Przejdź do zawartości

Czesław Skoraczyński

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Czesław Michał Skoraczyński (1911–1982) – polski piłkarz i hokeista, więzień obozów koncentracyjnych w Majdanku, Gross Rosen i Flossenbürgu.

Żywe numery (1984)

[edytuj]

(Krajowa Agencja Wydawnicza w Krakowie, Kraków 1984, ISBN 83-03-00490-5)

  • Byłem świadkiem wieszania więźniów różnych narodowości i religii, wszyscy jednakowo potwornie męczyli się w chwili śmierci.
  • Dyrygujący nami esesman bił bez przerwy i nie szczędził ordynarnych przekleństw. Ambicją tego bydlęcia w ludzkiej skórze było nie dać wyczerpanemu więźniowi ani sekundy na uważne, ostrożne postawienie nogi – specjalnie satysfakcjonowało go kaleczenie bosych, poranionych stóp.
    • Źródło: s. 59.
    • Zobacz też: SS
  • Egzekucji wieszania na polu było bardzo dużo, odbywały się przeważnie w czasie przerwy obiadowej. Więźniowie wszystkich bloków musieli być przy tym obecni, otaczając dokoła szubienicę.
  • Istną plagą nękającą każdego więźnia były wszy, pchły i pluskwy. Walka z insektami nie miała żadnych szans powodzenia, stąd często w obozie wybuchały groźne epidemie, które dziesiątkowały wyniszczonych fizycznie więźniów.
    • Źródło: s. 34.
    • Zobacz też: wszy
  • Naszym wrogiem był już sam deszcz, padający w czasie pracy, bo jedynym sposobem suszenia przemoczonej odzieży było sypianie w niej – suszenie ciepłem własnego ciała.
    • Źródło: s. 72.
    • Zobacz też: deszcz
  • Po skończeniu załadunku wsiedliśmy do opróżnionego samochodu i udaliśmy się z powrotem na Majdanek. Z ciężkim sercem przejeżdżaliśmy bramę obozu, wracając z pozornej wolności. Te kilka godzin spędzonych w innym otoczeniu, rozkleiło nas zupełnie. Zostaliśmy wysadzeni przed bramą III pola, którą przekraczaliśmy już bez żadnych złudzeń, była to znajoma brama do naszego beznadziejnego piekła.
    • Źródło: s. 116.
  • Ponieważ rodziny nasze nie wiedziały co się z nami dzieje, każdy z nas pragnął jak najszybciej dać znać najbliższym o swoim losie, gdzie jest uwięziony – a przede wszystkim, że żyje.
    • Źródło: s. 12.
    • Zobacz też: rodzina
  • Transport ten liczył około trzystu więźniów. Myślę, że chyba wszyscy pracujący wówczas w tej grupie roboczej, mają do dziś ten dzień w pamięci i nie będą w stanie nigdy go zapomnieć. Tak potwornie zrujnowanych ludzi nie widzieliśmy ani wcześniej, ani później w czasie pracy w komorze gazowej, mimo że niektóre transporty przesyłane do naszego obozu były dość podobne.
    • Źródło: s. 110.
  • Więźniom obozu nie wolno było zbliżać się do naszego transportu. Z daleka przyglądaliśmy się sobie, o porozumiewaniu się nie mogło być mowy. Tylko kilku kapo krążyło między nami, starając się wybadać, czy nie posiadamy jakichś rzeczy wartościowych. Ci również popisywali się bokserskimi umiejętnościami.
    • Źródło: s. 122.
  • Z chwilą umundurowania nas staliśmy się prywatną własnością władz obozowych: najpodlejszym rodzajem ludzi, który należało wykorzystać do ciężkiej ponad siły pracy, a wyeksploatowanych i zniszczonych – zabić.
  • Zgrzyt hamulców pociągu był akordem końcowym naszej podróży w nieznane. Było tak okropnie zimno, że wszystkich nurtowała tylko jedna myśl; czy to już koniec tej potwornej podróży. Z tego, co mogliśmy dojrzeć przez szpary w ścianach wagonu, zorientowaliśmy się, że jesteśmy w Lublinie. Wiedzieliśmy, że jest tu obóz koncentracyjny, ale o jego potwornościach mieliśmy się dopiero przekonać na własnej skórze.
    • Źródło: s. 19.
    • Zobacz też: Lublin