Przejdź do zawartości

Nagi Lunch

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Nagi Lunch – powieść amerykańskiego pisarza Williama S. Burroughsa, opublikowana w 1959 we Francji. Tłumaczenie: Edward Arden.

William S. Burroughs, autor powieści na obrazie olejnym Christiaana Tonnisny
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!
  • Ale nie ma gorszej nudy niż w Stanach. Nie wiadomo, skąd się bierze. Jeden z barów na końcu podejrzanej ulicy – każda ulica ma własny bar, aptekę, sklep z alkoholem. Wchodzisz do środka i nuda wali cię po gębie. Tylko skąd się bierze? Co jest jej źródłem?
  • Badanych można poddawać upokorzeniom seksualnym. Nagość, stymulacja afrodyzjakami, nieustanny nadzór, by nie dopuścić do masturbacji (w razie erekcji podczas snu włącza się automat, który wyrzuca badanego z łóżka do basenu z lodowatą wodą, co redukuje do minimum liczbę polucji). Można zahipnotyzować księdza i powiedzieć, że zjednoczy się wkrótce z Barankiem – a później wprowadzić mu do odbytu penis starego tryka. Śledczy uzyskuje w ten sposób kontrolę hipnotyczną – badany przybiegnie do nogi na jedno gwizdnięcie, będzie srał na podłogę, jeśli się powie: „Sezamie, otwórz się!” Naturalnie upokorzenia seksualne zupełnie nie działają na jawnych homoseksualistów. Pamiętam jednego chłopca, którego uwarunkowałem, by robił kupę na mój widok. Później myłem mu tyłek i przelatywałem go. Doprawdy, smakowite. Był zresztą ślicznym chłopcem. Czasami wybuchał płaczem, bo nie mógł powstrzymać ejakulacji, jak go pieprzyłem. Cóż, wyraźnie widać, że istnieją niezliczone możliwości, niczym kręte ścieżki w wielkim pięknym ogrodzie. Badałem te sprawy bardzo pobieżnie na życzenie bonzów partyjnych. Cóż, son cosas de la vida.
  • Będziesz kłamał, oszukiwał, donosił na przyjaciół, kradł, zrobisz wszystko, by zaspokoić głód. Bo znajdziesz się w stanie totalnej choroby, totalnego opętania, i nie będziesz mógł postępować inaczej. Wściekły pies nie może nie kąsać.
  • Bierzemy teraz kokę. Wal prosto w kanał, synu. Czujesz ją, czystą i zimną, a potem czysta rozkosz płynąca przez mózg, gdy zapalają się połączenia kokainowe. Twoja głowa eksploduje. Po dziesięciu minutach potrzebujesz następnej szprycy... pójdziesz po nią na piechotę na drugi koniec miasta. Ale jak nie możesz zdobyć koki, jesz, śpisz i zapominasz o wszystkim.
  • Biorąc igłę, odruchowo sięgam lewą ręką po opaskę uciskową. To znak, że trafię w jedyną nadającą się do użytku żyłę w lewym ramieniu. (Opaskę zakłada się zazwyczaj na tę właśnie rękę, którą się po nią sięga). Igła wchodzi w żyłę na granicy zrostu. Macam dokoła. Nagle do strzykawki tryska kolumna krwi, przypominająca przez chwilę czerwony sznurek.
  • Ciekawe, czy można jednocześnie śmiać się i mieć orgazm?
  • Chrystus?! – szydzi złośliwy, pedałowaty święty, wyjmując ciasto z alabastrowej czary... – Myślisz, że poniżyłbym się do tego stopnia, by czynić cuda?! To doprawdy niesmaczne... – Chodźcie, markizy i markizowie, i przyprowadźcie małe markiziątka. Pokaz dla młodych i starych, dla ludzi i zwierząt... Jedyny prawowity Syn Człowieczy jedną ręką wyleczy chłopca z rzeżączki – tylko dotykiem, ludzie! – a drugą stworzy marihuanę, chodząc po wodzie i sikając winem z tyłka... A teraz trzymajcie się z dala, ludzie, bo elektryczna moc tego gościa może was napromieniować!...
  • Co dwie godziny strzelam sobie Eukodal, wpychając igłę prosto w kanał: mam tam otwartą ranę, przypominającą czerwone rozdziawione usta, spuchnięte i lubieżne. Po każdej szprycy wypływa z nich powoli kropelka krwi i ropy... Eukodal to pochodna kodeiny – dihydroksykodeina. Eukodal przypomina bardziej kokainę niż morfinę... Jak się strzela kokainę w kanał, ma się w głowie czystą rozkosz... Po dziesięciu minutach potrzeba następnej szprycy...
  • Codziennie trochę śmierci. To zajmuje czas.
  • Czuję, że się zbliżają, szykują, rozstawiają kapusiów po peronach jak diabelskie pionki, mruczą nad łyżką i pompką, które wyrzucam na stacji metra Washington Square. Przeskakuje bramkę, zbiegam dwa piętra w dół żelaznymi schodami i łapię pociąg do centrum... Drzwi przytrzymuje mi młody, przystojny goguś jak z reklamy pasty do zębów – krótkie włosy, renomowany uniwersytet, niezła robota w biurze. Najwyraźniej uważa mnie za egzotyczny okaz robaka. Znacie takich fagasów – spoufalają się z barmanami i taksówkarzami, świetnie się znają na futbolu, zaraz przechodzą z wami na „ty” i klepią was po ramieniu. Prawdziwy dupek.
  • Ćpanie to ulica jednokierunkowa. Nie ma powrotu. Nigdy nie można się cofnąć.
  • Dobrze funkcjonujące państwo policyjne nie potrzebuje policji.
  • Do kawiarni wślizgnął się wymalowany młodzieniec i chwycił jeden z wielkich czarnych szponów wydzielających słodki, mdlący zapach.
  • Drogi czytelniku, ohyda tego widoku nie da się opisać! Kim jest ten skulony sikający tchórz, złośliwy niczym mandryl, stale zmieniający panów? Kto sra na pokonanego przeciwnika, który konając zjada gówno i krzyczy z rozkoszy? Kto wiesza biernego homoseksualistę i łapie jego spermę ustami niczym wściekły pies? Łagodny czytelniku, chętnie bym ci tego oszczędził, ale moje pióro jest obdarzone własną wolą. O Chryste, co za widok! Czy język lub pióro może opisać te bezeceństwa? Bestialski młody chuligan wyłupił swojemu koledze oko i pieprzy go w mózg. „Ma uwiąd mózgu i jest suchy jak cipa starej baby”. – Pieprzę tę starą cipę, jak w krzyżówce, co mi wynika, jak mi wynika? Już, mój stary, czy jeszcze nie? Nie mogę cię wypieprzyć, Jack, bo zostaniesz niedługo moim ojcem i lepiej by ci było poderżnąć gardło i wypieprzyć moją matkę, niż wypieprzyć ojca albo vice versa, mutatis mutandis i podciąć gardło matce, świętej cipie, choć to najlepszy sposób, żeby zamknąć jej gębę. Chodzi o to, że gość nie wie, że ma dać dupy „wielkiemu białemu tatusiowi” czy przelecieć staruchę. Dajcie mi dwie cipy i stalowego fiuta, trzymajcie swoje brudne paluchy z dala od mojego słodkiego tyłka. Czy myślicie, że jestem pawianem, uchodźcą z Gibraltaru? Mężczyznę i kobietę wykastrował. Kto nie rozróżnia płci? Poderżnę ci gardło, ty biały skurwysynu. Stań otwarcie jak mój wnuk i spotkaj się ze swoją nie narodzoną matką w wątpliwej walce. Zamęt spieprzy mu arcydzieło. Poderżnąłem dozorcy gardło całkiem przez pomyłkę, był takim paskudnym starym fiutem. W pierdlu wszystkie fiuty są takie same.
  • Drugi leży na łóżku, pali keif i wydmuchuje kółka z dymu, usiłując trafić w swojego stojącego fiuta. Stawiają tarota o to, kto kogo przeleci.
  • Fantastyczna historia o piętnastolatku z Los Angeles. Ojciec doszedł do wniosku, że powinien zerżnąć po raz pierwszy jakąś babę. Chłopiec leży na trawniku czytając komiks, a ojciec wychodzi z domu i powiada: „Masz dwadzieścia dolarów, synu. Chcę, żebyś poszedł do dobrej kurwy i zerżnął jej dupę”. Jadą do burdelu, a ojciec mówi: „W porządku, synu. Reszta należy do ciebie. Zadzwoń do drzwi, a jak otworzy je kobieta, wyciągnij dwadzieścia dolarów i powiedz, że chcesz jej zerżnąć dupę”. „W porządku, tato”. Po kwadransie chłopiec wychodzi. „No i jak, synu, zerżnąłeś jej dupę?” „Tak. Ta rura otworzyła drzwi, a ja powiedziałem, że chcę jej zerżnąć dupę, i wcisnąłem do łapy dwudziestaka. Poszliśmy do mieszkania; rozebrała się. Otworzyłem nóż sprężynowy i zerżnąłem jej kawał dupy, a ona zaczęła wyć jak krowa. Musiałem ją uciszyć raz na zawsze”.
  • Grecki chirurg zaszył w nim podczas operacji żywą małpę, po czym nieszczęsnego pacjenta zgwałcili zbiorowo arabscy sanitariusze, a jeden z posługaczy ukradł mu penicylinę, zastępując ją proszkiem do szorowania klozetów. Pewnego razu dostał syfa w tyłku i angielski lekarz wyleczył go lewatywą z wrzącego kwasu siarkowego; kiedy indziej lekarz niemiecki, zwolennik tak zwanej „medycyny technicznej”, usunął mu wyrostek robaczkowy zardzewiałym otwieraczem do konserw i nożycami do cięcia blachy (uważał teorię bakteryjnego pochodzenia chorób za absurd). Zadowolony z sukcesu, wyciął Leifowi prawie wszystkie narządy wewnętrzne.
  • Igła wcale nie jest najważniejsza. Czy łykasz narkotyki, czyje wąchasz, czy wsadzasz je sobie w tyłek, skutek jest zawsze taki sam: uzależnienie.
  • – Im częściej coś się zdarza, tym jest cudowniejsze – rzekł pretensjonalny młody Norweg, siedząc na trapezie i odrabiając masońską pracę domową.
    – Żydzi nie wierzą w Chrystusa, Ciem... Marzą tylko o tym, żeby przelecieć chrześcijańską dziewczynę...
  • Jestem widmem i marzę o tym, o czym marzy każde widmo: o ciele. Długo płynąłem przez bez-wonne aleje przestrzeni, gdzie nie ma życia, tylko brak koloru i brak zapachu śmierci…
  • Joselito, pisujący kiepskie wiersze o tematyce społecznej, zaczyna kaszleć. Niemiecki lekarz zbadał chłopca, dotykając jego żeber smukłymi, delikatnymi palcami. Lekarz był także skrzypkiem, matematykiem, mistrzem szachowym i doktorem prawa międzynarodowego z prawem występowania w toaletach Hagi.
  • Kończą mi się żyły i pieniądze.
  • Koprofag prosi o talerz, sra na niego, zjada gówno i krzyczy: „Mniam-mniam! Pycha!”
  • Lubię wiedzieć, co jem, i vice versa, mutatis mutandis, jak tam pasuje. Restauracja „Nagi Lunch”... Wchodźcie bez wahania... Dla starych i młodych, dla ludzi i zwierząt.
  • Mak otacza magia, zaklęcia, przesądy. W Mexico City trafiłem na dealera zupełnie na ślepo. „Następna ulica w prawo... teraz w lewo, teraz znowu w prawo”. Był na miejscu: bezzębna twarz starej baby i puste oczy.
  • Makowe dzieci wszystkich krajów, łączcie się! Nie mamy nic do stracenia prócz dealerów. A ONI są nam NIEPOTRZEBNI.
  • Męskie prostytutki świata, nie potrafiące poderwać tylko jednego klienta: siebie.
  • Mieszkałem w nędznej klitce w tubylczej dzielnicy Tangeru. Nie kąpałem się od roku, nie zmieniałem odzieży ani nie zdejmowałem jej, chyba żeby wbić igłę w szare, drewniane, włókniste ciało, co powtarzało się co godzina. Nigdy nie porządkowałem ani nie odkurzałem pokoju. Puste pudełka po ampułkach i śmieci sięgały aż do sufitu. Już dawno wyłączono elektryczność i wodę, bo nie płaciłem rachunków. Nie robiłem absolutnie nic. Mogłem wpatrywać się przez osiem godzin w czubek własnego buta. Podrywałem się do działania tylko wtedy, gdy pojawił się głód morfiny. Kiedy odwiedzał mnie przyjaciel – a zdarzało się to nieczęsto, bo kto miał mnie odwiedzać? – siedziałem apatycznie, nie troszcząc się, czy wkracza w moje pole widzenia, czy je opuszcza – szary ekran stawał się coraz bledszy i coraz bardziej pusty. Gdyby padł nagle trupem, siedziałbym bez ruchu wpatrując się w czubek buta i czekając, aż będę mógł przejrzeć mu kieszenie.
  • Mój drogi, pracuję nad cudownym wynalazkiem... chłopcem, który znika, gdy osiągasz orgazm, i pozostawia po sobie woń palonych liści i odgłos odjeżdżającego pociągu.
  • Mówiąc o narkotykach, nie mam na myśli keifu, marihuany, pochodnych haszyszu, meskaliny, Bannisteria caapi, LSD-6, świętych grzybków czy innych halucynogenów... Brak dowodów, że nadużywanie halucynogenów prowadzi do zależności fizycznej. Działają one zupełnie inaczej niż pochodne morfiny.
  • Opowiadałem ci kiedyś o człowieku, który nauczył się mówić tyłkiem? Poruszał brzuchem, pierdząc słowami. Nigdy w życiu czegoś takiego nie słyszałem. To gadanie przez tyłek robiło niesamowite wrażenie. Słuchając go, człowiek czuł lekkie mrowienie w jelitach, jakby musiał za chwilę iść do sracza. Był to głęboki, zastygły dźwięk, wibrujące tony, które zdawały się wręcz pachnieć. Facet występował w cyrku jako brzuchomówca. Robił fantastyczne numery, mówię ci. Zapomniałem, co gadał, ale było to naprawdę zabawne. „Och, jesteś tam ciągle, stary?” „Jestem, ale zaraz wychodzę”. Po pewnym czasie dupa zaczęła gadać sama z siebie. Gość stawał na scenie i dowcipkował z nią, a wszyscy ryczeli ze śmiechu. Później wyrosły jej małe zakrzywione ząbki i zaczęła nimi jeść. Facet uznał to z początku za zabawne i zrobił z tego nowy numer, ale dupa przegryzała się przez spodnie i zaczynała gadać na ulicy; krzyczała, że żąda równych praw. Poza tym upijała się i lamentowała, że nikt jej nie kocha i że chce być całowana tak samo jak usta. Na koniec mówiła dzień i noc bez przerwy; facet wrzeszczał, żeby się zamknęła walił w nią pięścią, wsadzał w nią świeczki, lecz nic nie pomagało, dupa powtarzała: „To ty się zamknij. Już cię nie potrzebuję. Mogę mówić, gadać i srać”. Od tamtej pory facet budził się rano z przezroczystą błoną na wargach. Było to tak zwane dzikie mięso. Facet zrywał je z ust, a kawałki błony przyklejały mu się do rąk i wrastały w ciało. W końcu usta zasklepiły się i głowa na pewno by odpadła (wiesz, że wśród Murzynów istnieje choroba objawiająca się odpadaniem małych palców u nóg?), gdyby nie oczy, rozumiesz? Dupa nie mogła tylko jednego: patrzeć. Potrzebowała ich. Ale nerwy z czasem uległy atrofii, tak że mózg nie mógł już wydawać poleceń ciału. Tkwił w czaszce jak w więzieniu, odcięty. Przez jakiś czas w oczach malowało się nieme, bezradne cierpienie, ale wreszcie mózg musiał również obumrzeć, bo oczy zgasły i były martwe jak u kraba.
  • Osobnicy o rzadkich, niewyobrażalnych zawodach, gwarzący po etrusku, narkomani uzależnieni od jeszcze nie zsyntetyzowanych narkotyków, czarnorynkowi handlarze z okresu trzeciej wojny światowej, poborcy podatków od wrażliwości telepatycznej, osteopaci ducha, detektywi prowadzący śledztwa w sprawie przestępstw ujawnionych przez ślepych paranoidalnych szachistów, doręczyciele fragmentarycznych nakazów aresztowania spisanych hebefreniczną stenografią i zawierających oskarżenia o niewyobrażalne okaleczenia ducha, urzędnicy nie istniejących jeszcze państw policyjnych, dealerzy rozkosznych snów i wspomnień wypróbowanych na wyczulonych komórkach głodu morfinowego i przehandlowanych za surowce woli, miłośnicy ciężkiego fluidu zapieczętowanego w przejrzystym bursztynie marzeń.
  • Pani Yandrebligh, rozgniótłszy xiucutila: „Och... och... Oooooo-ooooooch!!!” Wrzaski, brzęk tłuczonego szkła, odgłos dartych ubrań. Wznoszący się chór pisków, jęków, skomleń i okrzyków... Woń spermy, wilgotnych cip, potu i stęchły zapach penetrowanych odbytów... Podłogę zaścielają brylanty, futra, suknie wieczorowe, orchidee, garnitury i bielizna, na których kłębi się oszalały tłum nagich ciał.
  • Przecież nigdy nie miałem dość morfiny – nikt nigdy nie ma dość morfiny. Dwa gramy dziennie i ciągle było mi za mało.
  • Przedział kolejowy: dwóch wygłodzonych ćpunów jadących do Lexington zdziera z siebie spodnie, dygocąc z pożądania. Pierwszy namydla sobie fiuta i okrężnymi ruchami wpycha drugiemu w tyłek. „Jeeeeeeeezu!” Obaj natychmiast mają wytrysk. Odsuwają się od siebie i wciągają spodnie.
  • Spójrzcie, SPÓJRZCIE na makową drogę, nim nią pójdziecie do FATALNEGO KOŃCA... Mądre słowo.
  • Starzy ludzie jedzą bez odrobiny poczucia wstydu; człowiekowi chce się rzygać, jak na nich patrzy. Stare ćpuny zachowują się tak samo. Piszczą i skomlą na widok towaru. Po brodach cieknie im ślina, burczy im w brzuchu, aż człowiek spodziewa się, że za chwilę zmienią się w wielką amebę i pochłoną towar. Doprawdy, niesmaczne."Cóż, moi chłopcy będą kiedyś tacy sami – pomyślałem filozoficznie. – Czy życie nie jest dziwne?”
  • Śmierć jest bezwonna... Nikt nie może czuć jej odoru przez różowe skręty ciała i jego czarne, krwiste filtry... Woń śmierci to kompletny brak zapachu... Brak zapachu zwraca uwagę, bo wszystko, co żyje, wydziela jakąś woń... Brak zapachu jest równie niepokojący jak absolutna ciemność, cisza, utrata orientacji w czasie i przestrzeni...
  • To nie przypadek, że szefowie tego interesu są zawsze grubi, a narkomani chudzi.
  • Uczyńmy ten piękny kraj równie czystym jak jędrna pupa młodego chłopca!... A teraz zaintonujmy nasz hymn: „Stare dębowe wiadro”! Studnię oświetlają barwne neonowe światła mieniące się ohydnie jak szafa grająca. Przeciwnicy fluoru maszerują gęsiego koło studni i każdy nabiera kubek wody ze starego dębowego wiadra... Stare dębowe wiadro, stare dębowe wiadro... Staredzebowefiadzo...
  • Uprawiałeś kiedyś seks w stanie nieważkości? Sperma pływa w powietrzu jak ektoplazma, a wszystkim gościom płci żeńskiej grozi niepokalane, a przynajmniej niebezpośrednie poczęcie... Przypomina mi to anegdotę o moim starym przyjacielu, jednym z najprzystojniejszych i najbardziej zwariowanych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem, absolutnie zepsutym przez bogactwo. Chodził na przyjęcia z gruszką do lewatywy i wstrzykiwał spermę znajomym kobietom. Wygrał bez trudu wszystkie procesy o ustalenie ojcostwa. Oczywiście nigdy nie używał własnej spermy.
  • Utrzymałem pewność ręki, dokonując aborcji po zaniżonych cenach w toaletach na stacjach metra. Upadłem tak nisko, że zaczepiałem ciężarne kobiety na ulicach. Kompletny zanik etyki.
  • W moim tyłku jest ładniej niż w Luwrze! Pierdzę ambrozją i sram czystym złotem! Z fiuta tryskają mi diamenty w porannym słońcu!
  • Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.