Kabaret Potem

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Kabaret Potem, zielonogórski kabaret działający w latach 1984–1999.

[edytuj] Pierwszy program

  • Policjant: A skąd ta fasola?
    Baba: A wyrosła!
    Policjant: A przecież nie sialiście...!
    Chłop: A grzyba na ścianie sialim?!
    Policjant: A w mordę chcesz?
  • Chór drzew: Ćwir ćwir, kwa kwa, kuku kuku.
    Dzieweczka: O, kukułka! Wykukaj mi, kukułko, za ile lat wyjdę za mąż...
    Drzewo kukułkowe: Zwariowało dziewczę! Zakukałbym się na śmierć!
  • Wódz Wielki: Do ataku!!! Dokąd, Tchórzliwy Bizonie?
    Tchórzliwy Bizon: Obiegnę kulę ziemską i zajdę ich od tyłu!
  • Idzie sobie wiosna,
    Słychać świergot ptaka,
    Ładna to piosenka,
    Tylko głupia taka
  • Mówią że prawdziwa sztuka obroni się sama. Ale nie przede mną.
  • Jazgot był w chałupie, bo też bieda piszczała jak stu Paganinich, a i babie kiszki marsza grały.
  • Na domiar złego była właśnie klęska nieurodzaju. A przed wojną klęski nie zdarzały się co roku.
  • Wódz Mały: Wodzu, widzę bitwę!
    Wódz Wielki: Czy ten z krzywym nosem to Złamana Strzała?
    Wódz Mały: Nie, to Urlyk von Jungingen!
    Wódz Wielki: Ja gut, to nie nasza bitwa.

[edytuj] Bajki dla potłuczonych

  • Wilk: A dlaczego mi nie powiesz?
    Czerwony Kapturek: Bo babcia jest dobra! A ty wszystko, co dobre, zaraz byś jadł...
    Wilk: Nie wszystko! Mam tu bilet autobusowy. Dobry. Nie zjedzony!
  • Błazny mieli dzwoneczki, żeby król nawet po ciemku mógł trafić w pysk takiego, jak co powie politycznego.
  • Panicz: Dlaczego nie robisz durszlaków?
    Dziewczynka z zapałkami: Bo wolę być dziewczynką z zapałkami, niż z durszlakami. Kup, paniczu, zapałki.
    Panicz: Ja już mam zapalniczkę, moje dziecko.
    Dziewczynka z zapałkami: Tata?
    Panicz: Mówiłem ci już, sieroto jedna, że nie!
    • Autor: Władysław Sikora
    • Źródło: skecz Pałka zapałka, dwa kije, kto nie zamarznie, ten żyje
  • Książę: Ej, nie widziałaś brzydkiej ropuchy?
    Czerwony Kapturek: Widziałam brzydkiego wilka.
    Książę: E, wilki nie są zaczarowane. Niewarto się z nimi całować! Gdybyś zobaczyła ropuchę, to ucałuj ją ode mnie.
  • Jestem Czerwony Kapturek. Hej! Niosę koszyk dla babci. W koszyku mam same dobre rzeczy: placek, herbatę...placek i inne dobra... Dobra. Dobra, dobra.
  • Oni króle mieli obowiązkowe zabytki w postaci koron i bereł. Nie było wtedy muzeów, więc musieli te wszystkie korony i berła ze sobą nosić, żeby kto nie ukradł. Najważniejsze były korony, które nosili na głowie. Te korony ich uciskały, a oni uciskali poddanych, za co władza ludowa obcinała im głowy razem z koronami.
  • Rycerz: Tfu! Tfu! Ile ja się żab nacałowałem!... Tfu!
  • ubierali się specjalnie u kowala. W blachy. Co prawda ciężko się prasowało to ubranie, ale trudno było pognieść. A jak już się pogniotło, to razem z właścicielem. I już mu wszystko jedno, że wygląda jak smoku z gardła wyjęty.
  • Wtedy bardzo się liczyli królowie. Ludwik się najbardziej liczył, bo do siedemnastu, oprócz nich się liczył Henryk, Bolesław i inne tałatajstwo królewskie.

[edytuj] Dzikie muzy

  • Poetka Ara: Wy, malarze, to tylko pędzel, paleta i maziać! Namaziaj mnie!
    Malarz Stefanjo: Nie, tego faceta maziam.
    Poetka Ara: Ech, wy. Nie widzicie piękna wewnętrznego.
    Malarz Stefanjo: Widzę. Tylko piękno wewnętrzne maluję pod spodem, a na wierzchu tego faceta.
    Poetka Ara: My, poeci, jesteśmy eteryczni, a wy to metry i kilogramy. Układ SI. My jesteśmy nienamacalni... Obcujemy z eterem.
    Malarz Stefanjo: My z terpentyną. Też można się nawąchać.