Maksymilian Berezowski
Wygląd
Maksymilian Berezowski (1923–2001) – polski publicysta, felietonista i dziennikarz, major Wojska Polskiego.
Bóg kocha Amerykę (1978)
[edytuj](wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1978)
- Ameryka żyje w nerwowym napięciu, żyje z zapartym tchem. Tendencja do dramatyzowania potęguje to jeszcze bardziej. Publiczność wdrożona do sensacyjności nie zainteresuje się relacją w tempie adagio, atrakcją może być tylko wydarzenie wstrząsające. Ugrzeczniony Women’s Lib po trzech dniach zostałby zapomniany. Więc stosując się do konwencji dramatu, tym bardziej rozpala namiętności.
- Opis: o Women’s Lib – women’s liberation movement.
- Źródło: s. 81.
- Czy takie bicie rekordów jest naprawdę niezbędne dla zdrowia reklamy? Czy monstrualne marnotrawienie środków ma sens? Bądźmy realistami: w Ameryce tylko szokując można zwrócić na siebie uwagę. I niech ktoś spróbuje być tygrysem żywiącym się manną kaszką!
- Źródło: s. 96.
- Zobacz też: reklama
- Gonitwa za przyjemnością wypierała demoniczne oddanie pracy. Swoboda obyczajów, ongiś zarezerwowana dla elity, stała się dostępna dla każdego, kto jej zapragnął. Łatwość podróży, stałego przemieszczania się z miejsca na miejsce, wzajemne przenikanie się różnych środowisk rozluźniły więzi gmin i dzielnic. Dyscyplina purytanów przestała powszechnie obowiązywać. Rozkapryszonej Ameryki nie dało się ugłaskać, bo nie była dzieckiem. Nie kwiliła, lecz brykała.
- Źródło: s. 30.
- Ktoś nagle przypomina zaskakujący fakt: aż 20 procent Amerykanów oglądających w telewizji rozmowę ówczesnego prezydenta Nixona z pierwszymi selenoautami podczas ich wyprawy nie dało wiary temu, iż Armstrong i Aldrin rzeczywiście spacerują w tej chwili po Księżycu. Dwadzieścia procent najbardziej zżytego z techniką narodu! Czemu przypisać tak niedorzeczną reakcję? Czyżby temu, że widzowie kojarzą telewizję z reklamą, a reklamę z komercyjną przesadą?
- Źródło: s. 15.
- Przy Mulberry Street No. 247 w Nowym Jorku, niedaleko głównej komendy policji, mieści się Ravenite Social Club, gdzie zazwyczaj obradują naczelni mafiosi. Jeżeli ktoś wpadnie na nich, gdy wychodzą na ulicę, z pewnością minie ich obojętnie – uprzejmych i uśmiechniętych, bez gangsterskich kapeluszy z szerokim rondem i w nienagannych garniturach firmy Brook Brothers.
- Źródło: s. 225.
- Zobacz też: mafia
- To już nie jest kwestia nieuczciwości, przekupstwa, korupcji. Po prostu cały system amerykański został zaprogramowany na przyjmowanie i wydawanie pieniędzy – w polityce, religii, sądownictwie.
- Źródło: s. 184.
- Zobacz też: kapitalizm
- Więc co dalej, Ameryko? Nie zdziwiłbym się, gdyby przemiany w myśleniu rozpoczęte w latach siedemdziesiątych były kontynuowane, ponieważ stanowiły dopiero prolog nowego etapu. A jednak to nie znaczy, że pójdą koniecznie po linii prostej i wznoszącej się. Zwątpienia, jakie powstały w amerykańskich umysłach w następstwie skomplikowanych przejść narodowych, są odruchem korekcyjnym, a więc tymczasowym. Nie jest wcale powiedziane, że ochłonąwszy ze szperania we własnej duszy Amerykanie znów nie powrócą do samozadowolenia. Konserwatyzm tkwi w tej duszy głęboko.
- Źródło: s. 265.
- Zasad etycznych nie da się dekretować niczym przepisy drogowe. Przesada związana z rewizją tych zasad nie musi powodować przesadnych lęków. Bowiem wyswobodzenie obyczajów jednocześnie spełnia rolę wentyla wypuszczającego nagromadzoną parę. Zdając sobie z tego sprawę, już u progu Renesansu władcy i książęta kościoła godzili się z naruszeniem formalnych zakazów moralnych. Z tego samego powodu w Ameryce drugiej połowy XX wieku wielu menażerów społecznych zachowało filozoficzny spokój w obliczu zmiany kryteriów moralności – bądź ją wyzyskało.
- Źródło: s. 47.