Nie ma to jak statek

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Cole Sprouse, odtwórca roli Cody’ego
Dylan Sprouse, odtwórca roli Zacka

Nie ma to jak statek (ang. The Suite Life on Deck) – serial komediowy dla młodzieży produkcji amerykańskiej.

Seria 1[edytuj]

Ruszamy na morze [1.1][edytuj]

  • London: Ale fale.
    Moseby: To moja stopa!
    London: To co robi pod moją walizką?
    Moseby: Boli.
  • Carey Martin: O, Cody!
    Cody: O, mamo!
    Zack: O, proszę.
  • Zack: 15 lat w jednym pokoju i nadeszła chwila rozstania.
    Cody: Będę tęsknił.
    Zack: Wiesz, że ja też?
  • Cody: Cześć, jestem Co… Kurka wodna!
    Woody: Miło mi Kokurka.
  • Woody: Fajnie nie? Umiem też wypierdzieć Stairway To Heaven.
    Cody: To jest 10-minutowe!
    Woody: Dlatego tylko jak zjem meksykańskie. Właśnie jest dziś na kolację.
  • Bailey: Nie mogę uwierzyć, że się moja szczotką drapałeś w plecy!
    Zack: Plecy? To były plecy?
  • Cody: Ten mój pierdzi klasykę rocka.
    Zack: Super!
  • Zack: No już, jak długo siedzi pod prysznicem jeden facet?!
    Bailey: Chyba wolno mi nałożyć balsam… No wiesz, to konieczne po goleniu.
    Zack: Co ty golisz?! Chyba że może pachy?!
  • Bailey: Wszystko wyjaśnię.
    Zack: Błagam, tylko wyjaśnij, że jesteś dziewczyną, bo zaczynasz mnie pociągać i w ogóle.
  • Bailey: Ty nigdy nie pukasz, wychodząc z łazienki?
    Zack: Wychowała mnie kobieta, więc nie dziwi mnie takie irracjonalne zachowanie.
  • Woody: Mamy konflikt?
    Cody: Niee, nie, nie… Tak.
  • Cody: Jesteś dziewczyną?!
    Bailey: Dziewczyną? Taak, to wiele tłumaczy.
  • Cody: A mój referat o rozmnażaniu wąsonogów… Ilustrowany!
    Woody: Dasz zerknąć?
  • Bailey: Nie zrezygnuję nawet za całą forsę świata.
    London: Załatwię tyle!

Wyspa Papug [1.2][edytuj]

  • Bailey: To moja wina, że London uciekła.
    Zack: Wcale nie. Denerwowało ją tu wiele rzeczy, nie tylko ty… To mi nie wyszło.
  • Zack: Przepraszam, zaspałem.
    Cody: Przecież mieliśmy teraz lekcję.
    Zack: No właśnie.
  • Zack: Na którejś stopie masz 6 palców?!
    Woody: Nie, 8 i 3.
  • Moseby: Szukam tu dziewczyny.
    Simms: Jak my wszyscy.
  • Zack: Niesamowicie dobrze szkicujesz!
    Bailey: Ja tylko rozpisuje długopis…
    Cody: Wpadka…
  • Bailey: A skąd się tu wziął ten prosiaczek?
    Woody: Mama mi to zawsze powtarza przy jedzeniu.
  • Woody: Ja czuję… Placek kokosowy.
    Simms: Najlepszy na wyspie. 3 dolary za kawałek.
    Woody: Tu jest martwa mucha!
    Simms: To 2 dolary.
  • Cody: Byłem w porcie, wszedłem na szczyt góry, no i obiegłem całą tę wyspę dookoła.
    Zack: No, w cukierni też nie siedzą.
  • Cody: To prosiak Bailey. I chyba chcę nam coś powiedzieć.
    Zack: Nie, chcę moją watę cukrową. Kup sobie jak chcesz!
    Cody: London, Moseby, Bailey i Woody siedzą w areszcie i musimy ich ratować?
    Zack: Mówisz po świńsku?
    Cody: Nie, czytam po angielsku. Przyczepili mu kartkę.
  • Cody: Słuchaj, sprawę z Bailey trzeba rozwiązać dojrzale i rozsądnie.
    Zack: Ech, masz całkowitą rację. Kto plunie dalej?

Konkurs Jo-Jo [1.3][edytuj]

  • Bailey: Nie chcę być niemiła, ale ten pokój w połowie należy do mnie.
    London: To matematyka. Nie moja działka.
  • London: Jakiś homar poczyta Homera. Homar, Homer! Chwytasz?
    Bailey: Tak, no jasne.
    London: Fajnie, to mi wyjaśnij.
  • Cody: Wyczerpałeś środki na swojej karcie?!
    Zack: Niee? Wyczerpałem środki na twojej. Moja poszła wczoraj.
  • Cody: Wziąłeś moją kartę?!
    Zack: Jak ją zostawiłeś na wierzchu!
    Cody: Była w moim portfelu. A on pod poduszką i jeszcze misiek wszystkiego pilnował!
    Zack: Misiek wcale się nie stawiał.

Nerka oceanu [1.4][edytuj]

  • Zack: Cztery owoce leśne. Malina, jeżyna, borówka, jagoda.
    Ashton: Ja zamawiałem trzy.
    Zack: To masz obleśnego fuksa.
    Ashton: A ty nie dostaniesz obleśnego napiwku.
    Zack: Wtedy będę obleśnie ryczał.
  • Violet: To jest pieprzyk czy coś z tortu?
    Zack: Nie, akurat to moje oko.
  • Ashton: Masz podać ręcznik, a nie opowiadać nudy.
    Cody: To nie nudy. Jak się zaczeka do końca.
  • Ashton: Jedzenie sztućcami będzie ciekawą odmianą.
    Zack: Facet, co utknie pod paznokciem, zostaje na kiedy indziej.
    Cody: Wiecie, że on nie żartuje?
  • Violet: Jestem Violet.
    Zack: Jestem Zack.
    Ashton: Jestem już spóźniony.
  • Zack: Czuję, że coś iskrzy.
    Cody: No co ty, płynie pierwszą klasą. A ty wcale nie masz klasy.
    Zack: Myślę, że laseczka minus ten osioł to szczęśliwy Zack.
    Cody: Noo! To prawie matematyka. Brawo stary!

Wieczór gwiazdek [1.5][edytuj]

  • Bailey: Miałam wykresy zrobione z ciasta.
    Zack: Oj, mogę zaświadczyć, że wykresy są świetne.
    Bailey: To powiedz pani Tutweiller, że zjadłeś mi piątkę.
  • Cody: Przez ostatnie 30 lat, Moseby całował tylko swoją matkę… I nawet ona nie była zachwycona.
    Zack: I jakoś nie widzę pani Tutweiller na randce. Jest taka sztywna. Spóźniłeś się! Zrób zadania! Nie jedz kredy!
  • Zack: Ale mnie chodziło o wieczór gwiazdek.
    Cody: Aaa, chcesz oglądać gwiazdy.
    Zack: Nie, chcę oglądać tańczące laski.
    Cody: Łouu, te cudowne ciała!
  • Woody: Nie wierzę.
    Zack: Uwierz.
    Woody: Nie wierzę.
    Zack: Uwierz.
    Woody: Nie wierzę.
    Cody: Ja to załatwię… Uwierz!
  • Cody: No to Zacka, on jest głupi jak but.
    Zack: Głupszy. But jakoś służy społeczeństwu.
  • Cody: Co wy tu robicie?
    London: Bosko wyglądamy.
  • Cody: Jak nas tu znaleźliście?
    Pani Tutweiller: Woody was wydał. Wyśpiewał wszystko za podniesienie oceny na dwa z plusem.
  • Pani Tutweiller: Nigdzie nie wystąpisz, bo wtedy będziesz z całą resztą siedzieć w szkolnej kozie.
    London: Ale ja nie lubię kozy.
    Zack: Czemu mówi o jakimś wozie?

Linia zmiany daty [1.6][edytuj]

  • Pani Tutweiller: Czy ktokolwiek w tej klasie, słyszał o linii zmiany daty?
    Woody: To chodzi o te poziome kreski w kalendarzu?
  • Zack: Jeżeli jutro znowu będzie dzisiaj, to dzisiaj tak właściwie jest wczoraj. A więc wczorajsze zadanie nie jest na dzisiaj. To zadanie jest na jutro.
    Pani Tutweiller: Czy to znaczy, że nie zrobiłeś zadania?
    Zack: Jeszcze.
  • Pani Tutweiller: Schodzimy do najmniejszego wspólnego mianownika.
    Zack: Jej! Zaraz to to jest matma? A sądziłem, że geografia.
    Cody: Nie, a nasz bal szkolny?
    Bailey: Ten, który będzie dzisiaj?
    Cody: Jej! przeżywam jakieś dziwaczne deja vu.
    London: Duże co?
    Cody: Deja vu to po francusku „to wszystko już widziałem”.
    Zack: Nie no zaraz, teraz francuski, a sądziłem, że matma!

To wszystko jest dla mnie greckie [1.7][edytuj]

  • Moseby: (…) i prosi cię, byś przemówiła.
    London: Dobra, to łatwizna. Umiem mówić od 9. roku życia!
  • Bailey: Ale piękna rzeźba! Ale wspaniała waza!
    London: Ale przystojniak!
    • Opis: w muzeum.
  • Cody: Przewodniku! Masz nam chyba mówić, co tu jest co. Co to jest?
    Adonis: To jest akurat gaśnica.
    Cody: Dziękuje.
    Zack: Zrobimy sobie z nią zdjęcie?
  • Milos: Ten pamiątkowy amulet Afrodyty, to ten prawdziwy!
    Cody:' A niech to, jak to odkryłeś?!
    Milos: Na tym w muzeum jest napis Made in China!
  • London: Pacnie i pacnowie…
    Moseby: Szykuj się do ucieczki z kraju.
  • Nie jestem boginią… Oficjalnie.
    • Postać: London
  • Zack: Słuchajcie! A ja muszę skorzystać.
    Bailey: Rzeźby nie korzystają!
    Zack: Ani nie robią małych kamyczków?
  • Pani Tutweiller: Panie Moseby, czy te rzeźby nie wydają się panu znajome?
    Mosbey: Nie jestem aż tak stary!

Ogromny potwór morski [1.8][edytuj]

  • Bailey: Wie pan, że tutaj człowiek docenia piękno i różnorodność przyrody…
    Cody: Zack, na ręce usiadł ci świerszcz rzadkiego gatunku! Żyją tylko cztery takie.
    Zack: Robal, robal, robal! Sio, sio, sio! (Zabija go).
    Cody: No a teraz, żyją już tylko trzy.
  • Cody: Gdzie moja książka od biologii?
    Zack: Jak wygląda?
    Cody: Jak twoja. Tylko była otwierana.
  • London: No, skończyłam pracę naukową. Co ty na to?
    Bailey: Ja na to… Że wkleiłaś stu dolarówki na każdą stronę.
  • Bailey: Za dużo czosnku.
    Cody: No wiesz, robię to w ten sposób od dziesięciu lat, i ani razu nikt się nie poskarżył.
    Bailey: Pewnie wszyscy krztusili się czosnkiem.

Kwiaty i czekolada [1.9][edytuj]

  • Między wami nie byłoby żaru nawet w saunie, która się pali, w wulkanie, na słońcu.
    • Postać: Zack
  • Zack: Gdzie się podział ten Bob, który mówił, że się nie da uwiązać?
    Bob: To było, kiedy mnie i tak żadna nie chciała.
  • Cody: Czy to znaczy, że to już koniec?
    Bailey: Koniec? Nie było początku.

The mommy and the Swami [1.12][edytuj]

  • Moseby: O Cody chodź! W Indiach na pokład wsiada ze 300 gości, a mój komputer co chwila gaśnie.
    Zack: Jak dziewczyny gdy Cody się odezwie.
  • Moseby: Cody to na prawdę cudownie, że chcesz szukać duchowego oświecenia. Zack, a ty po co tam jedziesz?
    Zack: On mówi, że to droga do Nirwany. Na pewno jest ładna.
    Cody: Wyjaśnię mu, że Nirwana nie jest dziewczyną, kiedy już wejdziemy na tę górę.
  • Pojechała zwiedzać Tadż Mahal. Ja wolę centrum Mahandlowe.
    • Postać: London
  • Zack: Cześć Jogi, gdzie jest Bubu?
    Swami: Jej, jeszcze nikt na to nie wpadł.
  • Gitanjali: Tak, tak, tak bujacie mnie coś czuję to.
    London: To nie my to ocean.

Kiedyś w Rzymie [1.14][edytuj]

  • Cody: Proszę pana, bo…
    Modeby: Nie!
    Cody: Nie zdążyłem powiedzieć.
    Moseby: I co z tego? Jestem na wakacjach.
    Zack: Proszę pana, ale…
    Moseby: Dość! Zamknij dziób!
    Cody: Właśnie zamknij… Dokładnie o to chodziło. Ma rozpięty rozporek…
  • Luca (do Bailey): Ha! Więc znasz włoski i umiesz udźwignąć sześć razy tyle, ile ważysz!
  • Cody: Ale ja na serio chcę zjeść tu obiad.
    Moseby: Trzeba było zrobić rezerwację 15 lat temu.
    Zack: Ale wtedy jeszcze nie umieliśmy mówić!
    Moseby: Och, jakie to musiały być cudowne czasy…

Zastatkowani [1.15][edytuj]

  • Oliwia: Tato, on tylko…
    Monroe: A ty? Uoech…
    Zack: A to dobre… Wszyscy dorośli mnie tak przezywają.
  • Cody: Pamiętajcie, tylko do 9:30. Pilnujcie czasu. Hej! Zack, czas!
    Zack: Na zdrowie!
  • Oliwia: Dobranoc.
    Cody: Do widzenia, Oliwio.
    Zack: Narazie mała!
    Cody: Przepraszam, paskudne drzewo. Tyle liści. Tak się narzuca…
  • Cody: Pana córka, cała i zdrowa.
    Oliwia: Tato, przepraszam. Byłam w sklepie z pamiątkami.
    Monroe: Cody twierdził, że w toalecie.
    Oliwia: A, dlatego, że sklep jest w damskiej toalecie. Jest wielka!
  • Oliwia: (…) Cody to prawdziwy dżentelmen.
    Monroe: Doskonale. Do 9:30. A co mi tam…35!
  • Zack: No to was zostawiam.
    Cody: Zwariowałeś? Co ja powiem jej tacie? Napraw to!
    Zack: Nie wiem jak! Nawet nie rozgryzłem butów na rzepy!
  • Bailey Pamiętasz jak rozmawialiśmy o zjeżdżalni wodnej?
    Cody: Tak?
    Bailey: I, że nie będe się bała zjeżdżając w czyiś ramionach?
    Cody: Tak, tak?!
    Bailey: Frank ze mną zjechał! Rzeczywiście to cudowne! Też zjedź ze swoją dziewczyną.
    Cody: Nie znoszę Franka! (rozrywa ręcznik)

Rodzice na statku [1.16][edytuj]

  • Carey: Cieszę się, że w końcu widzę swoje dzieci.
    Zack: Mamo, jesteśmy facetami. Golimy się.
    Cody: No, pierwszy poniedziałek miesiąca.
  • Carey: Zack, jak można zniszczyć kotwicę?!
  • Kurt: Jak można zniszczyć śrubę?
    Zack: Proste, rzucasz w nią kotwicą.
  • London: Czego słuchasz?
    Moseby: Wielkie nieba!
    London: Słucha muzyki kościelnej. Zwierzątko?
    Moseby: Zack!
    London: To krzyżówka zebry i jaka.
  • London: Ulubiona sztuka?
    Moseby: Idź stąd!
    London: Ulubiony film?
    Moseby: Idź stąd!
    London: To ekranizacja?
    Moseby: Proszę, idź stąd!
    London: To część druga?
  • Zack: Przyzwyczajaj się. Jak ona zostanie, będzie nas tak szczypała codziennie rano. Przy dziewczynach z całego świata!
    Cody: Będą się nabijały w czterdziestu pięciu językach.
  • Zack: To wredne. Jak ty się do mnie upodabniasz!
    Cody: Wiem, i to mnie martwi.

Seria 2[edytuj]

The Spy Who Shoved Me [2.1][edytuj]

  • Cody: Nudzisz się tak jak ja?
    Zack: Nudziłem się jak ty. Ale przylazłeś, i nudzę się jeszcze bardziej.
  • Zack: Ja nie widziałem niczego, właśnie sznurowałem sobie but.
    Cody: Pomagałem mu. Na serio. On nie umie na kokardkę.

Abra-ka-dabra! [2.2][edytuj]

  • Bailey: Gdzie twoja dziewczyna?
    Zack: Sądziłem, że pasujemy do siebie z Sarą.
    Cody: Na imię jej Tanya.
    Zack: Nie nadążam już za tymi gierkami. Mam już dość tych kobiet. Zbyt wiele ode mnie wymagają. Bądź punktualny, pamiętaj imiona… Co ja jestem, Superman?!

Smarticle Particle [2.5][edytuj]

  • Bailey: Wiesz, myślę że w London siedzi mądra dziewczyna i chce się wydostać.
    Cody: Tak, i krzyczy: Wyciągnijcie mnie z tej debilki?
  • Woody: Od kiedy lubisz Becky?
    Zack: Odkąd żebra wbiły mi się w krtań.
  • Bailey: Smrodek na myślenie.
    London: Znaczy, perfumek na rozumek?
  • Zack: Przepraszam, ale… czy bolało, jak spadłaś z nieba?
    Woody: Niezłe.
    Zack: Albo to. Czy jesteś z Alaski? Bo tam są takie laski… No teraz ty.
    Woody: No cześć, czy bolało, jak spadłaś z Alaski?

Familly Thais [2.6][edytuj]

  • Khun Yai: Jesteś taka podobna do mamy.
    London: Ty na pewno też, gdy zdejmiesz ten talerz z głowy.
  • Khun Yai: To moje pole ryżu.
    London: Że jak?
  • London: Co ja zjadłam?
    Khun Yai: Świerszcza. Cyk, cyk.

Goin' bananas [2.6][edytuj]

  • London (pisząc esemes): Cześć, Chelsea, esemesy są ekstra! Robisz błędy i nikt się nie czepia.
  • Pani Tutweiller: Nie wolno używać telefonów bez konieczności. (Dzwoni jej komórka). London, fakt, że uważasz mój makijaż za krzykliwy nie zalicza się do konieczności.
  • Zack: A wiesz co, mam tutaj komputer, włamię się do profilu Cody’ego i wezmę jego stary referat!
    Woody: Cody się ucieszy, popiera recykling.
  • Hm… Hasło… Chwileczkę… Bailey! Ha, ha, przynajmniej już nie ma „tęsknię za mamą”.
    • Postać: Zack
  • Zack: A to nie pasuje do referatu o… Ludwiku Ksiw?
    Pani Tutweiller Ludwiku XIV.

Zobacz też[edytuj]