Anna Kłodzińska
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Anna Kłodzińska (pseud. Stanisław Załęski; ur. 1915, zm. 2008) – polska dziennikarka i pisarka, autorka powieści kryminalnych i sensacyjnych.
Spis treści |
[edytuj] Błękitne okulary
- – Nie bał się pan ryzyka, kapitanie?
Szczęsny zamyślił się na chwilę. Nie odpowiedział.
- – Wolę jasne sytuacje, bez tych tam takich... Podobasz mi się, Andrzej.
– Więc po co my tu siedzimy? – spytał cicho.
[edytuj] Czy Pan pamięta, inżynierze?
- Istnieją tylko trzy przyczyny zabójstw.(...) Pieniądze, baba i zemsta.
- Nie zawsze potrafimy uzasadnić co nas prowadzi właśnie w tym a nie innym kierunku.
- Poznali się wiele lat temu w partyzantce. Ślub dał im dowódca oddziału, a ucztę weselną, złożoną z gorących ziemniaków i ajerkoniaku na bimbrze, przerwał atak zmotoryzowanej żandarmerii hitlerowskiej.
- Skórzaną kurtkę musisz mieć! Nie mogę już patrzeć na twój ortalionowy łach.
[edytuj] Dwa włosy blond
- Bardzo ładna – stwierdził z niechęcią. Bardzo lubił ładne kobiety, ale nie w czasie śledztwa.
- – Co to za facet? – pyta Szczęsnego rozmawiający z nim milicjant. Był zły. Można przecież było się domyślić, że nie ma w Polsce człowieka, który by się nazywał Kubuś Puchatek.
- Jeszcze co nieco, jak mawiał Kubuś Puchatek.
- No cóż... był okres, kiedy kobietom imponowały wstążeczki na mundurze. Przyszedł okres, kiedy imponuje mercedes i komisowy garnitur.
[edytuj] Grzęzawisko
- To straszny człowiek – szepnął. – U niego pieniądz najważniejszy. Panie, ile oni tu lasu wycięli! Ile pięknych drzew poszło pod topór. Pola golfowe, korty, baseny... I wszystko dla tych kilkunastu dyrektorów. A w Gniewczycach ludzie po piętnaście lat czekają na mieszkania. W ruderach się takich gnieżdżą, z grzybem, ze zbutwiałą podłogą, tynk im na głowy leci, nie ma pieniędzy na remonty. Panie, toż to wielka krzywda społeczna! Żeby kilku miało tak wiele? [...] Szczęsny zagryzł wargi w bezsilnym gniewie. I on tak się pytał, ale nie dostał jeszcze od nikogo odpowiedzi, cóż więc mógł rzec temu prostemu człowiekowi, który mówił to, co go dręczyło i napełniało goryczą.
– Kiedy przyjdzie ten czas? – rzucił major gniewnie. – Czas rozliczeń i sprawiedliwości społecznej?
– Nie wiem. Ale jestem niepoprawnym optymistą. Więc może jeszcze w tym roku?
[edytuj] Jedwabny krawat
- Szczęsny rzucił okiem dookoła, zobaczył ogromnie dużo lalek, co go trochę zirytowało. Nigdy nie miał z tym do czynienia.
[edytuj] Potem przychodzi ktoś inny
- Na scenie las-nie-las, pełen cieni i przelatujących co chwila czerwonych świateł. Gdzieś z góry (...) schodzili partyzanci, błyskały lufy karabinów, śpiew brzmiał coraz donośniej:
Dziś do ciebie przyjść nie mogę,
Zaraz pójdę w nocy mrok...
- Po stawie pływał samotny łabędź, właściwie było to tylko pół łabędzia, to gorsze, widać szukał czegoś na dnie.
- Położył na biurku książkę, z którą przyszedł, otworzył na którejś stronie i zacytował, szybko i trochę niewyraźnie, bo nie przywykł przyznawać się do tego, co najbardziej w nim nurtowało.
- Opis: o książce Barwy Walki M. Moczara
- – Przepraszam, czy Szczęsny to pańskie imię czy nazwisko? Jeżeli wolno...
– Wolno – roześmiał się kapitan. – Tak się śmiesznie złożyło, że mam takie samo imię i nazwisko. Moi rodzie mieli, widać, poczucie humoru.
[edytuj] Srebrzysta śmierć
- Deszcz to wróg milicjanta. Zmywa wszelkie ślady niczym sprzymierzeniec mordercy. Należałoby właściwie oddać deszcz pod sąd.
- – Nie, to nasz dyrektor. On tak codziennie, rano i przed południem. Objeżdża biuro.
– Ale ten hałas... na czym on jeździ?
– Na wrotkach, żeby prędzej. W ten sposób zyskuje 26 i pół minuty dziennie.
- W granatowym berecie i żółtym szaliku w drobną kratę w rękoma w kieszeniach ciemnego płaszcza, szczupły, niewysoki, o typowo warszawskim, trochę cwaniackim spojrzeniu czarnych oczu wyglądał raczej na studenta niż na doświadczonego wygę Milicji Obywatelskiej.
[edytuj] Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny
- Czy zbrodni nie mogła dokonać Marta Saćko, kobieta ponura jak noc i silna jak mężczyzna?
- Dziwna troskliwość jak na człowieka, który wali oficera milicji boczkiem po głowie.
- Każdy dzień, każda godzina, którą podejrzany, a może niewinny człowiek przebywa w areszcie, obciąża jego milicyjne sumienie.
- Weszła Drewniakówna Drobna, prawie filigranowa, o jasnych włosach i oczach dziecka, robiła wrażenie porcelanowej laleczki, a nie robotnicy przy tokarce.
[edytuj] Taniec szkieletów
- Pod sześćdziesiątym trzecim, Zofia i Jolanta Kackie, siostry. Pierwsza siedziała cztery lata za manko w sklepie, nie pracuje, zarabia, jeżeli znajdzie amatora na swoje stare kości. Druga to jeszcze lepszy numer. Zdemolowała kiedyś pół lokalu, pobiła milicjanta i w pijanym widzie rozniosła nam radiowóz. No, nie dosłowne, ale co zdążyła, to potłukła i podarła. Obie wyglądają jak czarownice.
[edytuj] Wrak
- Przeszedł do wytłaczarki ślimakowej, porozmawiał z robotnikami. Grube nitki polistyrenu wyłaziły z kolumny polimeryzacyjnej jak olbrzymi makaron i wędrowały pod zimny natrysk.
- W pokoju zapanowała cisza. Oficerowie patrzyli na Biegańskiego, a on pod tymi spojrzeniami kulił się w krześle jak pod uderzeniem pałek.
[edytuj] Za progiem mroku
- Morwa czekał na swoją dziewczynę. Aktualnie była to nieduża, pulchna blondynka z niebieskimi oczami, podobna do tej, jaką kiedyś widział na pudełku czekoladek, kiedy jeszcze czekoladki można było bez trudu kupić w sklepach.
- Jak to o nim powiedział Żarewicz? „Moralnie zużyta rura”.
[edytuj] Zdrajca
- CIA interesowała się żywo stopniem przygotowania drobnicy do przewozu.