Przejdź do zawartości

Eugeniusz Horbaczewski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Eugeniusz Horbaczewski (1944)

Eugeniusz Horbaczewski (ps. Dziubek; 1917–1944) – kapitan pilot Polskich Sił Powietrznych, major Królewskich Sił Powietrznych, as myśliwski II wojny światowej, kawaler Krzyża Złotego Orderu Wojennego Virtuti Militari.

  • Byłem w drugiej zmianie pilotów i z bólem serca patrzyłem, jak pierwsza poleciała w nieznane. Co przywiozą? Jak tam jest i czy szczęście naszym dopisze? Oto były pytania, które skakały po głowie i nie pozwoliły usiedzieć na miejscu. Wreszcie zaczynają powracać, ale pojedynczo. Tu jeden, tam dwóch, a tam znów jeden. My już to znamy. Była dobra robota. Ukoronowaniem wszystkiego był powrót akrobatów. Jeden za drugim kręcą do ziemi beczki. Liczę cierpliwie: pięć. Pięciu szkopów mniej na starcie Luftwaffe, pięciu więcej na nowym... O.K
  • Już jesteśmy nad Dieppe. Jeszczem takiej rąbaniny nie widział. Wszędzie jednocześnie: w powietrzu, na ziemi w wodzie. W porcie się pali. Jeden z naszych statków też, a ja się palę na Niemców. Aha, otóż oni. Niestety, trochę za daleko i wysoko, więc dałem im spokój. Będą inni. I rzeczywiście - dwa F.W. 190 i dziwnie podpatrują, przewracając się z boku na bok, duży statek wojenny. Aha, to te kochane dwie bomby chciały zostawić po sobie 500-funtową pamiątkę. Nic z tego. Ja ich widzę, a oni mnie nie. To bardzo ładnie. Gaz, obroty i dociągam do nich z moim bocznym (Stasik) jak na gumie.
  • Tę moją upragnioną dwójkę zestrzelił ktoś inny. Za chwilę poszukujemy innych. Są! Tylko zamiast dwóch - około piętnastu. Dociągnęliśmy do ostatnich dwóch i oddaliśmy po krótkiej serii. Oba się zadymiły. Stasika poszedł prosto, a mój do ziemi. Siadłem mu na ogon i dodaję jak mogę trochę więcej żelaza, żeby mu zbyt lekko nie było. Posypały się kawałki, buda odleciała, a za nią pilot. Za chwilę w powietrzu bujał spadochron. Nieco później moi koledzy obserwowali nad własnym lotniskiem parę beczek więcej na znak zwycięstwa.

O Eugeniuszu Horbaczewskim

[edytuj]
  • – Czołem panom! Jak smakowało śniadanie? Prawda, że dziś piękna pogoda?
    Kazek pierwszy ocknął się z zaskoczenia.
    – „Dziubek”, ty obrazo rodzaju ludzkiego, panie Antoś! Czego kolegów straszysz? Gdzieś ty się, niedołęgo, podziewał?!
    Horbaczewski przygładził zwichrzone włosy i odparł od niechcenia:
    – Postrzelali mnie trochę, więc musiałem lądować w Gabes. Mają tam pierwszorzędny gin. Przespałem się i przywieźli mnie samochodem, bo mój grat nie bardzo zdatny do użytku. Daj papierosa, Bohdan!

Zobacz też

[edytuj]