Przejdź do zawartości

Sam Pivnik

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Sam Pivnik

Sam Pivnik (właśc. Szmuel Piwnik; 1926–2017) – polski Żyd ocalały z Holocaustu.

Ocalały (2012)

[edytuj]

(wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, ISBN 9788378394723, tłum. Jarosław Skowroński)

  • Dla niektórych z nas ta wojna nigdy nie miała się skończyć.
    • Źródło: s. 231.
  • Historycy do dziś nie mogą się zgodzić w ocenie, na ile szalony był Hitler. Niektórzy wskazują na jego narcyzm, arogancję, obsesyjny rasizm i narastającą megalomanię. Twierdzą, że II wojna światowa była wojną Hitlera. Nie trzeba wykraczać myślą poza tę komiczną postać bawarskiego kaprala (z Austrii rodem), by wyjaśnić owe niewiarygodne wydarzenia z lat czterdziestych XX wieku. Inni, należący do innego pokolenia historyków, wskazują na uwarunkowania zewnętrzne; mówią o skutkach porażki Niemiec w I wojnie światowej, o ekonomicznym ciosie, jakim był krach na Wall Street, który najmocniej uderzył właśnie w gospodarkę Niemiec. Wspomina się też o niesprawiedliwościach traktatu wersalskiego, który doprowadził dumny naród do upokorzenia i wykluczenia.
  • Kurpanik nadawał się do Auschwitz i przydzielono go do jednostki wartowniczej. Kiedy trafiłem do obozu, był Rapportfuhrerem odpowiedzialnym za blok kwarantanny. Zjadł jednak zęby na nadzorowaniu pierwszej komory gazowej. Jeśli człowiek przetrzyma coś takiego, to dochodzi do wniosku, że życie ludzkie znaczy tyle co nic.
  • Moll był przed wojną architektem krajobrazu i ogrodnikiem. Myślę, że zajmował się tym trochę w Auschwitz, zanim zaczęło się masowe ludobójstwo, a jego specjalizacją stały się komory gazowe. Lubił oglądać mecze piłkarskie i w niedzielne popołudnia – kiedy naprawdę mieliśmy trochę wolnego – organizowaliśmy drużyny i kopaliśmy piłkę. Podejrzewam, że chodziło raczej o rozrywkę dla cywilów pracujących w kopalni, bo oni mieli lepsze wyżywienie i więcej energii od nas, ale ja też grałem, bo kopanie piłki w jakiś sposób dawało namiastkę normalnego życia.
  • Musiałem się z tego wszystkiego otrząsnąć. Teraz w Będzinie nie było ani jednego rabina, ani jednego sztybla, ani jednej synagogi. Ktoś zrobił mi zdjęcie, jak stałem przed swoim dawnym domem. Cienie późnego popołudnia kładły się w poprzek podwórza, ale na fotografii nie widać łez płynących po moich policzkach.
    • Źródło: s. 298.
    • Zobacz też: Będzin
  • Nie mówiło się o religii. Religia żydowska była tematem tabu dla SS i myśl choćby ograniczonych praktykach religijnych była absurdalna. Niektórzy ocaleni, których wspomnienia czytałem, mówią, że mimo wszystko czuli w sobie obecność Boga. Ja nie miałem takich odczuć. Auschwitz i Furstengrube nie zrobiły ze mnie ateisty, ale wiedziałem, że Bóg nie miał prawa wstępu za druty.
    • Źródło: s. 172.
    • Zobacz też: ateizm
  • Nigdy nie byłem człowiekiem szczególnie religijnym. Jako nieopierzony szesnastolatek, którego bar micwa odbyła się po kryjomu w kuchni, nie potrafiłem podzielać żarliwych przekonań ojca. Modliłem się z nim codziennie, dlatego że tego ode mnie oczekiwano, Teraz patrzyłem na tych rozmodlonych mężczyzn. Ich poszarzałe twarze, skryte pod kapeluszami, były pełne przerażenia, ale oczy jaśniały optymizmem, jakby recytowane wersy przynosiły im ukojenie. Oni wiedzieli, że Bóg nam pomoże. Czyż nie obiecał tego już dawno? On znajdzie sposób, że da nam znak. Ale nie dał.
  • Nowo przybyli mieli już za sobą na pewno jakąś selekcję, ale dopiero teraz zaczynało się dla nich najważniejsze. Nie sądzę, żebym już pierwszego dnia na rampie wiedział na pewno, co stało się z moją rodziną, ale każdy kolejny dzień utwierdzał mnie w moich podejrzeniach. Ruch dłoni – w lewo bądź w prawo – przypadkowa w gruncie rzeczy decyzja szaleńca, oficera SS, odgrywającego jednocześnie rolę sędziego i egzekutora, bezbożnika bawiącego się w Boga. Właśnie tak to następowało: prosto i nieodwołalnie.
    • Źródło: s. 127.
  • Patrzyłem na tego drania. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji – żadnej przyjemności ani satysfakcji, ale też żadnego żalu. Dostrzegłem jakiegoś esesmana zmierzającego w naszym kierunku. Byłem pewien, że zainterweniuje, że weźmie tego sadystę na stronę i zdrowo go opieprzy, a potem każe zanieść rannego więźnia do szpitala. Ale on obrzucił nas tylko znudzonym spojrzeniem i poszedł dalej.
    • Opis: wspomnienie kaźni jednego z więźniów.
    • Źródło: s. 102.
  • Poczułem skurcz w żołądku, gdy Kurpanik przerwał konwersację i podszedł do nas. Jego wysokie buty zaskrzypiały na śniegu. Mruknął coś do kapo, ale nie dosłyszałem co. Zaczynała się kolejna selekcja i wiedziałem, że każdy z nas zadawał sobie to samo pytanie: czego oni chcą? Rosła w nas panika, ale nikt się nie ruszył. Złamanie szeregu oznaczało kulkę. W świecie Auschwitz to jedno było niezmienne i jasne. Łamiesz zasady – nie żyjesz. Proste jak drut. Wszystko poza tym podlegało jakiejś niezrozumiałej selekcji.
    • Źródło: s. 151.
  • Po zupie obowiązkowo szliśmy do latryny i umywalni. Układ pokarmowy musiał przystosować się do tego rytmu, bo w nocy nie było gdzie załatwić naturalnej potrzeby, chyba że na pryczy – ale lepiej nie myśleć o konsekwencjach takiego wybryku.
    • Źródło: s. 118.
  • Rankiem drugiego dnia zobaczyłem pomiędzy barakami bloku kwarantanny wielką hałdę z ludzkich ciał – w poszarpanych ubraniach, z rozbitymi głowami. Musiała to być robota kapo, ale gdyby coś poszło nie tak, esesmani na pewno wsparliby ich swoją bronią.
    • Źródło: s. 141.
  • Wieczór 20 stycznia, koniec drugiego dnia naszego marszu. Oberkapo Hermann Josef powiedział nam, że pójdziemy na stację kolejową, ale nie wyjawił, gdzie ona była. Kolejne nazistowskie kłamstwo? Kolejny podstęp SS? Oni byli specjalistami od takich sztuczek.
    • Źródło: s. 189.