Angus Young

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Angus Young

Angus Young (ur. 1955) – australijski gitarzysta rockowy. Członek hardrockowej grupy AC/DC.

Maksimum rock’n’rolla[edytuj]

  • Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo…
  • Bon kazał sobie (…) specjalnie zbudować te małe mikrofoniki, rozmieszczał je na całej kobzie i całkiem fajnie wychodziło. Był z tego bardzo dumny, ale wtedy odłożył ją na bok sceny podczas koncertu i oczywiście te wszystkie dzieciaki ją złapały i rozerwały na strzępy! Potem podpalili zasłony! I to był właściwie koniec imprezy.
  • [Bon] był zabawnym, ogromnie zabawnym facetem. Miał wyjątkowe poczucie humoru. Zdarzało się, że powiedział coś i tarzałeś się ze śmiechu przez dwa dni. Przed wyjściem na scenę błagaliśmy go, by milczał, bo gdyby zaczął te swoje gadki, nie bylibyśmy w stanie grać.
  • Byłem ja, Malcolm, George, Ray i paru innych gości i poszliśmy do tego klubu na końcu George Street w Sydney. Nie chcieli nas wpuścić. Powiedzieli, że wyglądamy zbyt prostacko, a grali AC/DC na cholernej dyskotece! Popatrzyliśmy na siebie i poszczaliśmy się ze śmiechu.
  • Było mi wtedy trochę niedobrze. Zwłaszcza kiedy wisiałem 13 metrów nad ziemią. Miałem szczęście. Dali mi tego kaskadera, który pokazał mi, co robić, ale powiedziałem mu: „Super, ale wiesz, ja jestem tylko gitarzystą.”
  • Było trochę tego oraz to, że zawsze trzymały się nas żarty. Od samego początku mówiliśmy, że mamy większe usta niż Mick Jagger i Presley, kiedy je wydymamy. Właściwie jak spojrzysz na okładkę Highway to Hell, zobaczysz, że mam tak podciągniętą wargę. Pamiętam, jak byłem dzieciakiem, zobaczyłem wczesny biało-czarny film z Brigitte Bardot, która miała takie wydatne usta i stwierdziłem, że bardzo podoba mi się to, co ma do zaoferowania.
  • Dotrwaliśmy do końca koncertu, ale on [Brian] padł przed samym, samym końcem, więc tak naprawdę nie mogliśmy wyjść na bisy. Więc musiałem im powiedzieć; musiałem wyjść tam i kazać publiczności zachować spokój. Kiedy stoisz przed 20 000 ludzi, możesz się trochę denerwować, ponieważ oni patrzą na ciebie jak na jakieś wielkie zwierzę. Czułem się trochę jak chrześcijanie rzuceni lwom na pożarcie.
  • Gdy nagrywaliśmy Back in Black początkowo wyglądało to dość żałośnie… Malcolm grał non-stop akordy AC/DC, Brian darł się, jak nieboskie stworzenie zagłuszając Phila na perkusji, który walił w nią tak, że prawie popękały talerze, Cliff krzyczał, że z taką hołotą nie da się pracować. Ja patrzyłem na ten kabaret i zastanawiałem się, czy zadzwonić do Eddiego Van Halena, by nagrał za mnie solówkę, bo mi się nie chcę… Na szczęście wszystko się jakoś ułożyło.
  • (…) i wyszedł. Ale dalej grałem na swoim Gibsonie SG tak, że z drewna została tylko zgnilizna, ponieważ wiele potu spadało na nią. Byłem spocony na całej szyi. Kupiłem go z drugiej ręki; chodziło o ten z ’67. Miała prawdziwie chudą szyję, bardzo szczupła, jak szyja Custom. To był ciemny brąz.
  • Jeśli chodzi o motoryzację, to nie w przeciwieństwie do Briana nie jestem jakiś wielkim fanatykiem. Mam tylko jeden spokojny rodzinny samochód – jaskrawo żółte Lamborghini Miura z 1972 roku…
  • Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Ameryki, niektóre kobiety, które mnie szukały, były jak Amazonki. Otwierałem drzwi i mówiłem: „Nie ma problemu, jestem tylko jego lokajem”.
  • Kurde, a nie mieliśmy nawet płyty w pierwszej pięćdziesiątce! Szum i przejęcie po Day on the Green były wielkie i bardzo dobrze, bo te wszystkie zespoły, co miały albumy na pierwszych miejscach, dostawały niezłego pietra, jak się dowiadywały, że gramy z nimi.
  • Lubiłem lekcje plastyki, bo dzięki sztuce wiele ci może ujść na sucho!
  • Mamy tylko dwie gitary, bas i perkusję i naprawdę jedyne kolorowanie, jakiego używamy, to ja czarujący na gitarze. Wszystko chcemy utrzymać na minimalistycznym poziomie, chyba myślimy w sposób artystyczny, by trzymać się podstaw. Dobre zespoły rockandrollowe zawsze są pozbawione wodotrysków. Zawsze uważałem, że najlepsze kapele rockowe mają w sobie ten bluesowy element. W dzisiejszych czasach bombardują nas image’em i zaczyna to wyglądać, jakby wygląd był najważniejszy, myślę, że chyba się trochę pogubili.
  • Myślę, że dużo ludzi myśli, że jestem chronicznym alkoholikiem czy coś takiego. Zazwyczaj kiedy mówię, że nie piję, oni myślą, że kłamię. Kiedy byłem nastolatkiem, priorytetem było pójście do pubu… Wtedy zawsze myślałem, okej, dobra, byłem, widziałem, robiłem to i tamto i co jeszcze? Pomyślałem, że nie chcę włóczyć się po barach całe życie.
  • Myślę, że najwcześniejszą rzeczą, jaką zrobiłem – prawdopodobnie pierwsza rzecz jaką w ogóle zagrałem – była krótka 12-barowa melodyjka bluesowa. Jeden z moich starszych braci, Alex pokazał mi parę chwytów i to była pewnie jedyna lekcja, jaką kiedykolwiek miałem!
  • Myślę, że przez całą tę adrenalinę to wyglądało gorzej niż naprawdę było. Wyglądało to trochę jak w filmach, wiesz, gdzie krew tryska na wszystkie strony. Myślę, że moja krew zalała tej nocy parę dziewczyn. Wróciły do domów posmarowane sosem pomidorowym!
  • Niektórzy próbują podążać za dzisiejszą modą. Patrzą na to, co dzieje się wokół nich, i zapominają. W tym sensie muzyka staje się fast foodem. Jest łatwo dostępna, ale z dostępnością przychodzi też nadużycie. Rozumiem, kiedy media zawsze trują: „Musimy mieć coś nowego”. To mogę zrozumieć. Ale to trochę przeraża, kiedy taki koleś jak Pete Townshend, który napisał My Generation, zaczyna mówić, że rock and roll nie żyje i tym podobne. Ja na to: „Nie byłeś w moim domostwie!”.
  • Nigdy nic nie zrobiłem. Nie siadałem i nie celebrowałem. Widzisz, w momencie śmierci Bona ja chwilę wcześniej się ożeniłem. I to też pamiętam. A jeśli zapomnę, może dojść do kolejnej śmierci! Zobaczyłbym Bona wcześniej, niżbym chciał!
  • Pamiętam nawet, jak jednej nocy Bon prasował swoje dżinsy na barze. Wszyscy się trochę zdenerwowali, kiedy zrzucił z niego wszystkie drinki, ale udało mu się zrobić taki fajny kant wzdłuż tych spodni!
  • Pojawiły się plotki. To stało się w niedzielę, a w poniedziałek, chyba graliśmy wtedy w Palladium w Nowym Jorku, jakieś parę setek ludzi czekało, aż wyjdę gotowy przyłożyć każdemu, kto choćby mrugnął.
  • Przyjeżdżaliśmy w starym kombi i spędzaliśmy pół dnia, walcząc na zewnątrz z ochroniarzami, żeby nas wpuszczono na koncert. Wiele zespołów przyjeżdżało limuzynami i tym podobnym szajsem.
  • W Europie byliśmy w miesiącach zimowych i nie wiedzieliśmy, że wracamy latem. Myśleliśmy, że chcielibyśmy zagrać coś innego, więc wymyśliliśmy, że prawdopodobnie najlepiej będzie, jeśli zagramy parę piosenek, których publiczność nie słyszała od dawna. Ostatni raz, kiedy graliśmy Up to My Neck With You, przypada mniej więcej na nasze pierwsze koncerty w Ameryce z Bonem, chyba w San Francisco w jakimś starym klubie. Więc niektórych kawałków od tamtej pory nawet nie próbowaliśmy grać. Ale byliśmy dzielni!
  • Wiem, że Keith Richards jest wielkim fanem. Ktoś powiedział, że jakiś koleś rozmawiał z nim i Jaggerem i koleś spytał: „Słyszałem, że jesteś fanem AC/DC”. A on na to: „Owszem jestem”. A Jagger powiedział: „Jasne, że jest i puszcza ich non-stop!”
  • Zawsze czuję się z tym dziwnie. Malcolm powiedział kiedyś, że da mnie na okładkę. Odpowiedziałem, że zawsze dają mnie na okładkę albo gdzieś w okolicy. On na to, że to dlatego, że ludzie mnie znają, wiedzą, że jestem częścią AC/DC, mogą się skupić. Nawet jeśli ktoś nie wie, jak się nazywam, wiedzą, że to ten koleś w krótkich spodenkach. A ja zawsze chowałem się do tyłu, od samego początku, ale zawsze było to samo. Malcolm i George zawsze mówili, że trzeba mnie dać na przód. Tłumaczyli, że oni wiedzą, że ja umiem grać na gitarze, ale ludzie też muszę wiedzieć. Odpowiadałem na to: „Ale przód jest też miejscem, gdzie strzelają rakietami!”
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.
  • Bon powiedział: „Kawałek dalej jest taki kolo. Jeśli chcesz mieć tatuaż, to ten koleś jest wybitny! Robi wszystko za jednym razem, tak jakby ci to wypalał!” Zamierzał dać dodatkowy tusz do swoich kolorów, by nieco bardziej świeciły, więc poszedł i sobie je zrobił. Miał już jeden poniżej pasa. Powiedziałem: „Kurwa mać, Bon! Ty to dzielny jesteś! Tak po prostu tam włazisz i sobie to robisz.”
  • Było wokół nas sporo szumu i jakaś laska zapytała mnie, jak nazwiemy kolejną trasę. Powiedziałem: „To pieprzona autostrada do piekła. To trasa AC/DC.”
  • Kiedy we dwóch wskoczyliśmy w tłum, wszyscy nagle wstali i ruszyli w naszą stronę. Obydwaj wrzasnęliśmy: „Kurwa! Uciekamy!” To naprawdę była desperacka ucieczka.
  • Pamiętam, jak robiliśmy zdjęcia i jakiś koleś powiedział: „Patrzcie, to Sex Pistols!” i widziałeś Johnny’ego Rottena wyglądającego jak Rod Stewart – blondynkowatego. Wiem tylko tyle, że byli w Nashville, kiedy graliśmy, a następnym razem, jak ich widzieliśmy, mieli wszystko, co miał na sobie Bon, każdą jedną jebaną rzecz!
  • To było po prostu… magiczne. Czuło się tą magię… Bon stwierdził, że było to jak rzucenie chrześcijanom lwom. Graham ściągnął skądś jakieś zajebiście wielkie jaszczurki, iguany czy jakieś inne smoki z Komodo na scenę, a Bon praktycznie się w nich tarzał! Ale był to jeden z tych jakby magicznych momentów.
  • Weszliśmy na scenę i wszystko poszło nie tak. Cały sprzęt zaczął nawalać. Graliśmy dalej, a publiczność gapiła się na nas, w ogóle nie reagując. Myślę, że graliśmy ze 20 minut i rozpieprzyliśmy scenę. Było to spowodowane frustracją, że wszystko poszło nie tak, jak chcieliśmy. Cały nasz sprzęt, gitary, piece eksplodował, więc scenę szlag trafił, a kiedy zeszliśmy, publiczność dostała szału! Malcolm powiedział, że to było jak jakiś pierdolony Picasso, że to była sztuka!
  • Zdejmowałem kurtkę, a pod nimi [szortami] miałem bokserki. Normalnie zdejmuję te szorty i pokazuję drugą parę pod nimi, na którą przyklejam flagę albo coś. Tej nocy, kiedy zdjąłem górne szorty, te pod spodem się porwały, o czym nie wiedziałem. Odwracam się, a chłopaki krzyczą: „Ang! Ang!”, ale ja byłem w swoim świecie. Później Brian powiedział: „Odwracam się i widzę, jak machasz swoim pisiorem!” Miałem szczęście. Publiczności to nie przeszkadzało, a jak powiedział Brian, nie mam nic do ukrycia!
  • Pamiętam, że pod koniec pieprzony piec dymił, dym wydobywał się z tyłu jebanego wzmacniacza! George się, kurwa, drze: „Nie przestawaj!” Ja siedzę tam, napierdalam, ile wlezie, i widzę, jak dym wypełnia jebany pokój. Trwało to do końca i wtedy ten piec normalnie się, kurwa, chyba poddał, zrobił „BLAAAAAH!” Stopił się. Let There Be Rock był albumem, gdzie się normalnie gotowało.
Commons-logo.svg