Joe Black

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Brad Pitt, odtwórca roli tytułowej

Joe Black (ang. Meet Joe Black) – amerykański dramat obyczajowy z 1998 roku w reżyserii Martina Bresta. Autorami scenariusza są Ron Osborn, Jeff Reno, Kevin Wade, Bo Goldman.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Joe Black (Śmierć)[edytuj]

  • Co z wami. Chcę cię zabrać źle. Chcę zostawić gorzej.
    • Opis: do umierającej kobiety.
  • Drew, jeśli postanowisz odrzucić moją ofertę, spotkają cię konsekwencje, których nie potrafisz objąć umysłem. Spędzisz wieki w miejscu, z którego nie ma ucieczki.
  • Nie znam zbyt dobrze ludzi. Mam wiele zajęć, najróżniejszych i bardzo mało czasu. Funkcja, którą przyszło mi pełnić pochłania moją uwagę. Czasem zastanawiam się, czy potrafię jeszcze żyć inaczej.
  • Spokojnie. Dostaniesz zawału i zepsujesz mi wakacje.
    • Opis: do Billa.

William Parrish[edytuj]

  • Chcę byśœ dała się porwać miłości, krzyczała z zachwytu i tańczyła jak derwisz.
    • Opis: do Susan.
  • Chciałem się wymknąć. Co za noc. Wszystkich was pamiętam. Niektórych lepiej innych gorzej, jak to w życiu. Dziś wszyscy jesteście moi. Dlatego powiem wam, czego sobie życzę. Chce, byście byli tak szczęśliwi, jak ja. Byście, któregoś dnia mogli powiedzieć, niczego więcej mi nie trzeba. 65 lat. Minęły błyskawicznie.
    • I thought I was going to sneak away tonight. What a glorious night. Every face I see is a memory. It may not be a perfectly perfect memory. Sometimes we had our ups and downs. But we’re all together, and you’re mine for a night. And I’m going to break precedent and tell you my one candle wish: that you would have a life as lucky as mine, where you can wake up one morning and say, “I don’t want anything more.” Sixty-five years. Don’t they go by in a blink? (ang.)
    • Opis: na przyjęciu urodzinowym.
  • Kocham Susan, od chwili kiedy przyszła na świat. Wciąż wierzę, że spotka dobrego, wartego siebie mężczyznę. Tego jedynego, u boku którego pozna smak cudu, jakim jest życie.
  • Może jestem naiwny, ale dla mnie miłość to namiętność i obsesja na punkcie drugiej osoby. Szukaj tej jedynej i nie myœl o konsekwencjach. Wiesz, jak się do tego zabrać. Zacznij słuchać serca. Twoje milczy. Tak nie ma sensu żyć. Ludzie, którzy nie potrafią kochać, tracą bardzo wiele. Postaraj się, kto się nie stara, nie żyje. Nie wiąż się, czekaj na grom z jasnego nieba.
  • Nie właź mi w tyłek, czeka mnie sekcja zwłok.
  • Rzeczywiście spotkaliśmy się wczoraj z Johnem Bontecou. Zrobił na mnie wrażenia, ale… Ale. Przemyślałem decyzję. Założyłem firmę, bo chciałem mieć wolną rękę. Wiedziałem, że nie zostanę pisarzem i nie miałem ochoty całe życie bogacić się kosztem innych. Dlatego postanowiłem stworzyć coś pożytecznego. Pragnąłem dostarczać światu informację, rzetelne informację. Im więcej wiemy, tym lepiej możemy żyć. Zysk zawsze był dla mnie sprawą drugorzędną. Dla Johna Bontecou nie jest. Jeśli się z nim połączymy połknie też innych. A wtedy by dostarczać informację, będziemy musieli się na niego oglądać. Bontecou chce zarabiać i decydować o tym, co mamy robić. Informowanie ludzi to przywilej i wielka odpowiedzialność. My na ten przywilej zasłużyliśmy, John Bontecou chce go kupić. Jako wasz przewodniczący proszę abyście odrzucili propozycję Johna Bontecou.
    • Opis: na zebraniu zarządu firmy.

Inne postacie[edytuj]

  • Czego się boisz, że się w nim zakocham? To już się stał. Kocham go jak ty mamę, przecież tego chciałeś.
    • What are you afraid of, Dad? That I’ll fall head over heels for Joe? Well, I have. (ang.)
    • Postać: Susan Parrish
    • Opis: o Joe.

Dialogi[edytuj]

Joe Black: Chce się z tobą zaprzyjaźnić.
Susan Parrish: Mam przyjaciół.
Joe Black: Ja nie.
Susan Parrish: Już wiem dlaczego.

Kelner: Coś podać?
Joe Black: Macie masło orzechowe?
Kelner: Niestety.

Drew: Kto by przypuszczał… Skarbówka.
Joe Black: Śmierć i podatki.

Susan Parrish: Dla ukochanej rzuciłbyś wszystko?
Mężczyzna w kawiarni: Oczywiście. Natychmiast. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Gdybyœmy się pobrali, to tylko przykład, dałbym ci wszystko. Ludzie powinni o siebie dbać, ja o ciebie, ty o mnie.
Susan Parrish: Nie łatwo znaleźć właściwą osobę.
Mężczyzna w kawiarni: Serio? Może? Czekam na grom z jasnego nieba.

Mężczyzna z kawiarni: (…) dodałaś coś, czego nie potrafię i nie chcę zapomnieć.
Susan Parrish: Co?
Mężczyzna z kawiarni: Powiedziałaś, że mnie lubisz.
Susan Parrish: Nie.
Mężczyzna z kawiarni: Nie?
Susan Parrish: Powiedziałam, że bardzo cię lubię.

Joe Black: Jak się czujesz?
William Parrish: A co ci do tego?
Joe Black: Pytam z ciekawości.
William Parrish: Chętnie odpowiem. W szybkich krokach zbliżam się do ciemnej doliny. Dorobek mojego życia wpadł w ręce oszustów. A na dodatek moja córka zakochała się Śmierci.

Mężczyzna w kawiarni: Jednak nie chcę, żebyś mnie badała, odkrywała wady.
Susan Parrish: Dlaczego?
Mężczyzna w kawiarni: Bo bardzo cię lubię.
Susan Parrish: Ja też nie chcę cię badać.
Mężczyzna w kawiarni: Świetnie. Dlaczego?
Susan Parrish: Bo bardzo cię lubię.

Joe Black: Kocham ją.
William Parrish: Masz szczęście, możesz robić co chcesz. To nie jest miłość.
Joe Black: A co?
William Parrish: Zwykła źle zinterpretowana zachcianka. Nie na tym polega miłość.
Joe Black: A na czym?
William Parrish: Na wzajemnym zaufaniu, odpowiedzialności, poświęceniu, konsekwencji i przede wszystkim trosce o dobro ukochanej osoby
Joe Black: Uczucie według Williama Parrisha?
William Parrish: Pomnóż je przez nieskończoność i odnieś do wieczności, a może zrozumiesz.
Joe Black: To moje słowa.
William Parrish: I moje.

Joe Black: Kochasz Allison?
Quince: Tak.
Joe Black: Jak się poznaliście?
Quince: Milionerka poznała patałacha i z jakiego niepojętego powodu przygarnęła go.
Joe Black: Kocha cię? (Quince potakuje) Jesteś pewien?
Quince: Wie o mnie wszystko i mną nie gardzi.
Joe Black: Wszystko?
Quince: Nie dosłownie. Zna moje tajemnice, te najgłębsze, najbardziej wstydliwe.
Joe Black: To dobrze?
Quince: Tak, dzięki temu jestem wolny.
Joe Black: Wolny?
Quince: Tak… Bo mogę ją kochać i nie martwić się o nic. Bo wiemy o sobie wszystko.

William Parrish: Mam pytanie. Skoro ty jesteś tu obok mnie, kto cię zastępuje?
Joe Black: Gdy się golisz, robisz coś znacznie więcej. Obmyślasz palny, podejmujesz decyzję.
William Parrish: Fakt.
Joe Black: Robisz wiele rzeczy na raz. Część twojego umysłu pochłania jeden problem, reszta zajmuje się innymi. Czy tak?
William Parrish: Tak.
Joe Black: Zemną jest podobnie. Pomnóż liczbę problemów przez nieskończoność i odnieś ją do wieczności, a być może zrozumiesz o czym mówię.

Kobieta w szpitalu: Nie powinno cię tu być i mnie też już nie. Kończ ze mną i też wracaj.
Joe Black: Tu nie jestem samotny. Ktoś na mnie czeka.
Kobieta w szpitalu: Dobrze jest przyjechać na wyspę na wakacje. Słońce nie pali tylko grzeje. Komary nie gryzą, ale wakacje brzydną jeśli zostajesz za długo. Wspominaj co dobre, ale u siebie. Nie daj się oszukać. My też jesteśmy samotni, tylko niektórym udają się zdjęcia z wakacji.
Joe Black: Masz już dość zdjęć?
Kobieta w szpitalu: Tak.
Joe Black: Żegnaj siostro.

Kobieta w szpitalu: Obeah.
Joe Black: Gdzie tam. Ja nie zły, kobieto.
Kobieta w szpitalu: Skąd ty?
Joe Black: Z tamtego świata.
Kobieta w szpitalu: Czekasz tu, jak przewoźnik?
Joe Black: Gdzie tam. Wakacje.
Kobieta w szpitalu: Akurat tu… Ból zły, bardzo.
Joe Black: To nie moja sprawka.

Susan Parrish: Pamiętasz nasze spotkanie? Powiedziałeś, że szukasz kobiety, która będzie o ciebie dbać.
Joe Black: Ja?
Susan Parrish: Sądziłam, że ciężko będzie ci taką znaleźć… Znalazłeś.
Joe Black: W kawiarni?
Susan Parrish: To wtedy się w tobie zakochałam.

Susan Parrish: Pan jest wierny?
Mężczyzna w kawiarni: Będę. Naprawdę. Gdy znajdę tę jedyną. Może to pani?

Susan Parrish: Powiedz, że mnie kochasz.
Joe Black: Kocham. I będę kochać. Dziękuję za twoją miłość.

William Parrish: Powinienem się bać?
Joe Black: Ty?

William Parrish: Słyszałeś o pieniądzach?
Joe Black: Nie dają szczęścia.

Joe Black: Susan chce ze mną odejść. Kocha mnie.
William Parrish: Ciebie? A kim ty jesteś? Powiedziałeś jej?
Joe Black: Nie.
William Parrish: Wie dokąd się wybiera? Udało ci się, bo Susan polubiła biednego skurczybyka, którego ciało zabrałeś. Ty jej nie kochasz, a ona cię nie zna. Złamałeś dane słowo, a teraz chcesz bezczelnie ukraść mojej córce duszę.
Joe Black: Posuwasz się za daleko.
William Parrish: Nic mnie to nie obchodzi. Nie pozwolę ci na to.

Śmierć: Tak.
William Parrish: Tak?
Śmierć: Tak. To odpowiedź na twoje pytanie.
William Parrish: Które?
Śmierć: Najważniejsze. To, które coraz częściej pojawia się w twojej głowie. Gdy brakuje ci tchu na boisku, w samolocie, w nocy w sypialni i dziś rano w gabinecie. To, które czyha nie wypowiedziane, tamując ci dopływ krwi do mózgu, powodując narastający szum w uszach.
William Parrish: To pytanie.
Śmierć: Tak, to… Właśnie to.
William Parrish: Czy ja umieram?
Śmierć: Tak.
William Parrish: Czy to sen?
Śmierć: Nie.
William Parrish: Przyszedłeś po mnie? Co się dzieje? Kim, do diabła, jesteś? Jesteś…
Śmierć: Tak… Kim?
William Parrish: Śmiercią. Jesteś śmiercią.
Śmierć: Tak.
William Parrish: Śmierć.
Śmierć: To ja.
William Parrish: Widzę chłopaka w garniturze.
Śmierć: Wziąłem jego ciało. Jak myślisz, pasuje?
William Parrish: Mam być twoim przewodnikiem?
Śmierć: Nadajesz się.
William Parrish: Długo zostaniesz?
Śmierć: Oby jak najdłużej.

Drew: To pewne jak śmierć i podatki.
Joe Black: Śmierć?
Drew: Tak.
Joe Black: I podatki?
Drew: Tak
Joe Black: Dziwne.
Drew: Tak mówią.
Joe Black: Kto?
Drew: Nie ważne.
Joe Black: To po co powtarzać?
Drew: Nie zna pan powiedzenia: „Na świecie pewne są tylko śmierć i podatki”?
Joe Black: Teraz tak.

William Parrish: Trudno jest odejść.
Joe Black: Bardzo.
William Parrish: Cóż, takie życie.

William Parrish: Uzmysłowiłem sobie…
Śmierć: Śmiało.
William Parrish: Jeśli cię przedstawię, powiem kim jesteś, uciekną.
Śmierć: To nie mów.

Śmierć: Wielkiemu Billowi Parrishowi zabrakło słów. Człowiek, który bez mrugnięcia okiem szermuje pojęciami równie wielkimi, jak miłość, szczęście, czy sens życia, siebie stawiając za wzór. Łatwo jest dawać rady innym, nieprawdaż?
William Parrish: Co to ma znaczyć? Kim jesteś?
Śmierć: Tysiąclecia pomnożone przez eony, podniesione do wieczności. Tyle czasu jestem obecny wśród was. Ale to twoja osoba przyciągnęła moją uwagę. Nuda sprawiła, że dałem się porwać ciekawości, najpotężniejszej sile sprawczej wszechświata i przybyłem.
William Parrish: Po co?
Śmierć: By się rozejrzeć nim cię zabiorę.
William Parrish: Dokąd?
Śmierć: Potrzebny mi ktoś doświadczony i kompetentny, jak ty. Dlatego cię wybrałem.
William Parrish: Do czego?
Śmierć: Byś mnie oprowadził, pokazał w świat. W zamian dostaniesz…
William Parrish: Co?
Śmierć: Czas. Minuty, dni, tygodnie. Tyle ile zdołasz kupić. Pamiętaj, że nie mogę się nudzić.

Susan Parrish: Zakochałam się w mężczyźnie, o którym wiem tylko tyle, że musi wkrótce odejść.
Joe Black: Chcesz wiedzieć kiedy?… Dziś.
Susan Parrish: Jest coraz gorzej.
Joe Black: Dla nas obojga. Zakochałem się w kobiecie, której nie chcę opuszczać. Naprawdę.
Susan Parrish: To zostań.