Przejdź do zawartości

Aleksander Gabszewicz

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Aleksander Gabszewicz

Aleksander Gabszewicz (ps. Hrabia Oleś, Gabsio; 1911–1983) – podpułkownik pilot Polskich Sił Zbrojnych, as myśliwski Polskich Sił Powietrznych, pułkownik Królewskich Sił Powietrznych.

  • Ciągniemy na północ wciąż wyżej i wyżej. Cienka warstwa mgły jest już poniżej nas. Nagle przed sobą o jakieś 500 metrów spostrzegam lecących w przeciwnym kierunku 5 samolotów. Na płatach – czarne krzyże. Zdębiałem. Widzę je. Może to tylko złudzenie? Zadzieram jedenastkę i ciągnę w kierunku tych krzyży. Moi boczni odpadają – nie wytrzymują tak małej prędkości przy zadzieraniu maszyny do góry. Może mają rację ale pęd do walki jest przemożny. Odkładam w myśli poprawkę i naciskam spust.
  • Na rozłożonej na ziemi skórze lotniczej leży człowiek, a właściwie: były człowiek. Ręce czarne, wydają się zwęglone, twarz też czarna, zostały tylko białe ślady od okularów. Ubranie skrwawione. Pytam się – „kto to?” – Felek Sz.[yszka] zestrzelony w płomieniach. Wyskoczył a Niemiec obrabiał go w powietrzu, gdy wisiał na spadochronie. Czternaście ran. Rycerski herrenvolk – psia ich mać! – myślę.
  • Opowiada mi Jurek R. swoje przygody. (…) Awionetka okazała się bardzo szybka – zrobiła skręt i skierowała się na Jurka, a z silnika idą iskry. – „Samolot mój aż dostał czkawki ze śmiechu” – mówi Jurek. „Takie małe parszywstwo, a strzela. I wiesz – dostał mnie – mam w lewym płacie 40 przestrzeleń, a z działka dostałem po łapie i po kadłubie. Patrzę, a tu tych awionetek coraz więcej. Jedna podlazła mi pod celownik. Buch... i pali się. – Ale mówię ci, to był «fajerwerk». Po wylądowaniu, mówię Julkowi, że zrąbałem awionetkę, ale nie moja wina bo Niemiec zaczął. Julek słucha mojego opisu awionetki i uśmiecha się. «Człowieku to był Messerschmitt 109».
  • Pierwsza walka nie przyniosła nam strat w pilotach. Jesteśmy wszyscy dobrej myśli, bo przychodzą meldunki, że rano żaden nieprzyjacielski samolot nie przedostał się nad stolicę.
  • Podszedł do mapy, pociągnął, mapa się rozwinęła i powiedział tak: znajdujemy się w dniu D minus dwa. W tej chwili nasze łodzie podwodne znajdują się pod wybrzeżem Normandii.
  • Ranek pierwszego września 1939 roku. Stoimy w Poniatowie na północ od Warszawy. Samoloty ukryte w lesie. (…) Odbieram telefon – mówi sztab: «Niemcy przekroczyli granicę Państwa pod Działdowem o godz.4.45 rano» – patrzę na zegarek–6.35. Wychylam się z namiotu i krzyczę przez tubę: «Piloci do maszyn – czekać na rozkaz startu». Szukam Adasia i mówię o swoim zarządzeniu – akceptuje. Nie upłynęło pięć minut od pierwszej depeszy, a otrzymuję rozkaz: «Wszystkie samoloty dyonu – start. Nieprzyjacielskie samoloty zbliżają się w kierunku 11c».
  • W polu widzę kobietę i chłopa z motyką. Podchodzę do nich i pytam o drogę na lotnisko. – «Panoczku to panoczek leciał na tym balonie», – pyta niewiasta «Panoczku, Panoczek jest popalony, o Jezu, Jezu – i bomble na buzi powyskakiwały, a Panoczek taki młody». Pada na kolana i głośno modli się – «Boże ratuj naszą Ojczyznę i uchowaj przy zdrowiu nasze wojsko». Chłop łapie mnie za ręce i całuje. Łzy ciekną mu po zoranej twarzy. «Panoczku ja pierwszy raz w życiu widzę z bliska polskiego lotnika – uchowaj cię Boże od nieszczęść, a daj ci zwyciężać. Amen». Żegna mnie znakiem Krzyża. Nie mogę wytrzymać dłużej – płaczę i ja.
  • Wtem kpr.H. chwieje się i buch na ziemię jak długi. – «Z wrażenia» – mówi Mucha. Doktor łapie chłopaka do sanitarki. Po chwili wraca: «Panowie on jest ranny w plecy. Pocisk siedzi wewnątrz. Mieliście rację mówiąc, że z wrażenia nie zemdlał w powietrzu, bo nie czuł. Mówię wam, to jest twardy chłop». Z namiotu pędzi śmiejący się Szumiec [Tadeusz Szumowski] i wrzeszczy z daleka: – «Szmońka [Stanisław Szmejl] jest w porządku. Przymusowo lądował koło Wyszkowa – tylko silnik postrzelony».

Zobacz też: