Jerzy Łojek

Матеріал з Wikicytaty
Перейти до навігації Перейти до пошуку

Jerzy Łojek (1932–1986) – polski historyk, działacz opozycji w PRL.

Szanse powstania listopadowego[ред.]

  • (…) decyzja Konstantego podjęcia natychmiastowej walki przeciwko powstaniu przecinałaby sprawę nie tylko militarnie, ale i politycznie. Niezdecydowani stanęliby przed koniecznością natychmiastowej decyzji: przeciwko powstaniu, przeciwko ludowi, u boku Konstantego i Mikołaja, ze świadomością wszystkich skutków tej postawy – albo też politycznie i ideowo razem z ludem, przy uznaniu społecznych konsekwencji tego kroku, w gotowości do jak najradykalniejszego militarnego działania przeciwko Mikołajowi. Zdrajcy ujawniliby od razu swoje prawdziwe oblicze. Społeczeństwo polskie rozdzieliłoby się na dwie przeciwstawne siły, powstanie zmieniłoby się w rewolucję. Czartoryski nigdy nie zostałby prezesem powstańczego Rządu Narodowego, Chłopicki nie byłby nigdy dyktatorem, Skrzynecki naczelnym wodzem.
    • Źródło: s. 17
  • Dla zrozumienia dziejów powstania 1830 i 1831 roku, dla wyjaśnienia genezy jego klęski i powodów zmarnowania tak olbrzymich szans i możliwości, konieczne jest podkreślenie faktu zasadniczego: wszyscy, a przynajmniej prawie wszyscy, późniejsi członkowie władz narodowych w czasie powstania listopadowego (z wyjątkiem chyba tylko Joachima Lelewela), kierownicy polityki wewnętrznej i zagranicznej powstania, wszyscy generałowie i większość wyższych oficerów armii polskiej w roku 1831 – ludzie, których takim zaufaniem obdarzyli organizatorzy spisku – w noc 29 listopada 1830 roku byli przerażeni i wstrząśnięci wybuchem walki, byli gotowi do najbardziej drastycznych posunięć, by ruch ten natychmiast i w zarodku stłumić, byli zdecydowani na podjęcie zaciętych walk ulicznych z patriotycznym tłumem pospólstwa, ze „zbuntowanymi” oddziałami wojskowymi, na kartaczowanie i szarże kawaleryjskie przeciwko ludności cywilnej, na artyleryjskie bombardowanie Warszawy – byle tylko o świcie 30 listopada przywrócić w stolicy sytuację z rana dnia 29 listopada.
    • Źródło: s. 9
  • Gdy Władysław Zamoyski przekazał Konstantemu słowa generała Potockiego, wielki książę odpowiedział: „Żaden Rosjanin nie wmiesza się w tę sprawę. Polacy ją zaczęli, niech się sami między sobą rozprawią…” Ten motyw: sami załatwcie tę sprawę – dominował później we wszystkich wypowiedziach Konstantego w czasie pertraktacji z przedstawicielami strony polskiej.
  • Gdyby wielki książę zginął tej nocy pod powstańczymi bagnetami, nie byłoby mowy o jakimkolwiek łudzeniu opinii publicznej możliwościami porozumienia z Mikołajem I i o prowadzeniu pod tą osłoną akcji kapitulacyjnej. Stałoby się jasne, że walka już się rozpoczęła, że będzie prowadzona na śmierć i życie, że trzeba czynić wszystko, by pierwszemu zadać cios podcinający siły wroga. Rzekoma jedność narodowa pękłaby od razu; lojaliści i ugodowcy musieliby wystąpić czynnie przeciwko powstaniu i paść w walce z masami ludowymi albo też schronić się do Petersburga, w każdym przypadku oczyszczając teren polityczny Królestwa, gdzie siłą rzeczy musiałby uformować się nowy, rewolucyjny i gotowy do radykalnego działania rząd narodowy.
    • Źródło: s. 11
  • Jest faktem charakterystycznym, że najważniejszy rangą oficer biorący udział w sprzysiężeniu 29 listopada był w stopniu majora. Przywództwa ruchu odmówił nawet znany ze swych postępowych poglądów i uznany za radykała Lelewel, z którym organizatorzy spisku: Wysocki, Zaliwski i Bronikowski, pertraktowali na kilka dni przed rozpoczęciem powstania.
  • Konstanty uchylił się od walki, nie wyobrażając sobie możliwości zwrócenia wojsk rosyjskich przeciwko „swojej” polskiej armii. Być może przeważyły wówczas w duszy wielkiego księcia motywy szlachetniejsze, być może zawahał się przed wydaniem rozkazu, wskutek którego Polacy i Rosjanie znowu stanęliby naprzeciw siebie do śmiertelnej walki. (…) z powodu tego (…) odruchu Konstanty w noc 29 listopada zaważył na losach Polski ciężej i tragiczniej niż przez cały okres swej piętnastoletniej tyranii w Królestwie Polskim.
    • Źródło: s. 18
  • Mit solidarności narodowej oślepiał i prowadził na manowce; trzeba było wszystkich gorzkich doświadczeń 1831 roku, by dopiero w chwili upadku Warszawy stało się jasne, że zmarnowano realną szansę przekształcenia powstania w prawdziwą polityczną i społeczną rewolucję, zdecydowanie rozcinającą społeczeństwo na ugodową, zdradziecką mniejszość i walczącą o cele narodowe wszystkimi dostępnymi metodami patriotyczną i postępową większość.
    • Źródło: s. 8
  • Nie pomyśleli o jakimś programie czy manifeście, o jakiejś deklaracji celów ruchu, o stworzeniu własnego rządu, a chociażby własnego tymczasowego komitetu rewolucyjnego. Wszystko to pozostawiono ludziom znanym i popularnym, cieszącym się społecznym autorytetem, desygnowanym – mimo i wbrew ich woli – na przywódców ruchu, ruchu w założeniach swych zupełnie sprzecznego z intencjami i poglądami tych właśnie ludzi.
    • Źródło: s. 8
  • Niektórzy z desygnowanych do władzy „przywódców narodu” przed powstaniem otwarcie deklarowali się jako zdecydowani wrogowie jakichkolwiek wyłamań się z obowiązku lojalności wobec cesarza i króla Mikołaja I; rzecz zdumiewająca, że nie otworzyło to nikomu oczu.
    • Źródło: s. 10
  • Opinia publiczna w roku 1830/1831 uległa złudzeniu, że w łonie powstania istnieją oczywiście różnice poglądów co do metod, ale nigdy co do celów walki narodowej; dopatrywano się nieudolności, ale z reguły nie złej woli; nie rozumiano, że za wątpliwościami co do możliwości osiągnięcia celów powstania kryć się może umyślne działanie w kierunku zwichnięcia realnych szans urzeczywistnienia tych celów.
    • Źródło: s. 9
  • Organizatorzy wybuchu (…) byli nie tylko zupełnie zdezorientowani co do istoty podziałów i rozwarstwień ideowo-politycznych w społeczeństwie polskim w 1830 roku, ale nawet nie zdawali sobie właściwie sprawy z samego faktu istnienia jakichkolwiek podziałów tego rodzaju.
    • Źródło: s. 7
  • Padło tej nocy z rąk powstańców sześciu generałów polskich (Stanisław Potocki, Józef Nowicki, Ignacy Blumer, Maurycy Hauke, Stanisław Trębicki i Tomasz Siemiątkowski) oraz pułkownik Filip Meciszewski. Tylko Nowickiego można uznać za ofiarę przypadku, gdyż zginął wskutek fonetycznego podobieństwa nazwiska do znienawidzonego generała Lewickiego. Hauke i Blumer zapłacili życiem za całą swoją piętnastoletnią konduitę przedpowstaniową. Siemiątkowski na równi z Potockim organizował tłumienie powstania i świadomie wybrał śmierć zamiast przejścia na stronę narodową. Utalentowany generał Trębicki nie chciał „złamać przysięgi” złożonej Mikołajowi I; powinność wobec „najjaśniejszego pana”, całą świadomością przełożył ponad obowiązek wobec Ojczyzny. Meciszewski strzelał do podchorążych z pistoletu.
    • Źródło: s. 14
  • Pomnik z nazwiskami generałów poległych za cara w noc listopadową rozebrano w Warszawie dopiero w roku 1917. Wielka szkoda! Pomnik ten powinien pozostać w Warszawie na zawsze… na wieczną rzeczy pamiątkę, aby przyszłe pokolenia odpowiednio kojarzyły te nazwiska z zasługami ich nosicieli. Generałowie (…) uczciwie i rzetelnie zasłużyli na tytuł wiernych sług „najjaśniejszego pana” Mikołaja I. Krzywdą byłoby pozbawienie ich w pamięci potomnych tego – ofiarą życia okupionego – tytułu.
    • Źródło: s. 14–15
  • Powstanie listopadowe zastało w służbie czynnej w wojsku polskim pięciu generałów broni, siedmiu generałów dywizji i dwudziestu trzech generałów brygady. Otóż z tej liczby dwóch generałów broni poległo wskutek swej wiernopoddańczej postawy w noc listopadową (Hauke, Potocki), dwóch stawiło się natychmiast w Petersburgu i zadeklarowało swą lojalność wobec cara (Rożniecki, Wincenty Krasiński), jeden (Izydor Krasiński) pozostał w Warszawie, nie brał jednak udziału w żadnych poważniejszych pracach czy działaniach powstańczych, a po kapitulacji Warszawy poddał się dobrowolnie Paskiewiczowi. Spośród generałów dywizji jeden (Kossecki) stawił się również natychmiast w Petersburgu, czterech pozostało zupełnie bezczynnych z powodu zgłoszonej dymisji lub swoich specjalnych starań, a tylko dwóch wzięło udział w powstaniu (Kicki, Krukowiecki). Czterech generałów brygady poległo w noc listopadową z rąk podchorążych, jeden walczył czynnie po stronie rosyjskiej (książę Wirtemberski), zdymisjonowanych było dziewięciu, bezczynnych przez cały czas wojny dwóch, a tylko siedmiu wzięło jakikolwiek udział w powstaniu. Wśród pułkowników, podpułkowników i majorów sentymenty polityczne z natury rzeczy były podobne do dominujących w środowisku generałów.
    • Źródło: s. 10–11
  • Powstanie roku 1830/1831 w ogóle mogło przetrwać kryzys nocy listopadowej, a potem mimo wszelkich klęsk istnieć przez dziesięć miesięcy tylko dzięki naciskowi mas ludowych, opinii publicznej, całej aktywnej politycznie części dołów społecznych.
    • Źródło: s. 9–10
  • Powstanie rozpoczęło się (…) w warunkach fatalnego politycznego nieporozumienia. Oparte było w swym założeniu o najzupełniej mylną, opaczną i zgoła nonsensowną interpretację postawy moralno-politycznej wyższych sfer społeczeństwa Królestwa – generalicji, arystokracji, popularnych osobistości spośród członków rządu, sejmu, senatu – interpretację przyjętą dowolnie, a priori i bez wystarczających podstaw przez organizatorów i przywódców spisku powstańczego.
    • Źródło: s. 7
  • Skoro książę ocalał w chwili zamachu na Belweder, sprawa powstania była tym bardziej przegrana – tak rozumowali wszyscy ugodowcy i lojaliści w Warszawie w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku. Uniknięcie przez nich gniewu Mikołaja zależało od jak najszybszego zdławienia ruchu, od bezwzględnego zdruzgotania spisku, od udowodnienia lojalności rządu Królestwa wobec cesarza przez nie liczące się z żadnymi stratami zmasakrowanie zbuntowanych tłumów.
    • Źródło: s. 13.
  • Stłumienie powstania okazało się niemożliwe, wielki książę Konstanty odmówił interwencji, ruch stał się ruchem ogólnonarodowym – i wtedy zaufanie spiskowców, zaufanie krajowej opinii publicznej, uprzednia milcząca desygnacja do władzy w powstaniu stały się skarbem nieocenionym: w oparciu o to stanowisko opinii publicznej można było utworzyć tymczasową władzę, by prowadzić powstanie w stronę zupełnie przeciwną, niż opinia publiczna oczekiwała, łudząc ją, oszukując i w ostateczności połowicznie jej ulegając.
    • Źródło: s. 9
  • Trzykrotnie sprawa powstania została pchnięta naprzód: w noc 29 listopada, gdy pospólstwo Warszawy żywiołowym wystąpieniem wsparło akcję podchorążych i nielicznych sprzysiężonych oddziałów wojska, zamieniając pucz wojskowy w ruch powstańczy o znaczeniu ogólnonarodowym; potem w grudniu 1830 roku, gdy pod naciskiem całej krajowej opinii publicznej sejm uznał powstanie za sprawę ogólnonarodową; wreszcie w styczniu 1831 roku, gdy groza wystąpienia mas ludowych Warszawy zmusiła sejm do pozbawienia Mikołaja I i dynastii Romanowów tronu polskiego. W tych sytuacjach trzeba było ustąpić wobec opinii krajowej, ugiąć się przed zdecydowaną postawą większości społeczeństwa. Ale gdzie tylko było można, oficjalne władze powstania starały się cofać i osłaniały kapitulanckie koncepcje naczelnego wodza; cofano się więc skutecznie, aż do ostatecznej klęski.
    • Źródło: s. 10
  • Ważnym elementem historycznego myślenia jest (…) umiejętność dostrzeżenia alternatywy, zauważenia w każdej przełomowej sytuacji nie ziszczonej ówcześnie, ale w pewnym momencie realnej możliwości innego obrotu wypadków.
  • Wątpić należy, czy wielki książę był w stanie – nawet używając wszystkich oddziałów wojskowych, które gotowe były walczyć przeciwko powstaniu, i nie wahając się przed wydaniem rozkazów najdrastyczniejszych – stłumić rozruchy w Warszawie w momencie, gdy na ulice wyległ kilkunastotysięczny tłum, zbrojnie wspierając akcję sprzysiężonych polskich oddziałów wojskowych. Nie ulega wątpliwości, że w chwili rozpoczęcia powszechnej, otwartej walki między siłami polskimi i rosyjskimi wszystkie oddziały polskie wyłamałyby się z posłuszeństwa wobec stojących u boku Konstantego swoich dowódców i przyłączyły do powstania – co do tego nie miał wątpliwości nawet generał „Staś” Potocki. Plebs miejski zdecydowany był na walkę uliczną, czuł swoją siłę i nie lękał się bynajmniej starcia z regularnymi oddziałami.
    • Źródło: s. 15
  • Wycofując się bez próby zbrojnego stłumienia polskiego ruchu, Konstanty wszczepił mu śmiertelną truciznę, ale sam podpisywał na siebie wyrok politycznej śmierci.
    • Źródło: s. 18
  • Wycofując się z Królestwa, unikając walki, nie kompromitując tych sił politycznych w Warszawie, na które carat mógł jak najpewniej liczyć, nie burząc mitu postawy patriotycznej „duchowych przywódców narodu”, pozwalając objąć im kierownictwo powstania i ogłupić do szczętu krajową opinię publiczną – wielki książę kładł fundamenty pod Ostrołękę i warszawską wrześniową kapitulację 1831 roku.
    • Źródło: s. 18
  • Wydaje się dzisiaj rzeczą oczywistą, że Konstanty w noc listopadową nie dysponował już szansą stłumienia ruchu. Walka uliczna musiałaby się skończyć, bez względu na polskie straty, rozgromieniem rosyjskiego garnizonu. I niezależnie od tego, w czym dopatrywać się będziemy źródeł wahania wielkiego księcia, przyznać trzeba, że z punktu widzenia rosyjskich cesarskich interesów państwowych postąpił słusznie, rezygnując z walki i wycofując się ze stolicy na czele garnizonu rosyjskiego. Postąpił nie tylko słusznie: doświadczenie następnych dziesięciu miesięcy jasno wykazało, że posunięcie, pozornie małoduszne, było – właśnie z punktu widzenia cesarskiej racji stanu – po prostu genialne, było decydującym ciosem zadanym powstaniu.
    • Źródło: s. 15–16
  • Wydaje się (…) rzeczą niewątpliwą, że wielki książę uchylił się od walki z przyczyn znacznie pospolitszych: zabrakło mu po prostu siły woli i odwagi stawienia czoła niebezpieczeństwu, którego nigdy przedtem nie doświadczył.
    • Źródło: s. 18
  • Z fatalną lekkomyślnością i krótkowzrocznością, z naiwną wiarą w „patriotyzm” generałów i senatorów Królestwa przywódcy powstańczego spisku kładli nacisk na jedność powstania, dopatrując się w tym szansy działań najskuteczniejszych, nie rozumiejąc, że w ten sposób wprowadzają truciznę kapitulacji do samego centrum ruchu narodowego.
  • Zasadnicze nieporozumienie co do intencji oficjalnego kierownictwa powstania przetrwało wszystkie klęski roku 1831 i dopiero w publicystyce Wielkiej Emigracji po trosze zaczęło się wyjaśniać.
    • Źródło: Jerzy Łojek, Szanse powstania listopadowego. Rozważania historyczne, s.6. Instytut Wydawniczy Pax, wyd. 3, Warszawa 1986, ISBN 8321107761, s. 9.

Inne[ред.]

  • Nasuwa się w tym miejscu uwaga, że jeżeli w Kampanii Wrześniowej generałowie i wyżsi oficerowie pochodzenia legionowego spełnili uczciwie, a niekiedy bohatersko swój obowiązek patriotyczny na polu bitwy, to generałowie wywodzący się z dawnej armii carskiej zachowywali się niekiedy w sposób kompromitujący. Gen. Władysław Anders jest na tym tle wybitnym i szlachetnym wyjątkiem.
    • Źródło: Jerzy Łojek, Agresja 17 września 1939, s. 141.
    • Zobacz też: Władysław Anders
  • Sade – możemy sądzić – zdawał sobie sprawę z istnienia podświadomości, owego dziwnego fenomenu psychicznego, o którym współcześni nie mieli jeszcze pojęcia, który ujawnić miał dopiero Freud – i usiłował w tę podświadomość jak najgłębiej wniknąć. Skrajnie pesymistyczne założenia filozofii Sade’a prowadziły go do wykrycia w głębi psychicznej człowieka tylko zła i skłonności do występku. Zdaniem Sade’a, najistotniejsze popędy, pragnienia, pożądania, instynkty człowieka zostały stłumione przez nacisk konwencji społecznych, norm prawnych, nakazów religijnych. Sade starał się więc przedstawić w swoich dziełach naturę ludzką w pełni zdemaskowaną, uwolnioną spod wszystkich konwencji społecznych i obyczajowych.
  • Sade okazał w 120 dniach Sodomy imponującą erudycję seksuologiczną, wyprzedzając o sto kilkadziesiąt lat stan wiedzy medycznej, psychologicznej i historyczno-obyczajowej, właściwy swojej epoce. (…) Wieloletnie i wnikliwe studia prowadzone pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku dowiodły, że markiz niczego nie zmyślił, że znał i opisał z całą precyzją naukową wynaturzenia seksualne wszystkich typów, nawet najrzadziej spotykane.
    • Źródło: Jerzy Łojek, Wiek markiza de Sade, Lublin 1973.

O Jerzym Łojku[ред.]

  • Książka Łojka obala zakorzeniony w literaturze (zwłaszcza romantycznej) i w powszechnej świadomości mit o niemożności wygrania walki z carską potęgą, o nieuchronności klęski, przerzucając ciężar winy z tzw. warunków obiektywnych na dowództwo powstania i otumanioną opinię publiczną, dzięki której władza w tym przełomowym okresie znalazła się w rękach ludzi najmniej do jej sprawowania powołanych.
    • Źródło: Biogram Jerzego Łojka na czwartej stronie okładki jego książki pt. Szanse powstania listopadowego. Rozważania historyczne. Instytut Wydawniczy Pax, wyd. 3, Warszawa 1986. ISBN 8321107761.