Arkadij Awierczenko
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Arkadij Awierczenko (1881–1925) – rosyjski pisarz, satyryk i humorysta.
[edytuj] Cytaty z utworów
- Ciężko zrozumieć Chińczyków i kobiet. Znałem Chińczyków, które dwa-trzy lata cierpliwie przesiadywały nad kawałeczkiem słoniowej kości wielkością z orzech. Z tego niekształtnego dzwonka Chińczyk za pomocą całej armii malutkich nożyków i pił wycinał statek – dziwo chytrości i cierpliwość: statek miał wszystkie sprzęty, żagle, niósł na sobie odpowiednią ilość rozkazu, przy czym każdy z marynarzy był wielkością z makowe ziarno, a liny były takie cienkie, że nawet nie odrzucały cieniu, – i wszystko to było nie do czego...
- Dziś potrawę potłukł, jutro całe naczynie przetrącisz, a pojutrze i ojca zaczniesz bić!
- Istnieje prastary podział narratorów anegdot na cztery kategorie:
- Kiedy narrator zachowuje poważny wyraz twarzy, a słuchacze kołyszą się od śmiechu.
- Kiedy śmieje się i sam narrator, i słuchacze.
- Kiedy narrator za odwłok trzyma się od śmiechowi, a słuchacze, zwiesiwszy głowę, mroczny milczą.
- Kiedy słuchacze, uzbroiwszy się krzesłami i winnymi butelkami, kłopotliwy biją narratora.
- Jeden znany nam pan – autor genialnej pracy „Usposobienia i przyzwyczajenia ichtiosaurusów” – zginął w opinii przyzwoitego społeczeństwa tylko dlatego, że pewnego dnia na oficjalnym obiedzie nie tylko kroił szparag widełkami, ale jeszcze i pił likier z dużej czarki, jak wiadomo, przeznaczoną dla białego wina, a, wysysając trzema potężnymi gardłami cały likier, – wytarł wargi krawędzią sumiastego gazowego rękawa swojej pani, chociaż dla tego celu on miał pod samym nosem krawędź obrusa.
- Każdemu, że nawet nie uczył się w seminarium, wiadomo, że jeśli człowieka, że długo głodowała albo smuciła się żądzą, – od razu nakarmić do hałdy albo spijać w całości – źle skończy taki człowiek: wytrzeszczy oczy i, złapawszy się chudymi rękami za rozdmuchany brzuch, cicho odejdzie do owego świata, gdzie nie ma ani czczych, ani sytych.
- Najistotniejsza różnica między weselem i pochówkami owa, że na pochówkach płaczą od razu, a po weselu tylko za rok. Zresztą, niekiedy płaczą i na inny dzień.
- Nie mówiąc już o owe, że na takim statku nie można było zrobić samą znikomą podróż, – sam statek był na tyle kruchy i niepewny, że jedno lekkie naciśnięcie dłoni niszczyło szatańską pracę bezmyślnego Chińczyka. Żeńskie kłamstwo często przypomina mi Chiny statek wielkością z orzech – masa cierpliwości, chytrość – i wszystko to doskonale bezcelowo, bezskutecznie, wszystko ginie od prostego dotyku.
- Pocieszna chudoba – człowiek. Wesoła chudoba.
- – Sypiam, sypiam, raptem słyszę, coś mnie kąsa. wykrzesuję ogień, i co że! – okazuje się, Jan Mikołaj za nogę. Już ledwie nie połowę nogi zjadł! Zamordowałem jego, odwrócił się na inny bok, znów usnął.
- U dzieci zawsze bywa dziwny, często niezrozumiały rozumieniu dorosłych odchylenie myśli.
- U filozofów i dzieci mają jedną szlachetną cecha – oni nie nadają ważności żadnej odmienności międzyludzkim – ani socjalnym, ani umysłowym, ani zewnętrznym.
- Wszyscy cierpimy od głupców. Gdyby wam kiedykolwiek zaproponowały na wybór: z kim życzycie mieć do czynienia – z głupcem albo szachrajem? – śmiało wybierajcie szachraja.
Przeciw szachrajowi macie własną roztropność, rozsądek i takt, są prawa, które was obronią, jest wasza chytrość, którą możecie zwrócić przeciw jego chytrości. Wreszcie, to uczciwa, dostojna walka.
Ale co może was obronić przeciw głupcowi? Nigdy do poprzedniej minuty nie znacie, że on wyrzuci do późniejszej. Czy spadnie on wam z dachu na głowę, czy rzuci się pod odnóża, czy ugryzie was albo zawrze do objęci. – kto przeniknie w tajemnicy ciemnej bezmyślnej psychiki?
Szachraj – matematyka, że poddała się znanym prawom, głupiec – loteria, która żadnym prawom i systemom nie poddała się.
- Życie lubi pożartować i pośmiać się nawet nad śmiercią.
[edytuj] Biografia
- Awierczenko – magnes „Wiedeńa”. Gdzie Awierczenko – tam rechotanie, gruchot, wesołość, łobuzerki i firma. Ostrość, epigramaty, kalambury sypać się jak z ogromnego worka. Dookoła stolika rozszerza się niewysłowiony szum. Głos Radakowa jest słyszalny bodaj czy nie do wyjścia.
- Autor: I.S. Sokołów, właściciel restauracji Wiedeń
- Awierczenko przyniósł mi kilka śmiesznych i świetnych opowieści, które z radością przyjąłem.
- Autor: M.G. Kornfełd
- Do pokoju wszedł człowiek dużego wzrostu z trochę nalaną osobą, ale z przyjemnym, otwartym wyrażeniem: przez pince-nez patrzyły oczy, które miały właściwość uśmiechać się bez uczestnictwa mięśni osoby. Wrażenie było od pierwszego spojrzenia na jego – że rozlokowuje, nie patrząc na lekki odcień małomiasteczkowego „szyku”, wzorem czarnej, bardzo szerokiej taśmy pince-nez i białej krochmalowej kamizelki, detale, które były już „tabu” w Petersburgu.
- Autor: N.W. Remizov
- Moje oko przyjemnie spostrzegało w Awierczenko ową miękką, przyrodniczą, przyrodniczą ogładę, która daje się tylko czujnym i rozumnym ludziom. Jego urok w społeczeństwie był íĺńđŕâíłěî. On umiał trzymać siebie w nowym i nieznajomym środowisku lekko, do miary wolny. Nieodmienny pomysłowy, baczny, jasny, i równy z wszystkimi i dla wszystkich. To duża sztuka, im może posiadać tylko utalentowana dusza, i Awierczenko był dany dar atrakcyjnego uroku. On ujarzmiał. Ale obok tej wesołości, zewnętrzną pełna życia teraz w jego stosunku do ludzi widywała się jeszcze jedna zauważalna nić: on był baczny i dbały do innych. Prawda, czujność zawsze była jedną z jego czarownych cech charakteru.
- Autor: dziennikarz P. Piłsky
- ... stoi w redakcji „Apollo” okrągły trójnożny stolik, za stolikiem siaduje Gumiłev, przed nim kupa jakichś puszystych deseniowych skórek, i on swoim uroczystym, trochę napuszonym głosem opowiada owym, że zbierały się, ile przystrzelał on w Abisynii różnych przedziwnych zwierzów i zwierzątek, byle zdobyć ową albo inną z tych egzotycznych skórek. Raptem wstaje redaktor „Satyrykonu” Arkadij Awierczenko, niestrudzony dowcipniś, i, oświadczywszy, że on uważnie obejrzał te skórki, zapytuje u sprawozdawcy bardzo grzecznie, dlaczego na zwrocie każdej skórki wydrukowano lila znak petersburskiego miejskiego lombardu. W sali wspiął się chichot – bardzo złośliwe...
- Autor: Korniej Czukowski
- Z skromności będę wystrzegał wskazać na ów fakt, że w dzień mojego urodzenia dzwoniły do dzwonów i było ogólne narodowe triumfowanie. Złe języki powiązywały to triumfowanie z jakimś dużym świętem, że zbiegło się z dniem mojego pojawienia na świat, ale dotychczas nie rozumiem, przy czym tu jeszcze jakieś święto?
- Opis: Awierczenko o same sobie