo do wypowiedzenia ze świętą dumą, że nie obawia się wojny i za każdym razem, kiedy to będzie konieczne, potrafi stawić jej czoło.
  • Zresztą, dziś wszyscy wiedzą i nie mylą się w tym, że jeżeli pokój sumienia zostanie zerwany we Francji, to nie za sprawą Kościoła, lecz z winy jego wrogów.

Encyklika Communium rerum o św. Anzelmie z Aosty

[edytuj]
  • A jeśli Anzelm był wielki „w czynach i słowach”, jeśli w swej wiedzy i życiu, w kontemplacji i działaniu, w pokoju i walce zapewnił Kościołowi wspaniałe triumfy i wielkie korzyści dla społeczeństwa, to wszystko to należy przypisać jego ścisłej jedności z Chrystusem i Kościołem w całym przebiegu jego życia i posługi.
  • A żeby przez panowanie wad i żądz doprowadzić do triumfu najgorszej ze wszystkich niewoli i doprowadzić ludzi do zguby – „bo grzech czyni narody nędznymi” ( Prz 14,34) – nieustannie podnosi się wołanie: „Nie chcemy, aby ten człowiek nad nami panował” ( Łuk.. xix. 14). Tak więc zakony religijne, zawsze silna tarcza i ozdoba Kościoła, a także promotorzy najbardziej zbawiennych dzieł nauki i cywilizacji wśród nieucywilizowanych i cywilizowanych ludów, zostały wypędzone z krajów katolickich; tak więc dzieła chrześcijańskiej dobroczynności zostały osłabione i ograniczone, tak dalece, jak to było możliwe, tak więc duchowni religii zostali pogardzani i wyśmiani, a gdziekolwiek było to możliwe, sprowadzeni do bezsilności i bezwładności; drogi do wiedzy i do urzędu nauczycielskiego zostały dla nich zamknięte lub uczynione niezwykle trudnymi, zwłaszcza przez stopniowe usuwanie ich z nauczania i edukacji młodzieży; katolickie przedsięwzięcia użyteczności publicznej zostały udaremnione; wybitni świeccy, którzy otwarcie wyznają swoją wiarę katolicką, zostali obróceni w kpiny, prześladowani, trzymani w tle jako należący do niższej i wyrzutka klasy, aż do nadejścia dnia, który jest przyspieszany przez coraz bardziej niesprawiedliwe prawa, kiedy to zostaną całkowicie wykluczeni ze spraw publicznych.
  • Bo jakiż bardziej nienaturalny widok mógłby być widziany niż widok niektórych z tych dzieci, które Kościół wykarmił i umiłował jako swoje pierworodne, swój kwiat i swoją siłę, w swoim gniewie zwracając swoją broń przeciwko samemu łonu Matki, która tak bardzo je umiłowała!
  • Dlatego bardzo błądzą ci, którzy tracą wiarę w czasie burzy, pragnąc dla siebie i Kościoła trwałego stanu doskonałego spokoju, powszechnego dobrobytu i praktycznego, jednomyślnego i bezspornego uznania jego świętej władzy. Ale błąd jest gorszy, gdy ludzie oszukują samych siebie ideą uzyskania ulotnego pokoju przez maskowanie praw i interesów Kościoła, poświęcanie ich prywatnym interesom, niesprawiedliwe ich minimalizowanie, uległość wobec świata, „który cały siedzi w niegodziwości” (1 Joan . w. 19) pod pretekstem pogodzenia zwolenników nowinek i sprowadzenia ich z powrotem do Kościoła, jak gdyby jakakolwiek ugoda była możliwa między światłem a ciemnością, między Chrystusem a Belialem.
  • Gdyż podczas gdy niepohamowana swoboda panuje niepodzielnie, Kościół jest uporczywie skrępowany, samo imię wolności jest wyśmiewane, a nowe środki są stale wymyślane, aby udaremnić pracę waszą i waszego duchowieństwa, tak że nic dziwnego, że „nie jesteście w stanie zrobić wszystkiego naraz” dla korekty błądzących, stłumienia nadużyć, promowania właściwych idei i właściwego życia oraz łagodzenia zła, które ciąży na Kościele.
  • Istnieje bowiem ruch w tych narodach, które najbardziej skorzystały z cywilizacji chrześcijańskiej, aby pozbawić Kościół jego praw, traktować go tak, jakby nie był z natury i z prawa doskonałym społeczeństwem, jakim jest, ustanowionym przez samego Chrystusa, Odkupiciela naszej natury, i zniszczyć jego panowanie, które, chociaż przede wszystkim i bezpośrednio dotyka dusz, nie jest mniej pomocne dla ich wiecznego zbawienia niż dla dobra ludzkiego społeczeństwa; podejmowane są wysiłki wszelkiego rodzaju, aby zastąpić królestwo Boże panowaniem rozwiązłości pod kłamliwym imieniem wolności.
  • Ta wylęgarnia błędów i zatracenia (która stała się powszechnie znana jako modernizm z powodu pragnienia niezdrowej nowości), chociaż wielokrotnie potępiana i demaskowana przez same nadużycia jej adeptów, nadal jest najpoważniejszym i najgłębszym złem. Czai się jak trucizna w witalności nowoczesnego społeczeństwa, odseparowanego od Boga i Jego Kościoła, i szczególnie toczy się jak rak wśród młodych pokoleń, które są z natury najbardziej niedoświadczone i nieuważne.

Encyklika Editae saepe o św. Karolu Boromeuszu

[edytuj]
  • Błędy pojawiają się w wielu formach, a pokusy występku noszą różne szaty. Oba powodują, że wielu, nawet w naszych szeregach, zostaje uwikłanych, uwodząc ich pozorem nowości i doktryny lub iluzją, że Kościół zaakceptuje maksymy epoki.
  • Chociaż wrogowie Kościoła całkowicie różnią się między sobą w myślach i czynach (co jest pewnym wskaźnikiem błędu), są jednak zjednoczeni w swoich uporczywych atakach na prawdę i sprawiedliwość. Ponieważ Kościół jest strażnikiem i obrońcą obu tych cnót, zamykają szeregi w zjednoczonym ataku na nią. Oczywiście głośno obwieszczają (jak to jest w zwyczaju) swoją bezstronność i stanowczo twierdzą, że promują jedynie sprawę pokoju. W rzeczywistości jednak ich łagodne słowa i jawne intencje są tylko pułapkami, które zastawiają, dodając w ten sposób zniewagę do krzywdy, zdradę do przemocy.
  • Czy niegodziwi tego chcą, czy nie, Bóg sprawia, że ​​nawet błąd pomaga w triumfie Prawdy, której strażnikiem i obrońcą jest Kościół. Oddaje zepsucie na służbę świętości, której matką i piastunką jest Kościół. Z prześladowania przynosi jeszcze cudowniejsze „wolność od naszych wrogów”. Z tych powodów, gdy świeccy ludzie sądzą, że widzą Kościół miotany i niemal wywrócony do góry nogami w szalejącej burzy, w rzeczywistości jawi się on piękniejszy, silniejszy, czystszy i jaśniejszy blaskiem wybitnych cnót.
  • Duchowni powinni pamiętać, że muszą pomagać proboszczom w nauczaniu doktryny chrześcijańskiej. Proboszczowie powinni założyć tyle szkół w tym samym celu, ile wymaga liczba i potrzeby ludzi. Powinni ponadto zadbać o to, aby mieli uczciwych nauczycieli, którym będą pomagać mężczyźni i kobiety o dobrych obyczajach, zgodnie ze sposobem, jaki zalecił święty Arcybiskup Milan.
  • Gdy fundamenty religii zostają obalone, ograniczenia społeczeństwa obywatelskiego również nieuchronnie zostają rozbite. Oto smutny spektakl naszych czasów! Oto nadciągające niebezpieczeństwo przyszłości! Nie jest to jednak żadne niebezpieczeństwo dla Kościoła, gdyż boska obietnica nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Raczej ta rewolucja zagraża rodzinie i narodom, zwłaszcza tym, którzy aktywnie wzniecają lub obojętnie tolerują tę niezdrową atmosferę bezbożności.
  • Oczywiste jest, że wszystko szybko wraca do starożytnego barbarzyństwa rozwiązłości, gdy Bóg i Kościół są znienawidzone. Bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że wszystko podpada pod to najokrutniejsze jarzmo, z którego uwolniła nas jedynie rodzina Chrystusa i wprowadzone przez nią wychowanie.
  • Ojcowie i pracodawcy powinni pamiętać, jak święty Biskup często i żarliwie nauczał, że nie tylko powinni dać okazję, ale nawet uważać za swój obowiązek, aby ich dzieci, słudzy i pracownicy studiowali doktrynę chrześcijańską.
  • Oto kolejny dowód jego boskiego życia: pomimo wielkiej liczby zgubnych opinii i wielkiej różnorodności błędów (jak również ogromnej armii buntowników) Kościół pozostaje niezmienny i stały, „jako filar i fundament prawdy”, w wyznawaniu jednej identycznej doktryny, w przyjmowaniu tych samych sakramentów, w jego boskiej konstytucji, rządzie i moralności. Jest to tym bardziej cudowne, gdy weźmie się pod uwagę, że Kościół nie tylko opiera się złu, ale nawet „zwycięża zło czyniąc dobro”.
  • Święty Karol jest wzorem zarówno dla duchowieństwa, jak i ludu w tych czasach. Był niezmordowanym orędownikiem i obrońcą prawdziwej reformacji katolickiej, sprzeciwiającym się tym innowatorom, których celem nie było przywrócenie, ale wymazanie i zniszczenie wiary i moralności.
  • Tylko Kościół posiada wraz ze swoim magisterium władzę rządzenia i uświęcania społeczeństwa ludzkiego. Poprzez swoich ministrów i sług (każdy na swoim stanowisku i urzędzie) udziela ludzkości odpowiednich i koniecznych środków zbawienia.
  • Wiecie bardzo dobrze, Czcigodni Bracia, że ​​nawet gdy Kościół jest otoczony udręką, nadal cieszy się pewną pociechą od Boga.

Encyklika Notre Charge Apostolique o błędach Sillonu

[edytuj]
  • Albowiem prawdziwymi przyjaciółmi ludu nie są ani rewolucjoniści, ani innowatorzy, lecz tradycjonaliści.
  • A teraz, Czcigodni Bracia, przejęci najgłębszym smutkiem, pytamy: co stało się z katolicyzmem Sillonu? Niestety, ten przejrzysty i rwący strumień, który wcześniej rokował tak duże nadzieje, został ujęty w swoim biegu przez współczesnych nieprzyjaciół Kościoła i od tego momentu tworzy już tylko nędzny dopływ wielkiego, zorganizowanego ruchu apostazji we wszystkich krajach, zmierzającego do zbudowania jakiegoś uniwersalnego Kościoła, w którym nie będzie już ani dogmatów, ani hierarchii, ani prawideł dla ducha, ani hamulca dla namiętności.
  • Co więcej, silloniści nie aprobują, przypomnianej przez Leona XIII, doktryny o podstawowych zasadach społeczeństwa. Umiejscawiają władzę w ludzie lub niemal znoszą ją, a jako ideał do osiągnięcia obierają zrównanie klas. Zatem wbrew doktrynie katolickiej dążą ku ideałowi, który został potępiony.
  • Cóż więc można powiedzieć, jak nie to, że w silloniście współistnieją dwie osoby: jedna, która jest katolikiem oraz druga, tj. sillonista – człowiek czynu, który pozostaje neutralny.
  • Cywilizacji nie trzeba już odkrywać, ani budować nowego społeczeństwa w obłokach. Ona była i jest – to cywilizacja chrześcijańska i katolickie społeczeństwo.
  • Czyż nie jest więc obowiązkiem każdego katolika wykorzystanie dla Jego obrony wszelkich środków politycznych, które ma do dyspozycji? A ponadto dla wymuszenia tego, by polityka pozostała we właściwych sobie granicach i nie interesowała się Kościołem, który ze swej strony czyni dlań wszystko to, co powinien?
  • Istotnie, można bez wątpienia powiedzieć, że Sillon, mając wzrok skupiony na pewnej chimerze, prowadzi do socjalizmu.
  • Jeżeli bowiem pragnie się osiągnąć (a My pragniemy tego z całego serca) możliwie największe szczęście dla społeczeństwa i dla każdego z jego członków poprzez braterstwo bądź – jak poza tym się głosi – przez ogólnoludzką solidarność, to potrzeba zjednoczenia dusz w prawdzie, jedności pragnień w moralności oraz zjednoczenia serc w miłości do Boga i do Jego Syna Jezusa Chrystusa.
  • Kwestia społeczna bliższa będzie rozwiązania, kiedy jedni i drudzy będą mniej wymagający w wykorzystywaniu swoich praw, a bardziej skrupulatnie zaczną wypełniać swoje obowiązki.
  • Następnie, jeśli Jezus był dobry dla błądzących i grzeszników, to jednak nie respektował ich błędnych przekonań, bez względu na to, jak wydawałyby się szczere. Umiłował wszystkich, aby ich nauczać, nawracać i zbawić. Przywoływał do siebie tych, którzy się smucą i cierpią, aby ich pocieszyć, a nie po to, aby wzbudzać w nich pożądanie utopijnej równości. Wywyższył maluczkich nie w tym celu, aby obudzić w nich poczucie godności niezależnej i buntującej się przeciwko posłuszeństwu. Jego serce było przepełnione wyrozumiałością dla dusz dobrej woli, ale potrafił uzbroić się w święty gniew przeciwko profanatorom Domu Bożego, przeciwko nikczemnikom gorszącym maluczkich, przeciwko władzom, które obarczają lud prawdziwymi brzemionami, nie zrobiwszy nic dla ulżenia jego doli. Był równie gwałtowny, jak łagodny. Beształ, groził i karał, wiedząc i ucząc nas, że bojaźń jest często początkiem mądrości i że niekiedy wypada odciąć jakiś członek, aby uratować całe ciało. W końcu nie obwieścił panowania doskonałej szczęśliwości w przyszłym społeczeństwie, w którym cierpienie zostałoby usunięte. Ale poprzez kazania i przykłady nakreślił drogę możliwego szczęścia na ziemi oraz doskonałej szczęśliwości w niebie – królewską drogę Krzyża.
  • Nie, Czcigodni Bracia, nie ma braterstwa poza chrześcijańską miłością bliźniego! To ona z miłości do Boga i do Jego Syna Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, obejmuje wszystkich ludzi, aby ich wspomagać i wszystkich doprowadzić do tej samej wiary i do tej samej szczęśliwości w Niebie.
  • Nie jest możliwe zbudowanie społeczeństwa, jeśli Kościół nie położy jego fundamentów i nie będzie kierował jego budową.
  • Oddzieliwszy braterstwo od tak rozumianej miłości chrześcijańskiej, demokracja zamiast postępu stałaby się smutnym regresem cywilizacji.
  • Oni marzą [silloniści] o zmianie jego naturalnych i tradycyjnych podstaw. Obiecują społeczeństwo przyszłości, zbudowane na odmiennych zasadach, które ośmielają się nazywać bardziej produktywnymi, bardziej dobroczynnymi niż zasady, na których wspiera się obecne społeczeństwo chrześcijańskie.
  • Tymczasem katolicka doktryna uczy nas, że podstawowy obowiązek miłości bliźniego nie polega na tolerancji mylnych (pomimo swojej szczerości) przekonań, ani też na teoretycznym czy praktycznym braku reakcji na błędy bądź wady, w których widzimy pogrążonych naszych braci. Obowiązek miłości bliźniego polega na poświęceniu się duchowemu i moralnemu doskonaleniu bliźnich oraz na gorliwym staraniu się o ich materialny dobrobyt.
  • Zatem My, w ślad za Naszym poprzednikiem, pragniemy raz jeszcze podkreślić, iż błędem i niebezpieczeństwem jest poddanie z zasady katolicyzmu jakiejś formie rządu. Jest to błąd i niebezpieczeństwo, które wzrasta w chwili, gdy łączy się religię z pewnym typem demokracji, której idee są fałszywe.
  • Zresztą jeśli lud pozostaje dysponentem zwierzchności, to czym wówczas staje się władza? Cieniem i mitem. Nie ma już ani praw w ścisłym tego słowa znaczeniu, ani posłuszeństwa.

Encyklika Iamdudum o rozdziale państwa i Kościoła w Portugalii

[edytuj]
  • A podczas gdy stanowczo ubolewamy nad faktem ustanowienia, zatwierdzenia i opublikowania takiego prawa, składamy uroczysty protest przeciwko tym, którzy brali w nim udział jako autorzy lub pomocnicy, i jednocześnie ogłaszamy i potępiamy jako nieważne i pozbawione mocy, i za takie należy uważać wszystko, co prawo to ustanowiło przeciwko nienaruszalnym prawom Kościoła.
  • Bo, jak powiedzieliśmy, celem autorów tego niegodziwego prawa nie jest, jak twierdzą, oddzielenie Kościoła Portugalii, który rabują i uciskają, od Republiki, ale od Wikariusza Chrystusa.
  • Bo kto nie wie, że kiedy w tym kraju przyjęto republikańską formę rządu, natychmiast zaczęto ogłaszać środki tchnące najbardziej nieprzejednaną nienawiścią do religii katolickiej? Widzieliśmy społeczności religijne eksmitowane ze swoich domów, a większość z nich wypędzona poza granice Portugalii. Widzieliśmy, jak z powodu upartej determinacji do zsekularyzowania każdej organizacji cywilnej i nie pozostawiania śladu religii w aktach życia wspólnego, usuwano święta kościelne z liczby świąt publicznych, znoszono przysięgi religijne, pospiesznie ustanawiano prawo rozwodowe i wygnano naukę religii ze szkół publicznych. A następnie, aby pominąć milczeniem inne okropności, których wyliczenie zajęłoby zbyt wiele czasu, biskupi zostali zaciekle zaatakowani, a dwaj najwybitniejsi z nich, biskupi Porto i Bei, ludzie wyróżniający się uczciwością swego życia i wielkimi zasługami dla kraju i Kościoła, zostali wyrzuceni ze swoich biskupstw i pozbawieni zaszczytów.
  • Czego Republika we wszystkim tym chce, jest jasne; ma to na celu zapobieżenie przybyciu młodych duchownych, którzy pragną się doskonalić i ukończyć wyższe studia, w tym celu do tego Miasta, głowy świata katolickiego, gdzie z pewnością bardziej niż gdziekolwiek indziej jest faktem doświadczalnym, że umysły są bardziej przesiąknięte nieskalaną prawdą chrześcijańskiej nauki oraz szczerą pobożnością i wiarą w Stolicę Apostolską. Te, pomijając inne, które są równie zgubne, są głównymi punktami tego niegodziwego Dekretu.
  • I podczas gdy z jednej strony wszyscy obywatele mają prawo używać swoich środków według własnego upodobania, z drugiej strony katolicy, wbrew wszelkiej sprawiedliwości i słuszności, są poddawani takim ograniczeniom, jeśli chcą zapisać coś na modlitwy za zmarłych lub na utrzymanie kultu Bożego; a takie zapisy już dokonane są bezbożnie przeznaczane na inne cele, całkowicie naruszając wolę i życzenia testatorów.
  • Jesteśmy głęboko zasmuceni widokiem tylu nieszczęść, które ciążą na narodzie tak nam drogim; jesteśmy rozdarci niepokojem na myśl o gorszych rzeczach, które mają nadejść, które z pewnością jej zagrażają, jeśli władze, które są, poważnie nie rozważą obowiązku swojej pozycji. Ale pośród tego wszystkiego, wasza wybitna cnota, Czcigodni Bracia, którzy zarządzacie Kościołem Portugalii, i powaga duchowieństwa, która popiera tę cnotę, są dla Nas niemałym pocieszeniem i dają dobrą nadzieję, że z pomocą Boga pewnego dnia sprawy przybiorą lepszy obrót.
  • My, mocą naszego Apostolskiego autorytetu, potępiamy, potępiamy i odrzucamy Ustawę o rozdziale Kościoła od Państwa w Republice Portugalskiej. Ustawa ta gardzi Bogiem i odrzuca wiarę katolicką; unieważnia traktaty uroczyście zawarte między Portugalią a Stolicą Apostolską i narusza prawo natury i jej własności; uciska wolność Kościoła i atakuje jego boską Konstytucję; rani i znieważa majestat Rzymskiego Pontyfikatu, stan biskupów, portugalskie duchowieństwo i lud, a więc katolików na całym świecie.
  • Na początku absurdalny i potworny charakter dekretu, o którym mówimy, jest oczywisty z faktu, że ogłasza i stanowi, że Republika nie będzie miała żadnej religii, tak jakby ludzie indywidualnie i jakiekolwiek stowarzyszenie lub naród nie zależeli od Tego, który jest Stwórcą i Obrońcą wszystkich rzeczy; a następnie z faktu, że uwalnia Portugalię od przestrzegania religii katolickiej, tej religii, jak mówimy, która zawsze była największą ochroną i chwałą tego narodu i była wyznawana niemal jednomyślnie przez jego lud.
  • Podsumowując, Republika - i to jest najsurowszy i najpoważniejszy cios ze wszystkich - posuwa się tak daleko, że narusza domenę autorytetu Kościoła i ustanawia przepisy w kwestiach, które, jako że dotyczą konstytucji kapłaństwa, koniecznie wymagają szczególnej opieki Kościoła.
  • Pod najsurowszymi karami postanowiono, że akty biskupów nie będą pod żadnym pozorem drukowane, a nawet w murach kościołów nie będzie ogłaszane ludowi, chyba że za pozwoleniem Republiki. Ponadto zabrania się wykonywania jakichkolwiek ceremonii poza obrębem budynków sakralnych bez pozwolenia Republiki, chodzenia w procesji, noszenia szat liturgicznych, a nawet sutanny. Ponadto zabrania się umieszczania jakichkolwiek znaków, które trącą religią katolicką, nie tylko na publicznych pomnikach, ale nawet na prywatnych budynkach; ale nie ma żadnego zakazu, aby w ten sposób eksponować to, co jest obraźliwe dla katolików. Podobnie, nielegalne jest tworzenie stowarzyszeń w celu pielęgnowania religii i pobożności; w istocie stowarzyszenia tego rodzaju są stawiane na równi ze stowarzyszeniami przestępczymi, które są tworzone w złych celach
  • Ponieważ nie tylko Dekret zmusza studentów kościelnych do kontynuowania studiów naukowych i literackich, które poprzedzają teologię w publicznych liceach, gdzie z powodu ducha wrogości do Boga i Kościoła, integralność ich wiary jest wyraźnie narażona na największe niebezpieczeństwo; ale Republika nawet ingeruje w życie domowe i dyscyplinę Seminariów, i przypisuje sobie prawo do mianowania profesorów, zatwierdzania podręczników i regulowania świętych studiów Duchownych.
  • Przyjmijmy więc, że było dla nich przyjemnością zerwanie tego bliskiego sojuszu między Kościołem a Państwem, potwierdzonego chociaż uroczystą wiarą traktatów. Gdy ten rozwód został dokonany, logiczne byłoby przynajmniej nie zwracać już uwagi na Kościół i pozostawić mu korzystanie ze wspólnej wolności i praw, które należą do każdego obywatela i każdej szanującej się wspólnoty narodów. Zupełnie inaczej jednak sprawy potoczyły się. Dekret ten nosi wprawdzie nazwę rozdziału, lecz w rzeczywistości ustanawia on sprowadzenie Kościoła do całkowitej nędzy poprzez grabież jego majątku i niewolę państwa poprzez ucisk we wszystkim, co dotyczy jego świętej władzy i ducha.
  • Sposób, w jaki prawo portugalskie wiąże i ogranicza wolność Kościoła, jest mało wiarygodny, tak odrażający jest dla metod współczesnych czasów i publicznego proklamowania wszelkiej wolności.
  • Tak więc, na mocy tego Dekretu, nie wolno nawet publikować, bez zezwolenia udzielonego publicznie, poleceń Papieża Rzymskiego. Podobnie, kapłan, który uzyskał stopnie naukowe w naukach świętych w kolegium ustanowionym przez władzę papieską, nawet jeśli odbył kurs teologiczny we własnym kraju, nie ma pozwolenia na wykonywanie swoich świętych funkcji.

Encyklika Lacrimabili statu o Indianach Ameryki Południowej

[edytuj]
  • Albowiem skoro tereny te podlegają sferze gorących wiatrów południowych, co wsącza jakoby w ich żyły pewne odrętwienie i poniekąd rozprzęga żywotne siły moralne, a ponieważ tereny te są odległe od form życia przepojonego religią, od nadzoru państwa, a nawet w pewnym sensie od samego nurtu cywilizacji, przeto łatwo się zdarza, że gdy znajdą się tam ludzie nie wyzuci jeszcze z zasad charakteru, to jednak wkrótce zaczynają ulegać deprawacji, a następnie zburzywszy bariery obowiązkowości i prawa popadają we wszelkie okropności występków.
  • Bo cóż okrutniejszego i bardziej barbarzyńskiego nad wymierzanie tym ludziom chłosty i torturowanie ich rozpalonymi płytami, często z lada błahej przyczyny lub nie rzadko wręcz z czczej żądzy okrucieństwa, nad niespodziewane gwałty i rzezie dokonywane na setkach i tysiącach, nad pustoszenie wiosek i osiedli celem wytępienia ludności tubylczej? A przecież w ciągu tych kilku lat - jak do nas wieści dotarły - niektóre szczepy zostały wyniszczone niemal doszczętnie.
  • Pozostawiając pozostałe szczegóły Waszej gorliwości i inicjatywie, upominamy Was usilnie przede wszystkim, abyście z największą troskliwością rozwijali w swoich diecezjach wszelkie instytucje powołane do życia na rzecz Indian, i abyście starali się o zakładanie takich, które zdają się być przydatne do tegoż celu.
  • W istocie, gdy pomyślimy o zbrodniach i nikczemnościach, jakie jeszcze zwykle wobec nich [Indian] mają miejsce, duch Nasz wręcz wzdryga się i ogarnia Nas najżywsze współczucie dla tych nieszczęsnych plemion.
  • Wy zaś wszędzie, gdziekolwiek ma miejsce troska o właściwe kształtowanie się obyczajów, tj. w Seminariach, w gimnazjach, w domach dziewcząt, a zwłaszcza w domach związanych z kultem dbajcie o to, aby nigdy nie ustawało nakazywanie i głoszenie miłości chrześcijańskiej, która wszystkich ludzi bez jakiejkolwiek dyskryminacji narodu czy koloru skóry uważa za rzeczywistych braci, a która musi się sprawdzać nie tylko w słowach, ale i w rzeczywistych czynach.

Encyklika Singulari quadam o związkach zawodowych

[edytuj]
  • Jak to już zostało szczęśliwie pokazane, katolickie stowarzyszenia pracownicze, wsparte przez duchowieństwo oraz przez swe kierownictwo i czujny zarząd, mogą osiągnąć bardzo wiele, chroniąc prawdy religijne i czystość obyczajów wśród swych członków oraz ożywiając ducha religijnego poprzez częste praktyki pobożności.
  • Jakkolwiek sami katoliccy członkowie nie powinni nigdy dozwolić związkom – które w imię materialnych interesów swoich członków lub związek jako taki – ogłoszenia lub popierania nauki lub zaangażowania w działalność, która mogłaby stać w jakikolwiek sposób w konflikcie z nakazami ogłoszonymi przez najwyższy autorytet nauczający Kościoła, szczególnie w tym, co zostało wyżej podane.
  • Jednak, jeśli chodzi o problem stowarzyszeń, które bezpośrednio lub pośrednio mają związek ze sferą religii i moralności, nie byłoby dozwolone sprzyjanie i rozprzestrzenianie mieszanych organizacji, to znaczy stowarzyszeń złożonych z katolików i niekatolików na terenach właśnie wymienionych. Poza innymi sprawami, w tych organizacjach istnieją lub bezwarunkowo mogą zaistnieć dla naszego ludu poważne niebezpieczeństwa ingerencji w ich wiarę i należne posłuszeństwo wobec przykazań i nakazów Kościoła Katolickiego.
  • Jednak mówiąc to, nie zaprzeczamy, że katolicy w swych wysiłkach polepszenia warunków życia robotników, bardziej słusznego podziału zarobków i innych uzasadnionych korzyści, mają prawo, zabezpieczywszy sobie zachowanie należnej ostrożności, współpracować z niekatolikami dla dobra wspólnego. Dlatego ze względu na takie cele, chcielibyśmy raczej widzieć stowarzyszenia katolickie i niekatolickie, jak łączą swe siły w tej nowej, będącej na czasie instytucji, znanej jako kartel.
  • Oto podstawowe zasady: dokonując jakiejkolwiek czynności, nawet w sferze dóbr doczesnych, chrześcijanin nie może ignorować dobra nadnaturalnego. Raczej, zgodnie z nakazem filozofii chrześcijańskiej, musi uporządkować wszystkie rzeczy ku celowi ostatecznemu, mianowicie Najwyższemu Bogu. Wszystkie jego działania, które są moralnie albo dobre, albo złe (inaczej mówiąc: czy są one zgodne lub niezgodne z prawem naturalnym i boskim) podlegają wyrokom urzędu sędziowskiego Kościoła.
  • Stosownie do tego oświadczyliśmy wszystkim, że wszyscy katolicy mają święty i nienaruszony obowiązek, zarówno w życiu prywatnym jak i publicznym, okazać posłuszeństwo i mocno przylgnąć, a także nieustraszenie głosić zasady prawdy chrześcijańskiej ogłoszone przez Urząd Nauczycielski Kościoła Katolickiego.
  • Wszyscy, którzy noszą chwalebne imię chrześcijan, czy to indywidualnie, czy też zbiorowo, jeśli chcą pozostać wierni swemu powołaniu nie mogą sprzyjać nienawiści i niezgodzie pomiędzy klasami społecznymi. Przeciwnie, powinni popierać wzajemną zgodę i miłość.
  • Z jednej strony nikogo nie można oskarżać o złą wiarę pod takim pretekstem, że ma złą wolę ten, kto twardo broniąc nauk i praw Kościoła, jednak z powodu ważnych przyczyn przynależał lub chce przynależeć do mieszanych stowarzyszeń pracy w tych okolicach, gdzie pod zapewnioną ochroną, autorytet kościelny zezwolił na to ze względu na sytuację lokalną. Z drugiej strony byłoby podobnie najbardziej karygodne sprzeciwiać się lub atakować czysto katolickie stowarzyszenia (ten rodzaj stowarzyszeń musi być popierany i promowany w każdy możliwy sposób) i żądać aby te tak zwane międzywyznaniowe stowarzyszenia zostały zaprowadzone i przymuszać swych pracowników z tego powodu, że wszystkie stowarzyszenia katolickie w każdej diecezji powinny zostać zorganizowane według jednego i tego samego wzoru.

Adhortacja Haerent Animo o świętości kapłańskiej

[edytuj]
  • Często jednak musimy ubolewać nad tym, że niejeden modli się raczej ze zwyczaju niż z gorącości ducha: taki odmawia psalmy nieuważnie w godzinach oznaczonych, albo też od czasu do czasu krótkie modlitwy, a potem już nie poświęca żadnej części dnia na rozmowę z Bogiem i na pobożne ku niebu westchnienia. A przecież kapłan powinien z daleko większą gorliwością niż wszyscy inni spełniać przykazanie Chrystusa: „Zawżdy modlić się potrzeba” (Łk 18, 1); którego trzymając się św. Paweł polecał z tak wielkim naciskiem: „W modlitwie trwajcie, czujni będąc na niej z dziękczynieniem” (Kol 4, 2), „bez przestanku się módlcie” (1 Tes 5, 17).
  • Doświadczenie uczy, że człowiek, który często i surowo ocenia swoje myśli, słowa i czyny, większą okazuje dzielność duchową zarówno w nienawiści i unikaniu złego, jak i w gorącym pragnieniu dobrego.
  • Do ludzi więc wszystkich epok powiedziane są słowa: «Uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca» (Mt 11, 29); w każdym też czasie staje przed nami Chrystus «stawszy się posłusznym aż do śmierci» (Flp 2, 8); i dla każdego stulecia zachowuje swoje znaczenie zdanie apostoła: «Którzy są Chrystusowi, ciało swe ukrzyżowali z namiętnościami i pożądliwościami» (Gal 5, 24)”.
  • Jedna bowiem jest tylko rzecz, która łączy człowieka z Bogiem, jedna, która czyni przyjemnym i godnym sługą Jego miłosierdzia: świętość życia i obyczajów. Jeżeli kapłanowi brakuje tej przewyższającej znajomości (6) Jezusa Chrystusa, brakuje mu wszystkiego.
  • Jeżeli bowiem ktoś działa dla sromotnego zysku, jeżeli obarcza się sprawami świeckimi, jeżeli na pierwsze wysuwa się miejsca a innymi gardzi, jeżeli „przestaje z ciałem i krwią”, jeżeli stara się podobać ludziom, jeżeli ufa „przyłudzajacym mądrości ludzkiej słowom” (por. 1 Kor 2, 4); wszystko to pochodzi stąd, że nie dba o przykazania Chrystusowe i odrzuca warunek przez Niego postawiony: „Jeżeli kto chce za mną iść, niechaj sam siebie zaprze” (Mt 16, 24)
  • Jeżeli więc kiedy, to teraz potrzeba cnoty niepośledniej, przykładnej, nienagannej, czujnej, czynnej, gotowej do wielkich dzieł i cierpień dla Chrystusa. Nic też innego nie pragniemy i nie życzymy wam wszystkim goręcej. Niechże więc w was kwitnie zawsze nienaruszona czystość, najprzedniejsza ozdoba naszego stanu, której blask czyni kapłana podobnym do aniołów a u ludu chrześcijańskiego zjednuje mu większą cześć i czyni go płodniejszym w święte owoce.
  • Któż bowiem nie wie, jak wielki wpływ wywiera na duszę ludzką przyjaciel, który szczerze upomina, radą wspomaga, karci, pobudza, od błędu odwodzi?
  • Mistrzem i wzorem wszelkiej świętości jest Chrystus, którego śladem musi iść każdy ktokolwiek pragnie wejść do krainy błogosławionych. Otóż Chrystus nie zmienia się z postępem wieków, ale jest ten sam «wczoraj i dziś: ten i na wieki» (Hbr 13, 8).
  • Nie będzie też mógł być solą ziemi kapłan, który nie dąży do świętości; sól bowiem zepsuta i skażona nie jest przydatną do zachowania niczego; gdzie zaś nie ma świętości, tam musi być zepsucie.
  • Nie można z pewnością zaprzeczyć i gorzko trzeba nad tym płakać, iż zdarza się nie rzadko, że człowiek, który innych odstrasza od grzechów piorunami Słowa Bożego, nie lęka się nic o siebie i grzęźnie w występkach; że ten, który zachęca gorąco innych, aby nie lenili się zmywać plam duchowych w sakramencie pokuty, sam czyni to tak leniwie, ociągając się nieraz całymi miesiącami; że ten, który umie oliwę i wino zbawienne wlewać w rany innych, sam leży ranny przy drodze i nie szuka leczącej dłoni braterskiej, zwyczajnie bardzo bliskiej. Ileż to niestety popełniono wszędzie i popełnia się dzisiaj czynów niegodziwych wobec Boga i Kościoła, zgubnych dla chrześcijańskiego ludu a hańbiących stan kapłański!
  • Niech zwiększa się ustawicznie cześć i posłuszeństwo, przyrzeczone uroczyście tym, którym Duch Boży oddał rządy Kościoła: a zwłaszcza niech z każdym dniem wzmacniają się węzły, które powinny łączyć umysły i dusze w wiernej uległości dla tej Stolicy Apostolskiej.
  • Otóż w księgach pobożnych powinniśmy sobie zyskiwać wiernych przyjaciół. One bowiem przypominają nam nasze obowiązki i przepisy prawowitej karności; budzą głosy niebieskie, przytłumione w duszy; karcą gnuśność postanowień; zakłócają spokój zwodniczy; wytykają mniej dobre a ukrywające się przywiązania; odsłaniają niebezpieczeństwa, grożące często nieostrożnym.
  • Pogarszają jeszcze stan rzeczy mnożące się wokoło złe przykłady, które narażają i samą cnotę kapłańską na niebezpieczeństwo, tak iż trzeba nam z każdym dniem powiększać swoją czujność i siłę odporną.
  • Pomiędzy modlitwą a świętością zachodzi niewątpliwie taki związek konieczny, że jedna bez drugiej żadnym sposobem istnieć nie może.
  • Starajcie się usilnie, nie tylko ucząc prawd wiary świętej przez katechizację – co zalecamy na nowo i jeszcze goręcej – ale wszelką pomocą możliwą, radą i zapobiegliwością, dobrze i jak najlepiej przysługiwać się wszystkim.
  • Ta przede wszystkim miłość, okazywana czynem przez duchowieństwo, głoszące pokój chrześcijański i zanosząca zbawienie i oświatę ludom nieucywilizowanym, sprawia Kościołowi katolickiemu pociechę i przynosi mu chlubę: tam wielkie jego prace, uświęcone nieraz krwią przelaną, rozszerzają z każdym dniem królestwo Chrystusowe i nowe wierze świętej wywalczają zwycięstwa.
  • Trwogi wewnętrzne, siła i uporczywość pokus, brak cnót, ociężałość i bezpłodność w działaniu, liczne bardzo upadki i zaniedbania, bojaźń wreszcie sądu Bożego: to wszystko silnie nas podnieca do wylewania łez przed Panem, żebyśmy mogli Jego zyskać pomoc, a nadto wzbogacić się przed Nim w zasług
  • Trzeba też bardzo i na tę baczyć prawdę, że ludzie nie są niczym innym, jak tylko narzędziami, których używa Bóg dla zbawienia dusz i że narzędzia te powinny być przydatne dla działania Bożego. A kiedyż będą przydatne? Czy sądzimy, że jakakolwiek zaleta bądź wrodzona, bądź pracą nabyta, nakłoni Boga do posługiwania się nami dla rozszerzenia Jego chwały? Bynajmniej! Napisano bowiem: „Wybrał Bóg głupstwa świata, aby zawstydził mądre; a mdłe świata Bóg wybrał, aby zawstydził mocne: i podłe świata i wzgardzone wybrał Bóg i te, których nie masz, aby zniszczył te, które są” (1 Kor 1, 27-28).
  • W niej [we wstrzemięźliwości] bowiem tkwi przede wszystkim, najmilsi bracia, siła i dzielność i owoc wszelkiej pracy kapłańskiej; gdzie zaś jej nie ma, tam rodzi się wszystko, co w obyczajach kapłana razić może oczy i dusze wiernych.
  • Nie ma bowiem takiego kapłana, któryby mógł być dobrym lub złym tylko dla siebie samego, ale postępowanie jego i sposób życia wywiera na lud wpływ bardzo wielki. Gdziekolwiek znajdzie się kapłan prawdziwie dobry, jakiż to jest dar i jakiej wartości!

Inne

[edytuj]
  • Bastion wiary.
    • Opis: o Polsce
    • Źródło: „Zawsze Wierni” nr 1 (170), styczeń-luty 2014, s. 105.
  • Boga można z pewnością poznać światłem rozumu naturalnego, jak również udowodnić Jego istnienie.
  • Chrystus i Kościół życzą sobie, by wszyscy wierni codziennie przystępowali do Stołu Pańskiego, i życzeniu temu na pierwszym miejscu przyświeca myśl, by wierni złączeni z Bogiem w Najświętszym Sakramencie z niego czerpali siłę do zwyciężania namiętności, do pozbycia się drobnych powszednich przewinień, do ustrzeżenia się od ciężkich grzechów, na jakie jest wystawiona ludzka ułomność.
    • Źródło: dekret Sacra tridentina synodus
    • Zobacz też: msza
  • Doktryna katolicka uczy nas, że pierwszym obowiązkiem wynikającym z miłosierdzia nie jest tolerowanie błędów przekonań, jak szczere by one nie były, ani teoretyczna czy praktyczna obojętność w stosunku do błędów czy zła, w którym widzimy pogrążonych naszych braci. (…) Jeśli Jezus był dobry dla błądzących i grzeszników, to jednak nie szanował ich błędnych przekonań, bez względu na to, jak wydawałyby się one szczere. Umiłował wszystkich, aby ich nauczać, nawracać i zbawić.
    • Źródło: encyklika Notre Charge Apostolique, 25 sierpnia 1910.
    • Zobacz też: herezja
  • Konieczność rozdziału państwa od Kościoła jest absolutnie fałszywą tezą, bardzo szkodliwym błędem. Oparcie się faktycznie o zasadę, że państwu nie wolno uznawać żadnego wyznania religijnego, jest przede wszystkim bardzo obraźliwe wobec Boga; gdyż Stwórca człowieka jest jednocześnie Założycielem ludzkich społeczności. To On podtrzymuje je w istnieniu, tak samo jak i nas podtrzymuje tutaj. Wobec tego winni mu jesteśmy nie tylko osobisty kult, ale również kult publiczny i społeczny.
  • Należy z całą mocą powtórzyć w tych czasach społecznej i intelektualnej anarchii, gdy każdy sam siebie ustanawia nauczycielem i prawodawcą – społeczeństwo nie będzie zbudowane inaczej niż Bóg to uczynił. Społeczeństwo nie będzie zbudowane, o ile Kościół nie położy fundamentów i nie będzie kierował budową. Nie. Cywilizacji nie trzeba powtórnie odkrywać, nie trzeba budować nowego społeczeństwa na obłokach. To zostało już dokonane. Jest nim chrześcijańska cywilizacja i katolickie społeczeństwo. Należy je tylko ustanawiać i bezustannie przywracać, w oparciu o naturalne i boskie podwaliny, przeciwko wciąż odradzającym się atakom niezdrowych utopii, buntów i bezbożności: omnia instaurare in Christo.
    • Źródło: encyklika Notre Charge Apostolique, 25 sierpnia 1910.
  • Poprzez przebiegłość i zakłamanie perfidnego liberalnego katolicyzmu, który z trudem utrzymując się na granicy potępionego błędu, usiłuje się zachowywać pozory systemu przestrzegającego najczystszej doktryny. Ksiądz ma za zadanie wykryć te przewrotne knowania. Liberalni katolicy są wilkami odzianymi w owcze skóry. Będą was nazywali papistami, klerykałami, nieprzejednanymi wstecznikami; miejcie to sobie za honor!
    • Źródło: La Contre-Réforme catholique, nr 237, listopad 1987, s. 5.
  • Stąd wynika, że naprawić wszystko w Chrystusie znaczy to samo, co nawrócić ludzi do posłuszeństwa Bożego. Należy więc nam skierować nasze usiłowania do tego, abyśmy rodzaj ludzki zawrócili do panowania Chrystusowego: po dokonaniu tego, wróci już do Boga samego. Mówimy do Boga, nie do tego bóstwa bezwładnego i obojętnego na sprawy ludzkie, jakiego wymyśliły majaczenia materialistów, ale do Boga żywego i prawdziwego, jednego z natury, troistego w osobach, twórcy świata, rządcy najmędrszego wszechrzeczy, prawodawcy najsprawiedliwszego, który karze złe uczynki, ale też jest rychły w nagradzaniu cnoty.
    • Źródło: encyklika E supremi apostolatus.
  • Ubogi się urodziłem, ubogi żyłem i ubogim chcę umrzeć.
    • Źródło: „Zawsze Wierni” nr 6 (175), listopad-grudzień 2014, s. 4.