Psy 2. Ostatnia krew

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
(Przekierowano z Psy II: Ostatnia krew)
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Psy 2. Ostatnia krewpolski film sensacyjny z 1994 roku, w reżyserii Władysława Pasikowskiego i z jego scenariuszem, kontynuacja filmu Psy.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

  • Bandytą mogę być, nie politykiem.
    • Postać: Franz Maurer
  • Chcesz się rżnąć? To mnie rżnij. W domu masz, gdzie cię nosi?
    • Postać: żona Nowego
  • Franz nie ma racji. Wy nie jesteście złe. Wy jesteście tylko bezdennie głupie!
    • Postać: Nowy
    • Opis: do swojej żony
  • Ruszaj tym dyliżansem kierowniku, bo ci łeb rozpieprzę w kawałki.
    • Postać: Franz Maurer.
    • Opis: do maszynisty pociągu z bronią.

Wolf[edytuj]

  • Gdy to załatwimy, to reszta jest łatwa jak kobiety.
  • Przynajmniej usiądź, a nie leżysz jak wydymana kurwa.
    • Opis: do Nowego podczas podróży.

Dialogi[edytuj]

Nowy: Franz! Cześć! Nie poznajesz mnie?
Franz: Axl Rose?

Sawczuk: Jestem dyplomatą. Przedstawicielem demokratycznej Rosji.
Franz: Ja jestem nikim, wyrywam tylko chwasty…(…) Chwasty, co przeszkadzają żyć drugim…
Sawczuk: Mam immunitet dyplomatyczny. Współpracuję z waszym rządem i to zupełnie legalnie, panie oficerze Franz…
Franz: To mój kolega jest oficerem, ale… on nie może cię złapać, bo stracił kciuk i nie może chwytać…
Sawczuk: Franz… Krótko: kto cię kupił?
Franz: Ja też myślę, że każdy ma swoją cenę…
Sawczuk: A jaka jest twoja?
Franz: Chciałbym, żeby taka jedna mnie kochała…
Sawczuk patrzy na swój pistolet.
Franz: Nie rób tego, to ma być egzekucja… nie chcę cię zabijać w samoobronie.
Sawczuk: Dlaczego?
Franz: Dlaczego? Powiem ci dlaczego… bo nie podobają mi się newsy w telewizji… i wiesz, myślę, że to jest twoja wina…
Sawczuk: Moja śmierć niczego tu nie zmieni. Wydaje ci się, że jesteś taki dobry. Ale jest tak tylko dlatego, że ja jestem taki zły… Beze mnie jesteś niczym… Ty to ja, taki układ… raj – piekło, Bóg – Szatan, dobro – zło, tak było i tak będzie, my albo oni…
Franz strzela do Sawczuka.
Franz: A jeśli Boga nie ma, to co z ciebie za Szatan? (Strzela jeszcze raz).

Franz: Nie wiedziałem, że palisz…
Nowy: A wiedziałeś, że jestem mordercą?
Franz: Kogo zabiłeś?
Nowy: Jakichś tam… czterech czy pięciu Ruskich… zabiliśmy czterech ludzi, kurwa, rozumiesz to, bydlaku, czy w ogóle nic do ciebie nie dociera?! I pierdolę, czy to byli bandyci, czy nie! Zabiliśmy czterech ludzi! Kurwa!… A ty rano wstajesz i golisz się normalnie, to ja chyba mogę zapalić, nie?
Franz: Nie goliłem się…
Nowy: Aha… i co mi jeszcze powiesz? Zimno jest?
Franz (daje Nowemu pieniądze): Premia za utratę zdrowia. A tych czterech to ja zabiłem, bo inaczej obcięliby ci ten durny łeb… Nie mów mi, kurwa, nic o zabijaniu… bo coś o tym wiem… nie mów mi, kurwa, co jest dobre, a co złe… zostaw to… Sądowi Ostatecznemu… Będę w piekle, co?… Tu jest tak dużo lepiej? Waldziu… nigdy nikomu nie rób krzywdy… Zostaw to mnie…
Nowy: Po co strzelałeś? Żeby im było lżej? Po co to wszystko?…
Franz: Chcesz znać prawdę?
Nowy: O co ja, kurwa, pytam? O kurs dolara?…
Franz: Bo czekałeś na mnie, kiedy wyszedłem z więzienia…
Nowy: Co ty, pedał jesteś?
Franz: Nie, kolega…

Więzień: Niech będzie pochwalony pan nasz Jezus Chrystus… Koło Szeherezady przechodziłem i patrzę stoi ta kobita. Tak jakoś biednie wyglądała, a ja w Boga wierzę, to żal mi się jej zrobiło. No to mówię, pójdziesz ze mną, tu niedaleko… do Wielkiego Ryśka. Rysiek ma melinę, całkiem niedrogo bierze. Śledzia można tam kupić i czarne. To jego teść, to on takie robi, że to lepsze niż szynka. Ja wolę. To wypiliśmy tam pół basa z nią i z Ryśkiem i ona mówi, że ma dzieci. „Duże?” – pytam. A ona mówi, że no jedno cztery, drugie dwa… (…) To miałem akurat te pieniądze, co dostałem jak wychodziłem, to dałem. No niech kobita kupi jakieś pomarańcze tym dzieciom. (…) Ty, ja potem wchodzę do Starego Mordziatego. (…) on też ma melinę, tylko droższą. Ja patrzę, a ta kurwa tam z tym Starym Mordziatym siedzi i wódkę pije. (…) no pół litra tak do połowy już odpite. To ja mówię: „To ja po to ci dałem pieniądze, żebyś dzieciom pomarańcze kupiła”, mówię, „a ty tutaj na melinie z pijakami wódkę pijesz?” No to ci mówię, to tak jak stałem, tak ją jebłem młotkiem, no… takim fest półtorakilowym. No ze łba nie było co zbierać… wyrwałem chwasta… (Częstuje się papierosem od Franza). Jednego zapalę… A tu w więzieniu to się bali ze mną pod celą siedzieć. Buntowały się gary jebane. A jeden taki Zięba Karol, to się, kurwa, wszędzie chwalił, że się, kurwa, niczego nie boi. To ja pytam go, bo przedtem z nim tutaj siedziałem: „Jak to, Karolku, niczego się nie boisz? Bo ja w Boga wierzę. A papieża?” To on mówi, że jakby go na długość ręki dopuścili, to by zajebał Ojca Świętego. Mówię: „A jakbyś dziecko byś miał?” To on mówi, że by dzieciara wziął i na żywca przez główkę do drzwi przybił, takim gwoździem… To ja sobie myślę: „To po co taki człowiek żyje? Po co taki człowiek żyje, jak ten chwast?” Wyrwałem chwasta, ale że była już cisza nocna, to nie chciałem wołać klawisza, to zameldowałem przy misce…
Franz: Dosyć.
Więzień: Co?
Franz: Skończysz jutro.
Więzień: Jutro niemożliwe… jutro mnie nie będzie… (Do celi wbiegają strażnicy i zabierają go).

Nowy: O Jezu, ale mnie łeb… No mili ludzie, tylko trochę za dużo piją.
Wolf: Zamknij się i przestań mnie podkurwiać!
Nowy: Wolf, nie krzycz. Do dzieci se możesz…
Wolf: Stul pysk, kurwa! Przynajmniej usiądź, a nie leżysz jak wydymana kurwa!
Nowy: Czego się czepiasz?
Wolf: Jeszcze się pytasz, gnoju?! Miałeś, kurwa, nie pić. Sam się zgłosiłeś. Miałeś nie pić i pilnować kapusty. Miałeś, kurwa, pilnować dwudziestu jeden milionów pierdolonych dolarów. Miałeś ich nie spuścić z oczu, a… a nie urżnąć się i dymać małolaty.
Nowy: Co się przychrzaniasz? Zginęło coś? Położyłem torby pod nią, to jak mogły zginąć?
Wolf: Miałeś, kurwa, pilnować tych pieniędzy, a nie się na nich rżnąć! Co ty, kurwa, jesteś?! Pierdolony amator dzieci?!
Nowy: Weź się! Jakich dzieci? Zwykła dziwka.
Wolf: Nie na moich pieniądzach!

Nowy: O Jezu, o Jezu, Jezu, co teraz zrobimy?
Wolf: Zakopiemy ich.
Nowy: Oszalałeś, Wolf?!
Wolf: A co, chciałeś ich podwieźć do autobusu?
Nowy: Nie pozwolę ich pozabijać. Co z wami jest?! Kurwa, no, oprzytomnijcie!
Franz: A kto mówi o zabijaniu? Zakopiemy ich żywcem.

Nowy: Odrąbali mi kciuk, kacapy jebane, odrąbali mi prawy kciuk! Boże! Co ja zrobię bez kciuka?
Franz: Będziesz się trzepał lewą ręką.

Nadia: Za dużo pijesz
Franz: Kiedy świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia…

Bień: Zwalniam pana, panie Radku. Chociaż – między nami mówiąc – wiem, że prowadzi pan zaciąg do armii serbskiej, ale… mam nadzieję, że prokuratura nie umorzy śledztwa przeciwko panu i za następnym razem pogwarzymy sobie dłużej niż 48 godzin… No i co? Nic pan nie powie?
Wolf: W Stanach mówiłem pierdol się sam, ale zdaje się pan to robi co dzień, więc…
Bień: To nie te lata. Ale potrafię se jeszcze poradzić z takim gnojem jak ty.
Wolf: A czy pan je, czy roztrząsa?

Ganz: Panowie Polacy do kogo?
Wolf: Sawczuk nas przysłał. Do Jakuszyna.
Ganz: Do Jakuszyna? Jakuszyn! krzyczy Nie ma tu takiego. Masz, poczęstuj się. Częstuje Franza wędzoną rybą
Franz: Ja tylko szampan i kawior.

Ganz: Powiedz no, Polak. Chciałbyś mnie zabić?
Franz: Nie lubię Ruskich.
Ganz: Nikt z was nie lubi Ruskich. Nawet ci, co lizali nam dupę, nienawidzili nas.
Franz: Trudno kogoś kochać w takiej pozycji.

Ganz: Byłoby pięknie jak w…
Franz: Jak w Paryżu.
Ganz: Tam nie byłem, jest pięknie?
Franz: Jak w Petersburgu, wszędzie bogaci Rosjanie.
Ganz: Wszyscy Rosjanie są bogaci? Nie, Polak, u nas jest nędza! U nas ludzie po dwa dolary zarabiają! Myślisz, że nie chciałbym żyć uczciwie? Myślisz że nie pęka mi serce, że jestem jak ten zbój na drodze? Ale nędza… nędza to grzech pierworodny.

Jakuszyn: Pamiętasz tego porucznika, który bawił się granatem?
Wolf: Nie. Nie było mnie wtedy w Krajinie.
Jakuszyn: Sawczuk wbił ten granat, porucznikowi do gardła. Wybijając mu wszystkie zęby, a potem wyciągnął zawleczkę. Z Sawczukiem nie ma żartów.
Wolf: Wiem. Wszyscy o tym wiemy.

Ganz: Masz kobietę? Prawdziwą kobietę, nie taką, jak te kurwy. Taką, żeby czekała, kochała, rodziła dzieci.
Franz: Nie… Mam taką na oku.
Ganz: „Przyglądasz się jej” Ganz pyta po rosyjsku czy dobrze zrozumiał
Franz: Przyglądam się. Franz odpowiada po rosyjsku
Ganz: Wypijmy za tę, której się przyglądasz. Jak ma na imię?
Franz: Nadia…
Ganz: Mam córkę Nadię. Piękna dziewczyna. Kiedy miała 15 lat, ciągnęli ją do Nowego Jorku na modelkę, ale nie puściłem!
Franz: Poznasz mnie z nią?
Ganc: Nie, Polak. Ona jest dla przyzwoitych, nie takich jak my. Jest porządna! Pij.

Jakuszyn: Ganc, kurwa twoja mać! Kto ma pieniądze?!
Ganc: Wolf nie ma pieniędzy, a ja nie mam oka.
    • - Ганц, курва твоя мать, у кого деньги?
      - У Вольфа нет денег, у мне нет глаза.