Kwiat kalafiora

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Małgorzata Musierowicz

Kwiat kalafiora – trzecia część Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, powstała w roku 1981; wpisana na Listę Honorową im. Andersena przez jury IBBY przy UNESCO. Cytaty wg wyd. Akapit Press, Poznań 2003.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Gabriela Borejko[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Gabriela Borejko.
  • Całe dobro, jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szanse, że ludzie odpowiedzą nam tym samym.
    • Źródło: s. 41
    • Zobacz też: dobro
  • Jeśli dobra będę szukać w sobie samej, to okoliczności nie będą miały na mnie wpływu. Dobro nie leży w okolicznościach.
    • Źródło: s. 60
  • Od dziś należy uśmiechać się, dla eksperymentu, do każdej napotkanej osoby. W kolejce, w autobusie, na ulicy. Wysyłać eksperymentalne sygnały dobra, tak, na taki sygnał powinno się uzyskać odpowiedź tego okrucha dobroci, który ma podobno każda ludzka istota.
    • Źródło: s. 42
    • Zobacz też: uśmiech

Ida Borejko[edytuj]

Poznań, ul. Roosevelta 5,
dom rodziny Borejków
Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Ida Borejko.
  • Gdybym teraz umarła, to chyba zaraz poszłabym wprost do nieba, ponieważ czuję, że dusza moja jest czysta jak kwiat, choć ciało mam chore. Na świnkę.
    • Opis: w liście do mamy.
    • Źródło: s. 89
    • Zobacz też: śmierć
  • Zachorowałam przedwczoraj, gdyż los zawsze prześladuje nieszczęśliwych, a na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, jak mówi ludowe przysłowie.
  • Życie jest krótkim pasmem smutku i cierpienia (…)
    • Źródło: s. 164

Ignacy Borejko[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Ignacy Borejko.
  • Duma jest zawsze idiotycznym gestem, jeśli przyjąć punkt widzenia człowieka praktycznego.
    • Źródło: s. 153
    • Zobacz też: duma
  • Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciwy sposób.
    • Źródło: s. 153

Melania Borejko (Mila)[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Melania Borejko.
  • W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy duże dzieci, mam tu na myśli naszą wieczną potrzebę akceptacji i nasz głód uczucia. (…) każdy z nas jest w pełni szczęśliwy, kiedy go pochwalą oraz kiedy kocha i jest kochany.
  • Z perspektywy lat rozumiem, że chłopcy bali się mnie jak ognia, ponieważ byłam bardziej niż oni energiczna.
    • Źródło: s. 158

Natalia Borejko (Nutria)[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Natalia Borejko.
  • Kto w zębie dłubie, dostanie po dzióbie.
    • Źródło: s. 108
    • Zobacz też: ząb
  • Śniło mi się, że stworzyłem Wszechświat – oznajmiła soczystym barytonem. – Miałem w sobie taką boską moc, wziąłem i stworzyłem.

Patrycja Borejko (Pulpecja)[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Patrycja Borejko.
  • Czy starożytni jedli woły z kopytami i z sierścią?
    • Źródło: s. 67
    • Zobacz też: wół
  • Kto mleka nie pije, ten z głodu zawyje.
    • Źródło: s. 108
    • Zobacz też: mleko

Profesor Dmuchawiec[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Profesor Dmuchawiec.
  • Dlaczego waszym zdaniem współczucie jest czymś niewłaściwym? Dlaczego waszym zdaniem pomaganie bliźnim jest śmieszne? Dlaczego nikt się nie wstydzi agresji i brutalności, a żenuje go własna dobroć? Czy nie sądzicie, że coś tu stoi na głowie?
  • Litość to nie współczucie.
    • Źródło: s. 76
    • Zobacz też: litość

Danka Filipiak[edytuj]

  • Czy nie słyszałaś o uśmiechach fałszywych? Czy każdy, kto się uśmiecha, jest dobry? A jak kto na przykład jest dobry, ale ponury?
    • Źródło: s. 119
  • (…) nie oceniona zwłaszcza przez niektórych, przez innych zaś przeceniona (…).
  • Opuszczając nasz przemiły lokal wyborczy spotkałam starszą panią podsłuchującą pod drzwiami. Wysłałam jej ESD, na co ona z oburzeniem splunęła i znikła w swoim mieszkaniu.
    • Źródło: s. 121

Robert Rojek (Robrojek)[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Robert Rojek.
  • Jestem człowiekiem, który musi być dobry. Bez żadnych okoliczności łagodzących.
    • Źródło: s. 59
  • Każdy ma w sobie ten okruch dobra…
    • Źródło: s. 59
  • Nie wolno mi przyjmować, że w pewnych okolicznościach zło nie jest złem.
    • Źródło: s. 60
    • Zobacz też: zło

Inne postacie[edytuj]

  • Boimy się współczuć (…). Ludzie wokół nas są agresywni. Robimy krok w ich stronę, a oni odpowiadają nam złością. (…) Po prostu boimy się żeby nas nie odtrącono.
  • Gabrysiu, ty jesteś dziewczyna atrakcyjna… Jak się uśmiechasz do kogoś na ulicy, to to nie jest sygnał dobra, tylko pewna odmiana flirtu.
    • Postać: Paweł Nowacki
    • Źródło: s. 118, 119
  • (…) kalafior też jest kwiatem. Właśnie wyczytałem to w encyklopedii przyrodniczej. Nie dość tego. Życie bez kalafiora jest praktycznie niemożliwe. Zawiera on nieprawdopodobną ilość soli mineralnych, wapnia i witamin. Nie sposób odżywiać się przez całe życie kwiatami. Zresztą, czymże byłaby róża, gdyby miała woń kapusty.
    • Postać: Janusz Pyziak
    • Źródło: s. 177
  • O, nie (…). Wybaczcie, państwo, ale ja nie będę myła okien w tej klasie. Nie myję okien nawet u siebie w domu, bo nigdy nie mam na to czasu. Umawiam po prostu studentów ze spółdzielni „Akademik”. Poza tym, wydaje mi się, że nawet najgorliwsze członkinie trójki klasowej nie powinny zrzucać koksu do kotłowni c.o., ponieważ ta czynność nie przystoi damie.
    • Postać: Tosia Kowalik
    • Opis: o propozycjach prac społecznych.
    • Źródło: s. 104

Dialogi[edytuj]

  • – A czemu ta uczennica jest w prześcieradle? – chciał wiedzieć Pieróg, przypatrując się podejrzliwie Anieli. (…)
    – Przecież to Kowalikówna – powiedział Dmuchawiec takim tonem, jakby fakt, że uczennica w prześcieradle nazywa się Kowalik, mógł cokolwiek wyjaśnić.
    • Źródło: s. 132
  • – A zna pan ten kawał? Pacjent budzi się po narkozie…
    – Nie, proszę pana – rzekł ojciec surowo. – Nie znam takich kawałów.
    – … i widzi nad sobą twarz chirurga. Mam dwie wiadomości, mówi chirurg, dobrą i złą.
    – Tak, z pewnością – powiedział powoli ojciec Borejko, który cechował się zwolnionym refleksem. – Nie znam tego.
    – Więc pacjent powiada, że woli najpierw tę złą nowinę. Na to chirurg: obcięliśmy panu nogi – nie rezygnował doktor Kowalik.
    – Nie, nie znam tego – upewnił go ojciec Borejko.
    – A pacjent na to: a ta dobra wiadomość? – brnął doktor Kowalik bliski rozpaczy. – Chirurg na to: mam kupca na pana buty!
    Całe szczęście, że cztery Borejkówny wybuchnęły rozgłośnym śmiechem, bo tata Borejko nie tylko się nie ubawił, ale wręcz obraził.
    – Nie musi mnie pan, doktorze, nawracać takimi metodami – oświadczył z godnością.
  • – (…) chciałabym upiec dla ojca tort, na imieniny.
    – Tort? Rany boskie, Gabriela, ty się lepiej do tego nie bierz. Jak kto ma takie maślane łapy, to lepiej niech piłkę kopie.
    – Oj, ciociu, ciociu, ja przecież gram w kosza. To jest piłka ręczna.
    • Źródło: s. 165
  • – Czy wiesz o tym, że teraz w podstawówkach nie repetuje się klasy?
    – Quo modo? – zdumiał się ojciec.
    – Legalnie.
    – Nie wolno zostawić złego ucznia na drugi rok? (…)
    – Tak jest.
    – Nie do wiary. Nie do wiary. Ziszczony sen idioty (…).
    • Źródło: s. 108
    • Zobacz też: szkoła
  • – (…) dlaczego żadna z was nie zna się na elektryczności? Dlaczego ja muszę stać na środku pokoju z nieczynnym odkurzaczem?
    – Dlatego, że go nie włączyłaś do kontaktu – odgadła błyskotliwie Gabrysia, choć miała dwójkę z fizyki i wstręt do prądu elektrycznego.
  • – Gaba idzie. Ida zostaje. Proszę bez protestów.
    – Mamo!!
    – Powiedziałam, bez protestów. Nieletnie uczennice nie chadzają na prywatki. Gabrysiu, właściwie… dlaczego ty też nie chadzasz?
    – No, bo nie mam kiecek (…). Ale to nieważne, dziś się tym nie przejmuję, bo idę po prostu na placek.
    – Gabrysiu, jak to? Jak to – nie przejmujesz się? Przecież to nienormalne. Moja droga, ty stanowczo, ale to stanowczo, powinnaś wcielić się dziś wieczór w Romantycznego Motyla.
    • Źródło: s. 17
  • – Halo!!! – krzyknęła do słuchawki.
    – To ja… – powiedział przy jej uchu zamazany basik Nutrii.
    – Co się dzieje?
    – Gabuniu, ale nie denerwuj się, dobrze?
    – Już się zdenerwowałam! Mów!
    – Tata znalazł świnkę.
    – Kogo?!
    – Świnkę, Gabuniu.
    – Słuchaj no, ty bąku obrzydły, czy po to tu dzwonisz i straszysz mnie, żeby mi opowiedzieć jakieś bzdury o świnkach? (…) a dlaczego ty jeszcze nie śpisz?
    – No, przecież ci mówiłem. Mamy świnkę.
    – Kochanie, miejcie sobie nawet trzy świnki, fermę drobiu i dwie krowy, miejcie sobie nawet wielbłąda, ale spać trzeba o normalnej porze. No, to pa. Śpij dobrze, a ja wrócę późno. (…)
    – To tatuś znalazł tę świnkę, wiesz? (…) Bolało mnie przy uszach. Tatuś dotknął i znalazł tam dwie kulki.
    – Nu… Nu… Nutria… Co ty… mówisz? – Gabrysi nagle zmiękły kolana. – Świnka? (…)
    – Przecież mówiłem. Świnka.
    – Świnka – jęczała Gabrysia, z przerażeniem przerzucając w myśli wszystkie swoje mizerne wiadomości na temat chorób zakaźnych. – „Lotny wirus” – dotarło do niej i zadrżała. – A jak tam Pulpa?!
    – (…) Pulpa też ma świnkę. Tylko w innym miejscu (…). Tata powiedział, że wlazło jej w inne węzły. Pod brodą. (…)
    – Macie gorączkę?
    – Tak. Obie tę samą. Trzydzieści osiem i sześć. I bardzo źle widzimy.
    Trzy ślepe siostry tłukące się po mieszkaniu i obijające się o ściany – obraz ten narzucił się wyobraźni Gabrieli tak natrętnie, że musiała przetrzeć oczy.
    – I leżymy w łóżkach od bajeczki.
    – Jak to leżycie! Jak to leżycie! Bachorze! Ty na pewno stoisz boso!
    • Źródło: s. 85, 86
  • – Ja wiem, co mi chciałeś powiedzieć – zauważyła Gabriela, która była poirytowana. – Nutria, uważaj, bo się spocisz!
    – Proszę? – stropił się Pyziak, biorąc tę uwagę do siebie.
    – Mówię, że wiem, co mi chciałeś powiedzieć. Nutria, mówię ci, nie biegaj!
    – Co za nutria? (…)
    – Moja siostra jest Nutrią. To jest, Nutria jest moją siostrą.
    • Źródło: s. 100
  • – Kolory ziemi – napomknęła [Joanna]. – W tym sezonie obowiązkowe.
    – Kolory ziemi mam w nosie – burknęła Gabriela, powodując swoją odpowiedzią zabawne skojarzenia u Nutrii i Pulpecji, które zgodnie zaniosły się rabelaisowskim rechotem.
  • – Mamo, czy można ci podmuchać w tę rurkę?
    – Mamo, a ta igiełka to po co? Ja ci ją wyjmę.
    – Pokaż brzuszek!
    – Tak, pokaż, pokaż, jak tam jest w środku człowieka.
    – A gdzie masz ten kawałek, co ci wycięli?
    • Opis: Nutria i Pulpecja odwiedziły mamę w szpitalu.
    • Źródło: s. 54
  • – Mówiłam, żebyś nie stała boso!
    – To co, mam siedzieć boso? – zatkała Pulpa.
    – Masz nie chodzić boso, jasne?
    – Mówiłaś, że mam nie stać…
    – Ja ci w ogóle zabraniam być boso! – ryknęła Gabriela.
    – A w łóżeczku? – spytała trwożnie Patrycja (…).
    • Źródło: s. 68
  • – Najpierw stworzyłem powietrze, potem lądy i morza – wrzeszczała z wanny Nutria, przy wtórze hałaśliwie lejącej się wody. – Potem małpę, a z małpy człowieka.
    – Coś tu się z czymś nie zgadza – powiedziała Gabrysia dość słabo.
    • Źródło: s. 67
    • Zobacz też: świat
  • – Patrz, tu wystarczy zeszyć, z jednego tylko boku… a na ramionach udrapować i spiąć czymś drewnianym.
    – Klamerki do bielizny – bąknął ojciec zza swej psychicznej otoczki i zachichotał sam do siebie.
    • Źródło: s. 20
  • – Pulpa, czy wyjadałaś cukier pudrowy?
    – Nniee – wyparła się Pulpa. – Ja go tylko… eee… sypałam na parapet, dla ptaszków.
    – Lubią? – spytała ironicznie Gabrysia.
    – A–nie. Wszystko wypluły.
    – Trzeba im było powiedzieć, że cukier jest na talony – mruknęła Gabriela (…). – Sama też o tym pamiętaj, złotko.
    • Źródło: s. 82
  • – Ty jesteś… wiesz, ty jesteś… – i umilkła nagle, onieśmielona.
    – Robert – rzekł on, uśmiechając się szeroko (…). – Robert Rojek. No, jedziemy.
    • Źródło: s. 38
  • – Tylko nie to, Pyziak, nie jestem żadnym kwiatuszkiem.
    – O, w istocie (…) – Kwiatuszkiem to ty nie jesteś (…) Nie – rzekł mściwie – Przypominasz mi raczej coś z warzyw. O, kalafior, stara. Kalafior. Jesteś tak pozbawiona wdzięku i romantyzmu jak on. Jesteś wcieloną prozą życia.
    • Źródło: s. 147
  • – Uważam, że jest śliczny.
    – Tak – powiedziała Gabrysia. – Śliczny jak budyń z soczkiem.
    • Opis: o Pawle Nowackim.
    • Źródło: s. 16
  • – Widziałem Milkę – przemówił nagle Józeczek mrocznym basem. – Parę dni temu. Stała po karkówkę. I była w kolejce jedyną osoba czytającą książkę. Zgadnij, co czytała.
    – Och, przypuszczam, że coś z literatury kobiecej – rzekł ojciec.
    – Nie. Wiersze Majakowskiego.

Cytaty z narracji[edytuj]

  • – Bardzo dziękuję za tortownicę – dodała Gabrysia i uśmiechnęła się bez najmniejszego trudu. W tejże chwili pojęła różnicę między Eksperymentalnym Sygnałem Dobra a prawdziwym uśmiechem: ten ostatni był naprawdę zaraźliwy. Przynajmniej w wypadku pani Szczepańskiej. Słaby, niepewny, mimowolny, a nawet ukradkowy – ale jednak był to uśmiech, który zmienił nie do poznania tę zaciętą, obojętną, smutną twarz.
    • Źródło: s. 173
  • Czyż mogło istnieć bowiem coś rozkoszniejszego niż ciepły piec z pięknych starych kafli, do którego tak błogo przytulić się plecami w mroźny wieczór zimowy!
    • Źródło: s. 13
    • Zobacz też: piec, zima
  • Dodatkowym mankamentem mieszkania była okoliczność, że remontowano je zapewne w latach dwudziestych.
    • Źródło: s. 14
  • Facecik, zwany przez wszystkich Robrojkiem, budził w Gabrysi miłe wzruszenia, być może dlatego, że był rudy jak jej własne siostry i piegowaty jak ona sama. A może dlatego, że śmiał się szczerze i całą gębą. A może dlatego, że opowiadał najlepsze polityczne kawały, wybuchając co chwila zaraźliwym śmiechem. To on wznosił kawą piętrowe toasty na wzór gruziński i intonował przekomicznie arię „Myszko, to była piękna noc”.
    • Źródło: s. 29
  • Gabrysia znów popadła w takie samo jak przedtem zamyślenie i zupełnie jej nie przeszkadzało, że Pyziak milczy, nie krępowało jej również, że nie ma mu nic do powiedzenia. Dziwna rzecz: po raz pierwszy zdarzyło się Gabrieli milczeć tak długo, i to milczeć wspólnie z kimś, i po raz pierwszy milczenie takie wywołało w niej tyle uczucia bliskości.
  • Głupio było mówić mamie o wszystkim. Ale komuś przecież trzeba było powiedzieć.
    • Źródło: s. 158
    • Zobacz też: matka
  • Gotowanie było czynnością, którą mama bardzo lubiła, twierdząc, że jest ono bezwzględnie rodzajem twórczości artystycznej. Despotyczna i szybka, nie dopuszczała córek do przedsionków tej sztuki, ponieważ ślamazarne ich poczynania denerwowały ją w ciągu pierwszych pięciu minut. Gabrysia była najbardziej pod tym względem wyedukowana. Umiała ugotować rosół, herbatę i budyń. Jednakże już przyrządzenie jajka na miękko przekraczało jej umiejętności, gdyż niezależnie od czasu gotowania, nieodmiennie wychodziło ono z kąpieli wodnej twarde jak kamień.
    Umiała też ugotować ziemniaki. Uczyniła więc teraz to, co należy, mianowicie obrała je i wrzuciła do wody, dosypując czegoś, co zdało jej się solą, a było kwaskiem cytrynowym.
  • – I nie martw się, wszystko będzie dobrze.
    Gabrysia powtórzyła te słowa mamy i było to jak magiczne zaklęcie.
  • Miejsce taty przy stole w kuchni znajdowało się przy ścianie. Nad jego głową wisiały przyklejone taśmą krótkie utwory i aforyzmy, stworzone indywidualnie lub zbiorowo przez cztery Borejkówny. „Kto mlaszcze, dostanie w paszczę” – głosiły te niechlujne świstki, albo: „Kto siorbie, dostanie po torbie”. „Kto oblizuje nóż, ten nie przemówi już”.
    • Źródło: s. 46
    • Zobacz też: aforyzm
  • Mama miała nieco ponad czterdzieści lat, wyglądała na więcej, gdyż jej twarz nosiła ślady wszystkich trosk i kłopotów, których nie dopuściła do głębin świadomości. Tylko oczy były w jej twarzy młode – świeciły miłym, dobrym, błękitnym spojrzeniem, bo zresztą i mama była osobą miłą i dobrą, tylko niesłychanie apodyktyczną. Była małym domowym tyranem, pełnym skoncentrowanej energii, wiecznie czymś zajętym i niezłomnie oddanym swojej rodzinie.
    • Opis: charakterystyka Melanii Borejko.
    • Źródło: s. 12
  • – Moja kuzynka Gabriela – ogłosiła Joanna, popychając Gabrysię przed sobą jak okazowy egzemplarz jałówki. – Medalistka ze spartakiady. Zabójczo rąbie w kosza.
    O, nieba, cóż za rekomendacja. Gabrysia miała wrażenie, że albo zaraz ryknie homeryckim śmiechem, albo da kuzynce takiego łupnia w kark, że idiotka do śmierci popamięta. Doprawdy, po takim wstępie wcielanie się w Romantycznego Motyla było przedsięwzięciem skazanym na żałosne fiasko.
    • Źródło: s. 27
  • Nie ma nic przykrzejszego niż rozmowa z kimś, kto nie chce uczestniczyć w obsmarowywaniu bliźniego.
    • Opis: o rozmowie Gabrysi Borejko z kuzynką Joanną, która chciała obgadywać Anielę.
    • Źródło: s. 53
    • Zobacz też: obmowa, plotka
  • – Nie wiedziałem, że masz narzeczonego – rzekł on.
    Gabriela też nie wiedziała. Milczała więc dyplomatycznie.
  • Niechby najpierw powiedziała, co się stało, a płakała potem. Co za baba.
    • Opis: o Idzie.
    • Źródło: s. 33
    • Zobacz też: płacz
  • Ojciec leżał w łóżku już trzy dni. Obłożony ze wszystkich stron ulubionymi książkami, pismami i skryptami, w sposób orgiastyczny oddawał się lekturze, ignorując dyskretnie otaczający go świat.
  • – Patrycjo – rzekł więc ojciec z powagą. – Pieniądze cuchną, wierz mi na słowo, jakkolwiek w języku łacińskim istnieje twierdzenie wręcz odwrotne. Nigdy więcej, córko, nie dotykaj mojego portfela, bo możesz nagle znaleźć ślady okrutnych razów na swych pośladkach.
    Przerażona Pulpecja, która nie rozumiała z tej przemowy ani słowa z wyjątkiem wyrazów „pieniądze” i „pośladki”, na wszelki wypadek wybuchnęła głośnym wyciem pełnym męczeństwa i skruchy. Kompozycja ta poskutkowała z miejsca: ojciec podniósł oczy, zatkał uszy, potem je odetkał i zatkał z kolei otwór gębowy Pulpeta.
    • Źródło: s. 128
  • W tym domu [Borejków] każdy bardzo szybko czuł się jak u siebie – szybciej nawet, niż się zorientował.
    • Źródło: s. 106
  • Wieczór był piękny i Janusz Pyziak odprowadził Gabrysię (…) do domu (…). Mimo mroku patrzał jej bezustannie w oczy i powiedział, że przypomina mu kwiat jabłoni, drżący w lekkim, wiosennym wietrze. Na Gabrieli metafora ta wywarła niezwykle silne wrażenie do następnego treningu, kiedy to, zwierzywszy się koleżance z drużyny, usłyszała od niej, że i ona, jakiś miesiąc temu, została przez Pyziaka porównana do kwiatu jabłoni. Skonfrontowana z całą drużyną juniorek metafora Pyziaka okazała się wytartym liczmanem: aż cztery dziewczyny były kwiatem jabłoni dla dzielnego koszykarza, dwie natomiast porównane zostały do muzyki skrzypcowej. Szatnia drużyny żeńskiej rozbrzmiewała tamtego wieczoru huraganowymi wybuchami śmiechu, a nieświadom niczego Pyziak, który zaproponował Gabrieli spacer po parku, został przez nią zbesztany, zawstydzony, skarcony jak dzieciak i odtrącony kategorycznie raz na zawsze. Wyszydzony następnie w sposób solidarny przez całą drużynę juniorek trzy tygodnie nie przychodził na treningi w te dni, kiedy w sali ćwiczyły razem oba zespoły – chłopców i dziewczyn. Po trzech tygodniach wrócił (…), lecz unikał Gabrieli jak diabeł święconej wody.

Zobacz też[edytuj]