Jacek Piekara

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Jacek Piekara (ur. 1965), polski pisarz fantasy i dziennikarz.

Spis treści

[edytuj] Cykl Mordimer

[edytuj] Płomień i krzyż cz. I

  • Pamiętaj chłopcze, że człowiek rozumny zawsze woli stać na uboczu, gdyż świat znacznie lepiej widać, kiedy samemu jest się skrytym w mroku.
    • Źródło: Löwefell do Mordimera, s. 180, wyd. I

[edytuj] Sługa Boży

  • Ale kiedy myślałem o jej słowach, wpatrując się w ciemność, wiedziałem, że najprawdopodobniej ma racje. Tyle, że, tak czy inaczej, nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło.
    • Postać: Mordimer
  • Dziewięciu mężczyzn na dziesięć woli kobiety z dużymi piersiami, a ten dziesiąty woli tamtych dziewięciu.
  • W końcu karaczany zabija się pod butem, a nie z armaty.
    • Źródło: s. 43, wyd. I
  • Dwie kobiety leżały zwinięte w kłąb, jak porzucone szmaty, i widziałem, że do końca próbowały chronić dzieci. Jedno z nich miało oderwaną od tułowia głowę, drugie przytulało się do oberżniętego ramienia matki, a czaszkę strzaskał mu potężny cios. Tak mocny, że czaszka ta była tylko rudoczerwoną galaretą z wystającymi szpikulcami kości i szarymi naciekami rozlanego mózgu.
    • Źródło: s. 130, wyd. I
  • Nie jestem może człowiekiem wrażliwym, ale jakoś wolę zapach lasu i łąki od smrodu rozkładających się ciał.
    • s. 137, wyd. I

[edytuj] Młot na czarownice

  • Na moje oko tępy był wręcz nieludzko i podrzynanie nim gardła mogło nie być szczególnie miłe zarówno dla podrzynającego jak i podrzynanego (choć niewątpliwie z różnych powodów).
    • Źródło: s. 228, wyd. I
  • No, ale nie dziwota, bo cham nawet jak się przystroi w piórka, zawsze chamem zostanie.
    • Źródło: Mordimer o kanoniku, s.284, wyd. I
  • Olbrzymy przyglądały się memu lotowi, a ich puste spojrzenia ściągały mnie w dół.
  • Są takie miejsca w duszy i myślach człowieka, w które zaglądać nigdy nie należy.
  • W ogrodzie mojej pamięci pielęgnuję różne kwiaty.
  • – Widelce – powiedziałem. – Kto widział, aby chamy jadły widelcami?
    • Źródło: Mordimer o kanoniku, s. 284, wyd. I
  • - Choroba szybko wzbogaconych fornali – mruknął Keppel. – Im bardziej jesteś nikim, tym bardziej pragniesz, żeby cały świat kręcił się wokół ciebie.
    • Keppel o kanoniku
  • Wiedziałem, że teraz będę mógł już zapomnieć, a z ogrodu mojej pamięci zniknie mroczny kwiat, który rósł w nim stanowczo zbyt długo.
  • Wiesz jak jest Mordimer, babskie szaleństwa, zazdrości, knowania, intrygi, takie tam niedorżnięcie, krótko mówiąc.
    • Źródło: rozmowa z Andreasem Keppelem, s.261, wyd I

[edytuj] Miecz Aniołów

  • A kiedy jestem niezadowolony, moja wrodzona łagodność marnieje, jak niepodlewany kwiat.
  • Ach, biedny Mordimerze, czego nie musisz znieść, by zarobić na kubeczek wody i pajdkę chleba?
    • Źródło: s. 67, wyd. I.
  • – Myślcie!
    – Nie chcę myśleć – zajęczał. – Chcę spać!
    • Źródło: MM w rozmowie z Heinzem Ritterem
  • Nie da się ukryć, mimo przerażenia znajdował rozsądne argumenty na swą korzyść i popisał się swoją bystrością umysłu (a może jedynie karaluszym instynktem przetrwania?).
    • Źródło: s. 73, wyd. I
  • Nie wiem czy rozumiecie (...), ale kaganek miłości ciężko jest odpalić od bierwion stosu...
    • Źródło: Heinz Ritter, s. 48, wyd. I
  • Nie zrozumcie mnie źle, mili moi, gwałt jest rzeczą dość powszechną w naszych niespokojnych czasach, a dziewczęta w końcu nie mają tej rzeczy z mydła i nie zużywa się ona na tyle szybko, by nie móc uraczyć nią wielu mężczyzn.
  • Po głupkowatym wyrazie jego twarzy poznałem, że nie zrozumiał i nie docenił mojej lekkiej, zabawnej i jakże celnej metafory.
  • Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach.
    • Źródło: MM do Ilony Loebe, s. 147, wyd. I
  • – Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba – odparł, wzruszając ramionami. – W końcu czyż Pismo nie mówi: "Roście się i mnóżcie, i napełniajcie ziemię"? A wierzcie, że z nią mógłbym się mnożyć ile tylko wlezie, w noc i dzień. Z napełnianiem też nie byłoby problemów. I to nie ziemi, rzecz jasna.
    • Źródło: Heinz Ritter w rozmowie z MM, s. 45, wyd. I
  • – Tak bywa. Człek dziś się weseli, jutro robali żrą go w grobie...
    • Źródło: Korfis
  • Tyle, że nie miałem tutaj wjechać związany jak szynka, ciągnięty za stopy i stukający głową w śmierdzące łajnem klepisko. Nie tak, zapewne piękne panny wyobrażają sobie tego, kto oswobodzi je z niewoli...
    • Źródło: w szopie Schwimmerów
  • – Wejść – rozkazałem i odłożyłem książkę na podłogę. Z satysfakcją, bo udało mi się zabić spacerującego w szparze pomiędzy deskami wyjątkowo dorodnego karalucha.
    • Źródło: s. 53, wyd. I
  • Zresztą grzeszni oraz winni byliśmy wszyscy i pytaniem były tylko czas i wymiar kary. Tak powiedział niegdyś mój Anioł, a ja nie miałem powodów, by nie wierzyć jego słowom.
    • Źródło: s. 49, wyd. I
  • Zrobiło mi się lekko, ból powoli mijał, a ja wiedziałem, że tracę przytomność umieram.
  • Zapewne jego życie nie układało się nazbyt szczęśliwie, ale czyż nie był sam sobie winien? Po co od lat opiekował się starą, chorą i brzydką żoną? Czy nie mógł wziąć sobie takiej, która jemu mogłaby pomagać, a nie tylko żądała pomocy? (...) Gdyby łóżko grzała mu młoda, zdrowa dziewucha, a nie usychająca starowina, to i nie byłoby całego nieszczęścia...
    • Źródło: s. 213, wyd. I, MM o Mathiasie Litte
  • Nie krzyknąłem ze zdumienia, nie jęknąłem w przerażeniu i nie wciągnąłem powietrza z głośnym sykiem. Nie jestem egzaltowaną dziewoją, mdlejącą na widok, który poruszył jej wrażliwym serduszkiem. Jestem inkwizytorem Jego Ekscelencji i niejedno już w życiu widziałem.
    • Źródło: s. 214, wyd. I, MM przed komnatą Wesołego Kata
  • Nie wiem, czy słyszał moje słowa o Hiobie. Zresztą, sam zastanawiałem się, czy mogły one być tak naprawdę pocieszeniem, gdyż grzesznie sądziłem, że Hiob jednak nie cieszył się szczególną miłością Pana. A nawet jeśli, to była to miłość wyrażana w sposób dla samego Hioba mocno niezrozumiały.
    • Źródło: s. 217, wyd. I
  • Gwoli sprawiedliwości muszę jednak przyznać, że hołota miała czasem rację i rzeczywiście któryś z sąsiadów parał się czarną magią. A przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż bełkotanie niezrozumiałych zdań, uważanych przez maluczkich za zaklęcia nikomu przecież nie mogło zaszkodzić. Za wyjątkiem samych bełkoczących...
    • Źródło: s. 242, wyd. I, refleksja MM nad spalonym przez "hołotę" ciałem kobiety
  • Na moją usilną prośbę wyrzucono również trzy warchlaki, do tej pory wesoło bawiące się przy palenisku. Niemniej ślady w postaci brudu oraz smrodu pozostały zarówno po gospodarzach, jak i po prosiętach.
    • Źródło: s. 249, wyd. I
  • – Szkoda tylko, że nie przyszło ci do głowy podnieść dupska i pójść za tropem – dodałem.
    – Przyszło – odparł bliźniak i rozgryzł źdźbło trawy. – Ale potem niby poszło...
    – A to bardzo się cieszę – rzuciłem złośliwie i poszedłem w stronę koni, pytając Pana, za jakie grzechy aż tak mnie doświadcza.
    • Źródło: s. 257, wyd. I, (rozmowa z Drugim)
  • To nie jest ból koncentrujący się w jednym miejscu: nogach, rękach czy głowie. To wszechogarniający, paraliżujący w jednej chwili płomień, rozrywający na strzępy całe ciało. To galera o szkarłatnych żaglach, która wpływa do portu mojego umysłu, by zakazić go szaleństwem i przerażeniem.
    • Źródło: s. 259, wyd. I
  • – Wykończysz się, Mordimerze – powiedział i splunął w kąt. – Jak Bóg na niebie, wykończysz się.
    Oczywiście, takie słowa wsparcia i otuchy były mi wręcz nad wyraz niezbędne. Cichym jeszcze głosem powiedziałem Kostuchowi, co myślę o nim, o jego matce oraz o sposobach, na jakie chędożyło ją okoliczne bydło nierogate.(...)
    • Źródło: s. 261, wyd. I
  • Z ulgą odetchnąłem świeżym powietrzem, bo podejrzewałem, że po pierwsze, Wolfi miał podobny stosunek do kąpieli, co mój przyjaciel Kostuch, a po drugie, nie był zapewne mistrzem sztuki kulinarnej i to coś, co gotował w kociołku musiało już umrzeć bardzo dawno temu.
    • Źródło: s. 272, wyd. I
  • – Człowiek przedkładający własne uczucia i żądze nad obowiązek wobec idei, nie jest wiele warty (...).
    • Źródło: s. 281, wyd. I
  • Do pokornej modlitwy nie są mi bowiem potrzebne kościoły, a imię Pańskie można równie dobrze wychwalać w każdym innym miejscu (a może i nawet dobrze to robić w miejscu maksymalnie odległym od najbliższego księdza...).
    • Źródło: s. 293, wyd. I
  • No tak, tego jeszcze nie było. owieczka surowo nakazująca odprowadzić się do wilczego leża. prosiak stanowczo domagający się wizyty u rzeźnika. Czyż świat nie bywa czasami pełen zdumiewających niespodzianek?
    • Źródło: s. 294, wyd. I
  • – Zwątpienie, zdrada, gorycz oraz ból pamięci bezpowrotnie minionych, szczęśliwych chwil zbyt silnie wpisane są w słowo "miłość", by człek roztropny zechciał jej zawierzyć (...).
    • Źródło: s. 307, wyd. I
  • – Jestem Belizariusz – powiedział z dumą, a raczej z intonacją, w której domyśliłem się dumy. – Chorąży Niezwyciężonych Zastępów, Pan Rzeczy Ukrytych, Siewca Nieujarzmionej Grozy, Ten, Który Kroczy Pomiędzy Zwłokami, Morderca Dusz...
    • Źródło: s. 310, wyd. I, Belizariusz
  • – No tak – przerwałem mu. – To przecież oczywiste. Bo gdy w domu schadzek zamiast ladacznicy ukazuje się w drzwiach opryszek ze sztyletem, każdy myśli tylko, jak wykorzystać tę przemiłą niespodziankę.
    • Źródło: s. 319, wyd. I, komentarz MM do tłumaczenia Neuschalka
  • – Inkwizytorzy są ludźmi posępnymi i niełatwo uradować ich serca – odparłem. – A wyznam ci też, że uważany jestem za najmniej wesołego z nich wszystkich. Zresztą serdecznie nad tym ubolewam...
    • Źródło: s. 335, wyd. I, negocjacje z Belizariuszem
  • – Aha ha! – Zaśmiał się chrapliwie. – Pamiętam cię! Pochopny i swarliwy inkwizytor o plugawym jęzorze! Na kolana, chłopcze, błagaj o wybaczenie grzechów!
    • Źródło: s. 338, wyd. I, furtian klasztoru Amszilas
  • – Teraz dobrze – rzekł wyraźnie zadowolony. – Co by tu jeszcze, hmmm? Może byście zaśpiewali "Jeruzalem, och niewierne Jeruzalem"? Bardzo lubię tę pieśń.
    – Nie będę śpiewał – syknął mi Neuschalk niemal w samo ucho.
    – Mogę i zaśpiewać i zatańczyć, abyście mnie tylko wpuścili – powiedziałem zrezygnowanym tonem, znowu zadzierając głowę.
    • Źródło: s. 340 i 341, wyd. I, MM i furtian
  • – Tylko pilnujcie koni, bo jak obeżrą nam krzewy, to brat Serafin powiesi was za jaja – ostrzegł surowo furtian.
    • Źródło: s. 341, wyd. I
  • (...) Bo jeśli zadasz pytanie, uważaj: możesz usłyszeć odpowiedź. Szkoda, że niewielu ludzi pamięta o tej prostej prawdzie, naiwnie sądząc, że wiedza jest dobrem samym w sobie.
    • Źródło: s. 355, wyd. I
  • A przecież ja sam o wielu rzeczach w mym życiu wolałbym nie wiedzieć oraz nie pamiętać, gdyż niosą za sobą tylko wspomnienie gorzkiego bólu. Być może jednak właśnie ta niechciana pamięć jest krzyżem dźwiganym na chwałę Pana, gdyż pamiętam, jak mój przyjaciel, dramaturg, mistrz Ritter, zapisał: co nas nie zabija, to nas uszlachetnia. Szkoda tylko, że niezgodnie z wymową jego słów, w głębi mego serca, zawsze czułem się bardziej martwy niż szlachetny. Lecz cóż, nawet okręt o połamanych masztach musi płynąć dalej, choćby kurs wiódł go ku zgubie...
    • Źródło: s. 355 i 356, wyd. I
  • Wytarłem ostrze sztyletu i włożyłem go z powrotem do pochwy przy pasie. Zabijanie ludzi nie było dla mnie chlebem powszednim, ale nie widziałem też powodów żałować ludzkich śmieci, które bezsensownie tłoczyły się na ulicach metropolii. Zresztą, kto napatrzył się tyle na śmierć, co ja, temu stawała się już ona niemal obojętna. (...) W każdym razie odmówiłem krótką modlitwę za spokój duszy człowieka, który miał nieszczęście przed chwilą umrzeć.(...)
    • Źródło: s. 370, wyd. I
  • Tak więc powiedziałem kanonikowi, gdzie może wepchnąć sobie swoje polecenia, oraz w krótkich, żołnierskich słowach wyjaśniłem mu, kim byli jego matka oraz ojciec, i w jaki sposób matka potrafiła obsłużyć trzech klientów na raz.
    • Źródło: s. 372 i 373, wyd. I
  • No proszę. Jego Ekscelencja biskup Hez-hezronu interesował się życiem biednego inkwizytora. Grajcie, surmy anielskie!
    • Źródło: s. 376, wyd. I
  • Przy wąskim okienku w końcu korytarza siedziała młoda, rozczochrana kobieta o zniszczonej twarzy i karmiła piersią dziecko.
    – Szszsz, gryzie mały skurwiel – mruknęła, widząc mnie, i uderzyła dziecko palcami w policzek. Niemowlak się rozwrzeszczał.
    • Źródło: s. 385, wyd. I
  • Wiedziałem już, dlaczego nazywają go Żabą. Był niski, krępy, miał niezdrową, zielonkawą cerę, wyłupiaste oczy i rozszerzające się ku dołowi, zwisające podgardle. Naprawdę, w każdej chwili można się było spodziewać, że wskoczy na najbliższe krzesło i zarechocze lub zakumka.
    • Źródło: s. 397, wyd. I
  • Zrobiło mi się słabo. Jeżeli stanę się zwierzyną, na którą polują oszalałe Anioły, będzie to tylko żałosna kwintesencja żałosnego życia żałosnego Mordimera.
    • Źródło: s. 424, wyd. I, MM

[edytuj] Łowcy dusz

  • Chcesz umrzeć, głupcze, żałując, że nigdy nie odważyłeś się na krok, który zawsze pragnąłeś uczynić?
  • Jestem stary, zgorzkniały, co dnia odnajduję na mej głowie nowe siwe włosy. Każdego ranka muszę się przekonywać, że warto jeszcze żyć. Ktoś kiedyś, margrabio, powiedział, że przeraźliwą rzeczą jest zasypiać ze strachem, iż się nigdy nie obudzicie. Ja zasypiam ze strachem, że następnego dnia jednak się obudzę...
  • – Miłość nie jest grzecznym gościem, panie Madderdin. Miłość nie zapowiada swej wizyty na dwa tygodnie wcześniej. Miłość jest jak złodziej wślizgujący się do waszego domu i kradnący wszystko, co macie najcenniejszego. Przypomina piorun spadający z pogodnego nieba. W pojedynku z miłością macie tak samo wielkie szanse jak kurczak przy jastrzębiu.
    – Zawsze można uciec...
    – Czyż nie to właśnie robicie? I co? Lepiej wam z tym?
    – Nie – powiedziałem spokojnie. – Gdyż kiedykolwiek widzę coś pięknego, chciałbym to pokazać właśnie jej. Chciałbym dzielić z nią każdą chwilę zachwytu. Tyle że ja rzadko widuję piękne rzeczy, panie Reutenbach. Wokół mnie są strach, nienawiść, krew, smród i ból. Byłaby zachwycona, prawda?
    • Źródło: s. 223
  • To prawda, że odważni nie żyją wiecznie – pozwoliłem sobie na odpowiedź. – Lecz tchórze nie żyją wcale.
  • Nagle ktoś rozjazgotał się za jego plecami, zobaczyliśmy wielką kobietę o tłustej, czerwonej twarzy i skołtunionych włosach. Wyciągała za ucho jegomościa przypominającego przerażonego szczurka. To właśnie ta kobieta tak potwornie wrzeszczała, prosząc wszystkie piekielne i boskie siły, by zabrały od niej pijacką zakałę nazywaną ślubnym małżonkiem.
    • Źródło: s. 11, wyd. I, w karczmie
  • – Jak tam szło? – Ritter wydawał się nie zwracać na mnie uwagi. – A płeć miała jak śnieg białą, drżała, gdy ją częstowali pałą – zanucił zacinającym się głosem.
    • Źródło: s. 16, wyd. I, "prowansalska" piosenka Rittera
  • Patrzyłem na niego takim wzrokiem, jakby przyznał właśnie, że jest uroczą niewiastą o wielkich potrzebach.(...) Ale tym razem słowo "zdziwienie" nie oddawało nawet części moich odczuć.
    • Źródło: s. 33, wyd. I, MM u polskiego wojewody
  • Zupełnie nie wyczuwał niebezpieczeństwa. Był niczym naiwny rozbitek, który zastanawia się, co też muska go po nogach i dlaczego to coś wystawia trójkątną płetwę znad powierzchni wody.
    • Źródło: s. 67, wyd. I
  • – Czemuż to nie słyszą? – Obrócił wzrok w moją stronę.
    – Bo widzicie, ojcze, człowiek, któremu poderżnie się gardło, ma straszne kłopoty ze słuchem... Jakie to przykre, że ulepiono nas z tak nietrwałego materiału, nieprawdaż?
    • Źródło: s. 68, wyd. I, MM
  • – Co więc zamierzasz zrobić? – zapytał.
    Rozejrzałem się po komnacie.
    – Spalę to wszystko w cholerę – zdecydowałem i uśmiechnąłem się. – Razem z tobą...
    • Źródło: s. 69, wyd. I
  • Niczyim marzeniem nie jest odgrywanie roli pionka na szachownicy świata, przy której zasiadają cyniczni gracze.
    • Źródło: s. 72, wyd. I, MM
  • A przecież pochwała ust wroga jest więcej warta niż peany wyśpiewywane przez przyjaciela.
    • Źródło: s. 75, wyd. I
  • Potem skinąłem mu uprzejmie głową i odszedłem w stronę czekających na mnie inkwizytorów. Nie słyszałem wyraźnie słów, które wypowiadał Sforza za moimi plecami, lecz byłem pewien, że gdyby przekleństwa były ptakami, to unosiłbym się na ich skrzydłach pod samo niebo.
    • Źródło: s. 77, wyd. I
  • Kiedy ginie inkwizytor, czarne płaszcze ruszają do tańca.
    • Źródło: s. 82, wyd. I
  • Nie raz i nie dwa miałem już okazję widzieć, jak w wioskach czy małych miasteczkach rozprawiano się z Bogu ducha winnymi idiotami, naiwnie sądząc, że ich szaleństwo jest diabelskim stygmatem. Jakby szatan nie mógł znaleźć sobie pożyteczniejszych narzędzi od wiejskich półgłówków.
    • Źródło: s. 84, wyd. I
  • I dobrze, gdyż nie uśmiechało mi się zakończyć życia z gardłem rozszarpanym zębami w brudnym zaułku zapyziałego miasteczka. Oczywiście nie istnieje coś takiego jak dobra śmierć, lecz są śmierci złe oraz bardzo złe. Ta byłaby bardzo zła.
    • Źródło: s. 87, wyd. I, MM
  • Mój koń był zwierzęciem spokojnym i wyćwiczonym. Pochodził w końcu ze stajni heskiego Inkwizytorium, a tam wierzchowce podlegają pieczołowitemu szkoleniu. Muszą być przede wszystkim opanowane. W końcu inkwizytor usiłujący pokonać wierzgającego rumaka, który przestraszył się głośniejszego krzyku lub przebiegającego przez drogę zająca, byłby widokiem zarówno uciesznym, jak i godnym pożałowania.
    • Źródło: s. 90 i 91, wyd. I
  • Musiał wyczuwać w niej nadprzyrodzoną istotę i to boleśnie godziło w jego zdrowy koński rozsądek oraz przewracało do góry nogami ustabilizowany koński system wartości...
    • Źródło: s. 91, wyd. I
  • Ale cóż, my, inkwizytorzy, do igrania z ogniem jesteśmy, jak by nie patrzeć, przyzwyczajeni...
    • Źródło: s. 93, wyd. I
  • – Wzruszyłeś mnie! – Rozłożyłem szeroko ramiona. – Mój Boże, jak bardzo mnie wzruszyłeś, Kozojebie! Tak bardzo, że zmieniłem plany na przyszłość! Postanowiłem, że jeśli mi nie pomożesz, nie zrobię ci krzywdy, zanim nie pozwolę popatrzeć, jak umiera twoja kobieta. I zanim nie pozwolę ci posłuchać, jak gorąco błaga o życie. (...) Przeszkodź mi, a zobaczysz, jak wypruwam płód z twojej kobiety.(...)
    Oczywiście nie zrobiłbym niczego podobnego. Mówcie sobie, co chcecie, o Mordimerze Madderdinie, inkwizytorze Jego Ekscelencji i waszym pokornym słudze, lecz nigdy nie skrzywdziłbym ciężarnej niewiasty. Bowiem kobieta nosząca płód to kobieta przebywająca w stanie boskiej łaski. Jakże byłbym nędzną istotą, by takiego stanu nie uszanować? Na szczęście Kozojeb nie wiedział o moich rozterkach i zbladł.
    • Źródło: s. 99, wyd. I
  • Zawinąłem się w koc i znowu zasnąłem, wiedząc, kto jak zwykle pojawi się we śnie, i nie mogąc jednocześnie zdecydować, czy chciałbym, by te sny się skończyły, czy też by trwały dalej.
    • Źródło: s. 111, wyd. I
  • (...) Jesteś zaledwie małym, nędznym krwiopijcą. Niewiele lepszym od dokuczliwego komara.
    • Źródło: s. 129, wyd. I
  • Oczywiście wiedziałem, że grzebię jedynie zwłoki, którym wszystko jedno, czy zawinięte w aksamity leżą w złotej trumnie, czy też utopiono je w gnojówce.
    • Źródło: s. 130, wyd. I
  • Niemniej wiedziałem, że wielu księży doskonale pamięta, iż niedawno Inkwizytorium nie było aż tak pobłażliwe, a kary nie kończyły się na publicznej pokucie lub chłoście, lecz pozwalały sycić się tłumowi widokiem skwierczących w płomieniach duszpasterzy.
    • Źródło: s. 139, wyd. I [cudowny fragment :D - SG]
  • Kiedy zostaliśmy sami, obejrzałem dokładnie kubek od środka i wytrzepałem z niego przyklejonego do ścianki zaschniętego karalucha.
    • Źródło: s. 141, wyd. I, w karczmie
  • Lubiłem go przecież z jasno określonego powodu: miał się przecież stać właścicielem rachunku za obiad.
    • Źródło: s. 148
  • Zauważyłem, że na jego pierś powrócił łańcuch, a na palcach miał cztery złote pierścienie z dużymi oczkami szlachetnych kamieni, które zdawały się na mnie figlarnie łypać i mówić: "Możemy być twoje, zacny Mordimerze". Opuściłem wzrok, gdyż nie chciałem, by pokusa okazała się silniejsza od umiłowania spokoju. A przynajmniej nie tak od razu...
    • Źródło: s. 152
  • Choć z pokorą muszę wam wyznać, mili moi, że od pewnego momentu nie pamiętałem wszystkich zdarzeń minionej nocy tak dobrze, jak bym sobie życzył je pamiętać. Nie mogłem sobie nawet przypomnieć słów pewnej nader modnej prowansalskiej piosnki, choć pamiętałem, że niezwykle udanie wyśpiewywał ją jeden z braci inkwizytorów. Stał wtenczas nago na stole, z wepchniętym w tyłek ogonem wędzonego szczupaka, i udawał zalotną syrenkę.
    • Źródło: s. 153
  • – Nie, nie, chodźmy do ciebie, zabawimy się potem. Wiesz, jak to jest, Kostuch. Czas gadania, czas wsadzania. Trzeba odróżniać jedno od drugiego.
    • Źródło: s. 156
  • Wiedział, że kłamię, a ja wiedziałem, że on wie. Trudno o większe porozumienie między dwojgiem ludzi.
    • Źródło: s. 159
  • Bowiem ludzie prawdziwie silni nigdy nie chlubią się władzą, jaką mają nad słabszymi od siebie.
    • Źródło: s. 162
  • – Dobrał sobie tę służbę, niech go trąd i cholera – warknął Kostuch. – Jakbyś wodę z kamienia wyciskał.
    • Źródło: s. 165
  • – Ale żeście się złoili – patrzyłem na nich z obrzydzeniem.
    Pierwszy pierdnął, Drugi beknął. Nie była to odpowiedź, jakiej się spodziewałem.
    • Źródło: s. 176 i 177
  • (...) Reutenbach musiał mocno narazić się okolicznym szlachcicom, kiedy bez umiaru dupczył ich siostry oraz córki. Tak, tak, każdy mężczyzna powinien się nauczyć, że tego jaszczura trzeba czasami umieć trzymać na krótkiej smyczy, gdyż w innym wypadku potrafi on przysporzyć nielichych kłopotów.
    • Źródło: s. 199
  • Cóż, trzeba było uciec się do przemocy. Trzasnąłem najbliżej stojącą w twarz, drugą cisnąłem ma łóżko. Jakże żałowałem, że nie mam solidnej rózgi z wierzbowych witek! Kostuch okazał się lepszym mediatorem ode mnie. Wyszarpnął zza pasa krzywą szablę, uderzył nią w srebrny dzban, przecinając go na pół, i huknął:
    – Milczeć, bo zarżnę was wszystkie, małe kurwiszony!
    • Źródło: s. 236
  • – Heinz – przerwałem mu – ani ty, ani ja nie jesteśmy dziwkami, które właśnie dostały diamentową kolię. Więc nie będziemy się podniecać.
    • Źródło: s. 300
  • – Siła miłości – westchnął teatralnie. – Kiedy przemawia uczucie, milknie rozum.
    • Źródło: s. 302, Heinz Ritter
  • Tłusta dziewka w poplamionej sukni zatoczyła się Ritterowi na kolana.
    – Zabawicie się, chłopaki? – zaskrzeczała ochryple, w powietrze wzniósł się całun trumiennego odoru buchającego z jej gęby.
    – O żesz ty! – Dramaturg zepchnął ją i pogonił kopniakiem w tłusty zad. Odeszła, wyklinając nas od dupojebców i sodomitów.
    • Źródło: s. 329
  • – Zwyciężymy – zapewniłem go.
    – Oni w to wierzą, my w to wierzymy, ciekawe, w kogo wierzy Bóg?
    – Ja was powinienem po prostu spalić... – Rozłożyłem bezradnie dłonie.
    – Zapewne jedynie w ten sposób zwyciężylibyście w dyskusji.
    • Źródło: s. 332
  • Noc jest najlepszą porą do przeprowadzania szturmu. W nocy nikt nie wie, przeciw komu ma walczyć, jak liczne są siły przeciwnika i skąd nadchodzą. W nocy rządzą Strach i Trwoga, dwaj synowie boga wojny. Noc jest pełna tratowanych namiotów, krzyków przerażenia, świateł pochodni gasnących w błocie i wrzasku konających. W nocy rozbijasz toporem łeb krewniaka i omijasz ostrzem gardło wroga. W nocy słyszysz głos: "ratuj, przyjacielu" i nie wiesz, czy woła wróg, czy sprzymierzeniec. W nocy zaplątujesz się w sznurach od namiotu, a potem spostrzegasz, że to nie sznury, lecz wywleczone ludzkie jelita.
    • Źródło: s. 341

[edytuj] Inne

[edytuj] Przenajświętsza Rzeczpospolita

  • I zawsze będziemy tacy – westchnął (..) – Zawsze będziemy umieli umierać i nie będziemy potrafili żyć.
  • Minął już czas cudów.(...) Może nawet Bóg nie potrafiłby dzisiaj zmartwychwstać, a może zmartwychwstać po prostu by nie chciał. Bo jeśli prawdą było, co Biblia mówiła o poświęceniu i złożeniu ofiary, to czy ludzkość była godna, aby umierał za nią Bóg?
  • Twój świat jest tak samo realny, a raczej nierealny dla mnie, jak mój dla ciebie.
  • W dzisiejszych czasach nawet, jak chciałoby się sprzedać duszę, to nie ma komu.
  • Almaryk Dymała nie zamierzał kończyć na Śląsku, jego ambicje sięgały daleko, może nawet kiedyś, kiedyś, kiedyś do Sejmu bądź Senatu, wiecznych żłobów dla zgłodniałych owieczek Przenajświętszej Rzeczpospolitej.
  • Obywatel ów po pijanemu napluł na medalik z Matką Boską i powiedział, że królową, która tak umiejętnie opiekuje się swoim narodem, tenże naród powinien w podziękowaniu wyjebać w kosmos.
  • (...) Kiedy zjednoczony szlachetnym entuzjazmem naród powziął historyczną misję. Op, pardon – zreflektował się. – Co ja pierdolę, kurwa mać. Przyzwyczajenie w mordę... człowiek przemówi raz czy drugi w Senacie i później te pierdoły same wchodzą mu na usta.
  • Szmal pozwalał kupować ludzi, powalał ich na kolana, wysuwał im jęzory ku nadstawionej dupie. Uganiali się za szmalem, modlili się do szmalu, wzywali szmal.
  • Trzeba grać, bo kto nie gra, ten, kurwa, nie wygrywa.
  • Próbował się skupić, ale myśli biegały niesfornie jak klerycy po burdelu.
  • Jesteś tylko interesującą zabawka w rękach pięknej, młodej damy, mój chłopcze. Za chwilę znudzi się tobą i rzuci cię w kąt.
    – Niech wtedy zazdroszczą mi ci, którzy nie mieli nawet szansy zostać jej zabawką.(...) Tylko ten, kto całe życie oddychał smogiem, doceni wartość świeżego powietrza. Niech to trwa choć mgnienie oka, choć chwilę, ale właśnie dla takiej chwili warto żyć.
  • Codzienne odprawianie mszy świętej było dla niego zaledwie nudnawym spektaklem teatralnym, przed którym szczególną uwagę poświęcał jedynie uczesaniu, a w trakcie tegoż spektaklu lubił modulować na różne sposoby głos i przybierał wcześniej trenowane pozy. Msza święta dawała mu mniej więcej tyle samo mistycznych przeżyć, co proces kiszenia ogórków.

[edytuj] Świat jest pełen chętnych suk

  • Zupełnie nie przemawiały do mnie te nostalgiczno – tragiczno – dramatyczne klimaty. Jestem prostym, wesołym chłopcem. Dobrze się napić, dobrze się naćpać i dobrze podymać – czyż świat może zaoferować coś więcej niż tylko zajebistą scenografię do tych trzech rzeczy?
  • A rozstanie zawsze jest dramatem. – Obróciłem na nią wzrok. – Nawet wtedy, kiedy rozstajemy się z kimś, z kim z całą pewnością być nie chcemy.
    – Dlaczego tak jest? – zapytała po chwili.
    Bo jesteśmy dobrymi ludźmi – odparłem. – I nie chcemy sprawiać nikomu bólu. Tyle, że nie wolno poświęcać swojego życia, by kogoś nie zranić. Mamy tylko jedno życie, więc warto je dobrze wykorzystać.
  • – Związek między dwojgiem ludzi ma być olśnieniem. (..) fajerwerkiem, chęcią bycia coraz bliżej. Dzielenia się tym, co dobre i złe.(...) Miłość ma upajać, jak dobre wino, a nie powodować kaca.
  • – Trzeba jakoś żyć. – Wzruszyła nerwowo ramionami. – Bo przecież można stracić życie na szukaniu.
    – Jakoś? – zapytałem z ironią, która przyszła mi bez trudu. – Masz jedno życie i chcesz je przeżyć JAKOŚ?
  • Kobiety nigdy nie chcą słyszeć prawdy. Chcą przejrzeć się w twych oczach jak w magicznym zwierciadle, a na pytanie: "Mirror, mirror on the wall, who is the prettiest of them all?" lustro ma odpowiadać: "You, my Queen". I tak właśnie świat się toczy.

[edytuj] Alicja

  • Ale nadzieję trzeba mieć. Irracjonalną, bezsensowną nadzieję. Taką, która każe ci obstawiać orła, gdy rzucasz fałszywą monetą mającą reszkę zarówno na rewersie, jak i awersie. Bez tej nadziei mogłem równie dobrze się powiesić.
  • Jeśli źle życzymy człowiekowi, któremu kiedyś ofiarowaliśmy miłość, to tak, jak byśmy opluwali samego siebie. Jeśli nie mamy szacunku dla tej drugiej osoby, miejmy chociaż szacunek dla tego kogoś, kim byliśmy wtedy.
  • Niemniej każdy staje czasami w obliczu dokonania pewnych wyborów. I dokonać ich musi. Czasami musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteś już człowiekiem, czy dopiero wyrobem człowiekopodobnym.