Szósta klepka
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Szósta klepka, pierwsza część Jeżycjady autorstwa Małgorzaty Musierowicz, powstała w roku 1977.
- A kłamstwo jest lepkie, nie sposób się go pozbyć, brudzi wszystko wokół i brudzi twoje sumienie.
- Postać: dziadek do Bobcia
- Zob. też: kłamstwo
- – Ja nie jestem głodny! – zawiadomił świat Bobcio, mrugając oczkami i wydymając różowe usteczka. – Zjem tylko trochę marchewki, w marchewce jest witamina M.
– A w kotlecie witamina K – powiedziała przebiegle ciocia Wiesia. Bobcio miał chysia na temat witamin, co należało inteligentnie wykorzystać.
– Co za mania jakaś – naigrywał się ojciec Cesi. – Czy kto widział kiedy witaminę?
– Ja widziałem! – ofuknął go Bobcio, srogo marszcząc jasne brewki. – Była zielona i łaziła po talerzu.
– Duża była, mniej więcej? – dopytywał się Żaczek, zachowując całkowitą powagę.
– O, taka – pokazał Bobcio. – Tu miała takie kropki. Wyglądała bardzo zdrowo.
– Nie może być.
– Powiedziała mi, że jak nie zjem sałaty, to nigdy nie zostanę strażakiem pożarnym.
– O Boże – powiedział Żaczek. – To byłoby tragiczne.
– Tragiczne – powtórzyło dziecko, lubując się nowym słowem. – Tragiczne, psiakrew.
- Los puka do drzwi na różne sposoby. Niekiedy odbywa się to rozgłośnie w pełni dramatycznie – niekiedy zaś cicho i podstępnie.
- Zobacz też: los
- Wejścia Cesi prawie nie zauważono.
– ... i moje najlepsze, angielskie kalki! – ojciec Cesi kończył właśnie akt oskarżenia. – Co ty sobie właściwie myślałeś, Bobek?
– Myślałem sobie właściwie, że fajnie się palą – odpowiedział chłopczyk prawdomównie.
– Ale dlaczego właśnie kalki?
– Sam je palisz – wytknął Bobcio wujowi.
– Ale zużyte! Rozumiesz?
– Rozumiem – zgodził się Bobcio wpijając w wuja wierne i uczciwe spojrzenie.
– A firanki, firanki, panie tego?! – wtrącił ochryple dziadek. – Od firanek zazwyczaj zaczyna się...
– Pożar! – krzyknął Bobcio, który był dzieckiem mądrym i domyślnym.
Dziadek irytował się, kiedy mu przerywano lub, co gorsza, pozbawiano jego wypowiedzi puenty.
– Cicho bądź, smarkaczu! Czegoś to taki wesoły, hę?
– Bobeczku – wtrąciła mama Żakowa swoim ciepłym altem. – Czy ty się wcale nie boisz?
– A czego?
– Kary. Za ten pożar.
Bobcio zastanowił się głęboko, starając się wniknąć w samego siebie.
– Nie za bardzo – wyznał wreszcie.
– On sobie z nas bimba! – warknął dziadek.
– Hi, hi! – wyrwało się Bobciowi.
Cesia usiadła ze znużeniem przy wielkim stole.
– A co się właściwie stało?
– Bobcio usiłował w nocy podpalić dom – rąbnął ojciec.
– Aha – mruknęła Celestyna bez zdziwienia.