Przejdź do zawartości

Janusz Plewniak

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Janusz Plewniak (2023)

Janusz Plewniak (ur. 1949) – polski pisarz literatury faktu, dziennikarz, fotografik i speleolog. Od 1990 mieszka w Niemczech.

  • Cudom się nie dziwię, świat sam w sobie jest cudem niemożliwym i bez przyczyny. No, zrób świat! Nie umiałbyś. A jeszcze bardziej by ci się nie chciało. I nie miałbyś odwagi. Nie uwierzyłbyś, że masz czym zrównoważyć, spłacić wszystkie cierpienia.
    • Opis: o cudach.
    • Źródło: „National Geographic Polska”, 8 października 2018.
  • Jeżeli ktoś mówi nielzja, to wie, co mówi. I wie do kogo mówi. Nadto wie, że może sobie pozwolić powiedzieć nielzja. Nielzja znaczy nie można, nie sposób, niepodobna, nie wolno, nie da się. Im głośniej, im częściej wolno komuś użyć nielzja, tym większą ma władzę. Nielzja jest bodaj najczęściej wypowiadanym w Rosji słowem. Chcesz zapytać, czy można włączyć telewizor, to po rosyjsku powiesz, „nielzja wkluczit telewizor?” Zatem, nawet w zapytaniu będzie zaprzeczenie, zakaz, strach i poddańczość. Od cara po katorżnika, od patriarchy po pastucha, od pierwszego sekretarza partii po kandydata na członka organizacji komsomolskiej, od prezydenta po bezdomnego podmostowca, każdy może sobie – chociaż w różnym znaczeniu użyć nielzja. Raz będzie to rozkaz, innym razem trwożne zapytanie. A jaka przyjemność z takiego używania.
    • Opis: o słowie „nielzja” w Rosji.
    • Źródło: Nielzja, Wydawnictwo Śląsk, Katowice 2025, s. 52–53.
  • Krata oddziela nas od świata,
    lecz nie podzieli nas ta krata.
    Krata osłania okna, drzwi,
    ale nasz człowiek z kraty kpi;
    bo gdy nadejdzie odlotów czas,
    Wrona odleci – zostawi nas.
    Klucz obrócimy, zwalimy kratę.
    Zapanujemy znów nad światem.
    • Opis: To my – wiersz o Solidarności napisany podczas internowania w więzieniu w 1982.
    • Źródło: „Śląsk”, 4/2022, s. 44.
  • Wrócić po takiej stromiźnie gładkiego stoku jest jeszcze bardziej niebezpiecznie niż ciągnąć w górę. Zwłaszcza, ze żlebem zaczynają schodzić małe lawiny zmrożonego śniegu. Niżej mogą rosnąć i porywać ze sobą wszystko po drodze. Zatem sytuacja wymuszona, by pchać się w górę. Tutaj w górnej partii urwistego żlebu wspinaczka po nachyleniu ponad 60 stopni staje się coraz groźniejsza. Opuszczamy żleb i dalej wspinamy się grzędą wystających spod pokrywy śniegu skał i turni. To jest bezpieczniejsze, ale wymaga jeszcze więcej czasu. Gdy podchodzimy ostatnią ostrą i gładką stromizną stoku do szczytowej grani zapada zmrok. (...) Nagle oślepia nas ostry snop światła ogromnego reflektora. (...) A to był księżyc w pełni! Widocznie był schowany za którymś z granicznych szczytów albo przysłonięty zabłąkaną chmurką.
    • Opis: o wspinaczce w Tatrach.
    • Źródło: Tak było, tom II, Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2024, s. 165.